Warsztaty obedience z Team Spirit: samokontrola

W Walentynki, zamiast szykować romantyczną kolację, kolejny raz miałam okazję uczestniczyć w warsztatach obedience organizowanych przez warszawski klub Team Spirit, a prowadzonych przez Jagnę Nowotarską. Tym razem zajęcia dotyczyły samokontroli, a więc zagadnienia, które opiekunowi tak energicznego psa jak T. nigdy się nie nudzi.

obikujemy-682x1024Przygotowania do warsztatów pochłonęły co najmniej tyle czasu, co same zajęcia. Na początek uzupełniłam zapasy szkoleniowych smakołyków – jako, że najczęściej korzystam z parówek tym razem dla odmiany postawiłam na Chappi, Frolica oraz nieśmiertelny pasztet Profi. Potem pozostało już tylko wybiegać psa oraz załatwić transport. Tymi obowiązkami podzieliliśmy się po połowie: ja korzystałam z pięknej, wiosennej pogody, szalejąc z T. na wybiegu dla psów przed Ogrodem Krasińskich, a P. usiłował zamówić taksówkę. Niestety, nie poszło tak łatwo, jak za pierwszym razem – bez względu na regulamin korporacji, większość kierowców odmawiała wpuszczenia psa do samochodu. W efekcie z domu wyjechaliśmy z niewielkim opóźnieniem. Nie straciliśmy przez to wprawdzie ani minuty zajęć, jednak dodatkowe 10 minut oczekiwania i tak okazało się zgubne w skutkach. Dałam się zwieść ciepłym, południowym promieniom słońca i zamiast po prostu poczekać zdecydowałam, że może jednak się przebiorę w nieco lżejsze, wygodniejsze rzeczy. Wszystkich tych, którzy jeszcze nie mieli okazji odwiedzić hali Team Spirit przestrzegam przed popełnieniem podobnego błędu. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak bardzo zmarzłam.

obiwarsztatyczekanie-1024x683 obiczekaniekukanie-1024x678Mimo zamieszania z taksówką na miejsce dotarliśmy pierwsi. Jagna była już na hali, dzięki czemu T. mogła przez kilka minut zwiedzać ją na własną rękę, udało się jej więc z niezłą dokładnością obwąchać wszystkie kąty i sztuczną trawę. Trudno stwierdzić, czy to przez tę możliwość krótkiej eksploracji, czy może dlatego, że hala nie była już dla niej nowym miejscem, czy też po prostu pies powoli zaczyna dorastać do trudów pracy sportowej, muszę jednak przyznać, że gdy nadeszła godzina rozpoczęcia warsztatów T. była dobrze skupiona. Nie wyrywała się do innych psów, ani nie pałała niepowstrzymaną żądzą przywitania się z każdym obecnym człowiekiem.

obijagnaztekla-1024x678 obisluchanie-1024x683Zresztą, po doświadczeniu zdobytym podczas moich pierwszych warsztatów z Jagną, tym razem najbardziej niepokoiła mnie obecność P. Istotnie, okazało się, że jeżeli ruda ma ćwiczyć P. zmuszony jest stać w mniej więcej tym samym miejscu – każda próba przemieszczenia się kończyła się tym, że pies zaczynał się rozglądać na boki, aby wyłowić go wzrokiem. Mimo wszystko, myślę, że mogę być zadowolona, P. bowiem stał na drugim końcu hali, w pewnym oddaleniu od naszej dwójki. Mam nadzieję, że powoli, małymi kroczkami uda się nam dojść do tego, że T. będzie pracować bez względu na to, kto, jak i gdzie przemieszcza się w najbliższej okolicy.

Właściwie, może nie powinnam jakoś specjalnie narzekać, bo T. poradziła sobie z samokontrolą nadspodziewanie dobrze. Spodziewałam się frustracji, wpychania ryjka do szkoleniowej nerki oraz wymuszających uderzeń łapą, tak charakterystycznych dla setera. Tymczasem, przez większość treningu miałam psa myślącego, skoncentrowanego na mnie i na zadaniu, co więcej, skoncentrowanego od razu – bez długiego okresu przejściowego potrzebnego na walkę o uwagę. Udało się nam przećwiczyć zarówno standardową samokontrolę, jak i samokontrolę z przepychaniem w siadzie i warowaniu. Ku mojej radości, zrobiłyśmy też pierwszy krok w stronę mocnego stój. T. zaskakująco dobrze radziła sobie również z samokontrolą w pozycji przy nodze, chociaż z tym miała do czynienia chyba pierwszy raz w życiu, a także z nie pobieraniem rzucanych na podłogę smakołyków.

obiliniaprosta-1024x683 obisamokontrolapozycja-1024x683Wszystkie te małe sukcesy bledną jednak całkowicie w obliczu tego najważniejszego: T. przetrwała ćwiczenie z rozpraszającą ją Jagną, która podeszła do nas, cmokała cichutko i dotknęła boku psa. Wytrwać w siadzie udało się dopiero (już?) za drugim podejściem, ale wierzcie mi, dla zwierza tak bardzo nastawionego na kontakt z człowiekiem to było naprawdę ogromnie trudne zadanie. Co za sukces! Taką radość mogła powiększyć tylko Jagna, komplementująca naszą wspólną pracę.

sukces-1024x678

To zdjęcie jest jak motywacyjny zastrzyk. Nie mogę się napatrzeć!

Po upływie około 1,5 godziny T. była wyraźnie zmęczona myśleniem. Koncentracja powoli ulatywała, zastępowana chęcią zabawy. Wiem, że mogłaby wytrzymać dłużej na wysokich obrotach, prawda jest jednak taka, że wcale jej w tym nie pomagałam. Byłam okropnie zmarznięta, zimno zaś zawsze było moim największym wrogiem – niska temperatura potrafi skutecznie zabić u mnie wszystkie wyższe funkcje mózgu, a przecież trudno oczekiwać od psa, aby był skupiony, kiedy jego przewodnik myślami jest już w domu przy ciepłej herbacie. Na hali zostałyśmy jednak do 16 (a więc równe dwie godziny), słuchając rad i uwag kierowanych do nas oraz innych uczestników warsztatów – w końcu wiedzy nigdy za wiele.

obiglowawchmurach-1024x678

Łapy i nogi jeszcze twardo stoją na sztucznej trawie, ale głowy ewidentnie są już w innym miejscu.

PS. Po więcej zdjęć z warsztatów obedience zapraszam na seterowego Facebooka.

  21 komentarzy do tekstu: „Warsztaty obedience z Team Spirit: samokontrola

  1. 20 lutego 2015 at 10:49

    Marzę o tym, aby mieć takie możliwości uczestniczenia w warsztatach, seminariach.. My wszędzie mamy po kilka godzin jazdy, strasznie mi przykro z tego powodu..

    Świetnie, że T. tak pięknie się spisywała 🙂 Nando podczas ćwiczeń nie ma problemu z ignorowaniem ludzi, psów, jednak długo o to walczyłam 😛
    To nie jest moja sunia, a ja taka dumna byłam podczas czytania 😀
    Gratuluję postępów i życzę dalszych sukcesów! 🙂

    Pozdrawiamy 🙂
    nandoon.blogspot.com

    • Pies do kwadratu
      20 lutego 2015 at 14:26

      Może moglibyście w wakacje wybrać się na jakiś obóz treningowy z psem? Jest tego trochę, tego rodzaju atrakcje organizowane są chociażby w Annówce. Skoro już trzeba jechać kilka godzin w jedną stronę, bo pewnie lepiej na tydzień, niż na jeden dzień lub weekend. 😉

  2. 20 lutego 2015 at 11:28

    bo najważniejsze to spędzać czas tak jak się lubi 😉 a psiórkowi w walentynki też się coś należy 😉

  3. 20 lutego 2015 at 12:10

    Super, że T. ładnie się skupiła i pracowała 😀 Pewnie sporo z takich warsztatów wyniosłyście 🙂

  4. 20 lutego 2015 at 13:45

    Świetnie, że mogłaś wziąść udział w takich warsztatach :).

    H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

  5. 20 lutego 2015 at 14:10

    OO! Przypomniałaś mi o samokontroli i popychaniu psa! Muszę to przećwiczyć z Ru, bo już skończyły mi się pomysły konfiguracji w jakich z nią ćwiczyć ogarnianie emocji 🙂

    Jakaś makabra z tymi taksówkami, przecież to jest luka na biznes w Warszawie 🙂

    Serce rośnie, że T. coraz lepiej (współ)pracuje!

    • Pies do kwadratu
      20 lutego 2015 at 14:24

      Powiem Ci, że nawet jestem nieco zaskoczona tym, jak ona sobie ogólnie dobrze radzi z samokontrolą. Przepychanie w siadzie muszę już chyba w ogóle wyrzucić z repertuaru, bo zdążyła w tym ćwiczeniu nabrać już takiej pewności siebie, że zaczyna nieco olewać sprawę. Zdecydowanie czas skoncentrować się na mocnym, stabilnym "stóju" i warowaniu. Szczególnie, ze w tym ostatnim pies przekręca mi biodro na bok, co doprowadza mnie do szewskiej pasji. 😛

      W ogóle, z taksówką najzabawniejsze jest to, że jechaliśmy ostatecznie z tym samym kierowcą, co za pierwszym razem. Wtedy padało i gość bardzo niechętnie wpuścił nas do auta, a na każde skrzypnięcie mojej mokrej kurtki o siedzenie rzucał nerwowe spojrzenia na psa. Tym razem obyło się bez burczenia kierowcy – albo przekonał się, że pies w samochodzie nie robi szkód albo uznał, że pieniądze nie śmierdzą i warto dać sobie zarobić. 😛

      Swoją drogą, z tego, co piszesz Ru też się ładnie ogarnia i szybko Wam idzie. 🙂

    • 21 lutego 2015 at 12:11

      Ha, T. cwaniara! 🙂

      Ja właśnie ostatnio planuję i dumam nad wprowadzeniem stója i stopu do naszego repertuaru – jakby nie patrzeć jest to ważna (może czasem ratująca życie) komenda.

      Ale numer, ciekawa jestem co sobie pan taksówkarz myślał 😛

      Co do zachowania Ru – to jestem sceptyczna – ona już tyle razy wywijała numery, że będzie musiała spoooro pracować na jakikolwiek kredyt zaufania 🙂

    • Pies do kwadratu
      21 lutego 2015 at 12:59

      Niech dziewczyna pracuje, w końcu, było nie było, owczarek. 😉
      A poważnie, uważam, że ograniczone zaufanie do psów, zwłaszcza tych, z którymi się jakiś problem odpracowuje to bardzo ważna sprawa. Mam wrażenie, że sporo osób zacznie odpuszcza pracę i przykręcanie śruby jak widzi pierwsze sukcesy i przez to problem szybko wraca. W każdym razie, trzymam kciuki za ryżą. 🙂

  6. 20 lutego 2015 at 15:01

    Czyli jednak nie tylko wydawało mi się, że setery mają "syndrom niespokojnej łapy". Inne psy tej rasy i w ogóle psy myśliwskie, jakie znam – wszystkie one non stop majstrują coś łapami, a najbardziej lubią kłaść je na człowieku po błotnej kąpieli ;P

    • Pies do kwadratu
      20 lutego 2015 at 17:52

      Od pewnego hodowcy (akurat wcale nie seterów, czy nawet nie psów z VII grupy FCI) usłyszałam kiedyś, że w ogóle nie powinno się uczyć psów podawania łapy, bo to komenda, którą psy szybko zaczynają wykorzystywać do wymuszania na człowieku rozmaitych zachowań i zabiegania o ludzką uwagę. Myślę, że jest w tym trochę prawdy i problem nie dotyczy jedynie ras myśliwskich. 😉

    • 20 lutego 2015 at 19:13

      Tak samo jak nie należy uczyć psa komendy "daj głos", bo zacznie szczekaniem wymuszać żarcie… W niektórych przypadkach pewnie może tak się zdarzyć, ale to kwestia wychowania i ja nie zakładałabym od razu najgorszego scenariusza 😉

  7. 20 lutego 2015 at 19:11

    Brawo 🙂
    No my też zazdraszczamy, my to sami sobie musimy takie aktywnosci organizować… 😀

    pozdrawiamy!

    • Pies do kwadratu
      20 lutego 2015 at 23:54

      My zasadniczo również, bo przecież seminarium tu czy tam raz na ruski rok nie wystarczy, żeby pies się ogarnął. 😉 Ale miło jest od czasu do czasu iść na ustrukturyzowany trening przeprowadzany pod kątem konkretnego zagadnienia. Mam nadzieję, że Jagna wkrótce ogłosi powtórkę warsztatów z motywacji. 🙂

  8. 21 lutego 2015 at 19:00

    Zazdroszczę…:D
    Genialne zdjęcia, widać, że warsztaty pozytywne! 🙂

    Pozdrawiamy,
    Monia i Roxi,
    http://suczkaroxi.blogspot.com/

    • Pies do kwadratu
      21 lutego 2015 at 19:07

      Dziękuję! P. bardzo się cieszy z "genialnych zdjęć". Ja w sumie też, bo sporo czasu spędziłam doprowadzając je do użytku w After Shocie. 😉

  9. 22 lutego 2015 at 18:10

    Naprawdę T. tupie wymuszająco łapą? A myślałam, że tylko mój Miloł tak robi;p Nigdy wcześniej nie widziałąm u żadnego psa takiego zachowania a on tupie jak zbuntowany dwulatek:)

    • Pies do kwadratu
      22 lutego 2015 at 19:43

      Ona nie tupie, tylko uderza łapą człowieka. Siedzącego najczęściej w udo (pies podchodzi, siada przy mnie, kiedy np. robię coś na komputerze i żeby zwrócić na siebie moją uwagę kładzie łapę na moim udzie); osoba leżąca może oberwać np. po twarzy. 😉

  10. 22 lutego 2015 at 18:43

    Piątka za psiarskie spędzenie walentynek! 😉 Eh muszę przyznać, posiadanie auta to jednak luksus. I psa się zawiezie, i dodatkowy sweter. Nie pamiętam w którym poście przeczytałam, że zanim T. do was trafiła, to wszyscy mówili, że pies wejdzie ci na głowę, że będziesz za miękka, a jednak nie dałaś się 🙂 to takie pozytywne pracować z psem i z samą sobą. A taką psią taksówkę widziałaś? http://oskar-animaltaxi.pl/pl-PL/

    • Pies do kwadratu
      22 lutego 2015 at 19:48

      Nie piątka, a łapa! 😉
      Prawda, wszyscy twierdzili, że będę bardzo miękką pańcią, a teraz P. przezywa mnie "pani sierżant". 😛
      Prawda, samochód to z psem bardzo przydatne narzędzie. Myślę, że w okresie szczenięcym jego brak wyszedł T. na dobre ze względu na przymusową miejską socjalizację, ale teraz naprawdę przydałyby się 4 kółka.
      Dzięki za podpowiedź z Animal taxi, nie miałam o tym pojęcia.

    • 22 lutego 2015 at 20:35

      "Pani sierżant" 😀 racja auto ma swoje zalety, ale utrzymanie też robi swoje. Kiedyś mieliśmy auto ze skórzaną tapicerką i było genialnie, a teraz mój przed zawiezieniem auta na myjnię wyjmuje półkę z bagażnika, która jest dosłownie oblepiona sierścią i śliną, żeby nie krzyknęli sobie więcej kasy za czyszczenie 😛 dajcie znać jeśli skorzystacie z usług taksówki, bo jestem ciekawa tych udogodnień 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.