Kariera w psim biznesie: groomer

Powiedzieć „swoją przyszłość wiążę z psami” jest łatwo, trudniej natomiast określić co dokładnie takie stwierdzenie oznacza. Na pytanie o to, czym można się zajmować – zarówno w zawodowym, jak i hobbystycznym aspekcie – tak, aby psy były stale obecne w życiu postaram się odpowiedzieć w cyklu rozmów z rozmaitymi specjalistami z zakresu szeroko pojętej kynologii. Dziś przed Wami tajniki swojego zajęcia ujawni groomer, Iwona Tarnowska-Ciosek, która na warszawskim Mokotowie prowadzi salon Dolna 30.

D.: Bardzo dziękuję Ci za zaproszenie na Dolną 30 i chęć rozmowy! Zacznijmy od najprostszego pytania – czym dokładnie zajmuje się groomer?
Iwona: Odpowiem przewrotnie i na początek skupię się na tym, czym groomer się nie zajmuje. Mianowicie, chciałabym podkreślić, że nie zajmuję się goleniem psów. To ogromny problem. Wielu klientów, którzy przychodzą tu po raz pierwszy już w progu mówi: “Tylko nie za krótko, proszę mi tego yorka nie golić”. Zapewniam ich wtedy, że nie robię takich rzeczy i mogą być spokojni. Jednocześnie nie można założyć, że golenie jest w groomingu absolutnie niedozwolone. W przypadku bardzo zaniedbanych, a przy tym mocno zestresowanych psów ze schroniska, dla których rozczesywanie jest problemem, golenie i odczekanie aż sierść odrośnie bywa najlepszą opcją.

D.: Co dokładnie jest w takim razie przedmiotem pracy groomera?
Iwona: Groomer zajmuje się szeroko pojętą psią pielęgnacją. Myślę, że najlepiej zobrazuję to, opowiadając Ci, jak wygląda standardowa wizyta.

D.: Świetny pomysł! Klient przyprowadza do Ciebie psa i… Co się następnie dzieje?
Iwona: Najpierw rozczesuję sierść. To jest zwykle najbardziej czasochłonne i najnudniejsze zadanie. Niestety, psy mają kołtuny, a z kołtunami trzeba walczyć. Nie tylko dlatego, że to źle wygląda. Kołtuny mogą być przyczyną podrażnień i odparzeń, zwłaszcza pod pachami. Kiedy pies jest już dokładnie wyczesany – idzie do kąpieli. Następnie jest suszony i to naprawdę – mówiąc kolokwialnie – na pieprz. Dopiero potem przychodzi pora na etap strzyżenia. Kolejność wykonywanych czynności może nieco różnić się w przypadku ras wymagających trymowania, jednak mniej więcej tak właśnie wygląda każda wizyta: czesanie, kąpiel, suszenie i strzyżenie.

groomerkolaz_1D.: Czy uważasz, że groomer jest potrzebny także osobom, które nie pokazują swoich psów na wystawach?
Iwona: Oczywiście!

D.: A jednak, grooming kojarzy się z ekskluzywną usługą związaną z szykowaniem psa na wystawę – kiedy wiem, że jakaś się zbliża zabieram pupila do odpowiedniej osoby, która wystrzyże go zgodnie z wzorcem, aby były większe szanse, że “wpadnie w oko” sędziemu.  Dlaczego groomer jest mi potrzebny nawet jeżeli nie jestem zainteresowana wystawaniem psa?
Iwona: W takim wypadku to kwestia pielęgnacji. Psom, tak samo jak ludziom, niszczą się końcówki włosów, co wygląda nieestetycznie, a przecież każdy chce mieć ładnego psa! Nie chodzi o to, żeby z pudla zrobić wariata i powycinać kulki – fryzura wystawowa, jak najbardziej, uzasadniona historycznie, ale dosyć kontrowersyjna. Każdego psa można jednak “zrobić” na kilka sposobów – od tej wersji najbardziej pożądanej na wystawach, do codziennej. Rzecz przede wszystkim w tym, aby ułatwić ludziom życie – w przypadku długowłosego psa, którego sierść ma tendencje do zbijania się w kołtuny, dobieramy idealną długość włosa i odpowiednie kosmetyki, tak, aby właściciel jak najdłużej miał spokój. Do tego dochodzą kąpiele – to straszna bzdura, że psa nie kąpie się częściej niż dwa razy na rok. Kąpie się wtedy, kiedy jest taka potrzeba. Tak naprawdę, pomijając psy gładkowłose, ideałem byłoby odwiedzanie groomera co dwa miesiące.

D.: Czyli to prawda, że psy gładkowłose są bezobsługowe w kwestii pielęgnacji sierści?
Iwona: Tak, niestety, nie jest. Często słyszę skargi od osób, które mają na przykład boksery i rhodesiany. Myśleli, że pies będzie właśnie bezobsługowy, tymczasem w domu sierść jest dosłownie wszędzie, a do tego trudno ją usunąć, bo wbija się w tkaniny. Na to też są sposoby – psy gładkowłose też można trymować. Naprawdę, nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby do salonu groomerskiego przyszła pani z buldożkiem francuskim, gdy pies sypie się na potęgę. Kąpiel, odpowiedni szampon, usuwanie martwej sierści – to wszystko jest rzecz groomera. Dodatkowo, pazurki, uszy, gruczoły okołoodbytowe.
Nawiasem, jeżeli pozwolisz na dygresję, obcinanie pazurów to szalenie ważna sprawa! Niektóre psy ścierają je sobie samodzielnie – tak, że w ogóle nie trzeba ich obcinać, inne natomiast koniecznie trzeba skracać. Gdy pazury są odpowiedniej długości, psi nadgarstek ma prawidłową pozycję, jednak kiedy pazury zaczynają przerastać, ciężar ciała nie jest równomiernie rozłożony, a to obciąża stawy i może powodować ból. Bywa, że problemy ortopedyczne kończą się wkrótce po tym, jak psu obetnie się pazury tak, by były milimetr nad podłożem.

D.: Gdzie można się tego wszystkiego nauczyć i jak zostać groomerem? Jak wygląda ścieżka kariery od zera do gwiazdy groomingu?
Iwona: Niestety, nie wiem, jak się zostaje gwiazdą groomingu – to wciąż przede mną.

D.: Bez wątpienia! Ale teraz wyobraź sobie, że właśnie skończyłam liceum, napisałam maturę i chciałabym zostać groomerem. Jakie powinnam wybrać studia? A może właściwym wyborem będzie kurs zawodowy albo szkoła policealna?
Iwona: Nie ma żadnych studiów w tym kierunku, ale bardzo przydatna jest ogólna wiedza o psach z zakresu anatomii i fizjologii. Chociażby po to, żeby widzieć, gdzie pies ma jaki staw i który w danej rasie trzeba podkreślić. Oczywiście, należy też znać rasy psów, bo jak się szykuje psa na wystawę, to trzeba wiedzieć jakie są wymagania FCI w danej rasie, jak pies ma wyglądać, co podkreślić, a co zatuszować. Przyda się także trochę zacięcia artystycznego. Kiedy masz na stole po czesaniu, kąpieli i suszeniu, powiedzmy, barbeta, który jest wielką kulką futra, to trzeba na nowo nadać mu kształt – po prostu wyciąć go nożyczkami z góry sierści, tak, żeby wyglądał dobrze. Poza tym, oczywiście należy skończyć kurs groomerski.

D.: A tych, jak wiemy, jest całe mnóstwo. Na pewno jedne są lepsze, inne gorsze – jak zorientować się czy dany kurs rzeczywiście przyniesie uczestnikowi wiedzę oraz umiejętności potrzebne do pracy w zawodzie, czy będzie stratą czasu i pieniędzy? Są jakieś konkretne szkoły dla groomerów, czy może kurs należy zrobić indywidualnie u pana Iksińskiego?
Iwona: Ja kurs, który w moim przypadku trwał trzy miesiące, robiłam indywidualnie u Wiesławy Latoś, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Groomerów. Później zorientowałam się, że to bardzo długo, bo są takie oferty, które są nieznacznie tańsze, ale trwają dwa tygodnie. Dobry kurs to wydatek około 4 tysięcy złotych.

D.: Nauczysz się czegoś przez dwa tygodnie?
Iwona: Nie. To właśnie to, o czym mówisz: trzeba krytycznie do tego podchodzić i sprawdzić, co dany kurs Ci oferuje. Uważam, że jeżeli kurs trwa mniej niż miesiąc, to szkoda wydawać na niego pieniądze. Pamiętaj, że kiedy zielona osoba przychodzi na kurs to nie jest tak, że od razu dostanie psy do strzyżenia. Nikt sobie nie pozwoli na to, żeby stracić klientów, bo ktoś, kto się uczy, pozacinał psa albo zrobił z niego ogolonego yorka. Naukę zaczyna się od takich rzeczy, które wydają się być bardzo prozaiczne, jak rozczesywanie i kąpiel. To bardzo ważne elementy pracy, chociaż bywa, że ludzie, którzy idą na kursy groomerskie kręcą na to nosem. Dobrze rozczesany pies, do tego odpowiednio wysuszony, to jednak podstawa poprawnego strzyżenia.

10854427_1645049355773605_6985651635124933957_oD.: Po ukończeniu kursu kolejnym krokiem w karierze jest otworzenie własnego salonu. Jak to wygląda pod względem startowych kosztów?
Iwona: Sprzęt nie jest bardzo drogi i to jest pozytywna wiadomość. Jest też duża rozpiętość cenowa – można kupić sobie wannę za kilkaset złotych, a można taką na pilota, która ma regulowaną wysokość, z tym, że kosztuje na przykład pięć tysięcy. To kwestia tego, ile się ma pieniędzy na start. Trzeba do tego podchodzić tak samo, jak do każdego innego biznesu. Na chłodno. To nie jest tak, że myślisz “Ojej, kocham pieski, będę teraz coś z nimi robić, a pieniądze to się tam skądś wytrzasną z tej mojej miłości”. To tak nie działa. Trzeba sobie wszystko dokładnie policzyć, a poza tym mieć świadomość tego, że zawsze wychodzi więcej.
Sprzęt groomerski to jest rzecz bardzo istotna i na tym nie należy oszczędzać. Przykładowo, tanie nożyczki po paru psach będą już zużyte. Nożyczki za mniej niż 100 zł przeważnie nadają się tylko do brudnych łap. Warto zainwestować w nożyczki wyższej jakości, to wydatek od 300 zł w górę, a nożyczki z najwyższej półki mogą kosztować nawet kilka tysięcy zł. Cena jest uzasadniona jakością stali, precyzją wykonania, odpowiednim wyważeniem, itd.
W moim przypadku najwięcej kosztów wiązało się w przygotowaniem lokalu. Nie sądziłam, że to wyjdzie aż tyle, a zwróć uwagę, że tutaj wcale nie ma złotych klamek. Niestety, ściany do generalnego remontu, instalacja elektryczna do wymiany – to wszystko sporo kosztuje. Starałam się nie przeszarżować na początku i zobaczyć, czy mi to w ogóle wyjdzie – zrobić plan minimum,  a następnie systematycznie dokupować sprzęt, inwestować trochę bardziej w wystrój.

D.: Jakie jest sprzętowe minimum, które powinien mieć każdy groomer?
Iwona: To dość indywidualna sprawa. Kiedy jeszcze nie pracowałam u siebie, zdarzało mi się dziwić, że w innych salonach nie ma czym pracować. Musiałam na przykład przynosić z domu swoje szczotki i nożyczki. Nożyczek można mieć milion – to temat rzeka. Ale też prawda jest taka, że wszystko da się zrobić jednymi nożyczkami, takimi dłuższymi, prostymi. Na pewnym etapie jednak jest to kwestia oszczędności czasu – przykładowo kulki u pudla można wyciąć prostymi nożyczkami, ale szybciej pójdzie, jeżeli użyje się giętych, specjalnie do tego przeznaczonych. Ale jest też tak, że jak ktoś ma małe umiejętności, to myśli, że mu tak te wszystkie sprzęty pomogą, a potem się spotyka super mistrza, który potrafi pudla zrobić fantastycznie tymi właśnie, jednymi nożyczkami.

D.: Wróćmy jeszcze do kwestii lokalu: czy musi mieć jakieś wyjątkowe cechy? Czy podlega jakimś regulacjom ze strony sanepidu?
Iwona: Nie. Z jednej strony to jest plus, z drugiej natomiast, może byłoby lepiej, gdyby kwestie dotyczące miejsca pracy groomera były regulowane odgórnie. Wiem na przykład, że są groomerzy, którzy w ogóle nie używają sterylizatorów i nie dezynfekują narzędzi. Gdyby istniały odgórne regulacje pewnie mieliby większą świadomość, że trzeba to robić. Może się trafić chociażby pies z grzybicą, która potem przeniesie się na pięć kolejnych. I na tych dobrych kursach o tym mówią i uczulają na te sprawy.

D.: Nie miałaś żadnych problemów z wynajmem lokalu, kiedy mówiłaś, że zamierzasz prowadzić w nim salon groomerski?
Iwona: Właśnie nie! I byłam tym zdumiona. Pani ze wspólnoty tej kamienicy mówiła tylko “O mój Boże, jak to dobrze, że nie sklep mięsny” – to była jej jedyna reakcja.

D.: Sanepid się groomerami nie interesuje, ale sam zawód już podlega jakimś regulacjom prawnym? A może każdy kto ma taką fantazję i dostatecznie dużo pieniędzy może otworzyć salon, z ładnym dyplomem mistrza groomerskiego na ścianie?
Iwona: Od dwóch lat zawód groomera jest wpisany na listę zawodów [Krajowy standard kompetencji zawodowych – psi fryzjer (groomer), 516401]. To jest dobra robota Polskiego Stowarzyszenia Groomerów. To ono czuwa nad tym, aby jakość szkoleń była możliwie najwyższa, kilka razy w roku organizuje seminaria z międzynarodowymi gwiazdami, żebyśmy się nie kręcili tylko w tym naszym polskim środowisku, które jest jednak dość wąskie.

D.: Rozumiem, że PSG czuwa także nad dbałością o etykę zawodową? Wiele słyszy się historii o groomerach, którzy nie najlepiej traktują swoich psich klientów, żeby ułatwić sobie pracę.
Iwona: Wiem, że to jest problem i sama nie zostawiłabym swojego psa, gdybym była w pozycji klienta, który pierwszy raz przychodzi do salonu. Mimo że to jest pies, który się niczego nie boi. Po prostu, ja nie mam takiego zaufania do ludzi, a jednocześnie ten pies jest dla mnie tak ważny, że nie wybaczyłabym sobie, gdyby mu się coś niemiłego przytrafiło. Nie mówię, że od razu krzywda, ale jakieś poszturchiwanie, podwieszanie. Z tym, że tak naprawdę, o tych przekrętach dowiaduję się głównie od klientów. Oni mi opowiadają, że ten pies nie lubi mieć dotykanych uszu, bo jakaś pani tak go pozacinała, że były całe w strupkach, że widzieli psy tak podwieszane, iż przednimi łapami nie dotykają stołu, że myje się psy w Ludwiku, bo to super usuwa brud… Twoja mina jest bezcenna, naprawdę! Myślę, że to jest patologia i margines. Tak samo, jak z weterynarzami, czy lekarzami – czasem się po prostu trafi ktoś taki, kto robi złą robotę. Szkoda tylko, że przy okazji cierpią psy. One nie powiedzą swojej pańci “Nie zabieraj mnie tam, bo każą mi wisieć dwie godziny na szubienicy”.

D.: Da się poznać po psie, że został źle potraktowany przez groomera?
Iwona: Trudno znaleźć regułę, bo psy zawsze jak wychodzą z salonu to się cieszą. Gdy widzą swojego właściciela są tak szczęśliwe, bez względu na to jak długo były strzyżone, że nie można uznać tej radości za wskazówkę. Jednak jeżeli pies schodzi ze stołu rozluźniony, bierze od groomera smakołyki, jest wesoły i widać, że zachowuje się całkiem normalnie to znaczy, że było w porządku.

D.: Na koniec niedyskretne pytanie o finanse. Ile zarabia groomer? Da się z tego utrzymać, czy to raczej kosztowne hobby, które wymaga bogatego męża?
Iwona: Myślę, że da się. To jest mój plan, ale nie ma co ukrywać: na początku jest bardzo trudno. Ludzie muszą się przyzwyczaić, że w ogóle takie miejsce jak salon groomerski jest w okolicy. Trzeba wyrobić sobie markę i zapracować na zaufanie klientów, a to wymaga czasu. Na pewno nie będzie tak, że pierwszy miesiąc to będzie finansowe wielkie wow! Z drugiej strony te zarobki nie są małe: w moim przypadku, w zależności od psa i wymaganego nakładu pracy, od 50 do 100 zł za godzinę. W przypadku Dolnej 30 dochodzą jeszcze organizowane tu seminaria i szkolenia. Oczywiście, prowadzącym trzeba zapłacić – oni mają swoje stawki akademickie, które nie są małe – ale warto pracować również w ten sposób, bo to część procesu uświadamiania klientów. Te dwa aspekty działalności Dolnej wzajemnie się przenikają: ktoś przychodzi na seminarium, a potem dochodzi do wniosku, że pies wymaga “odświeżenia”. Ktoś przychodzi z psem na kąpiel i widzi ulotkę o szkoleniach, na przykład tych poświęconych lękom przed fajerwerkami i mówi “Ojej, moja Pusia się tak boi. Są jeszcze miejsca?”. Tworzy się tutaj fajne środowisko osób z różnych działek kynologicznych.

D.: Ogromnie dziękuję Ci za rozmowę!

***

Iwona Tarnowska-Ciosek – z wykształcenia dziennikarka, z doświadczenia specjalistka od marketingu i e-commerce. W Wirtualnej Polsce przez kilka lat przeprowadzała czaty z gwiazdami, potem pracowała jako asystentka Magdy Gessler, a następnie sprzedawała wino – najpierw w serwisie 6win.pl, a później z Markiem Kondratem w firmie Kondrat Wina Wybrane, jako menedżer do spraw marketingu. W międzyczasie doszła do wniosku, że zamiast z gwiazdami, woli pracować z psami. A co najważniejsze – na swoim. Decyzja wydaje się słuszna, bo już na pierwszym konkursie groomerskim, zaledwie kilka miesięcy po ukończeniu kursu zawodowego, zajęła 3 miejsce. Co ważne, konkurs był międzynarodowy, a oceny wydawali czołowi europejscy sędziowie. Z dawnych czasów zostało jej ogromne doświadczenie marketingowe, lekkie pióro i… miłość do wina.

iwonabio_groomer_kolaz_2***

Przydatne linki:

 

photo credit: Iwona Tarnowska-Ciosek, Dolna 30

  38 komentarzy do tekstu: „Kariera w psim biznesie: groomer

  1. 29 stycznia 2016 at 11:27

    Świetny pomysł na cykl! 🙂 Ja jestem pewna, że potrzebuję pomocy groomera przy moich ciapkach, ale wciąż mi brak czasu i chęci zamienienia funta kłaków na grube miliony. Szykuję się na lato 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      29 stycznia 2016 at 12:17

      Ja na pewno skorzystam z usług Iwony, kiedy będę szykować Gambita na pierwszą wystawę – ktoś musi sprawić, że będzie przynajmniej przez 5 minut wyglądał jak prawdziwy pogromca ringów. 😀

      • 1 lutego 2016 at 18:02

        – psze pani ale tu nie jest ring dla bołdełów
        – ale to nie bołdeł to ozik!
        – taki chudy i z sportową sylwetką? dys-kwa-li-fi-kac-ja!

        Tak mi się nasunęło po tej serii disów dla użytkowych bc 😉

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        1 lutego 2016 at 23:49

        Nie kracz, przecież mnie to czeka! 😛

  2. 29 stycznia 2016 at 12:09

    Genialny pomysł! 😀 Ja jestem szczerze ciekawa, czy znajdę kogoś, kto ostrzyże mi sukę, czy będę musiała ogolić ją osobiście, bo jak na razie każdy w moim mieści mi mówi, że on tylko małe psy. 🙁

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      29 stycznia 2016 at 12:18

      Bez sensu, przecież groomer jest dla wszystkich. Najwyraźniej u Ciebie w mieście nie ma prawdziwych profesjonalistów. 🙁 Ciekawe, czy gdyby ktoś przyszedł z, powiedzmy, pudlem królewskim do zrobienia na wystawę to też usłyszałby, że tu się tylko małe rasy strzyże. :/

      • 29 stycznia 2016 at 15:07

        Obawiam się, że mógłby coś takiego usłyszeć, bo jak na razie każdy tłumaczył się posiadaniem małej plastikowej wanny w której nie może wykapać dużego psa 😛 Zaczynam godzić się z myślą, że mój pies latem będzie wyglądał jak po spotkaniu z kosiarką 😛

      • 29 stycznia 2016 at 22:26

        Mi kiedyś groomer powiedział, że on tylko suczki strzyże. Inni natomiast, że tylko yorki. XD

  3. 29 stycznia 2016 at 12:11

    Super cykl 😀 już się nie mogę doczekać kolejnych psich zawodów.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      29 stycznia 2016 at 12:19

      Ciszę się, że pomysł się podoba. Mam nadzieję, że uda mi się publikować kolejne części raz na miesiąc. 🙂

  4. 29 stycznia 2016 at 15:49

    Ja miałam taki szczytny plan przy wywiadzie z Elą i Fibi, nawet miałam osób obstawionych na kilka notek…ale ogarnęła mnie niemoc twórcza w sferze wywiadów – nie umiem tego poprowadzić tak, coby sztywno nie było 🙁

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      29 stycznia 2016 at 15:53

      Mnie chyba jednak tu pomaga pewne doświadczenie zawodowe. 😉
      Swoją drogą, moja lista osób do przepytania ma jak na razie… 15 pozycji. I rośnie. Strach się bać, jeżeli cykl się przyjmie…

  5. Ewa
    29 stycznia 2016 at 16:32

    Trzeba pamiętać o jednej wadzie tego zawodu: ludzie kłamią, że pies nie gryzie, że nie ma problemu np z suszarką, albo że dobrze toleruje dotyk…a potem okazuje się, że właściciel sie nie przyznał, bo się bał, że pani psa mu nie ostrzyże…i choć sama groomerem nie jestem, to wiele opowieści słyszałam. Niemniej jednak, jeśli ktoś ma w sobie pasję, to plusy zawsze wezmą górę! 🙂
    Czekamy na więcej!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 stycznia 2016 at 21:12

      Trudno mi się tu wypowiadać, bo jednak groomerem nie jestem, natomiast mam wrażenie, że jednak część takich nadmiernych reakcji może wynikać z tego, że grooming jest w Polsce jeszcze niezbyt rozpowszechniony i pierwsza wizyta w salonie może być dla psa dość stresująca. Podczas naszego spotkania Iwona opowiadała m.in. o suce bc, której właścicielka ostrzegała, że może się ona nie dać oporządzić. W efekcie Iwona zaproponowała, że jakby było ciężko to nic na siłę, suka dostanie smaczki, pokręci się po salonie w ramach budowania przyjemnych doświadczeń i spróbują innym razem – myślę, że takie podejście jest bardzo ważne i ciągnięcie do groomera pierwszy raz z psa tuż przed ważnym startem na wystawie to trochę strzał w stopę.

  6. 29 stycznia 2016 at 17:15

    Jestem ciekawa kolejnych części 🙂 Ja chętnie wysłałabym moją sukę do groomera ale wiem, że nie da rady, dla niej to utrapienie, nie daje się dotykać obcym osobom, taki dzikus… Chciałabym jej zapewnić takie spa, jest tego warta. Czesania nie cierpi, czasem chwyci zgrzebło w zęby jak ją czeszę i nie chce oddać 😛

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 stycznia 2016 at 21:14

      Tytania też nie przepada, ale kiedy JA nie przeszkadzam daje ze sobą zrobić co trzeba. 😉

  7. 29 stycznia 2016 at 21:29

    świetna sprawa! 🙂 dłuuugo nie doceniałam korzyści płynących z posiadania degażówek, a teraz bez nich to jak bez ręki i wreszcie pieseł prezentuje sportową elegancję 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 stycznia 2016 at 21:15

      Hihi, ja niby degażówki mam, ale już posługiwać się nimi to za bardzo nie umiem. 😛

  8. 29 stycznia 2016 at 22:23

    Świetny pomysł z tymi wywiadami, już z niecierpliwością czekam na kolejne:) A na początku został przedstawiony zawód, który sama w przyszłości planuję wykonywać. Obecnie czasem pomagam w salonie groomerskim przy kąpieli psów i oswajam się z tym środowiskiem, dodatkowo mam możliwości podpytywania się o różne kwestie. Natomiast wywiad otworzył mi oczy na kilka spraw, m.in. dobrego kursu groomerskiego i narzędzi.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 stycznia 2016 at 21:17

      Och, jak miło mi to czytać! Twój komentarz oznacza, że cykl spełnia swoje zadanie! <3

  9. 29 stycznia 2016 at 23:50

    Prawdę mówiąc, też nie mogę się doczekać kolejnych wywiadów, bardzo ciekawa jestem ciekawa, o kim poczytamy następnym razem 😉
    Ktoś powyżej wspomniał, że ludzie nie mówią całej prawdy o swoich psach – że gryzą, że nie lubią być czesane… Owszem, to się zdarza i warto dodać, że błyskawiczny refleks to bardzo pożądana cecha u groomera 😉 Natomiast jak na razie u mnie częściej sytuacja jest odwrotna. Nasłucham się przy zapisie przez telefon jaki to łobuz niedobry przyjdzie, szykuję się psychicznie, szykuję kaganiec – a potem okazuje się, że pies tylko właściciela podgryza, a tak to jest miły i pozwala zrobić ze sobą wszystko.

  10. 30 stycznia 2016 at 08:17

    Niestety problem jest też taki – przynajmniej dla mnie – że nie kazdy groomer (albo ten, kto groomerem chce się nazywać) ma wiedzę i umiejętności by pracować z psem danej rasy. U nas w mieście np. jest z tym ogromny problem i nie powierzyłabym ani berneńczyka, ani niufa do przygotowania na wystawe któremukolwiek z nich. Z niufem to w ogóle sprawa grubsza, sama się w dalszym ciągu (z pomocą hodowczyni) uczę jak te kłaki ogarnąc… no ale to ja. Obcemu – w życiu, a już na pewno nie komuś, kto będzie oczekiwał, że wyjdę na czas usługi. No nie i już.

    Pozdrawiamy!
    Śledź też pies

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 stycznia 2016 at 21:05

      W ogóle, ze znalezieniem kompetentnego groomera do psa dużej rasy jest problem – przechodziłam to z Tytanią i dopóki nie wpadłam na Iwonę jeździłam z rudą na strzyżenie do hodowli (czyli z Warszawy do Siedlec, sic!), także doskonale rozumiem Twoje obawy. Podobnie wygląda kwestia zostawienia psa z obcą osobą – z jednej strony, nie wiadomo czy taki człowiek nie zafunduje psu jakichś nieprzyjemnych wrażeń i trudno komuś zaufać, gdy chodzi o ukochane zwierzę, z drugiej natomiast (niestety!) często jest tak, że obecność właściciela raczej przeszkadza niż pomaga (mówię to ja, osoba przez bite 3 godziny tkwiąca na samym brzeżku krzesła i dostająca mikrozawałku gdy Tytaniowa łapa zbliży się do krawędzi stołu na 10 cm…). Myślę, że po prostu trzeba trafić na „swojego człowieka”. 🙂

  11. Hania
    30 stycznia 2016 at 19:44

    Bardzo fajny wywiad! Taka forma postów jest bardzo przydatna oraz interesująca. Dowiedziałam się naprawdę wilu rzeczy, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Zdecydowanie czekam na kolejne części tej serii :).

    H&F

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 stycznia 2016 at 21:01

      Cieszę się, że tekst Ci się podobał i do tego okazał się zawierać dużo nowych informacji. Mam nadzieję, że z kolejnymi częściami będzie podobnie! 🙂

  12. 30 stycznia 2016 at 20:12

    Wow! Już nie mogę się doczekać następnej części cyklu!
    Co najśmieszniejsze, codziennie jeżdząc do liceum mijam ten salon 😛

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 stycznia 2016 at 20:58

      Ale Ci dobrze! Mnie tam jest trochę nie po drodze, a ja bardzo lubię, jak jakaś dobra dusza przyjmuje ode mnie pieniądze za obcinanie pazurów psom, bo ja strasznie nie lubię tego robić. 😛

      • P.
        31 stycznia 2016 at 13:33

        A zrobiłaś to chociaż raz?

      • 31 stycznia 2016 at 14:18

        Haha 🙂 Kiedy pierwszy raz zobaczyłam ten salon jadąc autobusem z koleżanką, to wydarłam się na cały autobus: PATRZ! NOWY SALON DLA PSÓW OTWORZYLI!!! WOW!
        Przez następne dwa dni postanowiłam chodzić pieszo, żeby nie powtórzyć gafy i zachwycać się w duchu :3

  13. 31 stycznia 2016 at 21:44

    Ja podziwiam- jak piorę nasze psy to, chociaż są bardzo grzeczne i cierpliwe, mam ochotę je pozabijać. Do tego wiecznie kłaki w buzi. Zawód dla ultra cierpliwych i dokładnych ludzi bardzo kochających i wybaczających pieskom! 😉
    Zostałaś nominowana do LBA, zapraszam do odpowiadania, baw się dobrze 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      2 lutego 2016 at 00:15

      Oj, prawda, a jak do tego dodać jeszcze przeżywającego wszystko za mocno właściciela to już w ogóle kaplica. 😉

      PS. Dzięki za nominację, pewnie odpowiem jakoś hurtowo razem z resztą.

  14. Khata
    31 stycznia 2016 at 23:54

    Myśle,że fajnie byłoby jeszcze zrobić podsumowanie plusów i minusów tej pracy.Bo tak to z całego wywiadu można wyciągnąć wnioski „pieski takie fajne, 50-100 na godzine wow~!
    a praca jest cieżka, fizyczna, z ryzykiem pogryzienia. Koszów jest mase woda, prąd, kosmetyki,narzędzia, wynajem, podatki, zusy ,szkolenia,.Masz urlop=nie pracujesz= nie zarabiasz itp.Ile piesków w ciągu dnia jest Pani groomerka w stanie zrobić 4-5 ? to max przy 10 godzinnym czasie pracy.I wielki minus- niestety to jest praca też z ludzmi . I tutaj wystarczy pomyśleć o sereotypowej posiadaczce Yorka:)
    Teraz jest wielki boom na takie salony – ludzie robią kursy i mają nadzieje na eldoroado a rzeczywiśtość nie jest taka kolorowa.

    Przyczepie się jeszcze do tych gruczołków.Nie jest to zabieg pielęgnacyjny .I nawet groomer po miesięcznym kursie nie powinien sie za to zabierać.
    Złe oczyszczenie gruczołów okołoodbytowych moze się skończyć bólem, stanem zalapnym, ropniem, przetoką a nawet uszkodzeniem zwieracza odbytu i gubieniem kału.
    Podobnie coraz cżęściej proponowane przez groomerów „ściąganie kamienia” to czynność ,która powinna być wkonywana tylko przez lek.wet.

    Fajny cylk- można z niego dużo „wycisnąć” i czasem odkryć drugie dno .Czekam na więcej.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      2 lutego 2016 at 00:20

      Dzięki za wszystkie uwagi – postaram się podczas spotkań z kolejnymi specjalistami zwrócić większą uwagę na minusy wykonywanych przez nich zawodów. Przyznam, że nasza rozmowa była znaaacznie dłuższa, ale zwyczajnie bałam się, że Internet nie przełknie aż tak długiego tekstu – mam nadzieję, że z czasem wprawię się z prowadzeniu tego typu rozmów, by jak najwięcej wyciągnąć z przepytywanych osób. 🙂

    • 4 lutego 2016 at 09:09

      Zgadzam się – zawod bardzo ciężko. Tez trzeba pamietac ze jest to czasem ogromna presja psychiczna , szczegolnie gdy do salonu trafia zaniedbany pies i nalezaloby po prostu psa odebrać właścicielom i dać do leczenia a sprawe zgłosić do niemalże do TOZ. Gdy robiłam kurs widziałam dwa czy trzy takie przypadki – nigdy tego nie zapomnę. Z jednej strony cieszę się ze byłam tylko kursantką i nie mogłam podejmować żadnych decyzji… Z drugiej własnie tego żałuję….

  15. 1 lutego 2016 at 16:39

    Tak, jak kocham psy – to groomerom nie zazdroszczę. Czasem Legion idzie na fullserwis – kąpiel+czesanie+strzyżenie. Czasem również odbieram ją przed czasem i słyszę krzyki na kolejne psiaki. Nie jest to takie złe krzyczenie, tylko coś w stylu ”Cholera Lolek – oddawaj tą szczotkę!” 😉 Musi być miło, ale na pewno są psiaki, które takie sympatyczne i uległe jak Legion nie są 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      2 lutego 2016 at 00:22

      Na pewno to zawód, który wymaga gigantycznych pokładów cierpliwości. 😉

      • 11 lutego 2016 at 19:44

        I wytrzymałych rękawów zapewne 😉 Legion jak chwyci to nie ma ”przebacz”

  16. 12 czerwca 2017 at 09:10

    U nas w mieście też by się przydał taki psi fryzjer bo mój pupil Diego też by musiał się wybrać do fryzjera i niestety musimy jeździć do większego miasta 35 km wiec trochę tak nieciekawie ale myślę że w przyszłości powstanie taki fryzjer ! Miejmy nadzieje. Bo biznes na prawdę fajny i przydaje się w mieście żeby pieski wyglądały ladnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.