„Pies w formie” z Paulą Gumińską

Ostatni weekend spędziłam w towarzystwie T. na seminarium “Pies w formie” organizowanym przez Merdu-Merdu, a prowadzonym przez Paulę Gumińską – zoofizjoterapeutkę, zawodniczkę dogfrisbee i agility oraz hodowcę psów rasy border collie w jednej osobie. Tak się złożyło, że uczestnictwo w tym wydarzeniu dostałam w prezencie urodzinowym, z kolei T. w niedzielę 10 maja skończyła dwa lata, można więc powiedzieć, że razem świętowałyśmy przemijający czas w najlepszy możliwy sposób: ucząc się i budując formę tak bardzo potrzebną w sportowych zmaganiach.

Jak przełożyć teorię…

Część wykładowa seminarium odbywała się zarówno w sobotę, jak i w niedzielę między 9 a 13, co oznacza, że uczestnicy mieli aż osiem godzin na chłonięcie wiedzy o mądrym uprawianiu psich sportów. W sobotę Paula poruszała zagadnienia związane z typowymi urazami w poszczególnych dyscyplinach kynologicznych, rozgrzewką (warm up) oraz rozprężeniem powysiłkowym (cool down), właściwą regeneracją oraz opóźnionym zespołem bólu mięśni. Niedziela z kolei została poświęcona treningowi: siłowemu, wytrzymałościowemu, świadomości ciała, a także rozciąganiu i wreszcie ćwiczeniu umiejętności technicznych właściwych danej konkurencji.

pieswformie1Taka ilość wiedzy może wydawać się nieco przytłaczająca, zapewniam jednak, że Paula to doskonała prowadząca, która świetnie poradziła sobie z przekazaniem jej uczestnikom. Szczególnie doceniam to, że tak dobrze zdołała połączyć zagadnienia typowo fizjologiczne z omawianiem konkretnych przykładów ćwiczeń, czy sytuacji. Wszystko zostało wyjaśnione w przystępny sposób, tak aby osoba bez specjalistycznej wiedzy medycznej mogła z wykładów wynieść jak najwięcej. Można było posłuchać zarówno o zmianach czynnościowych zachodzących w organizmie psa podczas uprawiania wysiłku fizycznego, jak i dowiedzieć jakie konkretnie partie mięśni oraz umiejętności ćwiczą popularne psie sztuczki. Wyjątkowo podobało mi się to, że Paula zamiast podawać gotowe przepisy starała się pokazać, jak mądrze patrzeć na psiego sportowa oraz uprawianą przez niego dyscyplinę tak, aby na przykład samodzielnie ułożyć bezpieczną i skuteczną rozgrzewkę. Jedyne, czego mi zabrakło to bibliografia dla osób chętnych do poszerzenia wiedzy w domowym zaciszu.

pieswformie2Każdego dnia prezentacja Pauli (za przyzwoleniem i zachętą samej prowadzącej) była przerywana pytaniami uczestników. W seminarium udział brała niewielka grupa osób, więc takie rozwiązanie wyjątkowo dobrze się sprawdziło. Pytania stawiane na bieżąco nie miały szansy umknąć, a same wykłady stały się dzięki nim dalece bardziej interesujące, bo na sali znajdowali się miłośnicy rozmaitych dyscyplin: agility, dogfrisbee, obedience (w postaci mojej skromnej osoby) oraz IPO. Ogromnie podobało mi się to, że mogę rzucić okiem “od kuchni” na sporty, o których wcześniej miałam raczej blade pojęcie. Dotychczas sądziłam, że agility to zupełnie nie moja bajka, muszę jednak przyznać, że po “Psie w formie” nabrałam przekonania, że jest to trudna, lecz przy tym szalenie ciekawa dyscyplina.

…na praktykę…

Każdego dnia psy miały jedno indywidualne wejście (indywidualny trening po okiem Pauli), które trwało około kwadrans. Patrząc na harmonogram seminarium jeszcze przed jego rozpoczęciem uznałam, że to niewiele. Byłam w błędzie. Z zaskoczeniem patrzyłam na T., która po swoich krótkich treningach była naprawdę zmęczona zaprzęganiem do pracy nieużywanych wcześniej mięśni.

W sobotę zajmowałyśmy się świadomością zadu, w ramach której zdołałyśmy pod okiem Pauli liznąć targetowanie tylnymi łapami. Natomiast nasze niedzielne wejście upłynęło pod znakiem ćwiczenia równowagi w postaci wchodzenia na przedmioty oraz nauki doskonale wszystkim znanej sztuczki “wiewiór”. W pierwszym dniu T. spisywała się naprawdę dzielnie, drugiego natomiast była nieco rozkojarzona: nie do końca wiedziała, czego od niej chcę, kiedy próbowałam zachęcać ją do wchodzenia na skrzynkę – wolała przez nią przeskakiwać albo dawała dyla z placu boju by entuzjastycznie powitać innych uczestników (miziania nigdy za wiele!). Fantastycznie z kolei poradziła sobie z wiewiórem. Wprawdzie było to nasze pierwsze podejście do tego tricku, miałam jednak wrażenie, że ruda załapała o co chodzi. Co więcej, pracowała mięśniami przykręgosłupowymi, a o to mi właśnie chodziło.

pieswformie3To, co bardzo mnie cieszy to ocena Pauli, dotycząca figury T. Ostatnio zaczynałam poważnie zabierać się za tuczenie psa, przekonana, że jest nieco zbyt chudy, Paula jednak uspokoiła mnie, określając T. jako typowego maratończyka, który powinien raczej zbudować nieco masy mięśniowej niż obrosnąć w tłuszcz.

…i nie zwariować po drodze

Zapisując się na “Psa w formie” nie do końca wiedziałam, czego powinnam się spodziewać. Dotychczas brałam udział jedynie w krótkich warsztatach i treningach. Było to pierwsze dwudniowe seminarium, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, z czym wiązało się sporo obaw, dotyczących przede wszystkim tego, jak z taką imprezą poradzi sobie T.

Ku mojemu zaskoczeniu, rudzielec zniósł tę przymusową edukację całkiem nieźle. Pierwszego dnia T. bardzo grzecznie wytrwała w obcej klatce przez całą część wykładową, chociaż wcześniej nigdy nie zamykałam jej na tak długo. Drugiego było gorzej, ale szybko uspokajała się, kiedy znikałam z bezpośredniej okolicy kennelu, co sprawiało, że nie mogła mnie słyszeć.Muszę przyznać, że na tego rodzaju wydarzeniach niezmiennie bawi mnie, jak bardzo wyróżnia się T. wśród psów I. grupy FCI (a czasem, po prostu, wśród border collie). Jednocześnie zaskakuje mnie to, jak niesamowicie pozytywnie reagują na nią ludzie – ja mogę umierać z frustracji gdy mój pies nie jest w stanie się skupić i odczuwa głęboką potrzebę przywitania się z każdym człowiekiem w pomieszczeniu, ale dla innych jej entuzjazm i radość są wręcz niewyobrażalnie urocze.

“Pies w formie” to świetne seminarium dla osób, które są na początku swojej sportowej drogi. Nie tylko otwiera oczy na wiele spraw, o których normalnie się nie myśli, ale przede wszystkim uczy mądrego treningu i zwraca uwagę na prewencję urazów – to niezmiernie cenne!

Informacje praktyczne:
Organizator: Merdu-Merdu
Prowadzący: Paula Gumińska, wspierana przez Wenę
Koszt: 300 zł (uczestnik + pies)
Miejsce: Sępia 22, Warszawa

  14 komentarzy do tekstu: „„Pies w formie” z Paulą Gumińską

  1. 15 maja 2015 at 09:05

    Widać, że semi się udało 😉 Pamiętam jak niedawno mówiłam sobie, że obedience to nudny, durnowaty psi sport, tylko dla perfekcjonistów i właścicieli border collie i innych ras z "większą inteligencją", a tu proszę – wciągnęłam się w obi każdym kawałkiem serca 😀

    • Pies do kwadratu
      15 maja 2015 at 15:56

      Obedience jest cudne, zupełnie nie rozumiem, jak można uważać, że to nudny sport (wstydź się, P.!). 🙂

  2. 15 maja 2015 at 13:05

    Bardzo przydatny i pomysłowy prezent 😉 temat seminarium – bomba! Po ostatnich zawodach dogtrekkingowych, Asia z naszego teamu nabawiła się poważnej kontuzji i dostała OPR od ortopedy za brak rozgrzewki. Wtedy pomyślałam o psach – przecież one też nie zostały przygotowane do wysiłku fizycznego. Trzeba wziąć się do roboty i opracować jakiś plan rozgrzewkowy.
    Teraz będziesz przypakowywać T.? 🙂
    Znowu zamarzałaś na zajęciach? Ja przeważnie od jesieni do wiosny w torbie mam rękawiczki i czapkę, czasem nawet w czerwcu. Nigdy nie wiadomo, kiedy zima nadejdzie 😛

    • Pies do kwadratu
      15 maja 2015 at 16:04

      Zażyczyłam sobie taki, to dostałam, ha! 😀
      Bardzo mi się to seminarium podobało; faktycznie, mam wrażenie, że wiele osób zajmujących się psimi sportami (niekoniecznie amatorsko) zapomina, że poza treningiem technicznych umiejętności właściwych danej dyscyplinie są też inne rzeczy, które warto robić z psem, a poza rozgrzewka i regeneracja… To naprawdę bardzo otwiera oczy, bo o takich rzeczach rzadko się myśli.
      Zdecydowanie, T. przydałby się rozwój mięśniówki takiej typowo siłowej, a nie wytrzymałościowej – bardzo chciałabym trochę ją przypakować pod tym kątem, a także rozwinąć jej świadomość ciała i równowagi.
      Co do marznięcia – nie moja wina! W ostatecznym mailu organizatorzy (bardzo fajni, nawiasem!) napisali eufemistycznie, że w sali jak chłodno. Było napisać całą prawdę: "piździ jak na hali Team Spirit" to bym wiedziała, jak się ubrać. 😛

  3. 15 maja 2015 at 17:22

    Paula to jest w ogóle świetna osoba! 🙂 Miałam z nią zajęcia na LADC i bardzo mile je wspominam – niesamowicie zakochana w swoich psach, z fajną wiedzą, doskonale przekazywaną 🙂 Balu generalnie fajnie ogarnia swoje ciałko (ale tu akurat myślę, że niewielka w tym moja zasługa), natomiast z Ru wciąż szlifuję i ćwiczę, bo ona totalnie nie panuje nad swoją motoryką 🙂

    Po Twojej recenzji strasznie mi się zachciało takiego seminarium 🙂 Ale pod koniec maja podbijamy Warszawę! (trochę mam pietra w związku z tak długą podróżą pociągiem…)

    • Pies do kwadratu
      15 maja 2015 at 17:33

      T. też jest mocno nieskoordynowana, przynajmniej z tyłu, bo przód ma fajnie rozwinięty. Zdecydowanie musimy popracować nad zadkiem i tylnymi łapami.

      Co do podróży pociągiem, to nie panikuj, naprawdę nie jest źle. T. zaczynała swoje wojaże PKP w wieku pięciu miesięcy niespełna 3-godzinną podróżą do Torunia i też wychodziłam wtedy z siebie z nerwów, ale jazda pociągiem z psem okazała się znacznie mniejszym wyzwaniem niż się spodziewałam. Możesz ułatwić życie sobie i psu wybierając wagon bezprzedziałowy i rezerwując miejsca na samym końcu/ początku wagonu, gdzie jest dodatkowe miejsce na walizki. Są też wagony z miejscami na rowery – połowa wagonu ma normalne przedziału, a druga połowa to pusta przestrzeń ze stojakami, gdzie można wyjść na spacer. Serio, nie ma się czego bać. W razie czego, polecam Twojej łaskawej uwadze swój tekst o jeżdżeniu z psem pociągiem: http://trendzseterem.blogspot.com/2014/03/o-psie-ktory-jezdzi-pociagiem-tlk.html

    • 17 maja 2015 at 17:35

      Jaa dzięki ślicznie, bo już obchodzą mnie myśli, żeby stchórzyć i zrezygnować z podróży – taką lamą jestem! 😛

    • Pies do kwadratu
      17 maja 2015 at 17:47

      A, dodam jeszcze, że z moich doświadczeń (kursowanie z psem na trasie Kraków-Warszawa) wynika, iż nawet, jak nie uda się zarezerwować w wagonie bezprzedziałowym dobrej miejscówki na końcu/początku to ludzie chętnie się zamieniają miejscami. Ja chyba tylko raz faktycznie miałam to miejsce na bilecie – zwykle prosiłam kogoś, żeby zamienił się ze mną na siedzeniami, bo piesek spory i potrzebuje trochę przestrzeni i nikt nigdy nie robił problemów. 🙂

  4. 16 maja 2015 at 15:44

    Świetne seminarium chętnie sama poznała bym tajniki psich sportów oraz dobrej rozgrzewki przed treningiem. Na razie zabieram się za zakupów książki, z której (mam nadzieje) dowiem się więcej niż z internetu.
    Zawsze zadziwia mnie ta duma, którą T. sobą reprezentuje =).

    H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

    • Pies do kwadratu
      16 maja 2015 at 17:06

      To naprawdę bardzo cenne seminarium, zwłaszcza dla osób uprawiających z psem sporty, gdzie jest wysokie ryzyko kontuzji – w ogóle, wydawało mi się, że agility jest relatywnie bezpieczne, tymczasem Paula zaprezentowała nam takie filmiki, że włos się na głowie jeży…
      To zabawne, jak inaczej właściciel postrzega swojego psa. Dla mnie T. to taka urocza pierdoła, ale nie duma i godność. 😛

  5. 17 maja 2015 at 14:50

    też chciałabym się udać na jakieś warsztaty z Paulą, jednak ona coś nie przyjeżdża do Wrocławia :p Agillity to zdecydowanie moja bajka, jednak we Wrocławiu nie ma toru, na własny mnie nie stać, zajęcia są średnej jakości za to funduszy trzeba mieć na prawdę sporo… Więc agility czeka na lepsze czasy 😉
    Fajnie, że Ruda zachowała się "jak człowiek", Giro ma z tym problemy, lubi się popisywać, rozmawiać, śpiewać…

    • Pies do kwadratu
      17 maja 2015 at 14:59

      O, wydawało mi się, że we Wrocławiu jest parę sensownych klubów agility, gdzie można fajnie trenować. Bez klubu dysponującego kompletem przeszkód rzeczywiście jest ciężko – agility to naprawdę droga impreza. 🙁
      Czasami mam wrażenie, że T. doskonale wie, kiedy powinna zachować się z sensem, a kiedy może znaleźć mi za skórę i bezwzględnie to wykorzystuje. 😛

    • 17 maja 2015 at 16:23

      ja mam odwrotne wrażenie- G'Iro jak nikt nie patrzy jest super, a jak tylko jest publika to najlepiej wychodzi mu totalna kompromitacja 😀

    • Pies do kwadratu
      17 maja 2015 at 16:39

      Ja właśnie jak o tym myślę, to wszystkie najgorsze akcje miałam wtedy, kiedy nikt nie patrzył albo wtedy, kiedy patrzyły osoby doskonale rozumiejące to co znaczy pies myśliwski z bardzo silnym instynktem łowieckim. Wyjątek był w zasadzie tylko jeden – pamięta szkółka rally-o. 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.