Zawody obedience w OSiR Wawrzkowizna

Po zawodach w Sopocie, obiecałam sobie, że już nigdy nie będę prosić Gambita o skakanie przeszkody tak, jak wymaga tego klasa 0. Muszę przyznać, że trochę mi wstyd, iż nie dotrzymałam słowa. Zdanie zmieniłam po rozmowach z Moniką z ObiFru Team, która po obejrzeniu sopockiego przebiegu wytknęła mi mnóstwo błędów, za co niniejszym serdecznie jej dziękuję! Monika zwróciła uwagę na wiele szczegółów w moim zachowaniu, które w przyszłości mogłyby kosztować nasz zespół wiele straconych punktów. To oraz słowa Asi Hewelt, która podczas warszawskiego seminarium mówiła, że startować należy możliwie jak najczęściej sprawiło, że zmieniłam zdanie. Zdecydowałam się jeszcze raz spróbować swoich sił w zerówce. Nie dla punktów, nie dla promocji, nie dla oceny. Wyłącznie po to, aby uczyć się myśleć o tym, co i jak robię na ringu oraz zdobywać doświadczenie zawodnicze – wszak im wyższa klasa, tym mniej w niej na to miejsca. Rezultat przerósł moje najśmielsze oczekiwania! OSiR Wawrzkowizna opuściliśmy z pucharem za pierwsze miejsce, oceną doskonałą i kompletem 100 punktów!

14408334_10153867811542727_2087874064_oZ Warszawy wyjechaliśmy po 9 rano, w doborowym towarzystwie Marty i Sancha. Na miejsce dotarliśmy przed południem – w sam aby, rozłożyć nasz psi obóz i załatwić związane z zawodami formalności. Po losowaniu kolejności startowej okazało się, że na ring wejdę z Gambitem jako pierwsza. Oczywiście, padł na mnie blady strach. Wszystko, tylko nie to! Oglądanie przebiegów innych przed własnym startem jest dla mnie bardzo ważnym elementem opanowywania stresu – po prostu mam szansę przekonać się, że sędzia wcale nie odgryza zawodnikom głów za popełnione błędy. Uratowała mnie Marta, wspaniałomyślnie zamieniając się ze mną numerkami, co pozwoliło mi na wylądowanie na bezpiecznej, piątej pozycji listy startowej. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna, a także podziwiam jej odwagę, bo Sancho rozpoczął swój przebieg praktycznie zaraz po wyjściu z samochodu. Ogromnie cieszę się, że ten zespół również stanął na podium!

Gdy rozpoczął się przebieg zawodniczki z czwartym numerem startowym, wyjęłam Gambita z klatki i zrobiłam mu krótką rozgrzewkę, po czym weszliśmy na ring. Tym razem omawianie punktów za poszczególne ćwiczenia będzie wyjątkowo nudne. Nie ukrywam, bardzo chciałabym, aby zawsze tak było.

I win2

Socjalizacja, 10 p.
Sędzia był wyjątkowo przyjacielsko nastawiony: najpierw przywitał się ze mną, a potem przeszedł do Gambita – sporo mówił do niego bardzo miłym głosem, ale łapom jakoś udało się utrzymać pozycję, chociaż ogon wyraźnie miał inne plany.

Waruj przez 1 minutę, 10 p.
Dla mnie to niezmiennie najbardziej stresujący moment zawodów. Gdy stoję odwrócona plecami do psa mam poczucie całkowitej utraty kontroli nad sytuacją i tylko czekam, aż Gambit znienacka pojawi się przy mojej lewej nodze. Nie pojawił się.

Chodzenie przy nodze na smyczy, 10 p.
Po Sopocie miałam mocne postanowienie poprawienia swojej postawy w tym ćwiczeniu. W pewnym stopniu się to udało, chociaż nie tak, jak chciałam. Miałam konkretny plan, wiedziałam jak powinnam się ruszać i jak trzymać ręce, aby smycz nie przeszkadzała psu. Przyjęłam odpowiednią postawę, gotowa na początek ćwiczenia, by… dokładnie w tym momencie dowiedzieć się od pani pełniącej funkcję sekretarza ringu, że karabińczyk smyczy powinien znajdować się między mną, a psem, zamiast tak jak go ustawiłam – na zewnątrz, po lewej stronie psiej szyi. Konieczność dostosowania się do tej uwagi całkowicie pomieszała mi szyki – nie należę do wysokich osób, przez co gdy w chodzeniu przy nodze ruszam rękoma w rzeczywiście naturalny sposób uderzam Gambita w ucho. Zgodnie z regulaminem, psa nie można dotknąć w trakcie wykonywania ćwiczenia, toteż lekko odwodzę lewą rękę, aby zrobić miejsce na Gambitową głowę. Zmuszona do trzymania smyczy między sobą a psem tak naprawdę nie mogłam ruszać ręką, bez dotykania go, co zaowocowało sztywnym trzymaniem jej nieco z tyłu. Mimo to, mam wrażenie, że wciąż wyglądało to bardziej naturalnie i lepiej niż w Sopocie.

Chodzenie przy nodze bez smyczy, 10 p.
Chyba naprawdę nie mam się do czego przyczepić.

Przywołanie, 10 p.
Wyeliminowałam pomocą ręką przy szybkim warowaniu przy nodze, co więcej zdołałam na tyle świadomie kontrolować swoje ruchy, aby gdy pies do mnie biegnie faktycznie stać na baczność, trzymając obie ręce przy ciele. Do tego Gambit zrobił to, co zawsze robi podczas tego ćwiczenia, a więc po prostu poprawienie je wykonał.

Aport, 10 p.
Wyczekał, wystartował jak z procy, ładnie podebrał, a na koniec poprawnie się dostawił i podał aport bez podgryzania. Nie wiem, czy to efekt ostatnich ćwiczeń na stabilne trzymanie, czy bardziej sprzyjającej psu pogody, wiem za to, że całość wyglądała dokładnie tak, jak powinna.

Skok przez przeszkodę, 10 p.
To ćwiczenie niezmiennie budzi we mnie frustrację i niepokój. Prawdę mówiąc, nigdy nie mam pewności, czy Gambit zrobi je dobrze, czy jednak wróci do nogi wykonując ciasny skręt, dlatego zawsze staram się jakoś ułatwić mu całą sytuację – oczywiście, w zgodny z regulaminem sposób. Tym razem podczas odprawy przytomnie zapytałam komisarza, czy mogę pokazać psu przeszkodę ręką, aby głupio nie tracić punktów. Mogłam, to pokazałam.

Zmiany pozycji, 10 p.
Proste ćwiczenie, w którym pojawiła się nieoczekiwana trudność. Zamiast wydawać zawodnikowi polecenia, komisarz pokazywał pozycje zawodnikowi za pomocą specjalnego urządzonka, używanego zwykle wyłącznie w wyższych klasach. Niektóre burki miały z tym problem, zaś dodatkowym utrudnieniem dla przewodnika była konieczność patrzenia w górę – na zmieniające się rysunki, zamiast na psa przy nodze. Gambit szczęśliwie dał radę i to w całkiem dobrym stylu.

Gdy tylko zeszłam z ringu Marta – dzięki, której poniżej możecie obejrzeć film z naszego przebiegu! – zapytała mnie, czy wiem, ile mam punktów. Nie wiedziałam, bo tego, że w trakcie startu absolutnie nie można patrzeć na sędziego zostałam nauczona chyba jeszcze przed pierwszymi zawodami treningowymi. Trudno było mi uwierzyć, gdy powiedziała, że zebraliśmy same dziesiątki. Nie wiedziałam, że taki wynik w ogóle jest możliwy. A tu proszę, razem z Gambitem rozbiliśmy obidjęsowy bank!

Zawody w Wawrzkowiznie będę wspominać miło nie tylko ze względu fenomenalny wynik. To bardzo sympatyczna, niewielka impreza upływająca w atmosferze, która moim zdaniem niezwykle sprzyja debiutantom. Chociaż zawody odbywają się przy wystawie krajowej, ringi obedience znajdują się na uboczu, co tworzy wyjątkowo przyjazne dla niedoświadczonych psów warunki z niewielką ilością rozproszeń. Mała skala sprawia, że wszystko idzie dość sprawnie, więc nie trzeba mierzyć się z długim oczekiwaniem na start, a połowa września to szansa na uniknięcie męczących upałów. Myślę, że każdy, kto planuje swój debiut na drugą połowę przyszłego roku powinien rozważyć start właśnie tam.

Poniżej znajdziecie film z naszego przebiegu. Nie zapomnijcie włączyć opcji HD, a po obejrzeniu kliknąć guziczka „Subscribe”!

  13 komentarzy do tekstu: „Zawody obedience w OSiR Wawrzkowizna

  1. 23 września 2016 at 10:42

    Nie słyszałam jeszcze o pełnej setce! Wymiatacie <3. Baardzo trzymam za Was kciuki, z taką determinacją możecie daleko zajść. Ach ta przeszkoda,u nas zawsze wychodzi coś nowego, chociaż przywołanie nigdy nie stanowiło problemu.
    Wspominałaś u mnie o zawodach w Warszawie, chodzi o te 5-6 listopada? Tam chyba hali nie ma, patrząc na adres. Chyba że mi się pomyliło, ale byłam tam kiedyś na zawodach obi i był to teren, zwykły plac Team Spirit.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      23 września 2016 at 11:15

      Ja również nie słyszałam, żeby ktoś zdobył pełne 100 punktów (to zawsze jest 99 lub 99,5), więc taki wynik tym bardziej mnie cieszy i daje pozytywnego kopa do dalszej pracy. :) I, co najważniejsze, widać wyrażny postęp od pierwszego pełnego przebiegu zerówki, który zorganizowałam Gambitowi sama, przez hiszpańskie zawody treningowe, oficjalne zawody w Sopocie, aż do Wawrzkowizny.
      Listopad to mało pewny pogodowo miesiąc, więc nie sugeruj się adresem, jaki jest wpisany na wydarzeniu – Magda intensywnie szuka odpowiedniej hali, w której mogłyby odbyć się zawody. :)

  2. 23 września 2016 at 18:02

    Weź nie gnij pały. Mogliście chociaż te pół punktu dla przyzwoitości uwalić.

    A poważnie, to wielkie, ogromne gratulacje. Idziecie jak burza! Dawaj dalej, tylko czekać aż zacznę się do Ciebie na seminaria zapisywać 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      23 września 2016 at 22:21

      Spoko, spoko, w jedynkach na pewno coś uwalimy. 😉

      Dzięki za gratulacje, a gdyby komukolwiek kiedykolwiek przyszło na myśl zorganizować ze mną seminarium to, oczywiście, bardzo serdecznie zapraszam! :)

      • 24 września 2016 at 07:50

        Nie no, żeby nie było, dla mnie możecie nawet w międzynarodówce i po 11 za ćwiczenie zdobywać, będę się szczerze cieszyć 😀 Akurat Wy macie szczególne prawo do mojego kibicowania, bo w sumie przez Twoje perypetie z Tytanią zaczął się mój dryf w kierunku psiarstwa.

  3. 23 września 2016 at 18:27

    Wow, gratulacje!!! 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      23 września 2016 at 22:21

      Dzięki!

  4. 23 września 2016 at 20:36

    Gratulacje! Piękny wynik <3
    I, hm, żadnych borderków na podium? Jakoś zawsze ich tak wszędzie pełno, że aż mi się w oczy rzuciło. :)

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      23 września 2016 at 22:23

      Dzięki!
      Nie wiem, jak w jednyce, ale w zerówce w ogóle było mało borderów – zdaje się, że tylko jeden (o ile dobrze pamiętam, zawody zakończył z oceną bardzo dobrą). Poza tym belg, sheltie, kundelek, lagotto, biały owczarek szwajcarski i, rzecz jasna, 2 oziki.

  5. 24 września 2016 at 15:36

    Jeszcze raz ogromne gratulacje! I bardzo się cieszę, że dołożyłam jaką malutką cegiełkę do Waszego wielkiego sukcesu!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      24 września 2016 at 16:18

      Najlepszy internetowy konsultant obidjęsowy świata! <3

  6. 24 września 2016 at 21:02

    Gratulacje! Fantastyczny filmik, aż miło popatrzeć na taki psi obi-ideał :)

  7. Pies do kwadratu
    Pies do kwadratu
    24 września 2016 at 21:48

    Dzięki! Wbrew pozorom, jest kilka rzeczy, do których mogłabym się przyczepić i nad którymi muszę jeszcze popracować, ale, oczywiście, taki turbo wynik bardzo cieszy. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.