Psiodpowiedzialność

Bez wątpienia dużo piszę o nieodpowiedzialnych zachowaniach osób, które nieproszone wyciągają ręce do głaskania cudzych psów, siebie narażając na niebezpieczeństwo, zwierzaka na dyskomfort, a właściciela – na nieprzyjemności. Można było wręcz odnieść wrażenie, że psiarze na każdym kroku zmuszeni są mierzyć się z przeciwnościami losu, a każdy, kto mieszka w dużym mieście i decyduje się kupić lub adoptować psa powinien automatycznie dostawać certyfikat męczennika. Tymczasem psiarze wcale nie są święci – przeciwnie, niejeden z nas ma sporo grzeszków na sumieniu. Nie tak dawno pisałam również o tym, że poza apelowaniem do cywili o rozsądek i kulturę warto spojrzeć krytycznie na swoje postępowanie, bo przecież zmiany na lepsze najlepiej jest zacząć od siebie. Wcześniej jednak koncentrowałam się przede wszystkim na relacjach i tarciach, które występują na linii cywil-psi przewodnik. Tym razem natomiast chciałabym skreślić kilka słów dotyczących relacji psiarz-psiarz.

psioodpowiedzialnosckolazTo gdzie zaczyna się i gdzie kończy odpowiedzialność za swojego czworonoga względem pozbawionych czworonożnych towarzyszy członków społeczeństwa wydaje mi się oczywiste. Podstawami budowania dobrego wizerunku grupy społecznej, jaką stanowią właściciele psów oraz poprawnych relacji z innymi mieszkańcami miasta są dbanie o czystość przestrzeni publicznej oraz komfort jej pozostałych użytkowników. Z zaskoczeniem zauważyłam, że ów “podział obowiązków” nie jest równie jasny, kiedy na przeciw siebie staje dwóch ludzi z psami.

Nie wszystkie psy są idealne, to oczywiste. Często jednak właściciele nie do końca zdają sobie sprawę z problemów behawioralnych, jakie mają ich zwierzaki. Bywa też, że widzą je w życiu codziennym z pupilem, ale nie potrafią się do nich przed sobą przyznać, a ewentualne niewłaściwe zachowania psa zrzucają na karb prowokacji ze strony otoczenia. Zwykle kiedy na spacerach mam kontakt z takimi osobami nie do końca wiem, jak się zachować. Zakładam bowiem (może niesłusznie?), że osoba będąca przewodnikiem problemowego psa i tego świadoma stara się ze zwierzakiem pracować – czy to samodzielnie, czy współpracując ze specjalistą. Jednocześnie wyobrażam sobie, że podczas spaceru ostrzega napotkanych właścicieli innych psów przed możliwymi krytycznymi sytuacjami, jakie mogą mieć miejsce w związku z np. jej agresywnym psem. Krótko mówiąc, uważam, że osoba odpowiedzialna będzie starała się unikać sytuacji potencjalnie kłopotliwych lub niebezpiecznych. Liczę na to, że na przykład podczas mijania kogoś z psem w trakcie spaceru przytrzyma swojego pupila krótko, by uniemożliwić mu rzucenie się na innego czworonoga. Jeżeli natomiast będzie chciała użyć innego psiarza i jego czworonoga w celach szkoleniowych poinformuje o tym.

Jednocześnie ktoś kto uważa swojego psa za zbiór cnót i zalet, którego świat po prostu nie jest w stanie dostrzec, a tym samym dostatecznie docenić może być zwyczajnie niebezpieczny. Zapewne każdy z Was ma kogoś takiego w swoim miejscu zamieszkania: sympatycznego starszego pana z agresywnym kundelkiem czy wyjątkowo dobrze umięśnionego młodzieńca, spacerującego z kompletnie niewychowanym pitbullem. Historie o nich są przekazywane w trakcie rozmów, odbywających się podczas spotkań osiedlowych psiarzy. Wtedy przynajmniej wiadomo, kogo omijać szerokim łukiem. Gorzej, gdy na spacerze spotka nas niespodzianka.

Nie tak dawno temu podczas jednego ze spacerów miałam (nie)przyjemność minąć się w wąskim przejściu między budynkiem a parkingiem z dwójką ludzi z psami, w wieku, że tak powiem, mocno średnim. Ona wyprowadzała na spacer raczej cichego kundelka, on natomiast – beagle’a. Oczywiście, na smyczy automatycznej. Oczywiście, nieprzyjaźnie nastawionego do innych czworonogów. Pies zaczął ujadać i wyrywać się w moją i T. stronę, gdy tylko nas zobaczył. Jego właściciel najwyraźniej był przyzwyczajony do takich sytuacji, bo poinformował mnie spokojnie, że mogę przejść po trawniku (chodnik, ma się rozumieć, zarezerwowany jest dla agresora i jego psiego kumpla), jeżeli tylko będę swojego psa trzymać krótko. T., która obawia się głośno ujadających psów wcale nie musiała być jakoś szczególnie zachęcana do ominięcia całej czwórki szerokim łukiem. Wiedząc, że mój pies z pewnością nie wda się w żadną awanturę pozwoliłam sobie na słowo komentarza. “Wie pan, to chyba nie mój pies powinien być trzymany krótko w takiej sytuacji”, ośmieliłam się powiedzieć. W odpowiedzi zostałam zwyzywana od (tu cytat) głupich suk. Z zasady nie wydaję się w takich sytuacjach w długie dyskusje, aby dodatkowo nie stresować T., więc nie odpowiedziałam na wyzwiska, tylko ruszyłam w swoją stronę. Najwyraźniej jednak moje zachowanie okazało się być dla wspomnianej pary wyjątkowo zajmującym tematem, bo echa ich krzyków jeszcze długo niosły się pomiędzy blokami.

To się nazywa psiodpowiedzialność.

Fot. Joanna Glogaza

  28 komentarzy do tekstu: „Psiodpowiedzialność

  1. 21 listopada 2014 at 11:19

    Nie zdają sobie sprawy z problemów…no właśnie. Ja w ogóle jestem w szoku, kiedy widzę zachowanie większości osób, które mają psy, tych nie ,,psiarzy". Nadal nie potrafię zrozumieć tego braku obojętności na to, co wyczynia dany pies. Jak wiele jest przypadków, kiedy ktoś z daleka krzyczy do nas ,,mój pies nic nie zrobi". Ostatnio jak byłam w Łodzi, do psa mojej koleżanki (pies na smyczy, niezbyt przyjazny do innych) zaczął biec owczarek. Oczywiście prosto na przód, lekko nastroszony. Prosiłyśmy o zabranie psa, pani wydała słynne ,,ona nic nie zrobi". Mówiłyśmy, że to nasz może coś zrobić tym bardziej że pies nie zbliżał się powoli. Ona na to ,,pies czy suczka, bo jak pies to się polubią". Trzeba było powtórzyć konkretnie ,,proszę o zabranie psa", wtedy zadziałało. Do tych ludzi w innych sposób się nie dotrze, a już na pewno nie miłą rozmową. Ja już miałam zbyt wiele takich sytuacji i nauczyłam się stanowczo odzywać.

  2. P.
    21 listopada 2014 at 12:54

    Ja się w ogóle zastanawiam czy "pies nic nie zrobi" – mimo że sam czasami z niego korzystam – w ogóle kogokolwiek uspokaja, czy to jest takie samouspokojenie mające nas umocnić w przekonaniu, że w ogóle problemu nie ignorujemy.

  3. 21 listopada 2014 at 17:00

    Ja się staram unikać wszystkich obcych psów i ludzi, im dalej tym lepiej, bez wąchania, witania, biegania razem. Dzięki temu udało mi się (a jak to będzie to zobaczymy bo Giro ostatnio pokazuje samcze hormony;)) zyskać neutralnego psa do każdego zachowania obcych- nie wita się, nie odpowiada na zaczepki. Chociaż też mam na osiedlu starszego dziadka, który wychodzi z dwoma psami w typie amstafa, obydwa bez kagańców, rozszczekane, agresywne w stosunku do psów. Wiadomo, że dziadzio ich nie utrzyma, staram się uciekać, ale czekam ze smutkiem, kiedy zrobi się z tego tragedia..

  4. 21 listopada 2014 at 17:37

    Ja podobnie jak Agnieszka – omijam psiarzy :/ U mnie na odludziu na szczęście jest ich jak na lekarstwo, a raz w tygodniu psy mają socjal jak ta lala w centrum treningowym, a w weekendy spacerują z innymi psiakami, co do których mam pewność, że są normalne.

  5. Pies do kwadratu
    21 listopada 2014 at 17:49

    @Agnieszka, Heart Chakra:
    Niestety, mieszkając w centrum miasta ciężko omijać, zwłaszcza w takich sytuacjach jak tamta, kiedy ominięcie ze względu na topografię terenu (wąskie przejście, z jednej strony budynek, z drugiej ogrodzony parking) tak, czy inaczej oznaczało bliskie przejście obok tamtych ludzi i ich psów. :(

    • 21 listopada 2014 at 20:53

      zdarza mi się wybierać inną drogę… wolę nadrobić niż mieć pogryzionego psa. Zdarza mi się też obcego psa uderzyć odganiając od mojego- Giro jest dla mnie priorytetem i nie pozwolę mu bić się z jakimś oszołomem.

    • Pies do kwadratu
      21 listopada 2014 at 21:00

      Dla mnie, co oczywiste, mój pies również jest priorytetem. Nie zdarzyło mi się na szczęście, abym musiała uderzyć innego psa, aby ratować T., byłam natomiast raz w sytuacji, kiedy musiałam na innego czworonoga krzyknąć, aby go przestraszyć. Inna sprawa, że też sytuacje, w których nie ma żadnego bezpośredniego zagrożenia (jak tamta), kiedy już mnie zaskakują to staram się wykorzystać do uczenia T., że nie ma się czego bać i można po prostu zignorować ujadanie innego psa.

    • 22 listopada 2014 at 10:17

      Ja właśnie poprzez opowieści psiarzy zaczynam się zastanawiać nad kupnem gazu pieprzowego, żeby natręta odgonić. Kopnięcie może czasem wkurzyć i dodatkowo narazić :(

      • 12 listopada 2015 at 18:35

        Oj zebyś wiedziała ile ja się już nasłuchałam, szczególnie, że wręcz przyciągam tego typu ludzi, a mając mikroFru jest ciężej – bo u nas niebezpieczne są też radosne duże pieski które ją tratują. Tak więc poza epitetami wymyślnymi w postaci wszystkich możliwych przekleństw łączonych z najróżniejszymi przymiotnikami przez ten czas jak mam Fru dowiedziałam się także, że robię jej krzywdę, nie znam się na psach zupełnie a wijąca się w przerażeniu Fruzia chce się bawić a nie jest przerażona, ja jestem agresywna i niezrownowazona :D. Psy kopnac zdazylo mi sie kilka razy – m.in. gdy stadko 2 labow i ONka postanowilo na Fruzie zapolowac… nikt nie raczyl swoich psow przywolywac a ja myslalam ze mam po psie a takze gdy 3 laby na wybiegu dla malych psow (majac obok taki dla duzych) obskoczyly mi Honde tak, ze klapiac na oslep zebami sikala pod siebie – podnosilam mokrego od moczu psa jak udalo mi sie przedostac przez ow slodkie retrieverki…. no… ogolnie, Twoj post rozumiem az za dobrze – niestety.

      • 12 listopada 2015 at 21:21

        „MÓJ nic nie zrobi” to słowa chyba najbardziej działające mi na nerwy… 😀 Moja suka może zrobić, dlatego kiedy jest na smyczy i podchodzi do nas pies, który łazi sobie luzem, proszę o zapięcie na smycz. Poza tym nie ma pewności, czy jak miły w normalnej sytuacji pies, zostanie zaatakowany, nie postanowi tym razem oddać, a jak jest duży to z malucha już niewiele zostaje. Ostatnio moja prośba spotkała się z wielkim oburzeniem. Podejrzewam, że gdyby doszło do dłuższej konwersacji i wyjaśniłabym, że mój pies nie lubi innych psów i się na nie rzuca, to by mnie wyśmiano. Przecież taki mały nawet jak się rzuci na dużego to nic mu nie zrobi. Co z tego, że ktoś nad tym pracuje, a takie sytuacje powodują tylko, że wszystko idzie się ten… 😉

  6. 21 listopada 2014 at 21:28

    Czasem trzeba tragedii, by taki właściciel zastanowił się nad swoim i psa zachowaniem. Mamy na osiedlu faceta z dużym i małym psem. Duży to agresor, z którego drogi lepiej zejść (jeden pies stracił już życie). Zaczęto z nim pracować, a przede wszystkim – nie spuszczać ze smyczy. Natomiast ten mały pies może się rzucać do wszystkiego… bo jest mały i walić o samochody innymi nie będzie…

    • Pies do kwadratu
      21 listopada 2014 at 21:43

      Niestety, małym psom bardzo dużo uchodzi na sucho tylko dlatego, że są małe, a psa, który waży 3 kg po prostu fizycznie łatwiej opanować, niż takiego, który waży 30. :/

    • 22 listopada 2014 at 12:17

      Gorzej, gdy ktoś po prostu nie chce psa opanowywać. Bo jest mały i tak "słodko" się rzuca do innych. Na własnych nogach przekonałam się, że małe igiełki może i łydki nie odgryzą, ale to cholernie bolesne. I gdy wtedy właściciel się śmieje, a nie zabiera psa – można się wkurzyć.

    • Pies do kwadratu
      22 listopada 2014 at 14:48

      Ja zwykle, jak jakiś york rzuca się na mojego psa, słyszę, że T. jest agresywna (agresywnie przytula się do moich nóg i stara się za mną schować…), a tamten "biedny, mały piesek boi się agresora". :/

  7. 22 listopada 2014 at 08:14

    Jestem za! Super post!
    Właściciele są nie przewidywalni
    wystarczy ułamek sekundy i nie właściwy właściciel
    by doszło do tragedii. :(

    Pozdrawiamy
    Laura i Shira

    wpadnij na nasz blog! :)

    http://przygodys.blogspot.com

  8. 22 listopada 2014 at 22:21

    Świetny post, w końcu ktoś odważył się napisać na ten temat…
    Ja nie twierdzę, że moje psy są idealne – wprost przeciwnie, jeden na spacerach bez przerwy szczeka, drugi ciągnie, a trzeci, widząc inne zwierzę, wyrywa się i najchętniej by je zagryzł, dlatego spacerując z Tarą, staram się omijać miejsca, gdzie spaceruje dużo ludzi psami.
    Zgadzam się, niektórzy ludzie zachowują się jak dzieci i kompletne nie obchodzi ich, czy ich pies zaatakuje inne zwierze, a nawet człowieka. Przykładowa sytuacja – jestem na spacerze (bez psa). Na ławce w parku siedzi pan z psem. Nieduży, ale starszawy czworonóg z siwym pyskiem podbiega do mnie i skacze. "Nic nie zrobi" – słyszę od właściciela i chcę iść dalej, ale pies jest natrętny i nie pozwala mi odejść. Dla świętego spokoju głaszczę psa, a ten zaczyna warczeć i pokazywać kły. "Nic nie zrobi" – słyszę po raz kolejny i już mam ochotę coś powiedzieć, ale pies przestaje warczeć i odchodzi, więc daję spokój.
    Takie sytuacje mogłabym niestety wymieniać i wymieniać w nieskończoność.. :(

  9. 24 listopada 2014 at 10:56

    Nie ma co brać takich komentarzy do siebie. Wiele osób jest po prostu nieodpowiedzialnych. I psiarze i osoby, które psów nienawidzą. Niestety nie ma co z tym robić. Można mówić, krzyczeć, pisać, a jakiś debil i tak się znajdzie.

    Ja miałem dużo dziwnych sytuacji – puszczanie psa luzem do mojej suni w pobliżu ruchliwego skrzyżowania, wołanie mojego psa z drugiej strony ulicy itd. Nie ma co 😉

  10. 26 listopada 2014 at 15:43

    Ojj bardzo dużo ludzi to osoby nieodpowiedzialne. Staram się sprzątać po psie kupy, szczególnie jak są na chodniku itp., a ostatnio wdepnęłam 2 razy (a mam dobre intencje !) i widziałam pod czyimś pięknym ogrodem kupę chyba bernardyna, taka wielka .. szkoda tych ludzi ;D Po prostu ludzie to głupie stworzenia, które nie umieją przemyśleć decyzji 😉 Mam nadzieję, że przeczytasz mój komentarz :)
    http://maniolowo.blogspot.com/

  11. Anonimowy
    26 listopada 2014 at 16:57

    moja sunia była jako szczeniak pogryziona przez spy. gdy dorosła, zaczęła się rzucać na psy. pracujemy nad tym, są postępy, od czasu do czasu regres. kiedyś w parku -mój pies na smyczy i w kagańcu- podbiegła do nas nieduża sunia. psy się przywitały(bo już wiem, jak zrobić, by mój pies zrobił to spokojnie), ale potem moja się zjeżyła, a mała zaczęła szczekać. poprosiłam właściciela o odwołanie psa. i usłyszałam, że teraz nie przyjdzie na wołanie i nic się nie da zrobić. ta sunia biegła za nami szczekając i podbiegając i odbiegając przez pół parku. a ja ze swoim spanikowanym psem starałyśmy jak najszybciej się oddalić. ale to mój pies jest zły i dziki….

    • Pies do kwadratu
      26 listopada 2014 at 18:41

      Zachowanie tamtego człowieka uważam za skandaliczne. Jak to "nie da się nic zrobić"? Jak pies się nie słucha to albo się go nie spuszcza ze smyczy w miejscach, w których może komuś przeszkadzać albo jeżeli już dojdzie do tego rodzaju sytuacji podchodzi się, zapina psa na smycz, PRZEPRASZA i następnie odchodzi się z pupilem gdzieś dalej. :/

  12. 12 listopada 2015 at 18:34

    Prawdę mówiąc podziwiam Cię, że masz odwagę się odezwać w takiej sytuacji. Ja nigdy tego nie zrobiłam. Pomijając fakt, że z Boną też nie tworzymy świętego teamu, zdarzyło mi się, że kiedy już moja sucz odpuszczała kontakt z jakimś psem, podbiegał do nas ktoś z psem, który zwykle prowokował do bójki (tu w pamięci utknął mi pewien husky, który „chciał się bawić”, a ostatecznie pokąsał mi Bonę po zadzie).
    Nawiązując do komentarza Agi – też mam w klatce sąsiada koło siedemdziesiątki, który ma dwa amstaffy. Zawsze jak go mijam (sama) na podwórku lub klatce schodowej wita mnie słowami „dobrze, że Pani jest bez pieska”. Nosz do cholery, jeśli wie, że jego psy są agresywne, to powinny mieć co najmniej kagańce, już nie wspominając o tym, że na spacery powinien je wyprowadzać jakiś silniejszy domownik. A ja zawsze przed wyjściem z psem muszę iść na zwiad czy aby sąsiad z psami akurat nie krąży przy wejściu do klatki. No, ale tak sobie tutaj pozwolę popyskować, bo jak wcześniej wspominałam, ja zwykle milczę, wolę się nie wdawać w dyskusje, bo dość łatwo w takich momentach tracę panowanie nad tym co mówię i raczej wyszłaby z tego wielka pyskówka, którą przeżywałabym do późnych godzin nocnych. A tak, wolę przemilczeć i choć czasem aż się we mnie gotuje zaciskam zęby i pół godziny później już nie myślę o sytuacji.
    Niemniej chciałabym mieć tyle cierpliwości, żeby móc sobie pozwolić na komentarz :-)

  13. 12 listopada 2015 at 18:40

    Z jednej strony mnie to wkurza, bo co rusz mówię „proszę nie podchodzić z psem” i słyszę „ale on nic nie zrobi!!” a to 40kg owczarek, jakich nie znosi mój mały Giro. Z drugiej strony odką∂ mam Isis widzę jak ciężko jest mi go upilnować- bo o ile isi na razie zupełnie nie inetersuje się psami o tyle Giro widząc, że zajmuję się głównie szczeniakiem mocno sobie folguje i coraz częściej podchodzi do innych psów. Innymi słowy- nie wymagam od siebie dostatecznie dużo, żeby się na to oburzać 😉 Przeszkadzają mi takie sytuacje, ale sama nie opanowałam swojego stada na tyle, żeby w 100% wykluczyć takie zachowania ze strony moich psów.

  14. Ania
    12 listopada 2015 at 22:25

    Ja już zostałam zwyzywana, zignorowana, przemilczana, dostałam zakaz wychodzenia z psem poza ogródek i takie tam za próby spacerowania na spokojnie. Nawet nie tak dawno temu idąc chodnikiem wieczorem pan z wielkim owczarkiem stwierdził, że wystarczy, że złapie psa krótko i zatrzyma się w połowie wąskiego przejścia, które pomieściłoby zaledwie 2 osoby na szerokość obok którego nie było nawet skrawka trawnika tylko równo idący z chodnikiem mur, a po drugiej stronie ulica. Nie mając wyjścia i widząc, że znów agresor ma tak jak u Was beagle pierwszeństwo uznałam, że wolę kontrolowanie wejść na ruchliwą ulicę i iść na przeciw jadącym autom niż gdyby psy miały wdać się w bójkę i wskoczyć pod samochód. Owczarek oczywiście wyrywał się tak, że nie byłam pewna czy zaraz się facetowi nie urwie albo go nie pociągnie tak, że wejście na ulice na nic się nie zda. Najbardziej śmieszy i dołuje mnie zarazem odwoływalność tych „najgrzeczniejszych” piesków. Najczęściej pani woła tysiąc razy, a pies ma to w głębokim poważaniu. Jednak szanowna pani nie zrobi nawet kroku, aby zabrać psa własnoręcznie. No bo za co jak pies nie ma nawet obroży, a pani w ręku smyczy?… 😀 Sprawa przecież się sama rozwiąże, gdy pies stwierdzi, że nie ma tu czego szukać, bo jak zrobi niewłaściwy to będzie mieć ze mną do czynienia. Najczęściej na małe pieseczki nikt nie nakrzyczał przede mną, bo zaprzestają ataków zdziwione jak się na nie wydrę.

  15. 13 listopada 2015 at 13:31

    Historii można mnożyć w nieskończoność. Mając dużego psa, z lekkimi problemami zawsze schodzę ludziom z drogi, nie zależnie od tego czy Donner ma humor na prowokowanie innych czy zachowuje się przyzwoicie. Szanuję innych niezależnie od tego czy maja psa czy są sami, no bo jednak widok mojego Burka może kogoś przestraszyć. Niestety nie wiele osób potrafi zachować się z poszanowaniem dla innej osoby. Pomijam wsadzanie psiego nosa (najczęściej na flexi) w obcych, mijanych ludzi. Nagminne spuszczanie psów nad którymi się nie panuje, co w 90% kończy się konfliktem, biegnący luzem pies często szczekający vs pies na smyczy do którego przyczepiło się jakieś g*. A na prośbę o złapanie psa na smycz, odzewu nie ma bo właściciel musi skończyć rozmawiać przez telefon, a pies jest nie groźny… Przez takie sytuacje mam kilka blizn na nodze, kiedy doberman w takiej sytuacji wdał się w bójkę z moim psem, a właściciel dobermana patrzył bezradnie co zrobić, a ja rozdzielałam psy, bojąc się żeby nic nie stało się dobermanowi, mimo, że to ten do nas podbiegł i sprowokował bójkę. Także czasami myślę, że testy psychiczne dla właścicieli psów, lub obowiązkowy kurs dobrego zachowania powinien być wymagany przed kupnem/adopcją czworonoga. Bo wyszkolić sobie psa każdy może lepiej lub gorzej, sam lub z pomocą specjalisty – nauczyć się kultury i szacunku do innych się nie da, kiedy nie widzi się w tym nic złego. Pal licho jak pies takiego człowieka wpadnie w tarapty, ale najcześciej cierpimy na tym my. Ja z własnego przykadu wszystkie problemy z agresją do psów Donnera, mam z powodu niedopilnowanych, nienormalnych, uciekających z niezabezpieczonych posesji psów i tych puszczonych luzem na spacerach, a których właściciel nie umiał odwołać. Do półtora roku DOnner został siedmiokrotnie przez nie zaatakowany i pogryziny. I teraz ja mam problem, bo pies nauczył się atakować pierwszy na wszelki wypadek, a Janusze ze swoimi kundlami, dalej grasują po osiedlu napadając na wszystko co się rusza… eh.
    Dlatego jak widzę w oddali psa luzem biegnącego w nasza stornę drę sie z daleka „proszę zawołać psa!”, a i tak bardzo często właściciel zabiera psa kiedy już dojdzie do jakiegoś niepoprawnego zachowania miedzy nimi i cała moja praca idzie na marne, bo co innego kiedy my podejdziemy, kiedy zdążę uspokoić psa, skupić jego uwagę, a co innego kiedy coś z jazgotem podleci do nas, i zatrzyma się bez ostrzeżenia z nosem w jego tyłku. Ale mało kto to rozumie, a ja jestem ta nie normalna, bo psy trzeba puścić „to same się najlepiej dogadają”

  16. Wienio
    9 lutego 2016 at 18:05

    Ja nie lubię jak ludzie zapinają w ostatniej chwili psa na smycz. Albo chodzi luzem albo nie.

  17. pau.lina
    14 lipca 2016 at 12:07

    Śliczne te kalosze, gdzie kupiłaś?

  18. Magda
    10 lutego 2017 at 11:46

    Super artykul.Moj owczarek duzo przeszedl pracuje z nim nad ignorowaniem psow i jest coraz lepiej nie schodzimy juz z drogi widzac psa mijamy spokojnie ale ….nie wszyscy to rozumieja .Z racji tego ze pies duzy ja niska(mimo ze panuje nad nim)wyprowadzam w kagancu zeby nikt sie nie przyczepil ,idziemy sobie chodnikiem pies grzecznie przy nodze olewa idacego z naprzeciwka rotka na flexi ciagnacego wlascicuela w naszym kierunku ,gdzie facet jeszcze ma wonty ze pies chce sie przywitac a ja mam takiego agrestwnego(gdzie moj nie szczeknal poprostu olal).Az mi cisnienie skoczylo bo ja pracuje a taki cwaniak moze wszystko zepsyc,inny przypadek w okolicy szwajcar wielki na juliusach ,flexi,brak kaganca rzucajacy sie do kazdego psa..nie rozumiem takich ludzi.Fakt tez tak mielismy ale zakladam kaganiec ,pracuje,jeszcze troche i kaganiec bedzie tylko nam potrzebny w tramwaju i autobusie.Nie kazdy chyba wie co to odpowiedzialnosc.Miara odpowiedzialnosci to flexi przy agresywnym psie?to juz bezmyslnosc,ale przeciez nikt trj osobie nie moze nic zarzucic przeciez pies jest na smyczy wiec jest odpowiedzialna.Byly rowniez u nas przypadji ze sobie spacerujemy podbiega jakis rozszczekany my sue wsciekamy a jakis krertn jeszcze z pretensjami…..zgrozo .Raz sobie cwiczymy skupienie malolat spuszcza yorka dre sie wez psa zero reakcji podbiegl oberwal kagancem(bescervuile)z piskiem uciekl biedny pies oberwal przez glupote ludzka ale ani psa ani wlasciciela nic to nie nauczylo dalej podbiega.Ja jestem swiadoma i odpowiedzialna ,duzo pracy w to wlozylam i jeszcze wloze ale sa efekty i najwazniejsze obojgu sprawia nam przyjemnosc doskonalenie sie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.