Każdemu według jego potrzeb

Zupełnie nie planowałam tego tekstu, jednak poczułam się dotknięta zamieszaniem, jakie wywołało zdjęcie seterki irlandzkiej ze szczeniętami opublikowane na fanpage’u Psia mać! Nie kupuj od pseudohodowców. Na tyle, że wczoraj w nocy zamiast spać, siedziałam przed laptopem.

***

Niedawno na fanpage’u inicjatywy Psia mać! Nie kupuj od pseudohodowców rozgorzała zażarta dyskusja na temat rozmnażania psów rasowych. Punktem zapalnym było zdjęcie suki setera irlandzkiego z ogromnym, liczącym aż 19 szczeniąt miotem urodzonym w 2009 roku. Suki, pochodzącej z renomowanej, belgijskiej hodowli, mogącej poszczycić się nie tylko rejestracją FCI, lecz również długoletnią tradycją i doświadczeniem. Patrząc na fotografię kondycji tak szczeniąt, jak i psiej matki nie można było określić inaczej niż “bardzo dobra”. Bez wątpienia stała za tym niewyobrażalna praca hodowcy, który przecież musiał aktywnie uczestniczyć w karmieniu licznego przychówku. Z 19 szczeniąt przeżyło 18, a sukces ów – z pewnością okupiony ogromem wysiłku i wyrzeczeń – zasługuje jedynie na podziw.

aferka-1024x718Tymczasem zdjęcie zestawiono z plakatem, przedstawiającym sukę do granic możliwości wyeksploatowaną, zmuszoną do urodzenia i odkarmienia miotu w skandalicznych warunkach. Postawienie znaku równości pomiędzy tymi dwiema psimi matkami rozpoczęło wymianę zdań, obracającą się się wokół hodowli zwierząt rasowych, w której udział brały osoby popierające inicjatywę – lubiące stronę Psia mać! na Facebooku. Wydawać by się mogło, że jej uczestnicy to ludzie o dość jednolitych poglądach: takie, którym zależy przede wszystkim na dobrostanie zwierząt, a zatem takie, które szybko i bez problemu dojdą do porozumienia. Nic bardziej mylnego. Byłam przerażona poziomem nienawiści, wylewającej się z komentarzy. Nienawiści, która mimo że w dyskusji nie brałam udziału, była skierowana również pod moim adresem. Wygląda bowiem na to, że teraz posiadanie psa rasowego to zbrodnia, a każdy kto ją popełnił, powinien natychmiast posypać głowę popiołem, oddać wszystkie oszczędności na cele charytatywne (najlepiej – lokalne schronisko), a następnie ruszyć na kolanach do Częstochowy. Czy tak?

Nie!

To, że świat nie jest czarno-biały jest dla mnie oczywiste. Nie potrafię zrozumieć, jak można nie dostrzegać różnicy pomiędzy pseudohodowlą, a hodowlą z prawdziwego zdarzenia. Taką, która nie tylko jest zarejestrowana w ramach struktur FCI, ale przede wszystkim zapewnia zarówno dorosłym psom, jak i szczeniętom doskonałe warunki bytowe oraz opiekę weterynaryjną na najwyższym poziomie. To tak, jakby postawić znak równości pomiędzy znanym i lubianym schroniskiem w Korabiewicach, a pierwszą lepszą gminną umieralnią, której jedynym zadaniem jest pozbywanie się bezdomnych zwierząt – nieważne, w jaki sposób.

Wydawało mi się, że inicjatywa Psia mać! Nie kupuj od pseudohodowców powstała w celu edukowania miłośników psów rasowych, którzy jeszcze nie mają odpowiedniej orientacji w świecie kynologicznym. Pokazania im, czym jest pseudohodowla i jak w odpowiedzialny, świadomy sposób nabyć rasowe, rodowodowe szczenię z pewnego źródła. O tym zresztą zdają się świadczyć informacje zawarte na stronie internetowej psia-mac.pl. Bo przecież posiadanie rasowego zwierzęcia to nic złego – pod warunkiem, że zostało ono wyhodowane w legalny, przemyślany sposób.

dyskusja1Muszę przyznać, że mam żal do osób zawiadujących facebookową stroną Psia mać! Nie kupuj od pseudohodowców. Chcę wierzyć, że mieli dobre intencje, a zamieszczając felerne zdjęcie nieco zagalopowali się w walce o lepsze jutro. Wątpliwości budzą jednak ich dalsze działania, związane z opisaną sprawą. Nie rozumiem, dlaczego nie ukrócili z każdą chwilą coraz bardziej zaogniającej się dyskusji, której jedynym efektem było antagonizowanie środowiska odpowiedzialnych, świadomych właścicieli psów, a zamiast tego doprowadzili do jeszcze większego zaostrzenia wspomnianej wymiany zdań. Ufam, że zarówno miłośnicy konkretnych ras i hodowcy oraz miłośnicy kundelków mają wspólny cel, a celem tym jest zapobieganie bezdomności psów, ich cierpieniu i bezmyślnemu rozmnażaniu, związanemu z aktualną modą. Aby go realizować jedyni przyjmując czworonoga do swojej rodziny zdecydują się skierować swoje kroki do schroniska, inni zaś do hodowli – takiej prawdziwej.

Każdemu według jego potrzeb.

photo credit: Psia mać!/ Trawricka Irish Setters

  32 komentarze do tekstu: „Każdemu według jego potrzeb

  1. 23 stycznia 2015 at 10:22

    brałam niestety udział w tej dyskusji i dawno nie czułam się tak zdeptana.
    Ja nie neguję, że dla niektórych kupno psa rodowodowego może być nieetyczne (bo te nieszczęsne pękające w szwach schroniska etc.). Neguję natomiast szkalowanie innych poglądów.
    Tamte dyskusje niestety przerosły mnie poziomem żółci i nienawiści wylewanych w złym kierunku. Mam kurde 3 adoptowane zwierzęta w domu, a i tak poczułam się jak potwór, bo ośmieliłam się zapłacić za szczeniaka.
    Przykre doświadczenie, a niestety następnego dnia Psia Mać tylko dorzuciła drwa do ognia 🙁

  2. 23 stycznia 2015 at 10:57

    Mam wrażenie, że obecnie cokolwiek Psia-Mać nie wrzuci na swojego facebook'a jest publikowane z nienawiścią do danego zdjęcia/artykułu. Nawet jeżeli czasem jest to coś niezwiązanego z celem tej strony. Ot jakiś śmieszny obrazek, to zaraz się muszą doszukiwać na nim zbrodni.
    Ideę mają bardzo dobrą. Jednak tak jak mi ktoś ostatnio powiedział "Co z tego, że piszą w internecie. Telewizja dalej jest uznawana za świętość przez większość ludzi i póki nie zaczną trąbić o tym w telewizji nikt nawet tego nie zrozumie i nie postąpi inaczej". W zeszłym roku miałam taki przykład na własnej skórze. Znajomi chcieli mieć szczeniaka i przyszli do mnie po radę, bo według nich "znam się na psach". No i pokazali mi oferty na olx, i pytali który szczeniak lepszy. Wytłumaczyłam im, ze te szczeniaki są z pseudohodowli, że warto się zapytać czy można obejrzeć matkę, warunki w jakich żyją psiaki, jak się zachowują, czy rodzice są zdrowi i nie przenoszą jakiś genetycznych chorób. I żeby poszukać jakiegoś psa z hodowli, jeżeli chcą psa kupować. Jak grochem o ścianę. Skończyło się na tym, że osoby bez jakiejkolwiek wiedzy o psach, pojechali i kupili psa za 300-500 zł. Bo im się tak ten szczeniaczek podobał, bo taki słodki i puchaty itd. Do niektórych nie trafisz.

    • Pies do kwadratu
      23 stycznia 2015 at 12:47

      Jasne, trudno jest kogoś przekonać do zmiany zdania (osobiście uważam, że tu należy używać przede wszystkim argumentów ekonomicznych – to, co zaoszczędzi się na cenie zwierzęcia szybko się straci na wizytach u weterynarzy), jednak nie o to w tym wypadku chodzi. Chodzi o to, że swoim działaniem Psia mać! Nie kupuj od pseudohodowców sprowokowała nagonkę na hodowców (zarejestrowanych w FCI, zapewniających swoim psom świetne warunki i opiekę) oraz miłośników psów rasowych. W dyskusji bowiem postawiono znak równości pomiędzy maszynowym rozmnażaniem psów, a przemyślanym, wychuchanym kryciem z hodowli FCI. Do czegoś takiego dojść nie powinno i po administracji fanpage'a oczekiwałam, że interweniuje, kiedy pojawiły się komentarze oczerniające hodowców. Tak się nie stało. Przeciwnie, sytuacja została jeszcze zaogniona poprzez publikację screena z komentarzami hodowców, próbujących wyjaśnić, czym różni się hodowla od pseudohodowli. 🙁
      W ogóle, ostatnimi czasy w Internecie trwa jakaś dziwna nagonka na posiadaczy psów rasowych i hodowców (tych z prawdziwego zdarzenia), a jej prowodyrowie twierdzą, że nikt nie ma moralnego prawa do rozmnażania zwierząt, dopóki w schroniskach są jakiekolwiek psy do adopcji. Tylko, że kiedy wszystkie kundelki zostaną zaadoptowane (oczywiście, po obowiązkowej sterylizacji), a hodowle psów rasowych zamknięte psy znikną z naszej przestrzeni całkowicie, biorąc pod uwagę niewielką długość życia tych wspaniałych zwierząt. To nie z właścicielami i hodowcami psów rasowych trzeba walczyć, ale z pseudohodowcami i spryciarzami, których "szwagier kupił takiego samego za 200 zł". 🙁

    • 23 stycznia 2015 at 15:19

      5 lat temu, gdy jechałam na drugi koniec po Coco, nie miałam pojęcia, że jadę do pseudo. Moje pojęcie o hodowlach było nikłe, ale byłam przekonana, że jadę po psa z papierami. Nie wyobrażałam sobie odbierać psa za 1500zł bez papierów. Zresztą pan o papierach zapewniał. Pojechałam. Wiedziałam, że jest nie halo, że nie tak to powinno wyglądać, ale jak Coco zobaczyłam, to wiedziałam, że i tak tam jej nie zostawię.
      Argument ekonomiczny?
      Leczenie Coco, kundla (nie boję się tego słowa) z pseudo kosztowało mnie 2-3k miesięcznie przez niemal rok. Nie mogłam znaleźć weta, który by odkrył, co psu dolega. Jeden powiedział mi wprost: pani go uśpi, taniej panią nowy wyjdzie. Jak byłam na skraju wyczerpania i zapaści finansowej, zdarzyło mi się gotować pierś z kurczaka i podzielić się nią z psem. Który tamtego dnia pierwszy raz po posiłku nie wymiotował, nie mdlał, a nawet stanął sam na łapach. Okazało się, że kundel jest uczulony na zboża i rozwiązaniem była eliminacja ich z karmy. JEDNAK nim do tego doszłam wydałam OGROMNĄ ilość pieniędzy. Mogłabym za to każdego miesiąca kupować szczeniaka z papierami. Rude z Amber Windu kosztują mnie tyle, co szczepienia, odrobaczanie, kropelki na kleszcze i okazyjnie coś na biegunkę lub przeciwbólowego na nadwyręzony staw. NIKT mi nie wmówi, że na pseudo się oszczędza. Największy bullshit na świecie.

    • Pies do kwadratu
      23 stycznia 2015 at 18:41

      Pomijając kwestie ekonomiczne (swoją drogą, niesamowite, ile w sumie Coco Cię kosztowała) to mam wrażenie, że (może trochę przypadkowo) poruszyłaś pewien aspekt sprawy, o którym nigdy wcześniej nie myślałam. Mianowicie, kwestię mówienia prawdy i przyznawania się do błędów przed samym sobą i przed innymi. Ty otwarcie napisałaś, że Coco to kundel w typie rasy. Moja koleżanka, kiedy powiedziałam jej, że jej kupiony za kilka stówek od sąsiada, któremu "się urodziło" pies to kundel w typie westa obraziła się na mnie śmiertelnie. Do czego zmierzam? Mam wrażenie, że w jakiejś tam części za sukcesem pseudohodowli stoją osoby, którym wstyd przyznać się do tego, że dały się oszukać, że nieświadomie wydały pieniądze na kundelka i że częściowo z tego wstydu biorą się te wszystkie gadki o tym, że "rodowód to niepotrzebny do szczęścia papier".

    • 23 stycznia 2015 at 22:06

      Dokładnie, paranoja, dosłownie paranoja. Jakiś czas temu najechało na mnie kilka zupełnie nieznających mnie osób gdyż ,,tyle pisze o wolontariacie w schronisku i adopcji, a sama (eeech hipokrytka) mam rasowego wyżła". Nigdy nie napisałam, że mój pies jest rasowy. Odwrotnie- zawsze zaznaczałam, że znalazłam go w schronisku i go adoptowałam czyli, nie może być inaczej, rodowodu nie posiada. Czyli w pierwszym momencie wyszło na to, że to hodowle są złe. Ale gdy jeszcze raz powtórzyłam informacje o pochodzeniu mojego psa stało się coś niesamowitego- ,,mówisz, że decyzja musi być przemyślana i trzeba wiedzieć jakiego psa się bierze, z jakimi predyspozycjami, chorobami i skłonnościami, a sama wzięłaś wyżła w ciemno." Żyć nie umierać….

  3. 23 stycznia 2015 at 13:02

    Mimo, że sama mam psa ze schroniska, to mimo wszystko poczułam się dotknięta takim brakiem zdrowego rozsądku i łatwością w przyklejaniu łatek osobom, które zdecydowały się na psa rasowego. Szczerze? Gdybym miała teraz wybierać, to nie wiem czy wybrałabym psa ze schroniska, z którym jest masę pracy, fakt satysfakcji też, ale nie o to chodzi. Każdy człowiek ma teoretycznie wolność wyboru i o ile mówię o tzw. słusznym wyborze między adopcją a hodowlą, to nikt nie ma prawa mówić, że to czy tamto jest lepsze i należy drugie bojkotować. Czytałam w przerwie tą dyskusję pobieżnie, mój mózg został zmasakrowany przez teksty o próżności osób, które wybierają konkretną rasę, że patrzą tylko na wygląd, że chcą się lansować na dzielni z nowym nabytkiem. Koszmar. A że niby schroniskowy pies to taki święty? No tak taki wierny, "najwierniejszy i najmądrzejszy", a adoptujący to tacy dobrzy ludzie. Nie oszukujmy się, ludzie idą do schroniska i rzucają się na pseudorasowe psy jak na świeże bułeczki, koczują w namiotach na 3 dni przed skończeniem kwarantanny joreczka. Zastanawiam się nad wykasowaniem części psich stron z fb, odłączenie od wydarzeń, bo coś za dużo tego. Za często ryczę do komputera, za często się denerwuję, bo ktoś adoptował i porzucił. Popieram ludzi, którzy mają na tyle oleju w głowie, żeby zdecydować się na rasowego psa, z prawdziwej hodowli, socjalizowanego, po przebadanych rodzicach, którzy znają cechy rasy, podziwiam tych, którzy wybierają kundla, który przeżył "niewiadomoco", wcale nie jest wierny i nie najmądrzejszy. Każdy wybiera to, co uważa w danej chwili i na kolejne 15 lat najlepszym wyjściem i nikomu nic do tego. Koniec.

    • Pies do kwadratu
      23 stycznia 2015 at 22:12

      Szkoda, że to prawo do wyboru pomiędzy dwiema etycznymi opcjami sprawienia sobie psa nie dla wszystkich jest takie oczywiste. 🙁 Jednocześnie, mam wrażenie, że stereotyp psa schroniskowego, jako chodzącej wdzięczności i ideału posłuszeństwa bardzo szkodzi adopcjom i przyczynia się do zwracania psów przez ludzi, którzy byli przekonani, że uratowany burek będzie świętym, nie zwierzakiem po przejściach. 🙁

  4. 23 stycznia 2015 at 17:02

    Strony nie znam, ale jesli bym teraz na nią wpadła to wątpię żebym zaczęła obserwować, a nawet odwrotnie zaczęłabym dyskusję na ten temat. Skoro suka wugląda bardoz dobrze, a nawet rewelacyjnie, pieski również to nie rozumiem czemu bowiem zostało zamiesczone takie o to porównanie. Moim zdaniem albo po prostu chcieli popsuć opinię hodowli albo zrzeszyć sobie fanów poprzez dodawania kontrowersyjnych zdjęć. Takie zachowanie podlega karze. Przyznaję rację autorowi wpisu na pierwszym obrazku.

  5. 23 stycznia 2015 at 18:09

    Ogromnie nie lubię wchodzenia w takie skrajności. Sama kiedyś miałam niejasną wizję, że psiaka znajdę w typie rasy, wezmę ze schroniska (szczególnie, że nasz pierwszy pies był w typie charta perskiego, a reszta to boksery z Fundacji), jednak po przeanalizowaniu moich oczekiwań zdecydowałam, że inaczej być nie może, że tylko ta rasa.

    Czasem mam przykre wrażenie, że niektórzy obrońcy zwierząt ( a przecież wszyscy je kochamy!) są tak zaślepieni, że nie zdają sobie sprawy o co tak naprawdę chodzi. Ja jestem za konkretnym tępieniem pseudohodowli i mocnym monitoringiem hodowli pod egidą ZK. Natomiast bojkotowanie 'rasowców' ( ba, wielokrotnie czytałam o wywyższaniu się właścicieli psów rasowych) odbieram jako wręcz za objaw jakiś dziwnych kompleksów ( bo skąd te dziwne rewelacje, które przeczytałam na forum, że właściciel rasowego psa przeszedł na drugą stronę ulicy, żeby jego piesek nie zadawał się z kundelkiem – no naprawdę? A nie chodziło przypadeczkiem o to, że któryś z psów mógł mieć problem z przebywaniem pyskiem w pysk z obcym psem? :P)

    Ach, zainspirowałaś mnie, mam wizję na notkę w przyszłym tygodniu ! 😉

    • Pies do kwadratu
      23 stycznia 2015 at 18:37

      Zgadzam się, że to bardzo przykre – uważam, że zwolennicy adopcji psów schroniskowych oraz psów rasowych powinni działać razem. Tylko w ten sposób uda się rzeczywiście zmniejszyć skalę funkcjonowania psich rozmnażalni.

      A propos dziwnych komentarzy, mnie się chyba najbardziej podobał przyuważony gdzieś w Internecie "To, że masz psa rasowego nie znaczy, że sam nie jesteś kundlem", czy jakoś tak. 😛

      Cieszę się, że Cię zainspirowałam. Pozwól, że podrzucę Ci jeszcze jeden temat. Napisz o tym, jak wygląda życie codzienne z dwoma psami – spacery razem, czy osobno, klatkowanie, wspólnota (lub jej brak) misek i zabawek i wszystkie takie pierdoły, o których nie ma pojęcia osoba z psem-jedynakiem. Plis, plis!

    • 24 stycznia 2015 at 09:07

      Zapisane! Zrobi się ! :))

    • 24 stycznia 2015 at 18:14

      hahhah, ja przechodzę czasem na drugą stronę 😀 Zazwyczaj właściciele, zwłaszcza starsi, zwłaszcza kundelkowatych, a nie daj boże w typie ONków psów często zachowują się idiotycznie- "to pies czy suka?" "damy się im przywitać!", mój reaguje zębami, tamten zaczyna się wyrywać i awantura gotowa. Jak biegamy to to samo- gdybym nie mijała tych ludzi musiałabym zatrzymywać się dosłownie co chwilę "się witać" co to wgl jest za idiotyzm, żeby psy się witały z każdym…. -.-

  6. 23 stycznia 2015 at 22:01

    Cudny wpis, czytałam uśmiechając się. Jeszcze nie tak dawno najechało na mnie kilka zupełnie nieznających mnie osób gdyż ,,tyle pisze o wolontariacie w schronisku i adopcji, a sama (eeech hipokrytka) mam rasowego wyżła". Pomijając już fakt, że mój pies został wzięty z gorzowskiego schroniska i mimo, że jest W TYPIE i nie ma rodowodu to najbardziej mnie zastanowiło co jeśli faktycznie bym miała psa z hodowli? To teraz jest coś gorszego, niedozwolonego i hańbiącego? Wychodzi na to, że biorąc psa z hodowli, bo np. chcesz się realizować z psich sportach dlatego potrzebujesz psa, które będzie miał do tego predyspozycje czy coś takiego, przyczyniasz się do maltretowania biednej suki. Postawienie znaku równości między słowem ,,hodowla" a ,,męczarnia" jest według mnie po prostu śmiesznie. Hodowla hodowli nierówna. Tak samo jak schronisko schronisku. Aaaa i jeszcze jedno- rozbawiła mnie też osoba, która napisała, że była w schronisku dwa razy, widziała jakie są tam biedne pieski i dlatego już tam więcej nie pójdzie. O zgrozo, gdyby głupota mogła fruwać…. Psom jest źle, ale nie pomogę, nie zostanę wolontariuszką, nie będę się starała chociaż ułatwić kilku z nich życie wychodząc od czasu do czasu na spacer. Nie, napiszę na facebooku komentarz na temat okrucieństwa hodowców ! Kropka.

    • Pies do kwadratu
      23 stycznia 2015 at 22:19

      Cieszę się, że tekst Ci się podobał. 🙂
      Osobiście jestem zdania, że ktoś, kto decyduje się na psa rasowego wcale nie musi mieć ambicji sportowych, czy wystawowych – może po prostu chcieć zaczynać z czystą kartą, jednocześnie mając pewność co do tego, co z psa wyrośnie. Nie każdy jest gotowy mierzyć się z adoptkiem, który wyniósł problemy behawioralne z poprzedniego życia. Nie każdy może pozwolić sobie na ogromnego psa, który przecież może wyrosnąć ze słodkiego, puchatego zmiksowanego szczeniaczka. Takie osoby mając świadomość, czy to swojej niedostatecznej wiedzy i doświadczenia, czy też niedostatecznych środków finansowych lub metrażu/warunków lokalowych zachowują się w sumie bardzo odpowiedzialnie. Nie wiem, jak osoby, którym teoretycznie zależy na dobru zwierząt, mogą tego nie dostrzegać.
      To co jest bardzo, bardzo ważne to to, aby pies rasowy pochodził z dobrej hodowli – nie tylko zarejestrowanej w FCI, ale utrzymującej odpowiednie standardy jeżeli chodzi o traktowanie psów, ich wychowanie, badania (niestety, nie wszystkie hodowle ZKwP są święte 🙁 Nawiasem, w ogóle mam wrażenie, że kupić świadomie pierwszego rasowego psa w Polsce bardzo trudno.
      A co do komentarzy… Ręce opadają. Z innej beczki: ja lubię jeszcze te "wzięłabym go/ją, ale nie mogę" pod ogłoszeniami adopcyjnymi. 😛

    • 24 stycznia 2015 at 02:16

      dobre są jeszcze te: jaki cudny! Już bym brała, ale mam jednego.
      (I to jestem ta zła :D:D:D:D)

    • 24 stycznia 2015 at 12:20

      Z życia schroniskowego: ,,jakie one biedne, czy mogę im jakoś pomóc? Finansowo? Niestety, nie jestem bogata. Wolontariat? Pracuje, nie mam czasu." Fuck logic.
      A wracając do tematu psa ,,z czystą kartą" to mój pies jest tego idealnym przykładem. Wzięty ze schroniska w wieku 5 lat głównie dlatego, bo był w strasznym stanie i okropnie znosił pobyt tam. Mimo wszelkich szkoleń, treningów, behawiorystów nadal mam psa bojącego się wszystkich innych psiaków. Na początku jest panika, później agresja. I co z tego, że nowy właściciel będzie stawał na głowie żeby to zlikwidować? Do końca będzie się zmagał ze skutkami błędów poprzedniego właściciela. Temat rzeka, ale ja się chyba też niedługo wypowiem u siebie, bo wąskość umysłów niektórych osób jest po prostu bolesna.

  7. 24 stycznia 2015 at 13:35

    Pisałam u mnie na blogu co nieco o pseudo hodowlach
    http://piesologia.blogspot.com/2015/01/uwaga-pseudo-hodowle-czyli-ajk-sie-nie.html
    i o tym jak znaleźć dobrego hodowcę
    http://piesologia.blogspot.com/2014/11/z-wizyta-u-hodowcy-czyli-jak-wybrac.html
    i o tym czy wybrać psa ze schroniska, czy z hodowli
    http://piesologia.blogspot.com/2014/11/pies-ze-schroniska-czy-rasowy-z-hodowli.html

    Sama zdecydowałam się na psa z hodowli, ale staram się pomagać też psom schroniskowym i bezdomnym. Wydaje mi się, ze każdy sam podejmuję decyzję jakiego psa potrzebuje i jakiego weźmie do domu. Trzeba tylko podejmować tą decyzję w pełni świadomie.
    I tak kundelek może okazać się droższy w utrzymaniu niż pies rasowy. A rasowiec może okazać się trudniejszy w szkoleniu niż kundelek itp. Wybór psa to poważna decyzja i trzeba zastanowić się nad wieloma rzeczami. A ponieważ każdy człowiek jest też inny, ma inne potrzeby, wymagania, możliwości, oczekiwania, środki finansowe, warunki mieszkaniowe, ilość wolnego czasu …. itp. Daleka byłabym od osądzania ludzi po tym czy wzięli psa ze schroniska czy z hodowli. Jeśli pies jest szczęśliwy i właściciel jest szczęśliwy, to chyba nie ma dyskusji.

  8. 24 stycznia 2015 at 18:07

    w mojej opinii często ludzie, którzy zajmują się schroniskowcami i fundacjami mają coś nie tak z głową. Kiedyś, dawno, chciałam zamiast psa kupić adoptować. Słyszałam jedynie docinki w stylu "w mieszkaniu sam jak pani pójdzie na uczelnię?? nie ma mowy!" "jak pani miała wcześniej labradorka to nie dam pani husky, pani nie wie co to pies!"
    i te niekończące się ankiety z chorymi pytaniami- "ile metrów ma pani dom?" "zgoda narzeczonego na adopcję psa" "ile metrów domu pies ma do swojej dyspozycji".
    Oczywiście bez ankiet, poniżających wizyt adopcyjnych (sprawdzanie metrażu, uświadamianie mnie- właścicielki już pary psów, kota i dwóch koni-, ze pies kosztuje i musi mieć karmę) nie można się nawet dowiedzieć gdzie jest wybrany pies, zobaczyć go i wgl ocenić, czy mi się podoba- tyle pracy dla adopcji? to był jeden z głównych powodów kupienia psa. To jeden z powodów, dla których ludzie posiadający pieniądze nie adoptują psów, tylko zupełny brak kasy mógłby mnie zmusić do proszenia się fundacji dalej.

    Parę tygodni temu chciałam sukę z pseudo na DT, wypełniłam ankietę, sama sobie znalazłam panią do wizyty, jednak pani, która tą suką się opiekuje nagle przestała odbierać telefony. Po tygodniu się okazało, że zachorowało jej dziecko i dlatego nie mogła odeberać- suka od tygodnia w schronisku skrajnie wygłodzona- "nie, nie może pani jej zabrać do domu bo nie ma pani wizyty". "tak, widzialam bloga i fanpage, wierzę, że psy u pani mają dobrze, ale procedura to procedura" "tak, lepiej żeby była w schronisku niż w domu bez procedury" "nie, nie mogę powiedzieć w jakim schronisku obecnie przebywa" …

    A pseudo? Trochę dobrego robią, reszta to fanatyzm, jaki dają odczuć zwłaszcza dotkliwie tym, którzy mają psa rasowego. Skutecznie zniechęcają w pchanie się w pomoc tym psom, pomimo warunków, wiedzy i funduszy chyba więcej nie spojrzę na psa z adopcji brutalnie mówiąc.

    • Pies do kwadratu
      24 stycznia 2015 at 18:20

      Ja zawsze wiedziałam, że nie mam co liczyć na psa z fundacji – wynajmowane mieszkanie skreśla mnie na wstępie. Hodowca, na szczęście, interesował się przede wszystkim tym, ile czasu jesteśmy w stanie poświęcać psu, a nie zmuszaniem do natychmiastowego brania kredytu hipotecznego. 😉

      To, co piszesz o tym tymczasku jest po prostu straszne. Ktoś zdecydowanie zapędził się i zapomniał, że w tych wszystkich procedurach chodzi o zapewnienie zwierzęciu właściwej opieki – a ta zawsze będzie lepsza u kogoś, niż w schronisku. "Procedura to procedura". Ale dowcip. :/

      • 18 grudnia 2015 at 11:45

        Ankiety i wizyty są niegłupie ale pod warunkiem, że zrobione mądrze 😉 najważniejsze jest zapoznanie psa z przyszłymi opiekunami i tak na prawdę to ono decyduje. Wizyta PA ma na celu jedynie sprawdzenie czy wszyscy domownicy zgadzają się na psa. Nie uwierzycie ile razy zdarzyło się, że na miejscu inni domownicy wyraźnie okazywali dezaprobatę na wieść, że w domu ma pojawić się pies. Albo okazywało się, że oczekują jednak psa innego, mniejszego, spokojnego. Jeśli to jest załatwione po partnersku i chodzi o to aby dobrać odpowiednio psa do opiekunów to jest to zrobione profesjonalnie. W innych wypadkach to partactwo.

  9. 25 stycznia 2015 at 11:23

    "Dopóki w schronisku znajduje się choć jeden pies lub kot, nie mamy prawa kupować zwierząt ani ich rozmnażać" – Dorota Sumińska. Gdy pierwszy raz usłyszałam to zdanie bardzo się zdenerwowałam. Jako właścicielka psa rasowego poczułam się, że jest to krytyka mojego wyboru. Z resztą nie wyobrażam sobie, że np. rodzina z małym dzieckiem decyduje się na adopcję schroniskowego psa. Dlaczego? – nie oszukujmy się, niektóre schroniskowe psy mają burzliwą przeszłość – pogryzienia. Mam koleżankę, która jest z wolontariuszką w krakowskim schronisku. Mimo zaangażowania wolontariuszy, niektórym zwierzętom nie można pomóc. Irytuje mnie fakt, że schronisko nie zatrudnia żadnego zoopsychologa (chociaż tak na marginesie w Krakowie jest tylu szkoleniowców, że czasem któryś powinien popracować ze zwierzakami charytatywnie). Tak czy inaczej mam kompleks właścicielki rasowego psa. Staram się pomóc bezdomnym zwierzętom organizując zbiórki darów.

    Za trzecim razem udało mi się poprawić wszystkie literówki – straszna gapa ze mnie;)

    • Pies do kwadratu
      25 stycznia 2015 at 11:39

      Bardzo się cieszę, że ten komentarz się pojawił także oficjalnie, a nie tylko u mnie, w powiadomieniach mailowych. 🙂

      Osobiście uważam, że są dwie etyczne drogi sprawienia sobie zwierzęcia: albo świadoma adopcja, albo kupno psa rodowodowego z renomowanej hodowli. Niestety, mam wrażenie, że dopóki o psie się jedynie marzy i nie siedzi się mocno w psiarskim środowisku bardzo ciężko jest świadomie dokonać wyboru. Zarówno w schroniskach i fundacjach jak i hodowlach zdarzają się nadużycia, dodatkowo z mediów "mainstreamowych" przebija się obraz psa schroniskowego, jako chodzącej wdzięczności, na czym można się srodze zawieść. Z drugiej strony, zmiana prawa wprowadziła w Polsce takie zamieszanie ze stowarzyszeniami kynologicznymi, że osoba średnio zorientowana może się w tym pogubić. Tak źle i tak niedobrze. 🙁

    • 25 stycznia 2015 at 22:19

      Zgadzam się "tak źle i tak niedobrze". Ustawodawca chcąc, nie chcąc ograniczyć działalność pseudohodowli trochę im to ułatwił. Teraz wystarczy zebrać parę osób i stworzyć stowarzyszenie np. owczarków niemieckich i zarejestrować. I co? – mamy pseudohodowlę działającą na takich samych zasadach jak hodowla FCI.

    • Pies do kwadratu
      1 lutego 2015 at 15:22

      I w ten sposób jedyną rzeczą, która odróżnia hodowle FCI od tych stowarzyszonych w organizacjach powstałyhc po 2012 roku jest selekcja hodowla, prowadzona na podstawie ocen z wystaw, badań obowiązkowych dla danej rasy i ew. prób użytkowości. Tylko jak wytłumaczyć Kowalskiemu, że np. wystawa to nie bezsensowna zabawa dla snobów? 🙁

  10. 25 stycznia 2015 at 16:00

    Po przeczytaniu tego wpisu z ciekawości przejrzałam stronę Psia mać i szczerze, nie widzę tam zbyt wielu edukacyjnych treści. Wydaje mi się raczej być ona walą "hejtu" na psy rasowe i hodowle i każdego, kto zdecydował się kupić psa rodowodowego. Przykre to, bo chyba nie taki był zasmysł…

    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas
    http://miczelski.blogspot.com

    • Pies do kwadratu
      1 lutego 2015 at 09:38

      Myślę że strona (psia – mac.pl) jest ok – są tam na przykład informacje, dotyczące rodowodów oraz metryk, wciąż bowiem pokutuje mit, że te dostają tylko 4 pierwsze szczenięta z miotu. Fanpage za to woła o pomstę do nieba – administracja udostępnia nieprzemyślane treści, w ogóle nie mające nic wspólnego z ideą inicjatywy. Po krótkim namyśle ostatecznie kliknęłam unlike.

  11. 25 stycznia 2015 at 19:29

    Powiem szczerze, że wpis bardzo interesujący. Rozumiem, że nie każdy chce mieć rasowego psa, ale zmieszanie z błotem hodowli czy ludzi, którzy naprawdę kochają zwierzęta i mają legalne oraz dobre warunki do jej prowadzenia jest wręcz karygodne. Oczywiście są zwierzęta w schroniskach, które potrezbują pomocy choć w tym wypadku chyba to nie ma dużo to psiania. Pseudohodowle są i będą, a ludzie nadal będą kupować z tamtąd zwierzęta. Trzeba mieć nadzeiję, że ludzie z czasem są coraz bardziej świadomi tego w jaki sposób dopierają sobie towarzysza na lata. A takie strony jak Psia Mać, chyba jednak nie potrafią wyedukować i uświadomić tego innym, a jedynie wprowadzić w niepotrzebny błąd.

    H&F

    • Pies do kwadratu
      1 lutego 2015 at 09:42

      Bardzo martwi mnie to, że ludzie nie dostrzegają, iż z każdym psem kupionym w pseudohodowli nakręcają problem. Nieważne, czy zwierzę nabywane jest przez cwaniactwo (sąsiad za swojego zapłacił 3000 zł, ja 300 – jestem sprytny), czy przez litość (jaki biedny piesek, trzymany w złych warunkach – kupię go, a tym samym uratuję), każda transakcja pokazuje takiemu hodowcy, że bez względu na wszystko zawsze znajdzie rynek zbytu i może pozwolić sobie na rozmnażanie psów na potęgę. 🙁

      • F7
        27 czerwca 2016 at 10:54

        To teraz mam pytanie. „Kupiłam” swojego kundelka w typie boksera 9 lat temu … no właśnie, skąd? Od pani która (wiem ze nie miała racji) uważała ze kazda sunia powinna mieć raz szczeniaki. Walczenie z jej poglądami nie ma już sensu, nie miało go także wtedy, bo przecież pieski już się urodzily i więcej miotów nie będzie. Nie była to pseudo hodowla, ciąża jednorazowa, nie dla zysku bo szczeniaczki odsprzedała po kosztach utrzymania. Przyznam, że bladego pojęcia o hodowlach wtedy nie miałam, o podziale na uczciwe legalne i te złe.
        Inna sprawa, że nie było zakazu handlu takimi psiakami.
        Tatus tez bokser, warunki szczeniakow i matki rewelacyjne. Duzy ogrod, kochający wlasciciele, czysto, opiekuńczo, wszystko zdrowe, zadbane 🙂 Nasz największy problem zdrowotny przez te 9 lat to jedno dogłębne czyszczenie uszu. Wprawdzie nie z całym rodzeństwem mam kontakt ale trzech braci ma się rownie dobrze.
        A teraz czekam na hejty, zmieszanie mnie z błotem, wyzwiska i inne takie …. tylko ciekawi mnie co by się stało gdyby nikt szczeniakow w takiej sytuacji nie kupil. Załóżmy, że wszyscy posłuchają głosu rozsądku i zdecydują się na psa z azylu lub z papierami legalnego. Trafilyby do schroniska zapewne w najlepszym przypadku.
        Na koniec żeby nie było ze nei wiem o czym pisze …. drugiego psiaka i 6 kociaków mamy z krakowskiego azylu

  12. 28 stycznia 2015 at 19:08

    Witam, nominowałam Twój blog do ‎Liebster Blog Award‬ 🙂 Pytania są tutaj:
    http://rubingp.blogspot.com/

    PS: Świetny post.

    • Pies do kwadratu
      1 lutego 2015 at 09:44

      Dziękuję za nominację i cieszę się, że tekst Ci się podobał. Uczciwie przyznaję, że nie wiem, czy odpowiem na pytania – to już moja piąta nominacja i trochę mnie zdążyła ta zabawa zmęczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.