Zawody treningowe w Zgierzu

Na jedenasty miesiąc życia zafundowałam Gambitowi wycieczkę w okolice Łodzi, a dokładniej – do Zgierza, gdzie odbyły się I wiosenne przebiegi treningowe, organizowane przez Martę Guzek, a sędziowane przez Agę Żabińską. Wiele jeszcze wody upłynie nim zdecyduję się na start w oficjalnych zawodach, mam jednak nadzieję, że uda mi się w międzyczasie jeździć możliwie najczęściej na tego typu imprezy, bo w Zgierzu zdobyłam bezcenne doświadczenie, którego nie sposób nabyć podczas zwykłych treningów.

Muszę przyznać, że nie przygotowywałam się jakoś specjalnie do startu, jednak wcale nie chodzi o to, że nie traktowałam go poważnie. Przeciwnie. Miałam związane z nim, jasno określone cele i założenia szkoleniowe, mimo że nie zakładałam wykonania całego przebiegu. Gambit nie opanował jeszcze wszystkich ćwiczeń, które należy wykonać w zerówce, a ja nie widziałam sensu na wtłaczanie mu ich do głowy na już. Zamiast tego ćwiczyłam w naszym własnym tempie, powoli budując poszczególne elementy, zaś na zawodach zamierzałam zrobić tylko to, co Gambit naprawdę dobrze opanuje do tego czasu, a następnie mocno go nagrodzić i zejść z ringu. Moim celem nie było zbieranie punktów za ćwiczenia, ale pokazanie psu, że wyjazd na zawody i praca w nowych, czasem trudnych warunkach także może być świetną zabawą. Cel ów zrealizowałam połowicznie, ale jednocześnie muszę przyznać, że od powrotu ze Zgierza przez cały czas latam pod sufitem na różowej chmurce radości.

odmartypodiumMój początkowy plan obejmował dwukrotne nagrodzenie psa w trakcie całego przebiegu i wykonanie czterech pełnych ćwiczeń: socjalizacji, zostawania, chodzenia przy nodze bez smyczy oraz zmian pozycji. Tak się jednak złożyło, że rozchorowałam się na tydzień przed zawodami, co zaowocowało całkowitym zarzuceniem treningów. Czułam się tak paskudnie, że przez cały tydzień jedyną aktywnością uprawianą przez Gambita były krótkie, fizjologiczne spacery. W związku z tym, spodziewając się, że zamiast chętnego do pracy psa będę miała przy nodze tykającą bombę znacznie okroiłam swój początkowy plan. Z pełnych ćwiczeń zostały jedynie socjalizacja i zmiany pozycji, chodzenie przy nodze i zostawania skróciłam dokładnie o połowę, założyłam też, że będę musiała dość intensywnie nagradzać jedzeniem podczas przejść między ćwiczeniami. Jednocześnie, żeby nieco podnieść się na duchu dołożyłam trzymanie aportu przy nodze (bez wyrzucenia). W piątek wieczorem wszystko to zapisałam w swoim treningowym kalendarzu, a w sobotę rano wyruszyliśmy do Zgierza we wspaniałym czekoladowym, australijskim towarzystwie.

oziczkiwzgierzuNa miejsce dotarliśmy z mniej więcej godzinnym wyprzedzeniem – w sam raz, aby rozstawić klatki, zjeść drugie śniadanie i trochę zmarznąć przed startem. Gambita wyjęłam z klatki dokładnie, kiedy osoba startująca przede mną wchodziła na ring i rozpoczęłam trening – zdaje się, że wyglądał on dość poważnie, bo zostałam nawet zapytana dlaczego już go tak piłuję. Tak się jednak składa, że dzięki spotkaniom OGR-a zdążyłam się przekonać, że Gambit potrzebuje dość długiej, dynamicznej rozgrzewki. W końcu przyszła nasza kolej i ruszyliśmy na ring…

Chyba nie udało się nam zrobić zbyt dobrego pierwszego wrażenia. Raz, że wejścia ćwiczyłam praktycznie wyłącznie bez smyczy, więc ze smyczą nie wyglądało to zbyt elegancko. Dwa, że nagle zaczęłam się okropnie denerwować, przez co mój mózg wyłączył się do tego stopnia, iż przez chwilę w ogóle nie wiedziałam, co się wokół mnie dzieje. Na szczęście, później było już tylko lepiej. Wcale nie obraziłabym się, gdyby podobne punkty udało się nam przywieźć z oficjalnych zawodów.

punkcikiSocjalizacja, 10 p.
Ćwiczyłam tego na tyle dużo, że udało mi się ogarnąć i przedstawić nas, jak regulamin przykazał, podając swoje imię i nazwisko, imię rodowodowe psa oraz oddział ZKwP. Gambit wsparł mnie, siedząc grzecznie przy nodze, kiedy sędzina witała się ze mną, obchodziła nas i dała mu rękę do powąchania.

Zostawanie w siadzie przez minutę, 9 p.
Zgodnie z planem, zmodyfikowałam ćwiczenie, skracając czas tragicznej rozłąki z psem do 30 sekund. Punkt (aż dziwne, że tylko jeden!) straciliśmy za sprawą Gambita, który raczył się nieco zawąchać, gdy już wracałam do niego z wygnania. Z siebie jestem zadowolona o tyle, że pamiętałam, aby równo dostawić się do psa podczas powrotu.

Chodzenie przy nodze bez smyczy, 9,5 p.
Najpierw (shame on me!) ruszyliśmy falstartem, bo nie poczekałam na komendę “Naprzód!” od sędziny, za co słusznie dostałam po uszach. Z drugiego podejścia do ćwiczenia mogę natomiast być całkiem zadowolona – Gambit dzielnie wytrwał w odpowiedniej pozycji połowę zetki, a na grających w pobliżu ringu w piłkę chłopców zareagował jedynie drobną utratą kontaktu wzrokowego.

Zmiana pozycji, 10 p.
Nie mogłam się zdecydować, czy chcę robić zmiany pozycji z psem przy nodze, czy z psem przed sobą, dlatego zapytałam o pozwolenie wykonania ćwiczenia dwa razy. Pomyślałam, że może zostanie mi to wybaczone, skoro i tak nie robimy połowy ćwiczeń. Zostało. A pies za każdym razem zrobił, co do niego należało.

Aport, 9,5 p.
Kolejne ćwiczenie wykonane z skróconej formie. Gambit po aport nie biegł, a jedynie trzymał go chwilę przy nodze. Jestem niezadowolona z siebie, bo swój koziołek zostawiłam w miejscu, gdzie trenowałam przed wejściem na ring. Przez moje gapiostwo Gambit musiał skorzystać z koziołka zapewnianego przez organizatora – cięższego, z szerszym gryfem. Wbrew moim obawom, dał radę. Pół punktu stracone za podskoczenie, kiedy podawałam mu koziołek do pyska.

Psa nagradzałam po każdym ćwiczeniu, wyłączając dwa ostatnie. Zmiany pozycji oraz aport Gambit zrobił w łańcuchu, a jedzenie dostał dopiero po zakończeniu ostatniego ćwiczenia. Później, gdy rozmawiałam z sędziną, grzecznie leżał przy nodze. Na koniec, za radą sędziny, chwilę pobawiliśmy się radośnie na ringu, po czym uciekliśmy ustąpić pola kolejnym zawodnikom.

Jestem bardzo, bardzo zadowolona z Gambita, bo poradził sobie naprawdę nieźle jak na swój młody wiek. Zwłaszcza, że zawody odbywały się w dość trudnych warunkach – zaraz obok jacyś chłopcy grali w piłkę, zdarzali się spacerowicze próbujący skrócić sobie drogę przez sam środek ringu albo nawet wybawić swoje pieski kosztem startującego właśnie zawodnika. Niezadowolona natomiast jestem z siebie – mój przebieg, jak i późniejsze pełnienie funkcji komisarza (wcześniej zgłosiłam się do pomagania przy zawodach) boleśnie uświadomiły mi, jak wiele błędów może popełnić człowiek, mocno ciągnąc w dół cały zespół. Poniżej znajdziecie kilka filmowych urywków z naszego przebiegu. Z kompletnie nieostrego, roztrzęsionego materiału udało mi się wybrać kilka w miarę wyraźnych scen. Jeżeli ktoś z Was bardzo pragnie zobaczyć pełne 8,25 minut naszych obidjęsowych popisów (czyli głównie trawę i trochę pleców rozmaitych osób, także moich) wystarczy odezwać się do mnie na Facebooku, poniżej jednak przedstawiam tylko the best of. Z tym, że nie jest to the best of punkciki, ale the best of ostrość – wszystkich malkontentów pragnę uspokoić. Najsłabiej ocenione ćwiczenie widać jak na dłoni.

Podczas zawodów cała nasza czekoladowa ekipa dość mocno wymarzła, więc gdy tylko skończyłam pomagać przy zawodach w charakterze komisarza (swoją drogą, polecam! Niesamowite, kształcące doświadczenie.) chcieliśmy się zbierać, nie czekając na ogłoszenie wyników. Kiedy okazało się, że do końca klasy 0 zostały tylko 2 psy zdecydowaliśmy, że może warto poczekać i zobaczyć, kto wygra. Na moje szczęście. W najśmielszych marzeniach nie sądziłam, że usłyszę o naszym zespole tyle dobrych słów.

nagrodyNa początek jednak należy wyjaśnić jedną rzecz – na zawodach w Zgierzu w klasie 0 nie było standardowego podium, wyłanianego na podstawie liczby uzyskanych punktów. Sędzina, Aga Żabińska, stwierdziła, że byłoby to kompletnie niemiarodajne, bo punkty przyznawała, mając na uwadze aktualne możliwości danego psa. Oznacza to, że jeżeli ktoś zrobił jedynie kawałek danego ćwiczenia to ten właśnie element był oceniany, tymczasem na oficjalnych zawodach coś takiego skutkowałoby przyznaniem wielkiego, okrągłego zera.

W związku z powyższym, zamiast przyznawać nagrody za pierwsze, drugie i trzecie miejsce, sędzina doszła do wniosku, że powie po prostu, kto zrobił na niej wrażenie. A tak się składa, że to największe wrażenie w sobotę zrobiliśmy na Adze Żabińskiej… my. Gambit i ja. Gambit został pochwalony za ładną, równą pracę, ja natomiast za umiejętność stawiania przed nim rozsądnych wymagań i odwagę, by przyznać, że na razie cały przebieg to dla mojego psa za dużo, za nie uleganie wszechobecnej presji szybkiego przeskakiwania kolejnych klas. Zdaniem Agi Żabińskiej, Gambit i ja stanowimy zespół, który kiedyś może pojechać na Mistrzostwa Świata. Aż trudno mi uwierzyć, że ktoś powiedział głośno coś takiego.

Nie wiem, czy to rzeczywiście możliwe, ale teraz z pewnością mam o czym marzyć. I do czego dążyć.

 

photo credit: zdjęcie podium autorstwa Marty Guzek

  15 komentarzy do tekstu: „Zawody treningowe w Zgierzu

  1. 25 marca 2016 at 10:33

    Gratulacje dla Was! Widać, że masz bardzo rozsądne podejście i chcesz pozostawić u psa dobre wrażenie, a nie rzucać go na głęboką wodę :).
    Też miałam okazję kiedyś komisarzować, poza zmarzniętymi palcami od pisania dużej ilości uwag sędziego, świetne doświadczenie i możliwość podglądania w danym momencie tych szczególików, na które zwraca się uwagę.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      28 marca 2016 at 15:25

      Dzięki. Mam nadzieję, że kiedyś się to zwróci i z miesiąca na miesiąc będzie mi się z Gambitem coraz lepiej pracować. Tymczasem, przed nami mnóstwo czasu, więc nie ma gdzie się spieszyć. :)
      Prawda, komisarzowanie – zwłaszcza przy sędzim, który ma dużo uwag i dokładnie omawia przebieg z zawodnikiem – to bardzo, bardzo cenne doświadczenie, które pozwala wyłapać u siebie i swojego psa całe mnóstwo błędów, na które inaczej nie zwróciłoby się uwagi.

  2. 25 marca 2016 at 10:49

    Gratuluję! Coraz bardziej tracę zapał do obikowania – brak mi szkoleniowca, innych psiarzy i (choć powinnam wymienić to jako pierwsze) siły charakteru, żeby nie poddawać się mimo zewnętrznych przeciwności. Ale z Waszych sukcesów szczerze się cieszę <3 Choć ponawiam prośbę o notki treningowo-tutorialowe. Śledzenie Waszego rozwoju od tej strony mogłoby być naprawdę kształcące oraz niezmiernie ciekawe 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      25 marca 2016 at 10:54

      Dziękuję! To prawda, dłubanie w obi wymaga wiele samozaparcia, bo to taki sport, że jak się jedno naprawi to się drugie sypie i po prostu trzeba to baaardzo lubić, żeby nie zwariować! 😉
      Co do tutoriali to już jeden mam zaplanowany i mam szczerą nadzieję, że uda mi się go opublikować w kwietniu. :)

  3. 25 marca 2016 at 11:49

    Gratulacje!! :) Świetnie Wam poszło z socjalizacją, ogromny postęp od naszego pierwszego OGRowego treningu, tak trzymać! :)

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      28 marca 2016 at 15:26

      Mnie tam chyba najbardziej cieszył aport. :)

  4. 25 marca 2016 at 12:53

    Co tu dużo pisać – ogromne gratulacje! :) Dalszych sukcesów życzę. 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      28 marca 2016 at 15:35

      Dzięki, dzięki!

  5. 25 marca 2016 at 14:38

    Trwam w zachwycie nad jego chodzeniem przy nodze! Raz w życiu byłam na zawodach treningowych i do dziś pamiętam jaka była paskudna pogoda, co się działo, jak byłam zestresowana…a z drugiej strony jednak było fajnie!

    To prawda, ja aktualnie mam totalny regres na podstawowym polu, jak naprawiłam chodzenie na kontakcie, to spieprzyło się dostawianie do nogi. W momencie, w którym mieliśmy jako-takie trzymanie koziołka, znów posypało się podejmowanie go. Zmiany pozycji ciut lepsze, niechybnie coś innego się wyrypie. Ręce opadają.

    Co dziwne, Ru wszelkie obidjensowe figury robi bardzo ładnie, z wdziękiem. To, co u Bala wygląda poprawnie, u Ru wygląda po prostu ładnie i miło – przy czym suczy musi się CHCIEĆ, musi mieć dzień na pracę. Tutaj frisbee jest zdecydowanie ładniejsze i wdzięczniejsze, choć jest więcej zmiennych. Na razie jestem w kropce i jesienny debiut stoi pod znakiem zapytania.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      28 marca 2016 at 15:33

      Och, ach! Dziękuję za zachwyty nad chodzeniem przy nodze, bo to moja prywatna obsesja i coś nad czym dosłownie cały czas pracuję, co wciąż i niezmiennie poprawiam. 😀

      Obidjęsy takie są, że się sypią rzeczy z każdej strony, na każdym etapie i to wcale niekoniecznie dlatego, że psu się coś pomieszało, czy że popełniło się błąd. Czasem po prostu dlatego, że pies coś dobrze umie i się zwyczajnie rozleniwia… W każdym razie, ciśnij obidjęsy z suczinką, niech będzie obidogiem!

  6. 25 marca 2016 at 17:17

    Wielkie gratulacje!
    Obi to dla mnie czarna magia, ale muszę przyznać, że wyglądacie coraz bardziej profesjonalnie i oby tak dalej. Życzę Wam udanego startu w Mistrzostwach za jakiś czas! 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      28 marca 2016 at 15:33

      Dzięki! I oby Twoje życzenia się spełniły! <3

  7. 28 marca 2016 at 00:15

    ogromne brawo! jakież to musi być cudowne uczucie widzieć, jak twoje starania przynoszą efekt, a tym bardziej jak efekt przerasta oczekiwania! :) bardzo cieszy mnie wasz sukces :) życzę spełniania marzeń o MŚ i mocno trzymam kciuki!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      28 marca 2016 at 15:34

      Dziękuję – za gratulacje i za kciuki! :)

  8. 29 marca 2016 at 12:57

    Gratulujemy! Bo kto jak nie Wy :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.