O psie, który jeździł pociągiem TLK

Polskie koleje nie cieszą się dobrą sławą, postanowiłam więc przyjrzeć się kwestii przewozu zwierząt w pociągach spółki PKP Intercity z perspektywy regulaminu przewoźnika oraz tego, jak wygląda zastosowanie go w praktyce. Podróżowanie z psem nie jest takie straszne, jak mogłoby się wydawać, nawet, jeżeli trzeba korzystać z usług osławionego PKP. Na pewno jednak warto wiedzieć na co należy się przygotować – tak fizycznie, jak i materialnie – kiedy przychodzi wsiąść z psem do pociągu.

W świetle prawa

Zasady podróżowania w towarzystwie zwierząt przedstawione są w „Regulaminie przewozu osób, rzeczy i zwierząt przez spółkę PKP Intercity (RPO-IC)”. Zostały ujęte przede wszystkim w paragrafie 26. Zgodnie z nimi małe psy, umieszczone w odpowiednich transporterach, traktowane są jak bagaż podręczny:

1. Podróżny może przewieźć pod swoją opieką bezpłatnie, w ramach bagażu podręcznego – małe zwierzęta domowe (w tym psy), jeżeli nie są one uciążliwe dla współpodróżnych (np. z powodu hałasu, zapachu itp.). Przewożone zwierzęta powinny być umieszczone w odpowiednich pojemnikach (klatkach, pudłach, koszach itp.), zabezpieczających przed wyrządzeniem szkody osobom lub mieniu i umieszczone w miejscu przeznaczonym na bagaż podręczny. Podczas przewozu zwierzęta powinny pozostawać w pojemnikach, w których zostały umieszczone.

Konieczność zakupu osobnego biletu dla zwierzaka dotyczy jedynie dużych psów (koszt biletu wynosi 15,20 zł). Prezentowane poniżej fragmenty regulaminu nie dotyczą psów przewodników oraz psów pełniących funkcję opiekunów osób niepełnosprawnych, które objęte są mniej restrykcyjnymi zasadami (przedstawione są w pominiętym tutaj punkcie 2).

3. Pełnoletni podróżny może przewieźć odpłatnie, pod swoją opieką jednego psa, który nie jest umieszczony w pojemniku pod warunkiem, że:

1) pies jest trzymany na smyczy i ma założony kaganiec […]; 2) posiada ważny bilet na przewóz psa (z adnotacją „Pies”) […] oraz aktualne zaświadczenie o szczepieniu psa przeciwko wściekliźnie.

4. W pociągach z miejscami do siedzenia, przewóz zwierząt uzależniony jest od zgody współpodróżnych. Zgoda ta nie jest wymagana w przypadku przewozu: 1) zwierząt w wagonach bezprzedziałowych […].

5. Przewóz zwierząt w wagonie WL/Bc jest dozwolony, jeżeli podróżny wykupi wszystkie miejsca w przedziale […].

6. Zwierzęta nie mogą przebywać: 1) w wagonach gastronomicznych […]; 2) na miejscu do siedzenia; 3) na łóżku w wagonie WL; 4) na miejscu do leżenia w wagonie Bc.

7. Podróżny odpowiada za stan sanitarny przedziału, w którym przewozi zwierzęta. Nie mogą one zakłócać spokoju w wagonie, a szczególnie ciszy nocnej […].

8. Jeżeli współpodróżni zgłoszą sprzeciw z powodu umieszczenia w przedziale zwierzęcia, podróżny powinien zająć miejsce wskazane przez konduktora (w innym przedziale, przedsionku lub na korytarzu wagonu), a jeżeli jest to niemożliwe – podróżny jest zobowiązany opuścić pociąg na najbliższej stacji. W takim przypadku konduktor zamieszcza na bilecie stosowne poświadczenie na podstawie, którego podróżnemu przysługuje zwrot należności za częściowo niewykorzystany bilet na przejazd, bez potrącenia odstępnego. […]

10. Jeżeli podróżny naruszy przepisy o przewozie zwierząt, oprócz ewentualnych należności taryfowych jest zobowiązany uiścić opłatę dodatkową ustaloną na podstawie rozporządzenia MI z dnia 20 stycznia 2005 r. W razie odmowy uregulowania należności konduktor wystawia wezwanie do zapłaty […] na najbliższej stacji podróżnego usuwa się z pociągu wraz ze zwierzętami.

Zderzenie z rzeczywistością

Nie jestem osobą zmotoryzowaną, w związku z tym mam na swoim koncie kilka około trzygodzinnych podróży pociągiem TLK w towarzystwie psa. Pod pewnym względami okazały się one mniej kłopotliwe, niż mogłoby się to wydawać po przeczytaniu regulaminu, pod innymi zaś bardziej. Poniżej postaram się zaprezentować kolejne etapy podróży, opisując konkretne problemy, na jakie można się natknąć.

Jak wiadomo, jeszcze przed wejściem do pociągu należy kupić bilet. W kasach nie ma z tym problemów, ja jednak nie lubię stać w kolejkach na dworcu i tego typu transakcje wykonuję przez Internet. Niestety, taka operacja jest możliwa tylko wtedy, kiedy w podróż udaję się sama lub w towarzystwie dwunogów. W internetowym systemie sprzedaży dostępnym na stronie PKP Intercity nie ma możliwości wybrania opcji dodatkowego biletu dla psa. Właściciel może więc kupić swój bilet przez Internet, ale po bilet dla czworonoga tak czy siak musi pomaszerować do kasy lub dokonać zakupu w pociągu. Po ostatnich zmianach wprowadzonych w regulaminie PKP Intercity za taką transakcję nie pobiera się dodatkowych opłat.

Wejście do pociągu to w przypadku dużych psów naprawdę trudna sprawa. Schody wagonów – wąskie, wysokie, a na dodatek często wykonane z żelaznej kratki – to dla nich przeszkoda niemal niemożliwa do pokonania. Zwykle psa trzeba do wagonu po prostu wnieść. T. waży już ponad 20 kg, zatem opcja noszenia jej na rękach przestała dla mnie istnieć już jakiś czas temu. Na szczęście, P. jest znacznie silniejszy ode mnie. Nie wiem natomiast, czy byłabym w stanie podróżować z nią sama. Pies to nie walizka: wcale nie zdziwiłabym się, gdyby poproszona o pomoc obca osoba odmówiła. Nie każdy jest miłośnikiem tych uroczych zwierząt, a obawa przed ugryzieniem, czy zwykłym pobrudzeniem ubrania jest zupełnie zrozumiała.

Po szczęśliwym dostaniu się „na pokład” wciąż początek i koniec pozostają najtrudniejszymi momentami wyprawy. Pasażerowie szukający swoich miejsc lub tłoczący się z walizkami przy wyjściu mogą budzić niepokój lub ekscytację, zależnie od charakteru psa i jego stosunku do obcych ludzi, nagle pojawiających się w wyjątkowo dużej liczbie. T. zawsze chce się wtedy ze wszystkimi przywitać (zazwyczaj z wzajemnością), jednak kiedy pociąg już ruszy i wszyscy ludzie znajdą się na swoich miejscach szybko się uspokaja i układa do snu.

To wprawdzie wbrew przepisom, jednak zwykle T. podróżuje bez kagańca, jedynie prowadzona na smyczy. Jej aż nadto przyjacielski charakter widać już z daleka jak na dłoni – kiedy tylko zobaczy człowieka od razu zaczyna się cieszyć i merdać nawet nie ogonem, a całym ciałem. Do tej pory podczas kontroli biletów nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się, aby brak kagańca był dla pracownika PKP problemem. Przeciwnie, niektórzy z nich byli bardziej zainteresowani przywitaniem się z T., niż sprawdzaniem biletów. Kaganiec jednak mam zawsze przy sobie, na wszelki wypadek, podobnie, jak książeczkę zdrowia psa, o którą również nie zapytał jeszcze żaden konduktor. Niemniej, mimo że nawet pracownicy PKP lekceważą przepisy dotyczące tej kwestii, jeżeli decydujemy się na podróżowanie z psem transportem publicznym trzeba umieć nad nim zapanować i w razie potrzeby być w stanie ubrać go w kaganiec, żeby nie narażać się (z własnej winy) na nieprzyjemności.

Równie wirtualna, jak konieczność “ubrania” psa w kaganiec, jest możliwość przewiezienia go w przedziale, w którym właściciel ma zarezerwowane miejsce. Decydują o tym względy praktyczne: w standardowych, ośmio lub sześcioosobowych przedziałach jest mało przestrzeni, trudno więc oczekiwać, aby pomiędzy nogami pasażerów mógł zmieścić się jeszcze duży pies. W efekcie większą część podróży spędza się z czworonogiem na korytarzu, gdzie może rozprostować łapy lub ułożyć się w miarę wygodnie, przez nikogo nienadeptywany. Nie twierdzę przy tym, że pasażerowie są do psów niechętnie nastawieni i starają się pozbyć ich z przedziału celowo je przydeptując. Przeciwnie, dotychczas wszyscy moi towarzysze podróży byli do T. niezwykle przyjaźnie nastawieni i żywo zainteresowani głaskaniem jej przez całą drogę. Po prostu wielkość przedziału jest taka, a nie inna.

Wagony bezprzedziałowe sprawdzają się nieco lepiej, jednak tylko wtedy, kiedy siedzimy na samym końcu – tam, gdzie znajdują się dodatkowe stojaki na walizki oraz przestrzeń do przewożenia rowerów, dzięki którym jest nieco więcej miejsca. Koniecznie trzeba zadbać o to, aby zarezerwować odpowiednie miejsce lub już w pociągu zamienić się z którymś z pasażerów, bo w pozostałej części wagonu pies po prostu się nie zmieści. Jednocześnie, decydując się na tę opcję, trzeba pamiętać o tym, że od czasu do czasu spokój czworonoga może być zakłócany przez ludzi przechodzących do toalety lub wózek z Warsu. To ostatnie jest szczególnie istotne, bo ciężki, metalowy wózek z perspektywy psa może okazać się przedmiotem tyleż dziwnym, co strasznym.

Na koniec warto podkreślić, że przed podjęciem decyzji o podróży z psem dobrze jest zastanowić się, czy to naprawdę koniecznie, a także, jak na tego rodzaju atrakcje zareaguje nasz pupil. Wiadomo, jazda pociągiem to doświadczenie, którego nie można zafundować każdemu psu. Jeżeli niewielkie pomieszczenia, tłok i obcy ludzie budzą niepokój zwierzęcia, a co gorsza agresję, lepiej zostawić go z pet sitterem, a w podróż udać się samotnie (a co się nażyłam z pet sitterami to moje…). Szczeniaki, które jeszcze nie nauczyły się czystości również nie nadają się do transportu publicznego. Można wprawdzie zaopatrzyć się w podkłady higieniczne, papierowe ręczniki, etc., mimo to jednak nie należy się spodziewać szczególnej sympatii ze strony pozostałych pasażerów.

Oczywiście, czasami nie ma innego wyjścia. Dobrze mieć wtedy świadomość, że konieczność przejażdżki pociągiem razem z psem to wcale nie koniec świata – trzeba tylko zarówno siebie, jak i czworonoga odpowiednio do tego przygotować. Ja na przykład wszystkie podróże z T. wspominam bardzo dobrze.

pkpphoto credit: Timon91 via photopin cc

  17 komentarzy do tekstu: „O psie, który jeździł pociągiem TLK

  1. 7 marca 2014 at 14:17

    Mój pies niestety tłoku, a ludzi znosi, bo musi ale sytuacja zmusiła nas do podróży. Na szczęście raz…2 godziny spędziłyśmy na podłodze w przejściu pomiędzy wagonami, z psem śpiącym mi na kolanach. Ludzie mieli za nic mnie, psa i nasze bagaże, więc co chwila szturchali, kazali się przesuwać, choć mogli skorzystać z drzwi obok…
    Waga psa 25 kg, również musiałam go wnieść, gdyż odstęp schodów do pociągu od peronu był zbyt duży, żebym ryzykowała czy uda mu się wskoczyć czy nie. Na szczęście po przesiadce konduktor pozwolił nam zająć przedział dla przesyłek i tam Emka miała całą przestrzeń dla siebie, dodatkowo powiedział,że kaganiec absolutnie nie jest wymagany i mogę go zdjąć, bo aż żal patrzeć na psinę. Konduktorzy zdecydowanie na plus! 🙂

    • Pies do kwadratu
      8 marca 2014 at 09:32

      Niestety, ludzie rzadko patrzą na to, co dzieje się dookoła. Ale przynajmniej konduktorzy nadrabiają za pasażerów – naprawdę, podczas podróży z psem nie spotkałam jeszcze takiego, który byłby niemiłym służbistą. 🙂

  2. 7 marca 2014 at 17:00

    Nas raz sprawdzała konduktorka pod względem kagańca i szczepień, ale to pewnie po to, żeby odwrócić naszą uwagę od sześciogodzinnego opóźnienia pociągu. Poza tym rzeczywiście większość jest pozytywnie nastawiona 🙂 W TLK jest ciężko nawet z małym psem, bo rzeczywiście wielkość przedziału pozostawia wiele do życzenia, jednak na szczęście jeździmy głownie składami Regio i zajmujemy ostatni przedział "dla podróżnych z większym bagażem ręcznym".
    Pozdrawiamy, Asia i Bona http://piesoswiat.blogspot.com/

    • Pies do kwadratu
      8 marca 2014 at 09:33

      6 godzin opóźnienia? Bona była naprawdę bardzo dzielna, skoro to wytrzymała.

  3. Anonimowy
    7 marca 2014 at 20:28

    W Kolejach Mazowieckich jest trochę inaczej. Po pierwsze wejście jest niżej i jest szerokie – pies większy od Yorka nie ma problemu z wskoczeniem do środka. Po drugie, same wagony są bardzie przestronne i pies znajdzie łatwiej dla siebie miejsce zarówno między miejscami siędzącymi jak i w przejściu. Wreszcie – pies jedzie za darmo, ale za to konduktorzy pilnują zakładania kagańca.

    • Pies do kwadratu
      8 marca 2014 at 09:35

      Fakt, w Kolejach Mazowieckich pod pewnymi względami jest lepiej – może nawet pojawi się kiedyś osobny post dotyczący podróżowania z psem KM. 😉

  4. 8 marca 2014 at 18:32

    Jeździłam już z Emetem pociągami, ale tymi bezprzedziałowymi. Jest ogromnym psem, a mimo to nie było problemów z tym, że nie ma na sobie kagańca. Oczywiście miałam go przy sobie, jednak nikt nie zwrócił uwagi i też wszyscy zajmowali się jego głaskaniem :). Część drogi spędził na kolanach, bo wbrew pozorom potrafi się na nich zmieścić. Jeśli chodzi o te z przedziałami, fajnie gdyby w każdym pociągu był taki dla podróżników z psami, nawet chyba są takie w Arrivie. No i bilety przez internet też by się przydały. Ale ogólnie tragedii nie ma i da się przewieźć psiaka w miarę spokojnie :).

    • Pies do kwadratu
      9 marca 2014 at 18:13

      Jasne, że mogłoby być lepiej, muszę jednak przyznać, że po pierwszej podróży pociągiem z psem byłam zaskoczona, że przeszła ona aż tak bezproblemowo.

  5. 9 marca 2014 at 06:28

    NIestety pies nie jest mile widziany w PKP jesli chodzi o to jak wszystko jest zorganizowane. Ja jezdze z berkiem PKP regularnie na trasie warszawa-krakow i jest mega grzeczny choc oczywiscie ma duzo energii jak to seter. Niestety muszę to powiedziec – jechanie z psem to nie jest normalne podrozowanie i dla dobra psa trzeba zrezygnowac z przedziałow i jakichkolwiek udogodniej dla pasażera. Polecam bezpzredziałowy, albo czesc dla rowerow. W wiekszosc jezdze siedząć na podłodze…. Nie kupuje miejscowek bo i tak z nich nie korzystam bo nie mam jak. Kaganiec Berek ma na sobie ZAWSZE bo przeciez ktos moze na niego nadepnac i odwroci sie przerazony i kłapnie zebami i bedzie awantura. Uwazam ze psa trzeba nauczyc od małęgo jazdy w kagancu bo potem nawet nie zauwazymy jak pies nie ebdzie w ogole akceptowal kaganca i bedzie problem. Jesli ktos mi mowi ze mam zdjąc kaganiec to to zupelnie ignoruje bo uwazam ze zabezpieczenie psa przez ewentualna dziwna sytuacja jest w naszym(moim i psa) interesie a postronne osoby nie odpowiadaja za mojego psa. Berek jest dorosly wiec moze to jest troche inaczej, ale jak byl maly jezdzil juz w kagancu i dla niego komunikacja i pkp nie istnieje bez kaganca. Mamy fizjologa ktory jest wielki , pies w nim moze dyszec (dobre na lato) i budzi respekt i ludzie go nie zaczepiaja przez cale 3h jazdy.
    Jesli chodzi o wnoszenie to naprawde szczerze polecam podrozowanie z psem w szelkach z rączka na karku zeby go wniesc. Berek sam wskakuje, ale kiedys odmowil wspolpracy i musialam jego i bagaz wynosic sama. Masakra. Szelki sa wazne bo pies w szelkach jesli (odpukac) spadnie ze schodow – nie powiesi sie na obrozy.
    Tak czy inaczej podorze PKP to dla nas zawsze cos w stylu walki … trzymam kciuki za Was. T. jest super !

    • Pies do kwadratu
      9 marca 2014 at 18:32

      Również kursujemy na trasie Kraków-Warszawa (raz mieliśmy skok w bok na rzecz Torunia). Zwykle towarzyszy mi P. (co to dla niego, 20 kg psa do podniesienia), a jeżeli jadę sama to i tak odprowadza mnie na dworzec i obsługuje kwestię umieszczenia psa w pociągu. Współpraca z T. w zakresie samodzielnego wskakiwania do wagonów TLK jest na razie zupełnie niemożliwa. Kiedy jedziemy razem, zmieniamy się przy spacerowaniu psa na korytarzu. Chociaż muszę przyznać, że T. niewiele w tym względzie wymaga, bo kiedy znajdzie sobie jakiś spokojny kąt po prostu idzie spać (przed wejściem do pociągu zawsze staramy się o dobry spacer).
      Co do kagańca to mamy z nim problem, bo przez niego T. znajduje się w dziwnej, stresującej sytuacji społecznej kiedy nagle ludzie (normalnie żywo zainteresowani głaskaniem i przywoływaniem jej, mimo moich próśb, aby tego nie robić) zaczynają się jej bać. To kolejny przykład sytuacji, kiedy irland/ właściciel irlanda pada ofiarą psiej urody – przyzwyczajenie psa do kagańca to pikuś w porównaniu z "ogarnianiem" całego społeczeństwa wokoło. A co do szelek – te są stałym elementem spacerowego rynsztunku T. 😉

      Współczuję konieczności wnoszenia samodzielnego wnoszenia Berka do wagonu – w końcu to rosły psi dżentelmen. Z drugiej strony, może dzięki temu nie zaczepia go co druga osoba spotkana po drodze. Trzymam kciuki za to, żeby kolejne podróże pociągiem przebiegały jak najbardziej bezproblemowo. 🙂

  6. 9 marca 2014 at 17:48

    My jeszcze nie podróżowaliśmy wspólnie, nawet autobusem. Jedynie samochodem.Ale najbardziej bałabym się w pociągu tego, że właśnie nakażą nam wysiąść na najbliższej stacji. To dziwny przepis, co zrobić w takim przypadku w zupełnie obcym miejscu…Strach przed tym chyba nie pozwoli mi wsiąść z psem do pociągu.

    • Pies do kwadratu
      9 marca 2014 at 18:38

      Mam wrażenie, że to raczej martwy przepis i nie ma się czego bać, chyba, że mamy sytuację, kiedy pies jest ewidentnie agresywny, a właściciel nie potrafi go opanować. Przede wszystkim, konduktor najpierw ma obowiązek poszukać dla psiaka i jego właściciela innego miejsca – nowego przedziału, miejsca w przejściu lub na korytarzu. Usunięcie z pociągu to ostateczność. Poza tym, o ile dobrze rozumiem, to pasażerowie "zmuszeni" do podróżowania w towarzystwie psa muszą zgłosić chęć usunięcia go. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby komuś przeszkadzał taki mały piesek, jak Miloł.

      Dodam jeszcze, że brak samochodu bardzo wyszedł T. na dobre: od samego początku jeździła tramwajami, autobusami i pociągami, towarzyszyła nam w kawiarniach, etc., dzięki czemu dobrze odnajduje się w dziwnych, społecznych sytuacjach. 🙂

    • 15 marca 2014 at 16:28

      Niestety my od początku wszędzie podróżowaliśmy samochodem, ale przynajmniej Miloł bardzo to polubił:) Może kiedyś się szarpniemy na przejażdżkę autobusem wieczorem, kiedy już nie ma tłoku, ale wizja pociągu nadal mnie przeraża.

  7. 13 marca 2014 at 21:04

    Zuchy 🙂 Nigdy nie podróżowaliśmy z Pepe tzw.stricte komunikacją miejską, zazwyczaj samochodem czy z buta, ale po wyjeździe z Nim do Wenecji gdzie była cała populacja chyba w tym dniu obiecałam sobie, że w miarę możliwości to na co nie chcę go więcej narażać to natłok ludzki, bo to za dużo. Ale myślę o wprowadzaniu powoli przejażdżek dla ośmielenia, zaczniemy od przystanku autobusem i zobaczymy jak sobie poradzimy, wszyscy 🙂
    xoxo

  8. Pies do kwadratu
    14 marca 2014 at 19:28

    Z moich doświadczeń wynika, że najgorsze jest wejście do autobusu/ tramwaju, więc jeżeli tylko wybierzecie niskopodłogowy pojazd i zaczniecie ćwiczyć poza godzinami szczytu powinno Wam pójść sprawnie. 🙂

  9. Anonimowy
    14 czerwca 2014 at 21:42

    Moja hasia jeżdzi już 10 lat. Pierwszy raz był trudny, nie chciała wskoczyć do wagonu, a ja musiałam ją zabrać w podróż. Trochę trzeba było jej pomóc, a też waży ponad 20 kg. Jest psem znalezionym, więc może bała się, że ją gdzieś zostawię. Jechałyśmy w wagonie bezprzedziałowym, całą drogę spała. Następne podróże były już bez problemów. Wskakuje sama i szybko chce znależć miejsce, żeby się ułożyć. Kaganiec ma tylko na dworcu, jak znajdziemy miejsce to go jej zdejmuję. Raz mi się trafił konduktor w pociągu regio, który się przyczepił, a siedziałam sama w całym wielkim przedziale. No i raz pokazywałam książeczkę, bo konduktor chciał pokazać drugiemu, którego uczył jak wygląda zaświadczenie o szczepieniu. Najdłuższa nasza trasa to Wrocław – Łeba w przedziale 8 osobowym, trochę było ciasno, ale dała radę. W tym roku też się wybieramy, jeżeli będzie wagon bezprzedziałowy to pojedziemy nim, albo 1 klasą tam trochę więcej miejsca. Dobrze jest też jeżeli pod siedzeniami nie ma grzejników, moja tam się chowa. Mam nadzieję, że współpasażerom nie będziemy przeszkadzać, do tej pory nie miałam nieprzyjemnych sytuacji. Pozdrawiam wszystkich podróżujących z psami i życzę miłych współpasażerów i konduktorów.

    • Pies do kwadratu
      15 czerwca 2014 at 09:16

      Hasia jest bardzo dzielna – nie wiem, czy T. wytrzymałaby taką długą trasę. My jeździmy w zasadzie tylko na odcinkach 3-godzinnych. Zazdroszczę spokoju psiaka albo raczej skutecznego przyzwyczajenia go, że w pociągu należy się od razu ułożyć i nie przeszkadzać. Życzę miłych podróży, zarówno Tobie, jak i Hasi. 🙂

      Ps. Przewóz zwierząt w pociągach InterRegio wygląda nieco inaczej, niż w TLK. Zbliżają się wakacje, więc myślę, że wkrótce przygotuję na ten temat osobny wpis. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.