Dlaczego optymistycznie patrzę na programy o psach w TV?

“Przygarnij mnie”, program emitowany na antenie TVP 2, rozpoczął nową epokę w polskich stacjach telewizyjnych – epokę edukacji kynologicznej na srebrnym ekranie prowadzonej na własnym podwórku, zamiast importowanej z USA. W ślad za telewizją publiczną idzie TVN, przygotowując własny program pod tytułem “Misja pies”. W przyszłości programy o psach zobaczymy pewnie również na innych kanałach. I dobrze.

programyopsachŚwiadomi właściciele psów z niepokojem patrzą na ten nowy trend. Wymieniają się opiniami o zatrudnionych przez stacje telewizyjne behawiorystach i opowieściami o trudnych przypadkach, w których ci ludzie zawiedli. Podrzucają propozycje bardziej ich zdaniem kompetentnych osób, lepszych i skuteczniejszych metod. Dyskutują o podnoszeniu świadomości kynologicznej w narodzie poprzez telewizję. Ostatecznie zaś dochodzą do wniosku, że taki program narobi więcej szkody niż pożytku, bo z pewnością nie będzie dostatecznie dobry. Najlepiej byłoby, gdyby osoby układające telewizyjne ramówki porzuciły głupie pomysły i zajęły się szukaniem kogoś, kto napisze scenariusz do kolejnego wybitnego serialu pokroju “M jak miłość”.

Nie mogę się z tym zgodzić. Ze względu na dobro psów. Bo prawda jest taka, że świadomość kynologiczna w narodzie to nie jest coś, co należy podnosić i rozwijać, ale coś co dopiero wymaga stworzenia. Od podstaw.

Ile razy zdarzyło się Wam, że podczas spaceru Wasz pies został zaatakowany przez innego, który “chciał się tylko przywitać”? Jak często budziliście zdziwienie, nagradzając czworonoga smakołykiem lub szarpaniem zabawką? Pamiętacie tę złość, kiedy kolejny raz media pokazują makabryczne zdjęcia, jakże chętnie kupowanych!, szczeniaków z pseudohodowli? Albo tę irytację, gdy ktoś Wasz czas i wysiłek, jaki włożyliście w ułożenie pupila podsumował krótkim “jaki on mądry”, zupełnie, jakby wszystkich sztuczek i komend pies nauczył się sam? A frustrację, kiedy dowiedzieliście się, że ktoś szuka zaginionego psa, którego zostawił przywiązanego przed sklepem?

Podobne przykłady można mnożyć w nieskończoność. Jestem pewna, że każdy z Was mógłby przytoczyć co najmniej kilka mrożących krew w żyłach lub po prostu irytujących historii z codziennych spacerów. Wynika to stąd, że dla typowego Kowalskiego kynologia to niezmiennie terra incognita, a wszystko to, co dla nas jest oczywiste i normalne wydaje mu się dziwną fanaberią. Parówka w nagrodę? Łapówka. Spacer? Po co skoro jest ogród. Nauka czystości? Najlepiej wsadzić pysk szczeniaka w jego własne odchody. Pies w bloku? Barbarzyństwo.

Media wcale nie pomagają w przełamywaniu podobnych przekonań, bo w prasie i telewizji psy pojawią się, gdy mowa o sytuacjach skrajnych. Z jednej strony mamy więc poważne pogryzienia i pseudohodowle, z drugiej wiernego Szarika, który kierowany mityczną psią mądrością wszystkie decyzje podejmuje tak, aby czterem pancernym nie stała się krzywda, a wojnę wygrali Polacy. Brakuje natomiast wszystkiego tego, co znajduje się pomiędzy, a więc zwyczajnego życia z psem, obfitującego w codzienne problemy i radości. Nie widać psa, który buchnął kurczaka z kuchennego blatu, ani takiego, który ciągnie na smyczy. Nie widać też burka, który fajnie bawi się ze swoimi psimi kumplami podczas spacerów, a wieczorami ogląda telewizję, leżąc ze swoim człowiekiem na kanapie. Najwyższa pora, aby i takie psy, zwykłe czworonogi z klatki obok zagościły na ekranach telewizorów i stronach gazet.

My, ludzie od psów, żyjemy w informacyjnej bańce, którą wytworzyliśmy sobie głównie za pomocą Facebooka. Co chwilę dochodzą do nas wiadomości o nowych metodach szkoleniowych, modnych trenerach, seminariach i zawodach. Możemy nie wiedzieć, kto aktualnie piastuje stanowisko ministra zdrowia, z pewnością jednak doskonale orientujemy się, kiedy będzie kolejne wartościowe seminarium agility w naszej okolicy. Nie ma w tym nic złego, bo przecież nie każdy musi interesować się polityką. Tak samo, jak nie każdy musi interesować się kynologią. Warto jest więc uświadomić sobie, że dysponujemy unikalną, specjalistyczną wiedzą, która rzadko kiedy wypływa poza nasz zamknięty krąg. A gdy już tak się dzieje, to najczęściej ton wypowiedzi i stojące za nim emocje niespecjalnie sprzyjają edukacji. Skoro zaś osoby tej specjalistycznej wiedzy pozbawione mogą kupować i adoptować psy dobrze się dzieje, że ktoś próbuje przekazać im podstawy.

Kowalski nie pójdzie na drogie seminarium, nie zapisze się też na konsultację u behawiorysty – prawdopodobnie nie wie nawet, że ma taką możliwość, bo nie jest członkiem każdej istniejącej psiej grupy na Facebooku. Być może jednak dowie się o takich możliwościach właśnie dzięki telewizji.

Polskie programy o psach z pewnością nie są i nie będą pozbawione wad. Behawioryści zatrudniani przez stacje telewizyjne zapewne mają tyle samo przeciwników, co zwolenników. Nie są idealni. Budżety reklamowe stacji telewizyjnych i możliwość zupełnie przypadkowego trafienia na odpowiedni kanał we właściwym czasie sprawia jednak, że są zdecydowanie skuteczniejsi w szerzeniu kynologicznej wiedzy niż osoby, które moglibyśmy uznać za bardziej kompetentne. Może dzięki nim ktoś nauczy swojego psa wracać na zawołanie. A może nie znajdzie odpowiedzi na nurtujące go problemy, za to dowie się, że trzeba szukać dalej. Głębiej. Bardziej. I trafi do naszego świata.

Przecież każdy z nas gdzieś, kiedyś to wszystko zaczynał.

***

Jakie jest Wasze zdanie o programach dotyczących psów wyprodukowanych przez polskie stacje telewizyjne? Oglądacie? Lubicie? Uważacie je za potrzebne? A może wolicie programy importowe z USA? Nie zapomnijcie podzielić się opinią w komentarzu!

photo credit: Iza Łysoń Arts

  20 komentarzy do tekstu: „Dlaczego optymistycznie patrzę na programy o psach w TV?

  1. Ola
    17 lutego 2017 at 10:17

    Dziękuję za ten post! Niestety często zauważam właśnie takie stanowisko, przeciwne tym programom. Jednak odczucia mam podobne. Niech ruszy się coś, niech zapali się mała iskierka i to już da szansę na zmianę. Niestety psiarze muszą czasami wyjść z tego zamkniętego kręgu i pomyśleć co siedzi albo raczej nie siedzi w głowach przeciętnych właścicieli psów.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      21 lutego 2017 at 16:51

      Zdecydowanie powoli coś się rusza, świadomość rośnie. Myślę, że nawet jeżeli w takich programach występują celebryci, to wciąż można w nich przemycić całkiem sporo przydatnych informacji. :)

  2. 17 lutego 2017 at 10:19

    Zgadzam się bardzo. Nie lubię takich programów i nie lubię, jak neofici zaczepiają mnie na spacerze, ale to nie ma znaczenia – ja nie urodziłam się z wiedzą, którą posiadam, oni też nie muszą. Bardzo często wszystko rozbija się o to, o czym tyle zawsze piszesz, o szacunek do cudzych wyborów – no ale to nie problem psiarzy, tylko ludzi w ogóle.

    Zwykły Kowalski często nie pójdzie na kurs posłuszeństwa za 900 zł, bo jego wypłata wynosi 1500. W małym mieście da się za to żyć, da się nawet zaliczyć jakieś przyjemności życiowe, ale umówmy się, cena kursu jest już wtedy zaporowa – więc po co szkolić psa? I owszem, skoro da się odłożyć na telewizor czy samochód, to i na to się da, ale po co, skoro ktoś nie widzi potrzeby? Jeśli dzięki takim programom Kowalski uzna, że szkolenie ma jednak sens i zyska jakieś podstawy do samodzielnej pracy, to czemu nie? Mamy dramatycznie niską wiedzę o psich potrzebach, o zgrozo, ludzie którzy powinni nieść kaganek oświaty często-gest nie odkryli jeszcze zapałek – pracownicy schronisk (u mnie wszyscy dysponujący rasowymi pieskami za czysta złociszy), fundacji, tozowcy itd.

    Psiarze to czasem taka elitka, że nawet splunąć się w tym kierunku nie chce, a co dopiero szukać pomocy. Sama po sobie – niby głupia nie jestem, jakąś wiedzę mam, psami dysponuję nawet dwoma, zadaję pytanie posługując się poprawną polszczyzną, uczciwie mówię o możliwościach i oczekiwaniach, i zamiast odpowiedzi dostaję analizę moich wydatków, charakteru i decyzji życiowych, a raz to nawet urody – serio, ludzie? I wy się dziwcie, że ktoś zadziera kitę i zamiast bulić komuś kilka tysięcy idzie do pani Krysi po pieska za kilkaset? Albo ma gdzieś Wielkiego Szkoleniowca, który z prześmiechem i niechęcią odpowiadał mu na pytania – wszak to takie łatwiutkie, ty głupi człowieczku (przerobiłam również). Bo jak ktoś śmiał zapytać o zdrowego bordera czy mniej ofutrzonego szkota. Albo o ujadanie. Ach, fstyt i chaniba.

    Oczywiście, wolałabym, żeby te programy miały wyższy poziom, ale z drugiej strony – czy ktoś, poza psiarzami, by to wtedy oglądał? Niestety, obowiązuje tu ta sama zasada, co w literaturze naukowej, dla specjalistów i popularnonaukowej, dla hobbystów – a na koniec literaturze bardzo popularnej i nie bardzo naukowej, dla ludzi, którzy hobbystami, czy specjalistami mogę się dopiero stać.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      21 lutego 2017 at 16:54

      Bardzo, bardzo podoba mi się użyte przez Ciebie porównanie do literatury naukowej i popularnonaukowej – myślę, że to naprawdę dobrze oddaje sedno problemu. Takie programy są potrzebne, bo – jak sama zauważasz – środowisko jest niesamowicie zamnięte, niechętne dzieleniu się wiedzą i nakierowane raczej na atak niż oświecanie ludzi, którzy przychodzą z pytaniami. Trudno w takiej sytaucji oczekiwać, żeby oświeceni psiarze działali na rzecz budowania świadomości kynologicznej wśród ludzi. :/

  3. 17 lutego 2017 at 12:40

    Ja generalnie TV oglądam bardzo mało z powodu braku czasu. Moim zdaniem wszystko jest dobre, jeśli realizowane w odpowiedni sposób. Każdy program propagujący odpowiednie podejście do zwierząt jest w tym momencie bardzo ważny. Najważniejsze jednak, żeby nie było kolejnych zaklinaczy psów i tym podobnych ”kwiatków”.

    Bardzo byłoby miło zobaczyć na dużych stacjach relacje ze sportów kynologicznych (chyba, że już są – widziałem tylko jakieś regionalne wzmianki kiedyś). Z e-sportem powoli się udaje, to może i z dog-sportem się uda? :)

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      21 lutego 2017 at 16:56

      „Odpowiedni sposób” i „odpowiednie podejście” to bardzo nieprecyzyjne stwierdzenia, które dla każdego będą oznaczać dokładnie coś innego, a jak wiadomo, jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził. 😉 Z dwojga złego, uważam, że takie powszechnie dostępne źródła wiedzy powinny propagować raczej pozytywne podejście bez korekt (chociaż sama nie jestem ich całkowitą przeciwniczką), bo smaczkami jeszcze nikt za wiele bałaganu nie narobił, a źle używanym OE – owszem.

  4. 17 lutego 2017 at 12:58

    Szczerze mówiąc, nie oglądam takich programów. Ogólnie jeśli chodzi o TV – włączę go jeśli już naprawdę bardzo się nudzę, a w programie znajdzie się godny obejrzenia film. Ale zgodzę się z Tobą. Może i te wszystkie programy nie są idealne, ale może dzięki nim ludzie trafią do naszego świata. Być może tak się w psim świecie zagłębią, że już w nim zostaną. My też od czegoś zaczynaliśmy, i może nie od polskich programów o psach, ale początek zawsze gdzieś był. U mnie na przykład zaczęło się od małej książeczki o szkoleniu psów, znalezionej między stertą innych książek w bibliotece. Szczerze mówiąc nawet nie pamiętam jej tytułu ani autora, gdyż było to kilka lat temu, aczkolwiek właśnie ta mała książeczka sprawiła, że zaczęłam zagłębiać się w psi światek i zostałam w nim na dobre (i na złe również) :)

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      24 lutego 2017 at 13:34

      Szczególnie, że nie ma trenera/ behawiorysty/ metody szkoleniowej, która będzie odpowiadać wszystkim – zawsze pojawią się jakieś głosy krytyczne.

  5. 17 lutego 2017 at 15:26

    Mam mieszane uczucia.
    W dobie (w moim odczuciu) sporej niechęci społeczeństwa jako ogółu wobec czworonogów mieszkających w miastach, dobrym pomysłem jest pokazywanie właścicieli którym ich pupile nie są obojętni, którzy aktywnie spędzają czas ze swoimi psami oraz dokładają starań by je jak najlepiej wychować. A to dla wielu nowość, bo ludzie najczęściej po prostu „mają psa”, czyli w sumie fajnego zwierzaka, bo reaguje na swoje imię i przynosi piłkę, ale niestety trzeba z nim wychodzić i się z nim bawić, ponadto szczeka i załatwia się w domu („po złości”) oraz gryzie meble (też „po złości”)… Byłoby wspaniale, gdyby chociaż części z nich zasiano ziarnko zainteresowania szkoleniem psów i rozwiązywaniem ewentualnych problemów behawioralnych, bo gdy wykiełkuje, jest szansa że taka osoba poszerzy swoje horyzonty, zarazi się naszą pasją i za jakiś czas będzie mieć okazję klepnięcia się w czoło mówiąc „A pamiętasz, jak z Bobikiem wychodziłem tylko przed blok, a teraz popatrz- dogtrekking!” Popularyzowanie, nawet w formie programu rozrywkowego niepozbawionego wad, szkolenia psów i świadomej adopcji jest w gruncie rzeczy dobrym zjawiskiem. Byłabym również rada, gdyby przeciętny Kowalski, dla którego psy to jedynie automaty do obsrywania trawników, podczas przełączania kanałów natknął się na taki program i dzięki niemu nieco łaskawiej spojrzał na czworonogi.

    Niestety, pół roku temu trafiłam na kilka odcinków programu emitowanego w jednej z regionalnych telewizji programu o pewnej „zoopsycholog” i jej pacjentach. Przyznam, że prawie osiwiałam z nerwów i jedyne co mi się w tym programie podobało, to fakt że prawdopodobnie niewiele osób miało okazję go obejrzeć. Ja zapamiętałam z niego przede wszystkim historię młodego dobermana wychowywanego przez starszawą kobiecinę, który zżerał jedzenie ze stołu i czasami gryzł ją w ręce. Kobiecina ogromnie niekonsekwentna, pies z niezaspokojonymi potrzebami, którego rozsadzała energia. Recepta? Oczywiście zdominować psa. Jak? Przypiąć mu smycz puszczoną luźno po podłodze i stając na niej coraz bardziej ją skracać, aż pies będzie zmuszony położyć się przed swoją panią. Przez cały odcinek zastanawiałam się kiedy cierpliwość psa się skończy mając na uwadze, że to starsza pani i nie taki mały pimpek. Ten przykład pokazuje, że źle zrealizowane programy mogą być nawet niebezpieczne, bo ludzie je oglądający w większości nie mają żadnej wiedzy na temat behawioru psów, a ślepo podążając za radami „zoopsychologów od siedmiu boleści” mogą zrobić jeszcze większą krzywdę i psu, i sobie.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      24 lutego 2017 at 13:42

      Zgadzam się z tym, że nastroje, jeżeli chodzi o nastawienie do osób z psami i ich miejsce w przestrzeni publicznej są coraz gorsze (w dużej mierze odpowiadają za to zresztą właściciele psów ze swoim „ale on nic nie zrobi”) i tym bardziej sądzę, że potrzebne nam właśnie to, o czym piszesz – ocieplenie wizerunku, pokazanie, że nie wszyscy ludzie z psami to osoby bezmyślne, nieszanujące innych ludzi.
      Co do programu o którym piszesz – bardzo przykre, że coś takiego zdecydowano się wyemitować/ że do programu zaproszono taką, a nie inną behawiorystkę/ trenerkę. Myślę, że może to być pokłosie powszechnie znanych metod Ceasara Milana. Osoby decydujące o tym, kogo zaprosić do programu pewnoe nie znają się na psach, ale Milan jest już tak bardzo sławny, że słyszał o nim chyba każdy – może dlatego w programie znalazła się taka, a nie inna osoba, bo dla kogoś spoza psiego środowiska jej metody brzmiały wiarygodnie. Z drugiej strony, niedawno widziałam dyskusję nt. Milana, w której jego metody były chwalone, bo „ciekawe, jak ci klikerowcy zapanowaliby nagrókami nad takim stadem psów, jak Milan” i to prowadzoną przez naprawdę świadome osoby. Dla mnie to jasno pokazuje, że dobór osób występujących w tego rodzaju produkcjach jest bardzo trudny i nigdy nie znajdzie się osoby, która będzie w stanie pokryć całe spektrum możliwych przypadków swoją wiedzą i doświadczeniem, o zadowoleniu wszystkich nie wspominając. Na pewno jednak (przynajmniej moim zdaniem) w TV powinno się promować raczej pozytywne podejście (co robi zarówno „Przygarnij mnie”, jak i „Misja pies”), bo po prostu z awersją zawsze zdąży się wejść, jak inne metody nie zdadzą egzaminu.

  6. 18 lutego 2017 at 18:30

    Matko i córko… właśnie Wojewódzkiego obejrzałam z Krupą, apropo tego programu… I tylko wiązanka przekleństw mi się rzuca na słowa. Mało brakowało, a w pewnym momencie miłośniczka zwierząt p. Joanna zaczęła by wrzeszczeć „weźcie go, weźcie mnie ode mnie!” bo zaczął ją po stopach lizać. Inna kwestia, że co drugie słowo powtarzała „on biedny jest ze schroniska”. Myślałam, że mnie * strzeli. Promowanie adopcji – w porzo. Ale później trafiają do szkół opiekunowie adopciaków i całe tygodnie słyszy się „on taki biedy, bo ze schroniska, z pseudohodowlii, ze złej hodowli, nie miał socjalizacji, bo nie wiedziałam… //dopowiedz inny problem//” więc z psem nie robią nic, bo nie wolno wymagać od niego, bo jest ze schroniska. Płacą ciężkie pieniądza za szkolenie, ale nie robią nic. Jadą na seminarium, po czym nie wychodzą z psem, bo pies miał złą przeszłość i nie chcą dostarczać mu stresu, żeby ludzie na niego patrzyli – a seminarium specjalnie zorganizowane dla psów lękliwych… To nic, że od trzech lat to już ich pies, że pies zaczyna wchodzić im na głowę, rozstawiać po kątach, jest przez nich nie do ogarnięcia, ale nie wolno od psa wymagać, bo jest ze schroniska. Nie znoszę takich programów. Nie wniosą nic dobrego, poza tym, że część osób pod wpływem wyższej idei zacznie adoptować psy, a potem będzie problem, bo będą oddawane, albo ludzie będą się z nimi męczyli, bo nie przemyśleli decyzji, ale p. Joanna tak pięknie o nim mówiła i na dodatek można było sobie zrobić z nią zdjęcie. Już jestem przerażona… Zresztą, poza tym że p. Jonanna stara się być słodka i dobrze wyglądać jej podejście do psów, komentarze, obchodzenie się z tymi psami powoduje, że zbiera mi się na wymioty i za miesiąc będę widziała na ulicy naśladujące ją laski i krew mnie zaleje… zresztą p. Joanna ma w programie eksperta… będzie uczestniczyć w procesie wychowania tego psa… będzie pomagał… O mój Boże… mój Boże… jestem tym przerażona bardziej niż wizytą C. Millana…

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      24 lutego 2017 at 13:50

      Nie rozumiem, dlaczego z góry zakładasz, że ekspert zatrudniony przez TVN nie będzie osobą kompetentną i obeznaną w temacie. Patrząc na to, kogo TVP2 wzięło do „Przygarnij mnie” (mam z tą panią osobiste, bardzo dobre doświadczenia) oraz fakt, że trener u którego ćwiczę obi zajmował się kręceniem spotu reklamowego do „Misja pies” myślę, że nie ma na zapas rwać włosów z głowy.

  7. 20 lutego 2017 at 09:26

    Szczerze mówiąc sama w wieku 8-9 lat swojego psiego bzika wszczepiłam w siebie różnorodnymi programami na Animal Planet, po których marzyły mi się coraz to nowe zwierzaki, o których lektury potrafiłam czytać na stronach internetowych przez następne miesiące. Jak już padło na psy, to latałam jak głupia i oglądałam właściwie wszystko co w telewizji znalazłam, a jeżdżąc do babci czepiałam się jej sąsiadów z klatki i wypytywałam o ich psy, mając w głowię wizję swojej przyszłości z moim własnym czworonogiem. Myślę, że nie jestem jedynym psiarzem, który tak zaczynał. Przecież nie rodzimy się od razu z wiedzą na temat psów, większą niż wszystkie encyklopedie. Uczymy się, czytamy, rozważamy, wyciągamy wnioski. W końcu jakoś trzeba zacząć :).
    Zdecydowanie jestem na tak wszelakim programom promującym adopcje, pomagającym zrozumieć psią psychikę, czy też po prostu opowiadających o różnych rasach.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      27 lutego 2017 at 18:39

      Mam wrażenie, że zaskakująco dużo osób zapomina o tym, iż nikt nie rodzi się z wiedzą o psach – niestety, widzę spory opór przed dopuszczaniem nowych osób do środowiska.

  8. 20 lutego 2017 at 21:00

    amen. Ja mam często tak, że zagadują mnie ludzie z psami jak jestem z Pipczakiem na spacerze… Próbuję być socjalna i powiedzieć coś w temacie, który zaczęli i gdy tylko widzę minę tej osoby na mój wywód o spacerach/nagradzaniu/rodowodach, to mam takie czucie jak się wchodzi po schodach i przegapiło ostatni stopień… i tak przysłowiowo „spadam” o kilka kalibrów argumentów niżej, co by dojść do poziomu rozmówcy, ale często dna nie widać…
    Więc jestem „na tak” z wszystkimi w miarę ogarniętymi programami o psach. Niech będą, niech edukują, błędy czy kwestie sporne i tak się pojawią, bo nawet „najświatlejsi” psiarze w niektórych z nich do kompromisu dojść nie mogą 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      27 lutego 2017 at 18:41

      Też staram się być socjalna w takich sytuacjach, chociaż muszę przyznać, że często brakuje mi siły i cierpliwości, szczególnie, gdy komuś wydaje się, że moja uprzejmość to automatyczne przyzwolenie na robienie z moim psem dokładnie wszystkiego, co się zamarzy. 😉

  9. 21 lutego 2017 at 13:29

    Jestem za tym by pojawiały się programy edukacyjne o kynologii, o promowaniu adopcji ale żeby to nie było sztuczne. Z tego co czytałam, to do tej pory były adoptowane w programach przypadki psów, które były w miarę przystępny sposób do ogarnięcia. A może czas pokazać widzom, że szkolenie psa wcale nie jest takie proste, że to jest czas, który my poświęcamy by wypracować dane zachowanie? Wiadomo, że nikt nie będzie nagrywał i pokazywał w TV 100 h treningu, ale może warto nagrać chociaż fragment i do tego dać osobę, która by się podzieliła własnymi odczuciami czy uczenie psa było łatwe, jakie był trudności. Pies psu nierówny i widzowie też nie mogą żyć na różowym obłoczku, przeświadczeni, że każdy pies ze schroniska jest najbardziej im oddanym i reagującym na każde słowo stworzeniem.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      27 lutego 2017 at 18:45

      Osobiście chyba wolałabym, żeby telewizja nie prezentowała przypadków ekstremalnych, bo to często wymaga solidnej pracy z trenerem i bardziej skomplikowanych metod od przysłowiowej parówki. Do tego taki Kowalski od Reksia raczej nie ma super skomplikowanych problemów i w pełni wystarczy, żeby ktoś przekazał mu wiedzę o wspomnianej parówce i sile konsekwencji. To, że pies psu nierówny – wiadomo; zdarzają się bardzo różne przypadki, zarówno w przypadku zwierząt pochodzących z adopcji, jak i z hodowoli, ale chyba edukację należałoby zaczynać małymi kroczkami, zamiast od razu walić „z grubej rury”. 😉

  10. Agga24
    22 lutego 2017 at 08:29

    Może nie dokładnie o programy w TV, ale o edukacji. Moim zdaniem za mało jest nauki o kynologii w szkołach. Jakby mały Jasiu nauczył się na lekcjach jakiś podstaw o psiakach to jako Jan byłby może bardziej odpowiedzialnym właścicielem czworonoga. Zamiast budowy pantofelka na biologi kilka lekcji o potrzebach piesków.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      27 lutego 2017 at 18:48

      Obawiam się, że problem szkolnictwa to znacznie szerszy temat, zchaczający o przepisy prawa, podstawy programowej, etc. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek miało się coś zmienić w kwestii edukacji kynologicznej w szkołach – wyjątkiem są oczywiście takie placówki, w których pracują świadomi, zaangażowani w psie środowisko nauczyciele, którzy np. organizują pogadanki i spotkania z własnej inicjatywy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.