Psia szafa: akcesoria obedience

Porządkowanie psich rzeczy mam już za sobą, toteż pora na kolejną, ostatnią już, odsłonę cyklu psia szafa – tym razem zawierającą akcesoria obedience. Chociaż posłuszeństwo sportowe to moja ulubiona aktywność kynologiczna obedience’owa kolekcja wcale nie prezentuje się jakoś szczególnie imponująco i zawiera tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Zobaczcie sami!

akcesoriaobi_koziolkiAport formalny, aport kierunkowy, aport przez przeszkodę, nowe ćwiczenie z dwiema hopkami… Koziołek to rzecz absolutnie niezbędna podczas treningów obedience! Warto mieć więcej niż jeden, bo w podczas zawodów w klasach 1, 2, 3 pies pracuje na koziołkach, zapewnionych przez organizatora, a co za tym idzie powinien wiedzieć, że przedmiot do aportowania może przybierać chociażby różne kształty lub mieć masę inną niż ta, do której został przyzwyczajony.
Moim ulubionym koziołkiem był drewniany aport w rozmiarze M firmy RAUKI, którego nie ma na zdjęciu – podczas oficjalnego debiutu w Sopocie byłam tak zaaferowana tym, co działo się na ringu, że w końcu zapomniałam odebrać go od organizatorów po swoim starcie. Utracony koziołek RAUKI zastępują aż trzy z CollisionCourse: jeden z serii Light, rzeczywiście bardzo lekki, który doskonale sprawdza się zwłaszcza w początkowej fazie zapoznawania psa z koncepcją aportu formalnego oraz dwa z serii kolor, ze ślicznymi, jaskrawo żółtymi boczkami. Chociaż wszystkie aporty CollisionCourse są rozmiaru M różnica wielkości i masy między nimi jest dość znaczna – myślę, że gdybym miała jeszcze raz zamawiać kolorowe koziołki postawiłabym na te w rozmiarze S.
Filcowy, pomarańczowy koziołek to produkt RAUKI – dostałam go przy okazji i raczej nie korzystam z niego podczas treningów.

akcesoriaobi_pacholekW 2016 roku weszły w życie zmiany w regulaminie obedience wraz z którymi pojawiły się nowe ćwiczenia. Do zestawu ćwiczeń z klasy pierwszej dodane zostało obieganie, stąd w mojej kolekcji obedience’owych gadżetów składany pachołek drogowy kupiony na Allegro. Jeżeli mnie pamięć nie myli, kosztował 40 zł i muszę przyznać, że to były naprawdę dobrze wydane pieniądze. To świetny wynalazek: po rozłożeniu pachołek ma mniej więcej regulaminowe wymiary, do tego jest całkiem stabilny i nie przewraca się, kiedy pies go omija, z kolei po złożeniu zajmuje zaskakująco mało miejsca w plecaku.
Czerwona, gumowa łapka w kształcie sympatycznej psiej mordki i 50 drewnianych patyczków to zestaw do nauki aportu węchowego. Jestem pewna, że to ćwiczenie kiedyś będzie mi się śnić po nocach, po Gambit to pies, dla którego istnieje wyłącznie to, co widać. Biorąc pod uwagę nasz brak doświadczenia staram się unikać mieszania ćwiczeń z różnych klas, niemniej dla aportu węchowego zrobiłam wyjątek, sądzę bowiem, że aktywizacja Gambitowego nosa może pochłonąć sporo czasu.  Za stworzenie całości oraz moje przyszłe nocne koszmary odpowiada Monika z ObiFru Team.

akcesoriaobi_kwadrat⅔ kwadratu kupiłam w Toys Dream Dog: silikonowy target oraz pomarańczową taśmę wraz z czterema plastikowymi śledziami w komplecie. Taśma sprawdza się wyśmienicie – dzięki metalowym kółeczkom na rogach w miarę łatwo rozkłada się i składa, materiał natomiast zaskakująco dobrze radzi sobie w naprawdę trudnych warunkach, zachowując przyzwoity wygląd nawet po treningu na błocie czy piachu w końskiej hali. Śledzie będę musiała jednak wymienić na metalowe, bo swoją funkcję przestają spełniać już przy niewielkich przymrozkach.
Komplet czterech fioletowych pachołków pochodzi z duńskiej sieci sklepów typu szwarc, mydło i powidło Flying Tiger. To niewyczerpane źródło rozmaitych, mniej lub bardziej potrzebnych, gadżetów. Pachołki regularnie pojawiają się w asortymencie sklepu, więc warto do niego zaglądać, jeżeli przypadkiem macie jakiś w okolicy, bo cztery kosztują tylko 10 zł.
Różowe znaczniki, sztuk 10, kupiłam na Allegro. Bardzo je lubię ze względu na obłędny, soczysty kolor, dzięki któremu doskonale widać je w trawie, na piasku i na śniegu. Do tego zostały wykonane z nienajgorszej jakości plastiku – nie są w tych lekkich jak piórko, które odlatują hen, daleko przy najlżejszym podmuchu wiatru.

akcesoriaobi_teczkaPlanowanie to ważny element obedience, dlatego w spisie akcesoriów nie mogło zabraknąć kalendarza treningowego oraz psiej teczki. Obie rzeczy są zdobyczami z wrześniowej promocji na artykuły szkolne w Biedronce. W teczce trzymam wszystkie psie dokumenty: rodowód, dyplomy, karty ocen z zawodów, książeczki startowe oraz paszport. Zawsze wiem, gdzie znajdują się wszystkie najważniejsze papiery, a kiedy naprawdę bardzo mi się spieszy mogę po prostu wrzucić teczkę do plecaka, zamiast wybierać z niej to, czego akurat potrzebuję.
Kalendarz pomaga mi w planowaniu treningów na dany tydzień. Często zabieram go ze sobą na „plac boju”, więc doceniam twardą, lakierowaną okładkę, która wytrzymuje leżenie na wilgotnej trawie oraz gumkę, sprawiającą, że kartki nie fruwają mi po plecaku.

***

Za nami trzecia, ostatnia już, część serii wpisów o psiej szafie! Wcześniej można było przeczytać na blogu również o akcesoriach spacerowych oraz zabawkach, a akcesoria obedience zamykają cykl. W ten sposób na stronie pojawiły się prawie wszystkie psie rzeczy, które są w moim posiadaniu – zabrakło frisbee, ale moja kolekcja dysków składa się z kilku niemiłosiernie pogryzionych Fastbacków, więc naprawdę nie ma o czym pisać.

Uprawiacie ze swoimi psami jakiś sport? Jak dużo potrzebnych do treningów akcesoriów udało się Wam zgromadzić? Nie zapomnijcie pochwalić się tym w komentarzach!

Za pomoc fotograficzną dziękuję Emilii z Paw Shots Photography

  5 komentarzy do tekstu: „Psia szafa: akcesoria obedience

  1. 15 stycznia 2017 at 20:41

    No i dobrze, że przeczytałam! Jak dotrę do kontenera z naszym teamowym sprzętem to na pewno odzyskasz aport. :)

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      19 stycznia 2017 at 14:25

      Kolejny pretekst, aby wrócić do Trójmiasta! <3

  2. 20 stycznia 2017 at 12:27

    Ja bym bardzo chciał lepiej zorganizować nasze treningi, ale po prostu nie potrafię. Jak kiedyś próbowałem zapisywać to szybko okazywało się, że zmienia mi się plan tygodnia i plan treningu musiał iść do szybkiej korekty.

    Nam chyba bardziej pasują spontaniczne ćwiczenia ;/

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      20 stycznia 2017 at 12:40

      Szkoda, bo z moich doświadczeń wynika, że niestety, spontaniczne ćwiczenia to dużo wolniejsze postępy.

      • 27 stycznia 2017 at 15:11

        Też tak myślę, ale co poradzić? Nie tak łatwo wszystko zorganizować, chociaż wiem, że to tylko takie wymówki :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.