„Pani, a to nie szkoda?”, czyli…

…o tym, dlaczego niedawno Tytania została wysterylizowana.

***

Bezdomność to słowo, które po “psiej stronie” Internetu odmieniane jest chętnie przez wszystkie przypadki. Zwykle to właśnie w jej kontekście pojawia się kwestia sterylizacji psów, jako zabiegu ograniczającego populację zwierząt czekających na domy w miejskich przytuliskach oraz takich, które może spotkać znacznie gorszy los niż życie w schroniskowym boksie. Z perspektywy właściciela czworonoga sterylizacja ma jednak przede wszystkim wymiar praktyczny. Bo o ile argument populacyjny może wydawać się nieco abstrakcyjny, o tyle codzienny komfort życia z psem jest już sprawą całkowicie namacalną i bliską. To właśnie on sprawił, że zdecydowałam się na sterylizację Tytanii.

sterylizacja1Zdrowe ciało jest dla psa niezbędną składową satysfakcjonującego, szczęśliwego życia. Bez względu na to, czy mowa o zwierzęciu, które większość wolnego czasu spędza na kanapie, oglądając z właścicielem seriale, czy o psie sportowym, poddawanym dużym obciążeniom podczas treningów i startów w zawodach. W przypadku samców pozytywny wpływ usunięcia narządów rodnych na zdrowie jest sprawą dyskusyjną, jednak jeżeli chodzi o suki wydaje się, że plusy przeprowadzonego właściwie i w odpowiednim wieku zabiegu rzeczywiście przeważają, biorąc pod uwagę minusy oraz wiążące się z operacją ryzyko. Sterylizacja skutkuje dłuższym, zdrowszym życiem, zapewniając ochronę przed takimi powszechnymi problemami, jak nowotwory listwy mlecznej, czy ropomacicze. Tego, że mam nadzieję, iż Tytania będzie towarzyszyć mi długie lata, wiodąc beztroskie, radosne życie godne rudej królewny pewnie nie muszę dodawać.

Tym, co może budzić wątpliwości jest fakt, iż Tytania to piękne, rasowe zwierzę, na dodatek po słynnym, nieżyjącym już reproduktorze – American Dollarze z Arislandu. W związku z tym, można by sądzić, że sterylizować się jej nie godzi. Przeciwnie, należałoby raczej dążyć do zdobycia uprawnień hodowlanych i pojawienia się na świecie stadka szczeniaczków z “dollarową głową”. Tak się jednak składa, że uważam, iż z jednej strony rozmnażać należy wyłącznie psy naprawdę wyjątkowe i wybitne, z drugiej zaś powoływaniem na świat kolejnych pokoleń powinni zajmować się wyłącznie specjaliści, znający rasę od podszewki. Setery irlandzkie nie są w naszym kraju rzadkie, a o rozwój rasy dbają osoby znacznie, znacznie (!) bardziej kompetentne ode mnie, a więc nie czuję się aby sterylizacja Tytanii przyniosła jakąkolwiek stratę polskiej populacji rudzielców. Co więcej, nie uważam, żeby była to wybitna, warta rozmnożenia suka – psychicznie Tytania jest mięciutka jak kaczuszka, a nie jest to cecha, którą chciałabym przekazać kilkunastu młodym pieskom. Nienaganny wygląd powinien bowiem iść w parze ze stabilną psychiką. Mamy w Polsce psy spełniające oba te kryteria, mogące poszczycić się zarówno fantastycznym eksterierem, jak i wspaniałym charakterem – to właśnie w ich łapach powinna spoczywać przyszłość rasy.

***

Wszystko powyżej bardzo ładnie brzmi, nasuwa się jednak pytanie, czy sterylizacja przyniosła Tytanii cokolwiek poza stresem i bólem związanym z zabiegiem? Odpowiedź brzmi – tak, chociaż ruda jeszcze przez jakiś czas nie odczuje tego na własnej skórze. Skutkiem sterylizacji będzie bowiem poprawienie komfortu codziennego, tytaniowego życia. Tymczasem, efektem natomiastowym jest mało wyjściowy wygląd – nie da się ukryć, że niebieski to nie jest jej kolor.

sterylizacja2Tytania ma już za sobą dwie cieczki, jedna dłuższa od drugiej, obie równie ciężkie do przetrwania. Sensem seterowego życia jest swobodne bieganie, nietrudno więc domyślić się, że kilka tygodni spacerów wyłącznie na smyczy to dla Tytanii najwyższy możliwy wymiar kary, dopust Boży i prywatna tragedia w jednym. Ruda, jak na przedstawicielkę tak aktywnej rasy, jest naprawdę wyrozumiałym i cierpliwym stworzeniem gotowym znosić z godnością kilka dni krótkich spacerów, jednak w chwili, kiedy na liczniku wybija drugi tydzień wyjść wyłącznie na smyczy widać, że sytuacja staje się dla niej po prostu męcząca. Szczególnie, że to nie jest pies, którego można odpowiednio zmęczyć intelektualnymi zabawami czy nauką w domowym zaciszu. Owszem, tego rodzaju aktywności również pomagają jej zredukować nadmiar energii, ale prawda jest taka, że Tytania biegania potrzebuje jak powietrza. Tymczasem podczas cieczki zapewnienie suce odpowiedniej dawki bezpiecznego ruchu graniczny z cudem. Trudno zaryzykować spuszczenie jej ze smyczy, biorąc pod uwagę z jednej strony jak wiele psów biegających luzem pozostaje kompletnie poza kontrolą swoich właścicieli, z drugiej natomiast to, że ostatecznie to właściciel suki zostaje sam z problemem opieki nad efektem spacerowej wpadki. Pozostają wycieczki na wybieg dla psów w możliwie absurdalnych porach (kto był na wybiegu przy Parku Krasińskich o 2 w nocy, ręka w górę!) tak, aby mieć pewność, że się nikogo nie spotka albo canicross z psem zabezpieczonym linką z amortyzatorem – niezłe czynności zastępcze, ale jednak nie to. Sterylizacja oznacza więc dla Tytanii więcej tego, na czym zależy jej najbardziej – radosnego, nieskrępowanego biegania w swoim świecie.

Jednocześnie to, że w trakcie cieczki ma się oczy dookoła głowy, a Tytania cały czas spaceruje na smyczy wcale nie sprawia, iż udaje się uniknąć kontaktów z nachalnymi adoratorami. Nawet przemykając się najmniej uczęszczanymi spacerowymi szlakami w najdziwniejszych możliwych godzinach zawsze trafi się na jakiegoś psa, który nie marzy o niczym innym, jak spłodzenie gromadki uroczych szczeniaków. Kandydatów na ojców, na szczęście!, nigdy nie było zbyt wielu, jednak ci, którzy mieli na tyle dobrego nosa, aby zorientować się w sytuacji byli dość problematyczni, bo Tytania nie potrafi radzić sobie z natrętami. Stąd każde spotkanie z wybitnie zainteresowanym kawalerem, mimo opieki i wsparcia z naszej strony, wywoływało u niej pewien dyskomfort.

Wreszcie, pozostaje kwestia pojawienia się tego drugiego – nie dość, że konkurenta w zdobywaniu rąk do głaskania, to jeszcze pełnojajecznego samca. Obecność Gambita sprawia, że w trakcie cieczki po prostu strach wyjść z domu, bo w głowie nieprzerwanie kołaczą się myśli o walecznym duchu ojca. Rzecz jasna, w ruch idą klatki kennelowe, zamykanie psów w osobnych pomieszczeniach i wszystkie inne środki ostrożności, jakie tylko można sobie wyobrazić. Niemniej właściwie nie sposób uwolnić się od natrętnych, niepokojących rozważań, dotyczących tego, czy szczeniaki po Gambicie odziedziczą chęć do pracy, a po Tytanii urodę, czy też Matka Natura spłata nam figla i będzie zupełnie odwrotnie. Co gorsza, Tytania nie ma spokoju nawet w domu, bo gimnazjaliście trudno jest wytłumaczyć, że to bardzo niekulturalnie tak zaglądać damie pod spódnicę. A przecież mieszkanie powinno być dla niej miejscem relaksu i odpoczynku, oazą bezpieczeństwa i spokoju. Wszystko to sprawia, że okres cieczki szybko zaczyna dawać się we znaki zarówno psom, jak i ludziom, wypełniając codzienną egzystencję potrzebą nerwowej kontroli i zmieniając ją w pasmo ciągnącej się tygodniami frustracji. To naprawdę wyjątkowo nieprzyjemna sytuacja.

Szczególnie, że w przypadku „kompletnej” suki nie można pozwolić sobie na maksimum czułości, na które przecież zasługuje w tak trudnym okresie, bo trzeba mieć na względzie atrakcje wiążące się z ciążą urojoną – chęć opiekowania się nieistniejącymi szczeniakami wywoływana burzą hormonalną może prowadzić nawet do produkcji mleka. Znikają więc zabawki, nakanapowe mizianie ograniczone jest do absolutnego minimum, a nagłe wybuchy afektu rudego psa są konsekwentnie ignorowane. Nie wiem, czy istnieje we wszechświecie coś trudniejszego do zignorowania niż seter, który przychodzi do człowieka, kładzie mu głowę na kolanach i patrzy. Tak patrzy, że… Brak silnej woli w tym względzie to proszenie się o kłopoty! Bez względu na to, jak bardzo szkoda jest pieska, który „z pewnością czuje się niekochany”. Ale, ale…. Najdalej za dwa tygodnie Tytania będzie mogła wyrabiać 200% normy w tym, co lubi najbardziej – bieganiu i byciu proludzką aż do przesady. Bez żadnej przerwy.

***

„Pani, a to nie szkoda?” to pytanie, które nie raz słyszałam podczas spacerów, gdy jakiś nieznajomy zaczepiał mnie i zagadywał o „plany hodowlane”. Teraz odpowiadam, mówiąc – nie, nie szkoda. Jestem pewna, że kiedy gustowne, niebieskie wdzianko wyląduje w koszu na śmieci Tytania doceni swój odmienny stan tak samo, jak ja doceniam go już teraz.

  50 komentarzy do tekstu: „„Pani, a to nie szkoda?”, czyli…

  1. 11 marca 2016 at 10:01

    Wdzianko miałyśmy pomarańczowe 🙂 Sam zabieg był koszmarem … Zaraz po -wet zadzwonił, że pies miał drgawki przez cały czas trwania sterylki (zmieniłam weta). W 2 tygodnie opanowałam robienie wdzianek z starych podkoszulków 🙂 Decyzja w 150% dobra. Zdania środowiska psiego bardzo podzielone, od ‚”wycinać kawałek zdrowego, młodego organizmu to głupota” aż po „dobra decyzja, bo na hodowli się nie znasz i będzie święty spokój”

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      12 marca 2016 at 11:06

      My pierwsze podejście do sterylizacji mieliśmy dokładnie rok temu, w okolicy Wielkanocy – Tytania dostała wstrząsu pod wpływem zastosowanej premedykacji, na szczęście udało się ją odratować. Potem chodziłam koło tematu, jednocześnie czekając na kolejną cieczkę (to ten model, co cieczkuje raz do roku) i w końcu zdecydowaliśmy się na kolejną próbę, z narkozą wziewną, w innej lecznicy.

  2. Joanna
    11 marca 2016 at 10:08

    Zrobię dokladnie tak samo z moją posokówką 😊

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      11 marca 2016 at 16:50

      Trzymam kciuki, żeby wszystko przebiegło szybko, sprawnie i bez problemów!

  3. aleksandra
    11 marca 2016 at 10:26

    Ostatnio na jakiejś grupie fejsbukowej Pani hodowczyni (chyba spaniele) pisała, że sterylka to zło. Robi to TYLKO leniwy właściciel, któremu nie chce się pilnować suki. Bo odpowiedzialny i kochający właściciel nie wysterylizuje suki, wiedząc jak niebezpieczny jest to zabieg. Ona odradza to ludziom i mówi, że trzeba suczkę po prostu pilnować. Jeśli się dobrze pilnuje to nie ma opcji na wpadkę.
    Tak, że tak, jesteś leniwcem Dominiko 😜

    • 11 marca 2016 at 11:44

      Niebezpieczny zabieg? Jeśli lekarz jest mało kompetentny to tak. Kilka razy dziennie asystuje przy tego typu zabiegach i uważam, że jak najbardziej są potrzebne psom. Na pewno dobry wybór,zwłaszcza w przypadku waszej dwojki psów.

      • aleksandra
        11 marca 2016 at 12:12

        Ja nie uważam go za niebezpieczny (tyle suk go miało i żyje). No, ale tamta Pani tak uważała 🙂 Wszystkie domy swoich szczeniąt informowała o tym, że nie jest to konieczność, że wystarczy pilnować pieseczka. Na pytanie o różne choroby twierdziła, że wystarczy badać, żeby szybko wyłapać i wyleczyć jakby coś się stało (tak ogólnie). Bo ludzie sterylizują, żeby suki nie pilnować, bo im się nie chce 2 tygodni na smyczy pochodzić czy pojechać gdzieś „w las” na odludny spacer itp. 🙂

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        12 marca 2016 at 11:15

        Każdy zabieg operacyjny, nawet rutynowy, niesie ze sobą pewne ryzyko i o tym również trzeba pamiętać. Sterylizacja, zwłaszcza w przypadku suki, na pewno ma więcej plusów niż minusów, ale o tych drugich też trzeba mówić. Mam wrażenie, że często wpadamy w hiperbolizację, mówiąc o tym zabiegu – albo wychwalamy go pod niebiosa albo uznajemy za szkodliwy. Tymczasem, jak zawsze, prawda leży gdzieś po środku. Oczywiście, warto mieć na zwzględzie również to, że obok konkretnego psa jest jeszcze kwestia dużej populacji zwierząt bezdomnych, a sterylizacja to sposób na zapobieganie jej powiększeniu, a więc wybór właściwy z moralnego punktu widzenia.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      12 marca 2016 at 11:13

      Jeżeli pewna doza lenistwa z mojej strony ma ułatwić życie mojemu psu – czemu nie. 😉
      Swoją drogą, trochę dziwię się hodowcom opowiadającym się przeciwko sterylizacji, bo czy jest lepszy sposób na zachamowanie niekontrolowanego rozrodu psów z danym przydomkiem?

  4. Ola
    11 marca 2016 at 12:24

    Dobrze, że tym razem obyło się bez problemów. A zdanie jak najbardziej popieram :).

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      12 marca 2016 at 11:16

      Oj tak, bardzo się denerwowaliśmy, czy na pewno wszystko się uda.

  5. 11 marca 2016 at 12:29

    Wdzianko całkiem gustowne, znacznie lepiej wygląda niż większość kubraków pooperacyjnych! Tylko kolor faktycznie mało twarzowy 😉
    Mam takie samo zdanie w sprawie sterylki i każdy mój kolejny pies będzie taki zabieg przechodził. Natomiast z obecnymi musimy się pomęczyć, bo uważam, że to już nie wiek na tego typu operacje i, jeżeli tylko nie wystąpią problemy zdrowotne, tak zostanie.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      12 marca 2016 at 11:18

      Hehe, a ja miałam nadzieję, że dostaniemy jakieś różowe albo chociaż w kwiatki. 😛
      Wiadomo, w pewnym wieku narkoza niesie ze sobą duże ryzyko. 🙁

      • 20 lipca 2016 at 20:27

        BonjourJ’ai eu de la chance de jouer avec l’un de leur membre hier soir de 21h a 22h 2 ZL HM en 1h,cela veut dire qu’ils sont nombreux dans leur guilde est très sympa.Bravo à eux

  6. 11 marca 2016 at 15:30

    Jak dla mnie streylka przynosi same plusy sukom (i właścicielom też). Oczywiście, znajdzie się i jakiś minus, ale to chyba głównie zależy od punktu widzenia opiekuna psa. 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      11 marca 2016 at 15:44

      Myślę, że zabieg ma więcej plusów niż minusów, ale też nie należy przesadzać pisząc o samych plusach. Przede wszystkim, każdy zabieg operacyjny, nawet rutynowy, wiąże się z pewnym ryzykiem – sama przekonałam się o tym boleśnie w zeszłym roku, kiedy podczas pierwszej próby sterylizacji Tytania wpadła wewstrząs pod wpływem narkozy i mało brakowało, żebyśmy ją stracili. Druga sprawa, to jednak hormony są potrzebne i zbyt wcześnie (zwłaszcza u ras dużych i olbrzymich) wykonanana sterylizacja może zaszkodzić. Na koniec jeszcze dobrze pamiętać o możliwych konsekwencjach zabiegu – u niewielkiego (ale jednak!) procenta pacjentek występuje kłopotliwe nietrzymanie moczu.

  7. 11 marca 2016 at 15:49

    I znów całkowicie się z Tobą zgadzam! Ja miałam do przejścia batalię z przekonaniem rodziców, że kastracja ma sens. W naszym przypadku, poza względami zdrowotnymi, przemawiały za tym podobne pobudki jak u Was: chęć umożliwienia psów swobodnego biegania i zaraz zmniejszenie stresu u czworonożnego i u pańci. Bąbel też był szczególnie zaangażowanym adoratorem, więc dla mnie nie było innej opcji, powstrzymywały nas tylko jego problemy z wątrobą, ale tuż po przywróceniu jej do dobrego stanu zrobiliśmy zabieg. Nigdy tego nie żałowałam! Miał taki etap, tuż po, że był może trochę bardziej wyszczekany i z niektórymi psami musiał na nowo poukładać sobie relacje, ale koniec końców wszystkim to wyszło na dobre, a do tego jaka ma super koncentrację do pracy ze mną! Jakbym miała sunię to tym bardziej bym wysterylizowała – przede wszystkim ze względów zdrowotnych (ropomacicze itd.).

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:19

      Zdrowotnie w przypadku smaców wydaje się, że z tą sterylizacją to tak na dwoje babka wróżyła, ale jeżeli ktoś sobie nie radzi z kontrolowaniem popędów płciowych pana psa to jest to z pewnością najlepsze możliwe wyjście. 🙂

  8. Anonim
    11 marca 2016 at 16:34

    Jesteś moim bohaterem! Oby jak najwięcej osób mało takie podejście w kwestiach hodowlanych jak Ty! Wielkie LOVE i buziaki dla Tytanii :*

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      11 marca 2016 at 16:50

      Ojej, dziękuję! Tytania oczywiście z radością przyjmie każdą ilość buziaków. 😉

  9. 11 marca 2016 at 19:49

    Skoro Tytania chętnie przyjmuje buziaki, to i ja je przesyłam! Zupełnie zgadzam się z tym, co napisałaś. Dzisiaj koleżanka powiedziała mi o swojej suce, która ma szczeniaka. Ja zareagowałam, że nie rozmnaża się psów nie rasowych, a ona zupełnie nie wiedziała o co chodzi. Tym bardziej, co to jest sterylizacja, którą też jej przedstawiłam..

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:22

      Tytania oczywiście buziaki przyjmuje i oddaje z nawiązką. 😉
      W Polsce, niestety, nie ma zbyt wysokiej świadomości kynologicznej i tak naprawdę niewiele jest osób, które wiedzą o co chodzi z tymi całymi rasami, uprawnieniami hodowlanymi, etc. 🙁

  10. ToughAngel
    11 marca 2016 at 21:38

    Bardzo słuszna decyzja! Mnie też besztają na spacerach, jak odpowiadam że Henia czeka kastracja…że go pozbawiam tego i tamtego…. Pochodzę z rodziny pełnej zwierząt i mam pewne porównania i doświadczenia… i zawsze to była słuszna decyzja…jeśli nawet zbyt późna… A Ci ”specjaliści” co są przeciwni, zobaczą co będzie działo się z ich zwierzęciem, kiedy zacznie się starzeć i jakie są konsekwencje dla płodnych pupili, które nie są dopuszczane do psa/suki…

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:27

      Strasznie mnie drażni w narodzie ta tendencja do bycia specjalistą od wszystkiego i oceniania działań innych osób z góry, podczas gdy zwykle zupełnie nie wie się, jak wygląda sytuacja w danej kwestii. Mam wrażenie, że tak właśnie jest z kastracją psów. Komenatrze typu „A to nie szkoda, taki piękny pies?” czy „Jak tak można pozbawiać psa męskości?” dowodzą tylko, że ktoś nie ma pojęcia, jak koszmarne może być codzienne życie z pełnojajecznym samcem. Trzymam kciuki za Henia! 🙂

  11. 12 marca 2016 at 09:25

    Temat u nas na czasie, gdyż za 6 dni wybije godzina 0 dla Brombiaka 😉 Ja, mimo, że jestem hodowcą, jestem w 100% przekonana do sterylizacji psów niehodowlanych, w związku z czym mam już w domu kastrata (któremu dobrze to zrobiło, pomijam względy zdrowotne – torbiele na prostacie) a za tydzień bede miała zubożałego Brombiaka 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:29

      Trzymam kciuki za Brombi! W ogóle, powiem Ci, że dla mnie jedną z miar dobrego, odpowiedzialnego hodowcy jest właśnie sposób, w jaki traktuje psy niehodowlane. 🙂

  12. 12 marca 2016 at 12:24

    Dobrze, że zabieg okazał się być bezproblemowy.
    Osobiście do wielkich zwolenników kastracji nie należę ;). Tayra została wykastrowana, bo miała duże problemy z wahaniami nastroju oraz ciążami urojonymi (na szczęście nie produkowała mleka) – za to teraz mamy problemy z bardzo samczymi zachowaniami ;). Natomiast na poprzedniej suce cieczka nie robiła najmniejszego wrażenia, więc dożyła 12 lat bez takiego zabiegu. I tak samo wiem, że następnego psa, który będzie samcem, też nie będę bez (medycznej) potrzeby kastrować.

    • 14 marca 2016 at 06:49

      Jeszcze jest kwestia popędu który nie jest może medycznym wskazaniem do kastracji , ale katuje psy lub suki , zaleznie od egzemplarza. Zawsze jest jakaś cieczka w okolicy lub zainteresowany samiec, szczególnie ze teraz jest tyle psów. Taki niezaspokojony popęd moze byc torturą dla zwierzęcia.

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        15 marca 2016 at 20:31

        Zgadzam się, że jeżeli zwierzę się męczy i nie umie sobie ze swoim popędem poradzić to najlepszym wyjściem jest sterylizacja – w końcu zadaniem właściciela jest zapewnienie psu komfortowego życia.

  13. 12 marca 2016 at 17:37

    Super, że T dobrze zniosła zabieg. Z tego, co wcześniej pisałaś o jej cieczkach to faktycznie – lekko nie jest. Myślę, że w przypadku suk, które nie są jakieś wybitnie wybitne, a właściciel nie ma konkretnych planów hodowlanych jest to świetna decyzja 😉
    Ja nie mam zamiaru pozbawiać Mora jajek, bo nie czuję takiej potrzeby – ani za sukami nie biega jak dziki, ani nie jest agresywny, terenu nie znaczy (tam gdzie nie powinien), a i ze skutkiem zdrowotnym też bywa różnie.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:51

      Wiadomo, decyzja zależy od konkretnego psa. 🙂

  14. 12 marca 2016 at 18:17

    Pewnie u suczek jest o tyle męczące, że ganiają się za nimi grupki piesków.:P
    A u samców (niektórych, są też wyjątki!) ucieczki i rozproszenia…
    Rzadko się spotyka osoby, które kastrują/sterylizują psiaki z rodowodem.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:40

      Akurat za Tytanią nigdy grupki piesków nie biegały, bo rudzielec przechodzi cieczkę w trybie ninja. Wiadomo, zdarza się, że jakiś samiec wyczuwa, ale pod tym względem naprawdę nie było tak źle, jak mozna by się spodziewać.
      Wydaje mi się, że sterylizacji powinna być poddana każda niehodowlana suka, bez względu na to, czy jest rodowodowe zwierzę, czy nie.

  15. Miriam
    12 marca 2016 at 22:19

    Moja Zoja miała tydzień temu wycięte jajniki laparoskopowo. Tylko pierwsza noc była ciężka bo miała obniżoną temperaturę, trzęsła się i cały czas płakała. Wet powiedział, że mogę dać jej tylko tramal więc załatwiłam tramal i po pół godź. Zoja była spokojna. Już po 2 -3 dniach od zabiegu chciała biegać i szaleć. Zdecydowałam się na kastrację dlatego, że po pierwszej cieczce Zoja miała ciąże urojoną i mleko. Dziwnie się zachowywała w stosunku do innych psów i zaczęła mieć lęki. Czasami ledwo po wyjściu z mieszkania od razu chciała wracać bo czegoś sie wystraszyła. 🙁 Po drugiej cieczce nie miała już ciąży urojonej ale zachowania lękowe były jeszcze bardziej nasilone niż wcześniej. Cieczka dwa razy do roku a hormony po cieczce utrzymują sie nawet do 3miesięcy po…. więc praktycznie cały czas nie wiadomo czego się po Zoji spodziewać. Odczekałyśmy po drugiej cieczce 1-2 miesiace i operacja. Teraz Zoja juz nie boi się foodtrucka, chodzi dumie nie kuląc ogonka i grzecznie z radością wita się z innymi pieskami. I tak, zgadzam się z tym, że ma co na siłe rozmnażać zwierzaków. Zoja ma rodowód i też spotkałam się z tym, że ludzie się dziwili dlaczego nie chcę aby miała szczeniaki.
    Ja uważam, że jest tyle już psów na świecie, to ja już więcej dokładać nie będę. Jest dużo hodowli, a jeszcze więcej psiaków w schroniskach.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:50

      Zoja to zdecydowanie przykład suczki, której sterylizacja dobrze zrobiła. Cieszę się, że możecie teraz bez strachu chodzić na spacery. 🙂

  16. 13 marca 2016 at 18:06

    Bardzo dobra decyzja!
    Terror też już dawno został wykastrowany, czasem żałuję bo jednak chciałabym spróbować swoich sił na wystawach, niejednokrotnie też żałowałam, że nie dążyłam do zrobienia uprawnień na reproduktora, ale później przyszły myśli podobne do Twoich o Tytani. Niby jest piękny z wyglądu, ale w charakterze brakuje mu kilku cech, które powinny silnie odznaczać się u terrierów. Nie chciałabym, żeby psy po Terrorze były takimi kluchami jak on 🙂 Koniec końców uważam, że podjęłam słuszną decyzję. Może przy drugim psie (lub suczce) spróbuję, ale to nadal nic pewnego 🙂
    Buziaczki w mokry nosek dla Tytanii! Niech szybciutko się kuruje i wraca do ulubionych zajęć! :*

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:48

      Noo… z samcami jest o tyle problem, że (pomijając uprawnienia hodowlane) nie sposób bawić się w wystawy z kastratem. W sumie szkoda, bo przecież nie każdy chce od razu robić hodowlankę, można wystawy po prostu lubić – dobrze czuć się z psem w ringu, być fanem tej specyficznej atmosfery. Z suką nie ma tego problemu i kiedy sierść odrośnie można dalej bawić się po cichu w wystawy dla własnej przyjemności. 😉

  17. 13 marca 2016 at 18:30

    Jakże miło czytać o rozsądnym podejściu do hodowli – chapeau bas!

    Co do samej kastracji – u mnie jedna wycięta (umowa adopcyjna, bardzo źle zniosła sam zabieg i okres rekonwalescencji), a druga płodna… i jakoś mi nigdy nie po drodze, żeby się zdecydować na zabieg… Nie wiem, co będzie, jak dołączy do nas pełnojajeczny facet, ale jeszcze mam trochę czasu do namysłu. Raven cieczki ma totalnie bezproblemowe, ma tendencje do urojonych, ale wystarczy zastosować pewne „środki ostrożności”, w cieczce jest może lekko rozproszona i suczo rozmemłana, ale raczej nie ma problemu z pracą czy zabawą – nawet w płodne dni potrafi odgonić samca, bo MOJA PIŁKA, WYPIERRR…! Bardzo boję się natomiast sytuacji, gdy odcięcie żeńskich hormonów wpływa znacząco na behawior suki – i bez tego mamy kłopoty m.in. ze stróżowaniem czy agresją, więc młoda nadal ma wszystko na miejscu – a znając moje szczęście jej NA PEWNO zrobiło by się jeszcze gorsze kuku na muniu niż ma 😉

    Pozdrowienia i moc uścisków dla rudej piękności 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:45

      Trzeba przyznać, że w przypadku Gambita będę miała do podjęcia znacznie trudniejszą decyzję, bo jednak na skalę kraju jest to w pewnym stopniu unikat. Na pewno jednak nie będzie żadnej dyskusji, jeżeli pojawiają się u niego jakiekolwiek zdrowotne wątpliwości.
      Wiadomo, wiele zależy od konkretnego przypadku. Ja, poza tym o czym wspomniałam w tekście, liczę też na to, że Tytania zrobi się nieco bardziej pewna siebie, a także bardziej żarta – wcale nie obraziłabym się, gdyby trochę przytyła. 😉

  18. 14 marca 2016 at 12:53

    Ja jestem zdecydowaną zwolenniczka kastracji. Lilka trafiła do nas z fundacji właśnie zaraz po operacji ropomacicza połaczonej ze sterylizacją. Nie wiemy ile miała miotów ale sądząc po jej „luźnym” brzuszku i wymionach, szczeniaków urodziła i odkarmiła sporo. Trafiła na stół z podejrzeniem kolejnej ciąży, która okazała sie zalegająca ropą. Lilka jest doskonałym pokładem zalet sterylizacji, gdyby przeprowadzono ją wczesniej, jej dzieciaczki nie pałetałyby się nie wiadomo gdzie a ona nie zostałaby zainfekowana bakteriami.
    pozdrawiamy!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:42

      Dobrze, że Lilka trafiła pod Waszą opiekę. Naprawdę, u suk względy zdrowotne zdecydowanie przeważają i powinny skłaniać do wykonania zabiegu. Szkoda, że wciąż pokutuje tak wiele mitów dotyczących sterylizacji, przez które często wiele suk skazanych jest na śmierć w wyniku ropomacicza. 🙁

  19. 14 marca 2016 at 18:05

    Zgadzam się w zupełności z tym, że rozmnażaniem psów powinni zajmować się najlepiej znający rasę i rozmnażać wybitnych przedstawicieli rasy, na pewno wtedy możliwe do uniknięcia byłoby „kupowanie rasowego za 700zł” co uważam jest krzywdzące dla wielu ras gdyż później nawet rasowczaka można znaleźć w schronisku. Mimo, że suczki nie posiadam to bardzo nie lubię mitów związanych ze sterylizacja czy kastracją. Uważam, że takie artykuły są potrzebne aby uświadamiać, że takie zabiegi to nic złego a wręcz mogą ułatwić życie z pupilem. Pozdrawiam gorąco 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:38

      Myślę, że kwestia „rasowych bez rodowodu”, czy „rasowych za 300 zł” to niestety zdecydowanie bardziej złożona sprawa niż tylko podejście do hodowli. Na problem składają się zarówno brak świadomości kynologicznej wśród Polaków, skomplikowana sytuacja prawna po nowelizacji wiadomej ustawy z 2012 roku, a także dotykające niektóre rasy FCI kłopoty wynikające z przerasowieniem oraz, najzwyczajniej w świecie, moda, która każe sprytnym próbować zrobić na popularnej aktualnie rasie biznes. Ileż się widzi ogłoszeń np. o niebieskich buldożkach francuskich (umaszczenie nieuznawane przez FCI) za kilka, czy nawet kilkanaście tysięcy złotych!

  20. Boguśka
    14 marca 2016 at 20:28

    Witam. Jestem właścicielką psa w typie yorka, którego wykastrowałam. Mogę powiedzieć jedno – temperament psa nie zmienia się wcale, jedyną rzecz, jaką można zauważyć, to mniejsza chęć do znaczenia terenu i dominacji. Mam przynajmniej spokój, od psa wyjącego do księżyca, gdy obok bloku przechodził właściciel z sunią w okresie rui. Oprócz tego skończyło się nagabywanie niektórych osób, żeby dopuścić mojego psa do ich suni, bo takie ładne by były szczeniaczki po nich. Pozdrawiam

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:34

      Mnie chyba najbardziej denerwowałoby ciągłe nagabywanie o szczeniaki. Z resztą można sobie poradzić. 😉

  21. 14 marca 2016 at 22:53

    Moje oba są po zabiegu i jedyne czego żałuję, to to, że Mia tyle lat czekała aż się łaskawie zdecyduję na ten krok…

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      15 marca 2016 at 20:32

      Lepiej późno, niż wcale! 🙂

  22. Kasia
    22 marca 2016 at 23:45

    Czy nie rozsądniej było wykastrować? Sterylizacja nie przeciwdziała takim chorobom jak ropomacicze, zapalenie sutków i tak dalej…

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      25 marca 2016 at 10:16

      Oczywiście, Tytania przeszła zabieg kastracji. Na blogu używam terminu sterylizacja, bo jakoś w języku polskim utarło się, że sterylizacja – suki, kastracja – psy i sama kilkukrotnie spotkałam się z totalnym niezrozumieniem, gdy powiedziałam, że moja suka została wykastrowana, stąd postanowiłam iść na blogu za obowiązującym językowym trendem.

  23. 17 kwietnia 2016 at 17:07

    Rok 2015, sucz lat 12, ropomacicze i pan weterynarz, który mówi, że dopóki nie będzie zagrożenia życia, on się sterylizacji tak starego psa nie podejmie. Pan weterynarz woła kolegę i pyta, czy on się podejmie. Kolega pana weterynarza mówi, że tak, ale jest spora szansa, że suka się nie wybudzi. To co, robimy? Nogi mi się ugięły, ze mną nikogo i drżącym głosem wyjąkałam `Nie`.
    Były trzy ciąże urojone (jak na 13-letniego psa to i tak mało)
    Perła jest też po dwóch operacjach usunięcia zainfekowanej rakiem listwy mlecznej. W efekcie nie ma ani jednego sutka.
    Dodatkowo każda cieczka to psy sąsiadów zrywające się z łańcuchów, kilka tygodni na smyczy, a ponieważ mieliśmy też dwa psy (najpierw jednego, starszego od niej, zdechł jakiś czas temu, teraz drugiego) co za każdym razem łączy się ze zniszczonym kojcem.
    ^Tak się dzieje, moi drodzy, kiedy pieska się nie sterylizuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.