Psia szafa: zabawki

Zawsze zazdrościłam właścicielom psów, które lubią się bawić możliwości kupowania pięknych, kolorowych szarpaków, toteż gdy pojawił się Gambit moja kolekcja zabawek szybko zaczęła się rozrastać. I to mimo że przez kilka pierwszych miesięcy swojego życia czekoladowy chłopiec wcale nie był wielkim fanem wspólnej zabawy w szarpanie, a przekonanie go, że liczy się nie tylko jedzenie kosztowało mnie trochę pracy! Dziś prezentuję kolejną odsłonę psiej szafy – przed Wami zabawki, których okazało się być znacznie więcej niż sądziłam.

Szarpaki

szarpakiRozmaite szarpaki to zabawki, których najczęściej używam podczas treningów, nic więc dziwnego, że właśnie ich mam w swojej kolekcji najwięcej. Kompletowanie jej zaczęłam od kupowania prostych i raczej tanich rzeczy, spodziewałam się bowiem, że szczeniak będzie uroczą niszczycielską siłą, tworem złożonym z puchatego futerka i ostrych zębów. Stąd zamówione na Allegro za jakieś śmieszne pieniądze mopy z mikrofibry oraz polarowe warkocze. Obie opcje doskonale sprawdziły się podczas nauki wymiany zabawek na komendę. Polary lubię szczególnie, bo są miękkie i rozciągliwe, przez co bardziej atrakcyjne dla psa, a przy tym na tyle długie, abym mogła wygodnie owinąć je sobie wokół dłoni.
Twardszy, bardziej sztywny polarowy szarpak podarowała Gambitowi ciocia Monika z bloga ObiFru Team.

owceJako szczeniak Gambit wykazywał umiarkowane zainteresowanie zabawą z człowiekiem, dlatego szybko zdecydowałam się sięgnąć po broń ciężkiego kalibru. Bardzo zależało mi na tym, aby rozhulał się zabawkowo, zainwestowałam więc w pachnące kusząco szarpaki z naturalnego owczego futra. Z dwóch zabawek RAUKI przy życiu pozostała tylko jedna. Na szczęście obecnie towarzyszy jej niesamowicie atrakcyjny szarpak z futrem i piłką firmy SZarpaki FUtrzaki, który Gambit wygrał podczas Treningowych zawodów obedience w hiszpańskim stylu.

kehuTrzon mojej szarpakowej kolekcji stanowią zabawki spod znaku fińskiej marki Ke-hu. Używam ich cały czas od wielu miesięcy i chociaż mocno straciły na urodzie, muszę przyznać, że jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona ich wytrzymałością. Gambit największą miłością darzy Ke-hu Patter z piłką JW Pet Crackle Heads, jednak z przyjemnością bawi się również pozostałymi modelami: Earth z legendarną planetką oraz Fire z ChuckIt Fetch Ball. Ke-hu Aluminium wypada nieco gorzej od pozostałych ze względu na rozmiar piłki – nieco zbyt duży dla gambitowego pyska.

polarowefredzleDo niewypałów zaliczam również szarpaki z kolorwymi, polarowymi frędzlami. Wyglądają wprawdzie niesamowicie imponująco, jednak w starciu z psem nie wypadają najlepiej, bowiem trudno je pewnie, mocno chwycić – a to potrzebne, by móc bez reszty oddać się zabawie. YMCA od Shaggydoggy.com był używany w szczenięcych czasach, natomiast szarpakiem z Dog’s Craft by Wonder Dog Gambit bawił się tylko jeden raz przez kiljanaście sekund, z miejsca pozbawiając go przy tym kilku frędzli. Obecnie obie zabawki parkują na dnie jednej z psich szuflad.

mopkinaamortyzatorachOstatnio do treningowego arsenału miałam przyjemność dodać śliczne mopy od ZAYMA Craft: jeden z amortyzatorem, drugi bez. Jak dotąd spisują się świetnie. Gambit przeszedł drogę od psa, który zupełnie się nie bawi do szarpiącego się jak potwór dzikiego zwierza, więc szczególnie doceniam podszytą neoprenem rączkę – chroni dłoń zdecydowanie skuteczniej niż standardowo używany w tym celu polar.

Piłki na sznurkach

pilkinasznurkachTo coś, czego używam rzadko, bowiem sznurki, nawet te grubsze, nie są tak wygodne do chwytania dłonią, jak rączka amortyzatora. Mimo to, mam kilka piłek na sznurkach, a Gambit bawi się nimi dość chętnie, jeżeli akurat zaproponuję mu którąś z nich. Różowa i żółta to produkty Hoko, które sprawdzają się nieźle, o ile węzełki na sznurkach przypali się zapalniczką, co pozwoli uniknąć zgubienia piłek już podczas pierwszego spaceru. Żółto-pomarańczowa piłka to prezent – jest dość ciężka i ma bardzo długi sznurek, co sprawia, że przy odrobinie wprawy można rzucać nią na kosmiczne odległości, jednocześnie jednak ze względu na sporą twardość nie nadaje się dla wszystkich psów. Czerwono-biała zrobiona z parcianego sznurka to również trafiła do mnie przy okazji Treningowych zawodów obedience w hiszpańskim stylu. W ruch idzie głównie w domu, bo jestem pewna, że używana na dworze szybko zmieniłaby się w niepodobny do niczego błotno-piaskowy twór.

Piłki

pilkiZarówno dla mnie, jak i dla Gambita absolutnym must have jest ażurowa piłka JW Pet. Nie dość, że całkiem fajnie lata, to na dodatek doskonale nadaje się do wspólnej zabawy w szarpanie. Rozmiar L jest na tyle duży, aby pies mógł wygodnie złapać zabawkę, nie odgryzając mi przy tym ręki, a jednocześnie na tyle mały, aby Gambit nie potykał się o piłkę, kiedy biegnie z nią w pysku, co często ma miejsce w przypadku szarpaków. Zielona ażurka to już trzecia taka piłka w naszej wspólnej historii. Dwie poprzednie zginęły w dramatycznych okolicznościach – jedna została zagryziona przez dzikiego, czekoladowego zwierza, druga natomiast stoczyła się z osiedlowej górki… prosto pod koła jadącego ulicą samochodu Straży Miejskiej.
Crackle Heads Cuz od JW Pet to kolejny niezbędny element gambitowego życia. Byłam do tych piłek nastawiona dość sceptycznie, jednak miłość jaką Gambit obdarzył Ke-hu Patter kazała mi odrzucić na bok wszelkie wątpliwości. Obecnie za każdym razem gdy jeden Crackle Heads Cuz odmówi współpracy, na przykład doznając amputacji nóżek w wyniku wypadku, natychmiast kupuję drugiego. Piłki te, niestety, nie należą do najbardziej wytrzymałych, mimo to nie próbuję dyskutować z gambitowym afektem.
Sama nigdy nie zwróciłabym uwagi na JW Pet Grass Ball – piłkę, którą Gambit wygrał podczas III Mistrzostw szkół i klubów rally-o. Zawody odbyły się ponad rok temu, a zabawka wciąż wygląda jak nowa. Jest nie tylko zaskakująco wytrzymała, ale wręcz absurdalnie atrakcyjna. Marzę o jakimś fajnym szarpaku właśnie z tą piłką!
Niebieska piłka pochodzi z Zooplusa i służy głównie dziamganiu na kanapie. Kosztuje raptem kilka złotych i bardzo fajnie się sprawdza.

Gryzaki

gryzakiGambit pewnie chętnie bawiłby się gryzakami, ale że zdecydowanie wolę zabierać na treningi szarpaki na amortyzatorach widuje je raczej rzadko. Jutowy to produkt powszechnie znanej i dostępnej firmy Dingo, pomarańczowy pochodzi z Julius K9, a czarny przypominający martwe zwierzątko to wyrób handmade.

Różności

inne

To pojemna kategoria, która, niejako wbrew nazwie, ma nader skromną reprezentację. Ażurowa kostka JW Pet jest całkiem fajna, ale zdecydowanie przegrywa w starciu z siostrą – piłką. Pomarańczowa kostka była niegdyś częścią szarpaka, obecnie zaś służy jak parkujący w klatce gryzak. Chuckit! Amphibious Shark Fin to odkrycie tego lata – zabawka, dzięki której Gambit z psa w wodzie walczącego o życie zmienił się w prawdziwego pływaka. To zdecydowanie jeden z tych produktów, które będą stałymi elementami mojego zabawkowego arsenału!

***

Uff! Naprawdę, nie sądziłam, że uzbierało się tego aż tyle! Zawsze uważałam się za psią minimalistkę, tymczasem okazuje się, że mam całkiem pokaźne zabawkowe zbiory, co więcej w znacznej mierze nieużywane. Dobrze jest zrobić takie podsumowanie, by przekonać się, co rzeczywiście jest potrzebne, a co tylko zajmuje miejsce w psiej szafie. W Nowym Roku z pewnością czekają mnie generalne porządki!

Czym bawią się Wasze psy? Jakie zabawki lubią najbardziej? Które zupełnie nie są dla nich atrakcyjne? Nie zapomnijcie pochwalić się w komentarzu!

Za pomoc fotograficzną dziękuję Emilii z Paw Shots Photography

  14 komentarzy do tekstu: „Psia szafa: zabawki

  1. Zaneta
    16 grudnia 2016 at 19:46

    Hej widzę że nie tylko my próbujemy różne zabawki.
    Nie wiem jak tu wstawić zdjęcie.
    Elmo nie lubi szarpakow zakończonych piłka…
    Więc szukamy czegoś w sam raz dla niego…
    Czy te szarpaki które masz są dość wytrzymale czy dość szybko się rwa, niszczą…

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      16 grudnia 2016 at 20:09

      Trochę tych zabawek jest i mają one różną wytrzymałość. Masz na myśli jakiś konkretny model?

  2. 16 grudnia 2016 at 19:58

    Wow! Jaka kolekcja szarpaków :O same piękności 😉
    U nas zaczęło się od pechowego grubego twardego sznura z gumową obręczą na jednym końcu, którym pies w ogóle nie chciał się bawić. Ażurowa piłeczka na sznurku sprawdza się znacznie lepiej, jednak nr jeden to miękkie pluszowe zabawki. U nas służą do aportowania i szarpania jednocześnie. Cały czas jesteśmy na etapie poszukiwania idealnej zabawki/szarpaka bo Apacz po adopcji w ogóle nie wiedział o co mi chodzi i po co tak wymachuję tymi dziwnymi rzeczami. Kroczek po kroczku coraz lepiej idzie nam zabawa i szarpanie. Marzy mi się futrzany szarpak albo mopik na amortyzatorze 😀 A z gryzakami nadal nie wie po co miałby je glamać, może kiedyś się przełamie – mam nadzieję.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      18 grudnia 2016 at 16:45

      Szarpaki, wiadomo, najbardziej przydają się podczas treningów obi, więc siłą rzeczy mam ich najwięcej. :)
      Miękkie pluszowe zabawki Gambit doszczętnie zabija za jednym zamachem, więc takie przyjemności zupełnie odpadają. Mopki na amortyzatorze bardzo polecam, myślę, że to fajna opcja dla początkującego psa. :)

  3. 17 grudnia 2016 at 00:03

    Ładna kolekcja i faktycznie pokaźna :)
    Pamiętam jak pisałaś kiedyś o tym, że Gambit zainteresował się owieczkowym Rauki. Stwierdziłam, że może warto spróbować, kupiłam i do dziś jest to ulubiony szarpak Lajsona. I dzięki wielkie za tamtą wzmiankę o owieczce, bo uratowała nam niejeden agilitowy trening :)

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      25 grudnia 2016 at 11:40

      Oj tak, owce z Rauki mają moc! :)

  4. 17 grudnia 2016 at 08:34

    Nasze psiaki średnio lubią zabawki – Legion ma kilka swoich wybranych modeli, ale generalnie tylko frisbee. Natomiast Leviego dopiero sprawdzamy – lubi ośmiorniczkę od konga :)

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      25 grudnia 2016 at 11:40

      Współczuję, drive na zabawkę pozwala zbudować naprawdę wiele fajnych rzeczy – od super skutecznego przywołania, po świetne prędkości w ćwiczeniach obi.

  5. 17 grudnia 2016 at 13:00

    No, no, pokaźną już macie kolekcję 😀

  6. Monika
    18 grudnia 2016 at 16:22

    U nas na pierwszym miejscu jest owca rauki z dwiema rączkami. Najczęściej jednak używam mopów które są na miejscu drugim i piłek na sznurku np likier. Osobiście nigdy nie kupie szarpaka z owcą/mopem i piłką bo mimo że są nie wątpliwie piękne to słyszałam że przy takiej zabawce pies nie wie czy ma chwycić za piłke czy futro. Kiedy trzyma futro obok dynda mu piłka a jeśli za piłke to obok jest futro. Wtedy pies nie ma „czystej głowy”. Swoją drogą to co o tym myślisz? 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      18 grudnia 2016 at 16:48

      Równie dobrze można by twierdzić, że owca z dwiema rączkami nie nadaje się do zabawy, bo kiedy przewodnik trzyma za jedną, pies za futro, a druga rączka wisi mu obok to wtedy nie ma „czystej głowy”. 😉 Osobiście wierzę, że pies wie za co załapać, jeżeli zna obowiązujące w zabawie z człowiekiem zasady, których człowiek musi go zwyczajnie nauczyć – bez dorabiania do tego żadnych teorii. 😉

      • Monika
        18 grudnia 2016 at 18:07

        Twoja teoria też brzmi prawdziwie. Wsumie obie brzmią prawdziwie. Jakie zasady masz na myśli? Ten temat bardzo mnie ciekawi więc pytam? :)

  7. smsm
    19 grudnia 2016 at 12:27

    Dziwi mnie brak kongów i w ogole zabawek na smaki 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      19 grudnia 2016 at 19:15

      Mam jedną zabawkę na smakołyki (bakłażana z ZeeDog), ale nie traktuję jej jak zabawki, tylko jak miskę (nawet parkuje w kuchni), bo zasadniczo Gambit nie ma takiej normalnej miski. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.