Spacer z psem w Warszawie. Czy to w możliwe?

Dla opiekuna, który ze swoim czworonogiem mieszka w wielkim mieście codzienne zapewnienie psu odpowiedniej dawki ruchu to prawdziwe wyzwanie. Szczególnie, jeżeli człowiek ów chce postępować zgodnie z obowiązującymi przepisami. W stolicy kwestie psich spacerów i możliwości zwolnienia czworonoga ze smyczy określa Regulamin utrzymania porządku i czystości na terenie miasta stołecznego Warszawy. Niestety, dokument jest dość nieprecyzyjny, co sprawia, że raz Straż Miejska lub Policja mogą przykręcić psiarzom śrubę, a innym razem odpuścić. Przez to spacery, gdy pies biega bez smyczy zamiast dawać przyjemność stają się dla właściciela zwierzęcia źródłem stresu i niepewności. W zmianę sytuacji prawnej właścicieli psów i ich ulubieńców zaangażowała się Marta – mieszkanka warszawskiej dzielnicy Wola oraz opiekunka psa rasy border collie. Marta nie tylko zgodziła się poświęcić swój czas na rozmowę ze mną, ale też wciągnęła mnie w walkę o lepsze jutro warszawskich psów.

martazemilem1***

D.: Jak to się stało, że zdecydowałaś się zacząć działać na rzecz zmiany przepisów określających możliwość (a częściej jej brak) zwolnienia psa ze smyczy w mieście?
Marta: Jak zawsze zadziałał przypadek. W październiku 2014 roku zaadoptowałam psa rasy border collie ze schroniska w Środzie Wielkopolskiej po śmierci mojej suni Pilvi, również BC. Znam tę rasę bardzo dobrze: jest to już trzeci taki pies w moim życiu. Border collie to psy pracujące, które wymagają dużej ilości ruchu i pracy, a nie tylko wychodzenia na smyczy w celu załatwienia swoich potrzeb fizjologicznych. Wyprowadzam Emila na skwer Gorzechowskiego w dzielnica Wola. W jednym z wieżowców tuż obok mieszka pani, która notorycznie przegania psiarzy twierdząc, iż teren skweru jest prywatną własnością. Przeganianie słowne nie dało rezultatów, więc pani zaczęła wzywać Straż Miejską, informując, że psy biegają bez smyczy. Na jedno z wezwań Straż Miejska wysłała funkcjonariuszy, którzy zapowiedzieli, że będą „lepić” mandaty…

D.: Wiem, że na skwerze Gorzechowskiego wiele osób pozwala swoim psom biegać swobodnie, a wieczorami odbywają się tam spotkania okolicznych psiarzy, które do tej pory nikomu nie zawadzały. Mimo to zostałaś ukarana mandatem za to, że Twój pies biegał po tym terenie bez smyczy?
Marta: Tak, chociaż to nieco bardziej złożona historia. Po zapowiedzi SM bardzo dokładnie zapoznałam się z treścią uchwały regulującej kwestie zwalniania psa ze smyczy w Warszawie. Wychodząc na spacer z Emilem zawsze zabierałam ze sobą wydruk, w którym podkreśliłam najważniejsze ustępy. 18 czerwca puściłam psa na skwerze ze smyczą i rzucałam mu gumową zabawkę. Emil jest zafiksowany na aportowanie i biegał za nią z przypiętą smyczą, którą wlókł za sobą po ziemi. Takie rozwiązanie mi przyszło mi do głowy po zapoznaniu się z przepisami, które mówią, że “Dopuszcza się zwolnienia psa ze smyczy jedynie w miejscach mało uczęszczanych przez ludzi […] pod warunkiem zapewnienia przez właściciela lub opiekuna pełnej kontroli zachowania psa”. W dniu zdarzenia funkcjonariusze SM podeszli do mnie i od razu stwierdzili, że pies jest bez smyczy, po czym pouczyli mnie, iż moim obowiązkiem jest wyprowadzanie psa na smyczy, bez innej alternatywy. Wskazałam wtedy, że mój pies jest cały czas na smyczy (co jeszcze bardziej pozwala kontrolować psa).

D.: Nie udało Ci się jednak wywinąć tym wybiegiem?
Marta: Nie. Aby nie wdawać się w zbędne dyskusje poprosiłam strażników, aby wskazali mi w zapisie uchwały który punkt konkretnie złamałam. Skwer Gorzechowskiego jest przestrzenią o dużej powierzchni z trawą i drzewami. W chwili zatrzymania nie było wokół nas żadnych przechodniów – mogłoby się wydawać, że to idealny moment na swobodny spacer!

D.: Co mieli na ten temat do powiedzenia funkcjonariusze Straży Miejskiej?
Marta: Panowie stwierdzili po prostu, że mieli wezwanie, dotyczące psów biegających bez smyczy i muszą wystawić mandat. Pies mimo że jest puszczony ze smyczą nie może biegać po tym skwerze, bo na skwerach nie można spuszczać psów.W trakcie zajścia gromadzili się wokół nas inni właściciele psów, którzy brali czynny udział w dyskusji. Na pytanie jednej z pań “Dlaczego na Polu Mokotowskim psy mogą biegać bez smyczy, a tu nie?”, strażnik odpowiedział, że tam są pola, a tu skwer, tam Mokotów, a tu Wola. Najwyraźniej interpretacja uchwały przez Straż Miejską zależy od dzielnicy.

D.: Czyli w zależności od tego, w której części Warszawy przebywam puszczając psa ze smyczy łamię prawo lub nie, chociaż obowiązujące przepisy teoretycznie są wszędzie takie same?
Marta: Dokładnie. Oczywiście, oświadczyłam, że nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Więcej nawet, świadomie powiedziałam, że chcę iść z tą sprawą do sądu, by zwrócić uwagę na skalę problemu i wyjaśnić zapis uchwały, który w moim rozumieniu zabezpiecza w 100% tylko część obywateli, która nie posiada zwierząt, a psiarze są pozostawieni na łasce i niełasce Straży Miejskiej. SM została utworzona by służy, pomagać, rozumieć potrzeby mieszkańców tego pięknego miasta, a nie widzieć w każdym obywatelu potencjalnego mandatobiorcę. Przede wszystkim jednak istotne jest to, że właściwie nie mamy żadnej możliwości zapewnienia psom odpowiedniej dawki ruchu. Wtedy zaczęłam szukać w Internecie opisów innych zajść tego typu. W ten sposób trafiłam na Twojego bloga i opisy terenów spacerowych na Woli…

emilD.: A potem, po wymianie kilku maili i telefonów wylądowałyśmy razem na spotkaniu z wiceprezydentem Warszawy, panem Michałem Olszewskim. Jak udało Ci się zainteresować tą, wydawałoby się, błahą sprawą, kogoś na takim ważnym stanowisku?
Marta: Po prostu napisałam do pana Michała Olszewskiego pismo w celu omówienia krzywdzącego psiarzy zapisu w uchwale. Spotkanie odbyło się dnia 7 lipca. Razem przestawiłyśmy swój punkt widzenia, mając na uwadze poszanowanie praw zarówno osób niemających zwierząt, jak i posiadaczy psów. Można podsumować je w dwóch punktach:
1. Sformułowanie „miejsce mało uczęszczane” daje niezwykle szerokie pole do interpretacji. Co to znaczy “miejsce mało uczęszczane przez ludzi”? 3 osoby dziennie, 10, 100? O której godzinie? A jak rano jest pusto, a wieczorem tłoczno? A w zimie czy w czasie deszczu?
2. Czym właściwie jest kontrola? Smycz, komenda słowna? Pies nieodwoływalny zwolniony ze smyczy z pewnością nie znajduje się pod kontrolą właściciela, ale pies odpowiednio ułożony, karny nie potrzebuje smyczy.

D.: Krótko mówiąc, uchwała jest tak nieprecyzyjna i pozostawia tak szerokie pole do interpretacji funkcjonariuszom Straży Miejskiej, że aby nie narażać się na kary pieniężne należałoby nigdy nie pozwalać psu na swobodne bieganie bez smyczy. A to, nie ma co się oszukiwać, ogromny problem dla przedstawicieli ras z dużą potrzebą ruchu.
Marta: Właśnie. Na szczęście, pan prezydent był bardzo otwarty na nasze argumenty. Zdaniem pana Olszewskiego oraz towarzyszących mu osób z BOŚ-u zapis w uchwale ewidentnie pozwala w sytuacjach niezagrażających otoczeniu ani ludziom spuścić psa pod pełną kontrolą właściciela ze smyczy na „otwartej przestrzeni”. Ustalono także, iż będą przeprowadzane szkolenia w Straży Miejskiej, aby funkcjonariusze właściwie oceniali skalę zagrożenia i mandaty wypisywali wtedy, kiedy pies bez smyczy rzeczywiście stwarza niebezpieczeństwo. Mamy również przesłać propozycję tego, jak według nas powinien wyglądać zapis w uchwale na ręce pani Grażyny Sienkiewicz z BOŚ.

D.: Szkoda, że ewentualnych zmian w uchwale można spodziewać się nie wcześniej niż w 2016 roku.
Marta: Niestety, rada miasta wcześniej nie będzie obradować w tej sprawie. To wcale nie oznacza, że nie mamy nic do zrobienia w kwestii swobodnych spacerów! Obecnie zasięgam u wielu prawników opinii na temat nieprecyzyjnego zapisu uchwały w celu przedstawienia ich panu prezydentowi.

D.: Miejmy nadzieję, że dzięki temu rok 2016 będzie rokiem zmian na lepsze. Dziękuję Ci za rozmowę!

***

W stolicy obowiązki właścicieli psów tak względem czworonogów, jak i innych mieszkańców miasta reguluje Uchwała Rady m.st. Warszawy z dnia 17 stycznia 2013 r. w sprawie uchwalenia Regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie m. st. Warszawy. Niestety, brak precyzji w przepisach sprawia, że opiekunowie psów tak naprawdę nie wiedzą, kiedy mogą zgodnie z prawem zwolnić je ze smyczy, a kiedy nie. To w połączeniu z niedostateczną liczbą wybiegów dla psów sprawia, że trudno jest zapewnić czworonogowi odpowiednią dawkę ruchu. Czy w związku z tym Waszym zdaniem Regulamin utrzymania czystości i porządku powinien ulec zmianie? Jeżeli tak, jak dokładnie powinny brzmieć kontrowersyjne zapisy? Jak wygląda możliwość legalnego zwolnienia psa ze smyczy w Waszych miastach?

photo credit: prywatne archiwum Marty

  34 komentarze do tekstu: „Spacer z psem w Warszawie. Czy to w możliwe?

  1. 17 lipca 2015 at 09:49

    Nie mieszkam w Warszawie ale w Piasecznie za to w ogóle nie można spuszczać psów ze smyczy. Bezwzględnie muszą być I NA SMYCZY I W KAGAŃCU.
    Regulamin warszawski mimo, że kontrowersyjny przynajmniej nie jest aż tak restrykcyjny. Nie mniej jednak powinien ulec zmianie. Też jeżdżę do Warszawy z psem i spuszczam go ze smyczy np na Polu Mokotowskim.

    Pytanie z innej beczki.
    Ten BC na zdjęciach to ten adoptowany? PIĘKNY!

    • Pies do kwadratu
      17 lipca 2015 at 18:36

      Pan prezydent argumentował, że brak precyzji warszawskiego regulaminu działa na korzyść właścicieli psów – częściowo się z nim zgadzam, bo zmiany mogą sprawić, że stanie się on bardziej restrykcyjny. Z drugiej jednak strony w obecnej sytuacji nie można być pewnym kiedy jest się w prawie, a kiedy działa się przeciw niemu, przez co spacery bywają stresujące – szczególnie w okresie letnim, kiedy psy bardziej się zauważa. 😉

      Na zdjęciach jest, oczywiście, adoptowany Emil z Martą. :)

  2. 17 lipca 2015 at 10:16

    Bardzo fajna inicjatywa :) mam nadzieję, że uda Wam się coś ustalić i skonkretyzować, a inne miasta pójdą śladem Warszawy.
    We Wrocławiu mamy kiepsko, bo nie dość, że psy muszą być na smyczy, to w myśl obowiązującej uchwały psa można zwolnić tylko w "mało uczęszczanych miejscach" i to tylko pod warunkiem, że ma założony kaganiec. Oczywiście jeszcze nie widziałam żeby ktoś się do tego stosował, choć czasem sami założymy Bohunowi kaganiec, bo bywa nieobliczalny. Naloty Straży Miejskiej, z podań lodowych, są okresowo, my natomiast jeszcze nigdy się nie natknęliśmy. Całego smaczku dodaje fakt, że po wielu staraniach o wybieg, miasto wreszcie postawiło wybieg, owszem, ale o powierzchni 1000m2 i to taki, z którego pies z łatwością może się wydostać. Do tego urząd rękami i nogami się zapiera i kładzie nam kłody pod nogi, kiedy walczymy o psie parki w WBO i to tak nieudolnie, że się ośmieszają. Ale nie damy się :)

    • Pies do kwadratu
      17 lipca 2015 at 18:40

      Właśnie cały problem jest z tymi nalotami Straży Miejskiej. Tak samo, jak w każdym mieście, tak i w Warszawie są takie miejsca (zapewne nawet nie w każdej dzielnicy, ale po prostu na każdym osiedlu), gdzie spotykają się ludzie z psami, czworonogi biegają luzem, bawią się, etc. Jest to jakaś tam lokalna tradycja, która jest powszechnie akceptowana przez okolicznych mieszkańców. Gorzej, jak ktoś nagle stwierdzi, że to mu się jednak nie podoba – wtedy właściciele psów stają się bezsilni, sypią się mandaty i nagle okazuje się, że nie ma gdzie wychodzić z psem. :(

  3. 17 lipca 2015 at 10:46

    Świetna inicjatywa!
    Kiedyś miałam okazję dyskutować ze strażnikami, którzy przyznali mi rację, że spacer na smyczy to nie spacer, bo jk porzucać frisbee czy uczyć komend z psem na smyczy i w kagańcu? A potem stos wezwań do domów, gdzie pies psuje i wyje całymi dniami, bo na spacerze nie udało mu się wyciszyć pracą. Na szczęście we Wrocławiu spotykam się z bardzo pozytywnym podejściem do psiarzy i psów, staż miejska chodzi po parkach, ale nigdy nie widziałam, żeby zwracali uwagę osobom spacerującym z psami czy pracującym bez smyczy. Jedyne co "czepiają się" psów biegających bez nadzoru po ścieżkach i placach dla dzieci, ale to akurat rozumiem.
    Dla mnie to tylko głupie przepisy, które powinny być zniesione- można trzymać psy jako zwierzęta domowe, możemy z nimi mieszkać w miastach, więc powinniśmy również mieć możliwość zapewnienia im odpowiednich warunków bytowych, które niestety nie mogą ograniczyć się do krótkiej smyczy i kagańca.
    Jeśli władze tego nie rozumieją, to może należy zakazać trzymania psów w miastach? To dopiero rozpętałoby wojnę i może raz na zawsze problem zostałby załagodzony.

    • Pies do kwadratu
      18 lipca 2015 at 11:53

      Dzięki, mam nadzieję, że rzeczywiście uda się Marcie i mnie coś wywalczyć!
      W pełni zgadzam się z tym, że wpuszczanie psa na plac zabaw dla dzieci powinno być karane mandatem; sama czasem zwraca uwagę w takiej sytuacji.
      Co do warunków bytowych, Marta wspominała na spotkaniu z prezydentem, że biorąc pod uwagę przepisy w ich najbardziej restrykcyjnej interpretacji psy miejskie znajdują się w gorszej sytuacji niż wiejskie psy łańcuchowe. Oficjalnie pies łańcuchowy musi zostać zwolniony z uwięzi na 12 godzin na dobę. Pies miejski siedzi w mieszkaniu, gdy jego właściciel jest w pracy, a potem może wyjść jedynie na rundkę na smyczy, co oznacza, że jego łańcuch, chociaż wirtualny, jest znacznie krótszy. :(

    • 18 lipca 2015 at 20:50

      bardzo trafne porównanie. Dodałabym jeszcze, że pies na łańcuchu chociaż szczekaniem na kury ma jakąś aktywność. A pies na spacerze na smyczy nic nie jest w stanie zrobić i wraca do mieszkania, w którym ma siedzieć cicho jak posąg…

  4. 17 lipca 2015 at 11:16

    U nas w Bydgoszczy jest podobnie, regulamin miasta pozwala na puszczanie psa pod kontrolą oraz z adresówką ale znów problem jest z parkami, skwerami które mają odrębne przepisy i jeśli są tabliczki to faktycznie jest zapis, że pies ma być prowadzony na smyczy. Tylko teraz nie rozumiem tego jak mogą być odrębne przepisy skoro właśnie parki i zielone przestrzenie zwykle stanowią miejsca spacerowe… Mi nawet groziła jedna kobieta, że jak zobaczy mojego psa to zrobi z tym porządek – chodziło o Myślęcinek, ogromny park – należący do miasta. Oczywiście też ma odrębne przepisy zakazujące puszczania psów ale od zawsze mnóstwo psów biega tam luzem, łącznie z policyjnymi psami, często policja czy straż podziwia pracę innych psów. Dla mnie regulamin powinien być jeden dla całego miasta i tyle… Tym bardziej, że nie w każdym parku jest tabliczka. Czyli z tego co zrozumiałam, u Was nie ma odrębnych przepisów na skwery czy po prostu wszędzie zezwala się puszczania psów (według regulaminu)?

    • Pies do kwadratu
      18 lipca 2015 at 12:01

      Teoretycznie są osobne regulaminy dla parków i skwerów (pisałam o tym w zestawieniu o terenach zielonych na warszawskiej Woli), ale praktycznie z prawnego punktu widzenia ważniejszy jest regulamin miejski niż regulamin lokalny. Nie mówiąc o tym, że wygląda na to, iż wiele z tych lokalnych regulaminów jest sprzecznych z Konstytucją – wystarczy przyjrzeć się sprawie terenów zielonych w Wołowie (http://wyborcza.pl/1,75478,17598759,Zakaz__zakazu_wyprowadzania_psow___Na_poczatek_w_Wolowie.html) lub choćby słynnej sprawie Ogrodu Krasińskich w Warszawie.

    • 18 lipca 2015 at 15:39

      A, właśnie tak myślałam. Nadal nie pojmuję tego po co te regulaminy powstają, skoro miejski i tak jest nad nimi. U nas niektórzy wlepiający mandaty tłumaczą się właśnie regulaminem danego miejsca, chociaż u nas to bardzo rzadkie sytuacje.

    • Pies do kwadratu
      18 lipca 2015 at 21:38

      Niestety, problem jest taki, że ze Strażą Miejską lub Policją trudno dyskutować, więc najlepiej takie sprawy załatwiać kanałami administracyjnymi, tak jak podjęła się tego Marta.

  5. Anonimowy
    17 lipca 2015 at 13:17

    Czasami są miejsca nieformalne. Ludzie tam chodzą z psami. Taka tradycja ma już wiele lat. I taki policjant nie jest w temacie bo jest obcy. A po za tym czy ktoś z was sprząta kupę psa w lesie ? Nikt nie sprząta. A on się mnie pyta czy mam worek. Bez sensu przecież to las.

    • Pies do kwadratu
      18 lipca 2015 at 12:02

      Ja właściwie zawsze sprzątam po swoim psie, wyjątki robię bardzo, bardzo rzadko – w naprawdę dzikich terenach. Nie wyobrażam sobie, żeby nie posprzątać kupy w lesie, jeżeli jest on miejscem uczęszczanym przez innych ludzi.

  6. 17 lipca 2015 at 17:25

    Bardzo się cieszczę, że ktoś interesuje się takimi sprawami, mam nadzieję że z czasem sytuacja nie tylko w Warszawie, ale w każdym mieście w Polsce się poprawi. My na szczęście nie mamy takich problemów, taki właśnie jest wielki plus mieszkania na wsi.

    Pozdrawiamy
    H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

    • Pies do kwadratu
      18 lipca 2015 at 12:07

      Z drugiej strony na wsi jest coś, z czym T. zupełnie sobie nie radzi, czyli psy za płotem… Tak źle i tak niedobrze, każda lokalizacja ma jakieś wady. 😉

    • 18 lipca 2015 at 18:15

      Oj burkowe przypłotowce to coś, co wprowadza moje psy na takie emocje, że strach się bać. Ja też widzę dużo dużo zalet mieszkania na wsi, ale akurat codzienne zmaganie się ze znudzonymi, totalnie poschizowanymi 'sąsiadami" odbija się na relacjach moich psów z innymi (tak się boję). Rzadko kiedy podczas spacerów natkniemy się na inne psy, a podróż autem do miasta, żeby pokisić się w małym ob*ranym parczku nie jest dla mnie kusząca :) Wieś też ma swoje wady!

    • 18 lipca 2015 at 18:16

      BTW świetna inicjatywa, trzymam kciuki!

    • Pies do kwadratu
      18 lipca 2015 at 21:51

      Dzięki, kciuki zawsze się przydadzą! :)

      Życie na wsi na pewno ma dużo plusów, ale ja niestety lubię wszędzie mieć blisko, przez co jestem nieuleczalnie miejską istotą – bo jak żyć bez ulubionej burgerowni pod nosem? 😛

  7. 18 lipca 2015 at 11:37

    Dobrze, jeśli przepisy będą dla nas, psiarzy, czytelne. Bardzo dobrze, jeśli dzięki zmianom w uchwale "pojawi się" więcej miejsc, gdzie "legalnie" będzie można spuścić psa ze smyczy. Gorzej natomiast, jeśli w myśl ujednolicenia zasad w mieście, będzie można puścić psa tylko w wyznaczonych kilku miejscach i to jedynie w kagańcu.
    Urzędnikom zdecydowanie łatwiej jest zakazać wszędzie wszystkiego, niż sprecyzować zapisy ustawy. I to mnie niezmiennie bardzo martwi.

    • Pies do kwadratu
      18 lipca 2015 at 11:49

      Na szczęście, pan Michał Olszewski to naprawdę bardzo rozsądny, otwarty człowiek – idąc na spotkanie trochę się obawiałam zderzenia z taką oficjalną figurą, ale wyszłam z niego będąc naprawdę pod wrażeniem jego osoby. Wierzę, że nie zrobi psiarzom krzywdy. Sam zresztą ma golden retrivera, więc z własnego doświadczenia zna problemy, o których rozmawialiśmy. :)

    • 21 lipca 2015 at 15:24

      Golden retriever mnie trochę uspokaja :)

    • Pies do kwadratu
      22 lipca 2015 at 20:20

      Naprawdę, rozmowa przebiegła bardzo pozytywnie. Dodam jeszcze, że poruszyłam także kwestię śmieci (głównie odpadków spożywczych) wyrzucanych przez okna – okazało się, że pan prezydent w ogóle nie zdawał sobie sprawy z istnienia takiego zjawiska, ale obiecał przyjrzeć się kwestii podczas obrad nad regulaminem dot. wywozu śmieci. Więc kolejny pozytyw. :)

  8. Anonimowy
    18 lipca 2015 at 19:43

    W lesie to natura zajmie się ta kupa

  9. 21 lipca 2015 at 07:38

    Bardzo fajna inicjatywa. Trzymam kciuki za pomyślny przebieg!
    Ogólnie fajnie, że teraz "góra" się otwiera na propozycje i problemy społeczeństwa. Jak pamiętam jeszcze 8-9 lat temu był z tym problem…

    • Pies do kwadratu
      22 lipca 2015 at 20:33

      To prawda, wygląda na to, że teraz zdecydowanie łatwiej jest dotrzeć ze swoim problemem do władzy. Miejmy nadzieję, że sprawa będzie miała pozytywny finał. :)

    • 23 lipca 2015 at 12:15

      Oby! 😀 Zawsze to "pierwszy" krok do innych zmian. 😉

  10. 21 lipca 2015 at 12:49

    Świetna inicjatywa!
    Trzymamy kciuki i łapki!
    U mnie w mieście to ludzie się czepiają i z tym jest problem.
    Pozdrawiamy!
    Zapraszam do nas,
    http://codziennebeagle.blogspot.com/

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      22 lipca 2015 at 20:35

      Warto sprawdzić, jakie dokładnie są przepisy dotyczące spacerów w psami w danym mieście – wtedy nierzadko zyskuje się niezłą broń na czepialskich.

  11. 22 lipca 2015 at 14:01

    Trzymam kciuki :3 :) :3

    Zapraszam do mnie: (zaczynam, ale ktoś się przyda :3 )

    http://spanielembyc.blogspot.com/

    • Pies do kwadratu
      22 lipca 2015 at 20:34

      Zostawianie na innych blogach spammerskich komentarzy to nie jest dobry początek. 😉

  12. iree
    14 marca 2016 at 09:18

    Mamy już 2016 :) Czy wiadomo kiedy będą obrady w omawianej sprawie? Trzymam kciuki, bo chyba na każdym osiedlu znajdzie się Pan lub Pani, która poprzez SM pragnie przepędzić wszystkie psy z okolicy. U mnie też jest taka Pani, różne toczymy dyskusje. Ostatnio stara sie zakazać nam spaceru z piesem, bo – jak my idziemy to inne psy zaczynają szczekać (to są Pyry, chodzi o psy które są całymi dniami na podwórkach domków jednorodzinnych i szczekają na każdego przechodnia, czy z psem czy bez).
    Nasz pies nie jest zaczepny, jest cichy, nie odszczekuje się i generalnie pokonujemy tę część trasy dość żwawo, ale jak się chce to powód zawsze się znajdzie.. :/

  13. edi
    14 marca 2016 at 20:10

    Właśnie też mnie to zastanawia. Może ktoś wie gdzie można zadzwonić i się dowiedzieć ?

  14. 1 października 2016 at 12:03

    Cześć, dajcie znać, czy cokolwiek w temacie dzieje się w naszej wspaniałej dzielnicy. Chętnie bym się zaangażowała w walkę w tej sprawie, żeby zapisy były bardziej precyzyjne. Mam springer spaniela angielskiego, ostatnio spisała nas policja w Parku Praskim, kiedy spuściłam miśka na polance, na której rzucaliśmy piłką do aportowania. Trzeba coś zrobić tak, żeby mieszkańcy czuli się bezpiecznie, ale żeby psy nie były w mieście skazane na smycz w każdej sytuacji.

  15. Lala
    24 lutego 2017 at 10:26

    Nie przekonują mnie działnia psiego lobby. Właściciele zbyt moc o idealizują swoje pociechy i uważają, że należą im się specjalne prawa. Co więc ze „stresem i niepewnością” spacerowiczów z dziećmi, osób starszych czy po prostu ludzi, którzy nie mają ochoty być obskakiwani i obszczekiwani przez obce zwierzęta? W parkach spotkć można całe stada psów bez opieki, których właściele siedzą z nosa i w komórkach. Nad biegającym swobodnie psem rzadko ma się pełną kontrolę. Żaden właściciel nie ma 100% gwarancji,, że jego pupil nie rzuci się na kogoś, pies to tylko zwierzę. Za każdym razem gdy na mnie czy moje dziecko rzucał się pies, słyszałam: „on się nigdy nie rzuca na ludzi”, a gdy zwracałam właścicielowi uwagę, byłam często wyzywana od idiotek. Od tej pory noszę ze sobą gaz i nie waham się go użyć, bo takie zapewnienia są dla mnie nic nie warte. Przynajmniej z córką czujemy się odrobinę bezpieczniej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.