Zawody treningowe obedience w hiszpańskim stylu

W zeszły weekend w Warszawie odbyło się seminarium obedience, które prowadził Gonzalo Figueroa Counago z Hiszpanii – utytułowany zawodnik, międzynarodowy sędzia i steward w jednej osobie. Zwieńczeniem dwudniowej pracy z psami pod okiem Gonzalo były niedzielne zawody treningowe. Niestety, nie mogłam pozwolić sobie na uczestnictwo w seminarium, jednak mnie i Gambita po prostu nie mogło zabraknąć na zawodach, staram się bowiem korzystać z każdej okazji do zdobywania doświadczeń startowych i możliwości pokazywania psu, że przebywania na ringu może być dobrą zabawą. Efektem tej zabawy było zdobycie 1 miejsca w klasie 0 w mocnej stawce 12 psów. Do domu wróciłam nie tylko ze stosem wspaniałych nagród, ale też mocnym postanowieniem pracy nad sobą – tak, aby następnym razem Gambit nie musiał się mnie wstydzić.

hiszpanskie_treningowe_1

Podium klasy 0.

Za organizację – zarówno poprzedzającego zawody seminarium, jak i samych przebiegów treningowych – odpowiedzialny był warszawski klub obedience Team Spirit, działający pod przewodnictwem Magdy Łęczyckiej. Muszę przyznać, że klub stanął na wysokości zadania. Na imprezie panował porządek, ewentualne opóźnienia udawało się w sporym stopniu nadrobić, a do tego na każdego zawodnika czekał fajny pakiet startowy, zaś na tych, którym udało się wdrapać na podium całe mnóstwo nagród. To wszystko, w połączeniu z przyjazną, prawie piknikową atmosferą i iście hiszpańską pogodą (pewnie zaskoczę wszystkich, którzy byli na zawodach, ale naprawdę kocham ciepło!) złożyło się na świetne wydarzanie i wspaniale spędzony dzień.

Mimo że mój start z Gambitem był zaplanowany dopiero na godzinę 17 z minutami, na warszawskich Stegnach byłam już około 9 rano, żeby kibicować Monice i Fruzi, startującym w klasie 2. Dzięki temu, że P. obiecał, iż na czas dowiezie mi na miejsce psa, niezbędny obi gear i obiad mogłam cały dzień spędzić tuż przy ringu, napawając się atmosferą zawodów oraz podziwiając wyszkolenie psów i umiejętności przewodników. Niestety, nie zdążyłam zobaczyć przebiegów zespołów startujących w klasie trzeciej, za to obejrzałam całą dwójkę, jedynkę i większą część zerówki. Na start każdego zespołu przeznaczona była ściśle określona ilość czasu: w trójce 20, w dwójce 15, w jedynce 12, a w zerówce 8 minut. Czas odmierzał sekretarz ringu, niezastąpiona Ela Urbańska. Na dźwięk dzwonka kończącego przebieg należało bezwzględnie opuścić ring i ustąpić pola kolejnej parze. Muszę przyznać, że takie rozwiązanie sprawdziło się bardzo dobrze i pozwoliło uniknąć dużych opóźnień. Jednocześnie, uważam, że przydałoby się przeznaczyć odrobinę więcej czasu na zerówkowiczków – chyba nie było osoby, której została choćby minuta na omówienie przebiegu, a w większości przypadków dzwonek rozlegał się w środku ostatniego ćwiczenia.

hiszpanskie_treningowe_4

Podium klasy 1.

hiszpanskie_treningowe_3

Podium klasy 2.

Gambit przybył na miejsce przed 16, miałam więc czas, aby przygotować potrzebny sprzęt, iść na spacer oraz rozgrzać psa. Rzecz jasna, nie obyło się bez pewnych trudności. Na liście absolutnie niezbędnych akcesoriów, które miał mi przywieźć P. zapomniałam umieścić koziołek (uratowała mnie niezastąpiona Monika). Okazało się też, że zupełnie nie radzę sobie ze stresem związanym ze startem w zawodach (a przecież to tylko przebiegi treningowe!) – przed swoim wejściem chciałam uciekać do domu, rzucić obedience, sprzedać psa, a na koniec zapaść się pod ziemię. Mimo wszystko, nie pozwoliłam opłacie startowej się zmarnować, a po przekroczeniu wyznaczającej ring taśmy udało mi się zebrać w sobie i skoncentrować na psie.

Zawody zakończyliśmy, uzyskując 94 punkty i najwyższe miejsce na podium. Właściwie nie modyfikowałam standardowego zerówkowego przebiegu; Gambit wykonywał wszystkie ćwiczenia zgodnie z obowiązującym zerówkowiczów regulaminem. Wyjątkiem była przeszkoda, której dopiero zaczynam uczyć – zamiast mieszać psu w głowie i próbować skłonić go do przeskoczenia hopki w tę i z powrotem po prostu zrobiliśmy ćwiczenie obowiązujące zawodników startujących w klasie 1.

Socjalizacja, 10 p.
Element, którego od dość dawna nie ćwiczyłam, co zemściło się lekkim podniesieniem zadka z ziemi, kiedy Gonzalo obchodził nas dookoła.

Zostawanie, 8 p.
Kolejne ćwiczenie, z którym od dłuższego czasu nic nie robię. Zdecydowałam się na zostawanie w warowaniu, bo to dla Gambita znacznie bezpieczniejsza pozycja. Rzeczywiście, wyleżał w miejscu równą minutę, ale w zdecydowanie urlopowym stylu – przeciągnął się, robiąc “żabę”, przekręcał biodra. Obserwując jego zachowanie podczas tego ćwiczenia dochodzę do wniosku, że Gambit nie traktuje zostawania jak zadania do wykonania, tylko widzi w nim przerwę w treningu, podczas której ja odchodzę kawałek, żeby trochę popatrzeć w przestrzeń. Krótko mówiąc, rzecz do przepracowania.

hiszpanskie_treningowe_5Chodzenie przy nodze na smyczy, 10 p.
Okropnie tego nie lubię, a co za tym idzie kompletnie nie ćwiczę, mimo to otrzymaliśmy za przejście zetki 10 punktów. Wierzę, że to sprawka smyczy – talizmanu, którą pożyczyła Gambitowi jego dziewczyna, Honda. Szkoda, że P. nie zadbał o to, aby mnie wyposażyć w jakiś good luck charm, bo w moim wykonaniu ćwiczenie wyglądało koszmarnie. Szłam jak pokraka, z dziwnie wygiętą ręką trzymającą smycz. Nie bardzo wiem, jak manewrować ciałem tak, aby smycz nie przeszkadzała psu, nie obijała się o niego i nie rozpraszała, a przy tym bym mogła zachować w miarę naturalną postawę. Pewnie powinnam przetestować różne opcje swojej postawy w tym ćwiczeniu, jednak nie jestem pewna, czy mam ochotę przykładać się do niego aż tak, bo występuje wyłącznie w zerówce i w żaden sposób nie rozwija się w kolejnych klasach.

Chodzenie przy nodze bez smyczy, 10 p.
Ostatnio doszłam do wniosku, że jest kilka detali, które muszę w chodzeniu poprawić, a tu – proszę! – okrągła dziesiątka od surowego, zagranicznego sędziego. Serce rośnie. Poprawiać, rzecz jasna, będę, ale strasznie się cieszę, że jesteśmy z tym ćwiczeniem na dobrej drodze do naprawdę ładnego wykonania.

Przywołanie, 9,5 p.
Jestem naprawdę bardzo zadowolona! Gambit ruszył z kopyta, wylądował precyzyjnie przy nodze, nie uderzając we mnie. Cudownie. Przypuszczam, że 0,5 punktu mogło zostawać obcięte za zachowanie psa po moim odejściu, który czasem trochę unosi się na łokciach, niecierpliwie czekając na możliwość zerwania się do biegu. Niemniej, jak na mój gust było pięknie!

Aport, 9 p.
Kolejne ćwiczenie, z którego bardzo się cieszę. Gambit patrzył gdzie leci koziołek, wyczekał na wysłanie, ruszył szybko i pewnie, podebrał aport w pięknym stylu, ładnie dostawił się przy powrocie. Ma wprawdzie trochę luźny chwyt gdy wraca z koziołkiem w pysku, ale to z jednej strony detal do wypracowania, z drugiej natomiast kwestia trudnej dla niego do wytrzymania pogody. Co więcej, jestem także zadowolona z siebie, bo udało mi się nie wyprzedzać poleceń komisarza i myśleć o tym co robię – a to wcale nie jest takie znowu oczywiste.

hiszpanskie_treningowe_6Skok przez przeszkodę, 10 p.
Tak, jak powinno być.

Zmiana pozycji, 8,5 p.
Dałam ciała na całej linii, wydając komendę na waruj bez polecenia komisarza, zaraz po informacji o rozpoczęciu ćwiczenia. Po tym błędzie zacięłam się, nie wiedziałam co robić dalej i zamiast robić cokolwiek zaczęłam tłumaczyć się Magdzie ze swojej głupoty. Bardzo sprytnie. Kompletnie położyłam ćwiczenie, które Gambit świetnie zna i potrafi wykonać w naprawdę ładnym stylu, a które teraz wspaniale ratował równo leżąc przy mojej nodze w oczekiwaniu na kolejną komendę. W planach na najbliższy czas jest, rzecz jasna, dużo ćwiczeń łańcuchów z komisarzowaniem. Takie wpadki nie mogą się więcej zdarzać.

hiszpanskie_treningowe_2Początkowo, mój plan zakładał, żeby podczas całego przebiegu nagrodzić Gambita tylko trzy razy w przejściach między ćwiczeniami, ostatecznie jednak nagród pojawiło się więcej. Gambit kiepsko znosi upał, doszłam więc do wniosku, że zasługuje na dodatkową motywację i w łańcuchu wykonał tylko dla ćwiczenia: socjalizację oraz aport. Był bardzo, bardzo dzielny, ładnie skupiony i zaangażowany w pracę. Cieszę się, że o sobie mogę powiedzieć to samo – podczas przebiegu w ogóle nie zwracałam uwagi na sędziego i sekretarza, udało mi się pozostać skupioną wyłącznie na psie. Szkoda, że w całym tym skupieniu nie zdołałam wygospodarować jakiejś cząstki uwagi na komisarza – Magda fantastycznie prowadziła mnie po ringu, za to ja wyraźnie nie bardzo chciałam jej słuchać. To element, który najbardziej kulał i który trzeba będzie porządnie przepracować. Niemniej, myślę, że od czasu zawodów treningowych w Zgierzu sporo się poprawiło – Gambit był w stanie pracować dłużej, nie musiałam wprowadzać modyfikacji do ćwiczeń i jak mi się zdaje, całość tworzyła całkiem ładny obraz. Myślę, że powoli mogę zacząć myśleć o oficjalnych zawodach w kategoriach innych niż atak paniki.

Jestem z nas ogromnie dumna, bo przy dość surowym sędziowaniu na koniec usłyszałam jeszcze od Gonzalo „Nice heeling”. Pewnie nie muszę mówić, że motywacja do regularnych treningów obedience od razu skoczyła w górę!

Zainteresowanych tym, jak dokładnie wyglądał nas przebieg zapraszam do obejrzenia filmu – przyspieszyłam trochę zostawanie i chodzenie przy nodze na smyczy, aby nieco skrócić całość. Pamiętajcie, żeby oglądać wersję HD, a potem kliknąć guziczek “Subscribe”!

  7 komentarzy do tekstu: „Zawody treningowe obedience w hiszpańskim stylu

  1. 29 lipca 2016 at 12:53

    Nienawidzę świadomości że tracę punkty tylko z mojej winy. Psu wybaczę błąd, ale sobie nigdy :P.
    Gambit wymiata – lećcie pokazać się na oficjalnych!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      29 lipca 2016 at 18:41

      Na pewno kiedyś pokażemy się na oficjalnych zawodach, ale nie zamierzam się z tym spieszyć – pies jest młody, ma czas, a ja jadąc na zawody chciałabym robić to w poczuciu, że jestem przygotowana, a nie z myślą „Może się uda”. 🙂

  2. 29 lipca 2016 at 21:36

    Super! Gratulacje 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      29 lipca 2016 at 23:08

      Dzięki! Mam nadzieję, że jak w końcu dotrzemy na oficjalne zawody to również będzie czego gratulować. 😛

  3. Ema&Dżeki
    29 lipca 2016 at 22:53

    Mnie OBI nie kręci, ale jak patrze na rzucanie koziołka, to z moim talentem wylądowałby na księżycu 😛 Gratulujemy i pozdrawiamy!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      29 lipca 2016 at 23:16

      A tam, rzucanie koziołka to akurat najmniejszy problem. Zwłaszcza, że tu miałam taki ciężki, który bardzo dobrze latał (dzięki, Monika!), a normalnie używam Collision Course Light, który jest milutki dla psa, ale właściwości aerodynamiczne ma niekoniecznie takie, jakbym sobie życzyła. 😛

  4. Anonim
    2 sierpnia 2016 at 09:33

    Gratuluję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.