Smycz: szanuj ją u innych, używaj u siebie

Zaskakująco wielu właścicieli psów uważa jedno z najbardziej podstawowych akcesoriów do obsługi czworonogów za narzędzie ucisku, symbol psiarskiego społecznego wykluczenia i niesprawiedliwych przepisów prawnych obowiązujących mieszkańców miast. Mowa, rzecz jasna, o smyczy – nagminnie zapominanej i pomijanej, bo przecież męczyć ukochanego Pimpusia koniecznością poruszania się na smyczy podczas spacerów to grzech. Zdecydowanie bardziej humanitarnym rozwiązaniem jest pozwolenie, aby puszczony luzem Pimpuś męczył wszystkich wokoło.

smycz

Zdaję sobie sprawę z tego, że powtarzane jak mantra zdanie “piesek musi się wybiegać” ma spore pokrycie w rzeczywistości, a wiele czworonogów ma dużą potrzebę swobodnego ruchu, którą jakoś należy zrealizować. Mimo to powszechna w psiarskim narodzie niechęć do używania smyczy oraz zupełny brak zrozumienia tego, do czego właściwie służy ten kawałek sznurka, łączący psa z jego przewodnikiem jest dla mnie nie do pojęcia. Smycz bowiem nie jest narzędziem tortur na miarę dziewicy norymberskiej, ale pewnym, niezawodnym środkiem kontroli, który może wielu czworonogom uratować zdrowie, a nawet życie. Oczywiście, tylko wtedy, gdy ich właściciele są na tyle odpowiedzialni, aby ów środek odpowiednio wykorzystać – z jednej strony samodzielnie stosować, z drugiej zaś dostrzegać i szanować u innych.

Na początek trzeba uświadomić sobie jasno, że nie w każdym miejscu pies – nawet najbardziej przyjazny na świecie i najgrzeczniejszy – może biegać luzem. Zrozumienie, jakie są to miejsca nie wymaga wcale inteligencji na poziomie Einsteina; wystarczy raptem odrobina zdrowego rozsądku i wyobraźni. Na wszelki wypadek podpowiem jednak, że miejsca w których pies winien być prowadzony na smyczy mają dwojaki charakter. Po pierwsze, istnieje w nich realne ryzyko, że pies poruszający się swobodnie mógłby sobie zrobić krzywdę, choćby dokonując żywota pod kołami pędzącego samochodu. Po wtóre zwierzę, które wyłamie się spod kontroli właściciela będzie zagrażać lub przeszkadzać innym użytkownikom przestrzeni. Z pewnością więc odpowiednimi miejscami na spacery bez smyczy nie są okolice ruchliwych ulic, kawiarniane ogródki, czy pełne piknikowiczów miejskie trawniki. Jak widać, nie ma tym żadnej skomplikowanej, wydumanej filozofii, prawda?

Chciałabym w tym momencie móc za pośrednictwem klawiatury wykrzyczeć w wirtualną przestrzeń pełne szczerego entuzjazmu “Prawda!”, po czym zakończyć niniejszy wpis, tak się jednak składa, że codzienna praktyka spacerowa pokazuje, iż smycz przerażającej większości psiarzy wydaje się narzędziem szkodliwym i niegodnym ich ukochanych Pimpusiów. Tymczasem ów znienawidzony sznurek to naprawdę potrzebne narzędzie, które powinno być nieodzownym elementem życia każdego psa i człowieka.

Spacer na smyczy nie jest, a przynajmniej nie powinien, być karą. To w pierwszej kolejności sposób na to, aby zapewnić ukochanemu czworonogowi bezpieczeństwo, poprzez sprawowanie fizycznej kontroli nad jego poczynaniami. Oczywiście, miło jest mieć na tyle dobrze wychowanego i posłusznego, że reaguje na każdą komendę słowną właściciela, a podczas spacerów nie sprawia nikomu najmniejszych problemów i rzeczywiście żadnej smyczy nie potrzebuje. Problem w tym, że 99% miejskich burków nawet nie ociera się o ten poziom życiowego ogarnięcia. Stąd znienawidzony sznurek powinien być obowiązkowym elementem spacerowego wyposażenia.

Dzięki niemu Pimpuś nie wbiegnie na ulicę w najmniej odpowiednim momencie. Nie puści się w siną dal, by zwiedzać okoliczne dzielnice. Nie pogoni biegacza, rolkarza, rowerzysty, dla których “Ale on nic nie zrobi!” nie jest absolutnie żadnym wytłumaczeniem. Nie pobiegnie przywitać się z innym czworonogiem, spacerującym na odległym końcu parku. Krótko mówiąc, smycz zachowa nieobliczalnego Pimpusia w jednym, zawierającym ogon i wszystkie cztery łapy, kawałku.

Kwestia niebezpieczeństw, jakie wiążą się z obraniem kolizyjnego kursu na pędzący samochód lub dalekimi wyprawami na własną łapę wydaje się nie budzić żadnych wątpliwości. Te pojawiają się wtedy, gdy poprzez użycie smyczy wyraża się szacunek dla osobistej przestrzeni innej istoty, bo właścicielowi Pimupsia nie mieści się w głowie, że ktoś może nie mieć ochoty na spotkanie z jego pupilem. Takich Pimpusiów, które “chcą się tylko przywitać” i “nic nie zrobią” krąży po miejskich skwerach i parkach całe mnóstwo. Muszą obwąchać każdego człowieka i psa, jaki pojawi się na horyzoncie, a właściciele nie zważając na bezpieczeństwo swoich czworonożnych pupili oraz komfort drugiej strony śmiało na to pozwalają.

W ten sposób, docieramy do drugiej strony problemu. Tak się bowiem składa, że pies prowadzony na smyczy to niekoniecznie taki, który nie zdążył poznać jeszcze komendy “Do mnie!” w zadowalającym stopniu. Czasem to pies kontuzjowany. Chory. W trakcie treningu. Bez względu na powód, biegający luzem Pimpuś nie powinien gnać do niego na złamanie karku. To kwestia elementarnej kultury oraz minimalnego szacunku dla drugiego człowieka i jego psa. A bywa, że kwestia dobra Pimpusia, bo jeśli spacerujący na smyczy, trzy raz większy Kajtek okaże się psem agresywnym to bez względu na to, czy Pimpuś chce się tylko przywitać, czy rozpocząć uczoną dysputę może nie wrócić do domu w jednym kawałku. Naprawdę tak trudno na chwilę zapiąć go lub przywołać – jeżeli nie ze względu na odrobinę miłości bliźniego, to przynajmniej dla zwykłego bezpieczeństwa?

Smycz. Taki sznurek z karabińczykiem. Niby prosta konstrukcja, a tyle komplikacji.

 

photo credit: Olu Eletu

  25 komentarzy do tekstu: „Smycz: szanuj ją u innych, używaj u siebie

  1. 9 września 2016 at 10:25

    Zgubiłaś słowo w piątym akapicie, pierwszym zdaniu.

    A tak to jak najbardziej się zgadzam. Choć zwykle mi nie przeszkadzają podbiegacze no chyba, że są agresywne lub akurat coś trenuję z psem.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      9 września 2016 at 10:38

      Dzięki za bycie super uważnym czytelnikiem! 🙂

      Mi podbiegacze przeszkadzają ogromnie, szczególnie, że takie sytuacje zdarzają mi się przede wszystkim na terenie, na którym nie mam kompletnie gdzie uciec – zamkiniętym podwórku naszej kamienicy. Sąsiedzi swoje psy wyprowadzają na zasadzie wypuszczenia ich na rzeczone podwórko kompletnie bez kontroli, niektórzy mają smycze w rękach, inni w ogóle nie biorą ich z domu. Praktycznie na każdym spacerze mam sytuację typu jakiś wolny elektron wbija się w mojego psa. Przy czym z jednej strony mam Gambita, któremu konsekwentnie pokazuję, że psy są nudne, a z drugiej Tytanię, która jest miękkim psem i nie umie sobie radzić w takich sytuacjach, więc to ja jestem odpowiedzialna za jej komfort. Ostatecznie wkurzyłam się, gdy jakiś pies wyleciał na nią gdy wracaliśmy od weterynarza, a suka czuła się wtedy naprawdę źle. Bo to, że np. jest pies, który zawsze jak wychodzę leci do mnie z dzikim ujadaniem to już jest norma. :/

      • 9 września 2016 at 10:47

        Wlasnie czytalam to na Twoim fejsie i rozumiem 😉 na moim osiedlu maja miejsce podobne sytuacje. Mamy taka paniusie, ktorej bardzo agresywny pies rzuca sie na Cleo za kazdym razem kiedy na nich wpadne. I inna babka z 3 sukami, jedna jest bardzo agresywna i wyrwala juz kiedys Cleo klab futra. Na serio nienormalna suka, dazy na sile do konfrontacji pomimo ze moja cala soba pokazuje uleglosc. Awantury, krzyski, straszenie straza miejska nie pomaga. Obiecalam sobie ze nastepnym razem zadzwonie. W pieska nr 1 raz rzucilam smycza i teraz sie mnie boi za to ta walnieta suka za bardzo niczym sie nie przejmuje. Twardy przypadek.
        Wszystko zalezy od sytuacji, ja bardzo lubie jak Cleo ma okazje witac sie z psami. To jej dobrze robi na glowe i dzieki temu pieski nie wywoluja u niej duzych emocji. Czasami sama chodze i szukam jakiegos normalnego psa do przywitania ale nie robie nic na sile i nie daze do spotkania z psem jesli wlasciciel sobie tego nie zyczy.
        Najwazniejsze w tym wszystkim jest szacunek do innych. Gdyby psiarze szanowali siebie nawzajem to problemow byloby o 3/4 mniej.

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        9 września 2016 at 11:08

        To prawda. Pamiętam, że raz jak coś robiłam z Gambitem to jakiś pan spytał mnie, czy mógłby podejść ze swoim psem i się z nami przywitać. Poprosiłam, żeby chwilę poczekał, skończyłam ćwiczenie, psy się poznały. Cała ta sytuacja wywołała we mnie ogromny szok, coś takiego zdarzyło mi się raz odkąd w ogóle mam psy, a przecież powinno być normą. 🙁

  2. 9 września 2016 at 13:26

    Kiedyś popełniłam taki kontrowersyjny wpis o chodzeniu bez smyczy, jednak ja smycz widzę w ten sposób, że chodzenie na smyczy uczy psa zachowań, które przekładam na chodzenie bez smyczy. Już tłumaczę. Moje psy na spacerach okazjonalnie mają możliwość się „wybiegać”, chcę, żeby spacer spędzały przy moich nogach, bez odchodzenia dalej niż ten metr czy dwa. Dzięki chodzeniu na smyczy są w stanie się tego nauczyć, wpoić i wyuczyć automatyzmy takie jak ignorowanie psów i ludzi i odchodzenie od podbiegających Pimpków.
    Smycz jest przypomnieniem jak ma wyglądać spacer i używam jej zamiennie z chodzeniem luzem, które odbieram jako chodzenie na niewidoczej smyczy, nie zaś bieganie jak dzik po parku 😀 Oczywiście używam też smyczy wtedy kiedy pies pógłby nie opanować swoich ruchów- nie tylko przy ulicy, ale też tam, gdzie dzieci rzucają piłką, gdzie szkolą się inne psy i moje (zwłaszcza Suri) widzą, że inny pies pracuje i dostaje jedzenie. W końcu, dla mnie chodzenie na smyczy jest najwyższą formą psiego relaksu i dzięki temu mechanicznemu człapaniu za człowiekiem pies ma szansę faktycznie odpocząć- zamiast drobić, wąchać, rozglądać się i być upominanym.
    Chcę na blogu też opisać nasz obóz IPO- kiedy to w małym lasku obok placu chodziło ponad 30 agresywnych psów i nie było ani jednej awantury, podbiegnięcia czy innych ryzykownych zachowań. Suri miała cieczkę i chodziliśmy na długie, spokojne spacery po kilka godzin w towarzystwie trzech samców malinois, które do siebie nie pałały miłością. I wszystko było na prawdę przyjemne, spokojne i bezpieczne właśnie dzięki sznurkowi z karabińczykiem. Smycz to przypominacz o spokojnych emocjach 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      10 września 2016 at 10:15

      Dla wielu ludzi – zwłaszcza takich, którzy trzymają psy casualowo, po prostu jako towarzyszy życia – smycz wydaje się być złem koniecznym, co więcej ich psy są kompletnie nieodwoływalne. Strasznie mnie to frustruje, bo jednak chciałabym móc wyjść na spacer bez konieczności rozglądania się za Pimpkami-psychopatami.
      Model spaceru uprawiany przez Ciebie w teorii bardzo mi się podoba, w praktyce jednak jest niemożliwy do zastosowania na co dzień u moich psów. Raz, że Tytania żyje dla biegania, a dwa, że przed tymi Pimpkami to chyba musiałaby wskakiwać na ulicę lub ściany kamienic. :/

  3. 9 września 2016 at 13:59

    Super wpis. Wiele osób nie zabiera smyczy nie tylko dlatego, że chcą żeby pies się wybiegał, ale też dlatego, że często smycz jest dla nich niewygodna. Bo piesek ciągnący na smyczy przeszkadza np. w rozmowie, jak biega luzem jest wygodniej.
    Ja mam szalonego psa, który szybciej robi niż myśli, do tego jest bardzo impulsywna i nie wypracowałam przywołania na zadowalającym mnie poziomie, pewnie nigdy nie będę na 100% pewna, ze przyjdzie, nie odwołałabym od np. uciekającej sarny, dlatego przy ulicach bezwzględnie chodzi na smyczy, dla bezpieczństwa jej i innych.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      10 września 2016 at 10:08

      Na ten argument z wygodą nie wpadłam,a rzeczywiście – niestety! – takie rozumowanie wydaje się być bardzo prawdopodobne. Szkoda, że ludzie pamiętają wyłącznie o swoich prawach, a nigdy o swoich obowiązkach – a przecież obowiązkiem każdego, kto trzyma zwierzę jest staranie się, aby było ono możliwie najmniej uciążliwe dla otoczenia. :/

  4. 10 września 2016 at 17:28

    Też mam wrażenie, że to kwestia wygody – piesek gania sobie luzem, a ludzie się przynajmniej nie nachodzą, tylko sobie plotkują pod blokiem :/ Ja mojego Jacka (6-miesięczny JRT) nie puszczam luzem. Powoli się do tego przygotowujemy, ale widzę, że na razie to zdecydowanie nie ten moment – Mały uwielbia inne psiaki, ludzi, własciwie kocha wszystkich i wszystko, więc póki nie opanujemy odruchu witania się z każdym psem i przechodniem, swoboda odpada. Na szczęście mamy własny ogródek, gdzie Jack może się wyszaleć bez sznurka – ale najpierw trzeba było dokładnie zabezpieczyć całą posesję i każdą dziurę w płocie 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      14 września 2016 at 11:58

      O, takie osoby, co na spacerze zamiast smyczy używają wyłącznie komórki to lubię najbardziej. :/

  5. Marta
    12 września 2016 at 15:58

    W 100% się zgadzam.
    Naprawdę dziwi mnie jeszcze to jak ludzie mówią że pies na smyczy się zamęczy, ze to torturowanie – brak słów.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      14 września 2016 at 11:59

      Wiadomo, że pies musi mieć również możliwość swobodnego, nieskrępowanego ruchu, ale dziwne demonizowanie chodzenia na smyczy zwyczajnie wszystkim szkodi, a już najbardziej – psiarzom jako społeczności wykluczanej z coraz to nowych miejsc publicznych.

  6. 14 września 2016 at 12:19

    U mnie to chyba nic nie przebije spotkania z labradorem w parku gdzie pies podlatuje do nas (ze smyczą !) a paniusia stoi jakieś 100m dalej i nic. Ja pokazuję rudemu, że natręta nie gryziemy tylko zostawiamy mi. Czołgopies chyba wkurzony tym, że rude ucieka tyłkiem zaczyna się do nas rzucać. Mój pies na szczęście tylko warczy (dumnam <3), zasadzam buta biszkoptowi a paniusia ? Nic ! Jej pies nas osacza i rzuca się a ta stoi i się gapi. Kilka razy musiałam krzyknąć żeby wzięła psa, oczywiście zrobiła to z wielką łaską, ale odpowiedź na pytanie czy mam to zgłosić na policję sprawiło, że przestałam kontaktować na kilka minut. Otóż dostałam opryskliwą informację 'przecież ma smycz'.
    Szkoda słów…

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      14 września 2016 at 12:28

      Niestety, takich osób jest mnóstwo, chociaż moje doświadczenia mówią, że generalnie w przypadku właścicieli dużych psów jest trochę lepiej – bo jak york czy maltańczyk rzuca się na innego psa to niezmiennie jest to nie szkodliwe, ale urocze, bo „Taki mały, a jaki odważny!”. Bardzo współczuję takiej sytuacji, szczególnie, że zdaję sobie sprawę z tego, iż jedna taka akcja jest w stanie zaprzepaścić długie miesiące szkolenia i naprawiania pewnych problemów. 🙁

  7. 15 września 2016 at 22:28

    U nas mnóstwo psów chodzi bez smyczy (uroki mniejszej miejscowości). Jednak chyba najbardziej obawiam się małych Pimpków na smyczach automatycznych. Sama też mam maleńkie psy i wyprowadzam je na flexi. Jednak zdaje sobie sprawę z tego do czego służy taki wynalazek. Niestety dla wielu osób obsługa automatycznego ustrojstwa to czarna magia. Idą z psem wąskim chodnikiem, pies biegnie na drugim końcu długiego sznurka, oczywiście szarpiąc w stronę każdego przechodnia. Nie wiem jak to jest, ale moje dwa białasy strasznie przyciągają małych agresorów. Biegnie to do nas z zębami na wierzchu, ja modlę się, żeby Pańcia z drugiej strony smyczy w końcu użyła mózgu i odwołała pieska, albo przynajmniej zblokowała smycz w jakiejś odległości od nas. Ale nic z tego. Pani krzyczy tylko coś w stylu wspomnianych w poście „spokojnie on nie gryzie”, albo „on chce się tylko przywitać”… W takiej sytuacji strasznie trudno mi opanować moje dwa psy – szczególnie, że u jednego włącza się lęk i chęć ucieczki, a u drugiego instynkt obronny.

    • Dominika i Tosia
      19 września 2016 at 11:45

      Tak, flexi to jest coś co kocham. Niby pies jest na smyczy, a właściciel nie ma nad niż żadnej kontroli ani kontaktu. Ku mojemu nieszczęściu rzadko spotykam psa na flexi, który zawołany przez właściciela faktycznie do niego przychodzi. Ba, najczęściej nie ma nawet próby przywołania tylko od razu jest blokowanie smyczy, unoszenie ręki z flexi jak najwyżej nad głowę i szybkie ściągniecie smyczy zanim pies zorientuje się, że linka znowu się poluźniła. No po prostu kocham ten widok….

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      21 września 2016 at 11:49

      To prawda, smycze automatyczne to koszmar, mam wrażenie, że tak naprawdę nikt nie umie się nimi posługiwać i pies niby jest na smyczy, a w rzeczywistości znajduje się kompletnie poza kontrolą właściciela.

  8. Dominika i Tosia
    19 września 2016 at 11:37

    Cześć, bardzo trafiony wpis. Osób nieużywających smyczy jest wiele. Plaga „on nic nie zrobi” moim zdaniem największą częstotliwość ma w okolicach osiedli. Ludzie traktują wszelkie kawałki zieleni wokół bloków jak ich prywatne podwórko. Zgodnie z opinią wielu osób, na osiedlach spotyka się tylko małe pieski, bo „duże do małego mieszkania się nie zmieszczą” i „nie miałyby się gdzie wybiegać, bo nie mają podwórka”. Mimo to, są osoby, które nawet małych psów się boją, zazwyczaj ma to związek z jakimiś przykrymi doświadczeniami z psami w roli głównej, jednak wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy ( a zazwyczaj sami boją się pająków 😉 ). Tak czy inaczej małe czy duże nie powinny biegać bez smyczy i bez opieki. Sama mam sukę płochacza niemieckiego, która jest średniej wielkości psem. Początkowo moje duże zdziwienie powodowała reakcja ludzi na Tośkę. Nie jest ona ani strasznie duża, ani nie przypomina żadnej z ras potencjalnie uważanej za agresywne, nie szarpie się, a zazwyczaj merda ogonem jak ktoś nawiąże z nią kontakt wzrokowy. Mimo że zawsze idzie ze mną na smyczy przy nodze po chodniku to są osoby, które potrafią się zatrzymać i poczekać aż przejdziemy albo ominąć nas szerokim łukiem czy przejść na drugą stronę ulicy. To od razu dało mi do myślenia, że pomimo pozytywnego nastawienia mojego psa i jego (oczywiście moim zdaniem) niegroźnego wyglądu inni widzą ją zupełnie inaczej. Teoretycznie mogłabym udawać, że tego nie widzę i trzymać się wersji, że mam grzecznego psa, nad którym zazwyczaj mogę zapanować (z wyjątkiem miejsc wodno-kaczo-błotnych gdzie mój pies musi być pierwszy i nie ma czasu na dostojny spacer) i puszczać go luzem nie zważając na opinie ludzi. Problem jest taki, że często zabieram Tośkę w różne miejsca i często muszę zmienić swoje plany z uwagi na „zakaz wprowadzania psów”. Tylko czy nie jest tak, że sami sobie na to zasłużyliśmy?

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      21 września 2016 at 11:46

      Cieszę się, że tekst Ci się spodobał, chociaż trochę szkoda, że w ogóle musiał powstać. 😉
      Zgadzam się z Tobą – my, psiarze, sami sobie wystawiamy najgorsze świadectwo, a pojawiające się w wielu miejscach zakazy wstępu z psami zwykle wynikają ze złych doświadczen właścicieli lokali gastronomicznych i sklepów, które to doświadczenia przecież nie biorą się z powietrza. Czasem mam wrażenie, że na jednego kulturalnego psiarza przypada dziewięciu z kategorii „Ale on nic nie zrobi”. 🙁

  9. Kruk
    23 września 2016 at 11:23

    Ludzie są coraz głupsi. Skąd w nich taka panika przed psem i obrzydzenie psem ? Jest wrzesień. Zimno się robi. Dobrze jest pojechać z psem nad morze (jeżeli ktoś mieszka niedaleko) i nie mówię tu o miastach typu Gdynia ale tych mniejszych gdzie tylko latem jest tłum. I po co tam jadę ? Żeby pies pobiegał na dużej przestrzeni. A znajdzie się jedna osoba która swoim zachowanie prowokuje młodego psa do szczekania i biegania w kółko. Jeszcze ten ton „psa się trzyma na smyczy” Jakbym wiedział że taki burak o 10:21 będzie tędy przechodził to bym złapał. A w lasku ? Psy wszystkim przeszkadzają a te śmieci to już nie. Niedawno dzieci wszystko posprzątały przyjdzie taka młodzież i zostawi 15 butelek po piwie. A jak np taki seter ma się nauczyć lasu na smyczy ? Jak potem ma przejść próby myśliwskie ? A ostatnio fajny obrazem widziałem jak młody pies (kilku miesięczny podbiegł do wózka obwąchał a mamusia wyjechała spray i napsikała na ten wózek. Czyli pewnie odkaziła ? Czy to jest normalne zachowanie ?

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      23 września 2016 at 11:33

      Myślę, że to kwestia nie tyle głupoty, co patrzenia wyłącznie na koniec własnego nosa. Gdyby ludzie wykazywali chociaż odrobinę empatii i starali się czasem pomyśleć o innych z pewnością na spacerach byłoby znacznie przyjemniej. Tak naprawdę to nie w smyczy tkwi istota problemu, ale w kontrolowaniu zachowania swojego psa i zrozumieniu, że nie każdy ma ochotę na wchodzenie z nim w interakcje oraz szanowaniu tego. Pies biega luzem? Super, ale niech nie podbiega nieproszony do innych psów i ludzi, którzy mogą sobie tego nie życzyć.

      • Kruk
        23 września 2016 at 11:56

        Każdy się rodzi super mądry i wie jak ma się zachować. Nie trzeba nikogo wychowywać bo ma to w naturze. Każdy pies musi najpierw pobrać nauki. A ja nie będę się przejmował jedną osobą w obrębie kilometra. Bo dla mnie ważniejszy jest pies i jego rozprostowane kości ćwiczenie mięśni a nie jakiś jeden burak. I myślę że ludzie są coraz głupsi bo coraz mniej wiedzą. Coraz większa panika jest przez internet i powielane artykuły. Nagle coraz więcej ludzi zaczyna się bać psów. Ta wojna nigdy się nie skończy i nie mówię tylko o sobie. Znam różne sytuacje bo znam dużo właścicieli psów. Lubię psie kontakty. Idzie sobie człowiek laskiem z psem a z tyłu nagle ludzie na rowerach. I skąd ktoś taki ma to przewidzieć. Jak jeszcze sobie pojadą to ok ale jak zaczną swoje wywody to pies się zainteresuje podejdzie to zacznie taki rękoma wymachiwać to pies jeszcze bardziej się nakręca. Najbardziej nie lubię obcych którzy nie mieszkają na moim osiedlu a pójdą sobie na rodzinny spacerek do lasu (głównie w święta takie jak Wielki Tydzień albo pierwsze dni maja. I mają pretensje że psy chodzą bez smyczy. A to oni są tutaj gościem. A psy bez smyczy chodzą tak zawsze. I tak ktoś będzie tutaj pyskował ? Na pewno nie ma na to zgody. Nie podoba się to won.

    • gosc
      3 grudnia 2016 at 03:36

      Kruk – jesteś właścicielem tego lasu czy co? To psy mają latać sobie luzem a ludzie nie mogą wyjść sobie na spacer? Paranoja.

  10. Pies do kwadratu
    Pies do kwadratu
    23 września 2016 at 11:59

    Sęk w tym, że nikt nie każe się przejmować osobą x, znajdącą się w obrębie kilometra, tylko przejmować się i kontrolowac zachowanie swojego psa. Bez względu na to, czy jest on na smyczy czy nie.

  11. Wacław
    15 września 2017 at 15:38

    Popieram w 100% Kruka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.