Obedience: …i obiecuję się poprawić

Miałam opublikować dziś inny tekst, tak się jednak składa, że właśnie ruszam na pierwszy poważny trening obedience od czasu marcowych zawodów w Grębiszewie. To z pewnością coś, co jest warte wspomnienia na blogu, wygląda bowiem na to, że powoli wychodzę z obedience’owego marazmu. Chociaż nie mam jeszcze w sobie dostatecznie dużo energii, aby z całą mocą powiedzieć, że wkrótce naprawię wszystko, co się zepsuło to przynajmniej zaczynam nieśmiało działać w odpowiednim kierunku. Wiem, co jest nie tak i dzięki temu mogłam ustalić nowe treningowe priorytety, o których piszę poniżej.

nowe_obi

Spokój i pewność siebie

To najważniejsze elementy, których zabrakło nam podczas ostatnich zawodów, na domiar złego zdecydowanie trudniejsze do wypracowania niż perfekcyjny z technicznego punktu widzenia kwadrat czy chodzenie przy nodze. Kluczowe będą czas, wypracowanie nowego porządku w pracy oraz wyciszanie psa i jednocześnie mocne wspieranie go w tym, co robi.

Nie mam żadnego wpływu na to, z jaką szybkością mijają kolejne dni, tygodnie, miesiące i lata mogę jednak przynajmniej spróbować poradzić sobie z pozostałymi elementami i nauczyć się lepiej zarządzać emocjami psa. Z pewnością przyda się ustalony jasny, ustalony porządek, dzięki któremu Gambit będzie lepiej wiedział co się i czego powinien oczekiwać w najbliższej przyszłości. Wypracowanie odpowiedniej rozgrzewki i schematu startowego to kwestia dłuższych obserwacji, już teraz natomiast zajęłam się zażegnaniem bałaganu, jaki panuje w hasłach nagrody. Wprowadziłam nowe komendy zwalniające, tak aby dane hasła oznaczały nie tylko lokalizację nagrody (np. dotychczas szarpak lub parówka z prawej ręki za plecami “Tył!”), ale również informowały psa o tym, co to będzie – jedzenie czy zabawka (np. szarpak z prawej ręki za plecami “Tył!”, natomiast parówka – “Tadam!”). Niestety, przyzwyczajenie robi swoje i na razie z pewnym trudem przychodzi mi stosowanie się do swoich własnych reguł. Wygląda na to, że przez jakiś czas krótką powtórkę z haseł nagrody będę robić przed każdym treningiem.

Jednocześnie, zamierzam zmniejszyć częstotliwość nagradzania Gambita zabawką, a także częściej używać (dotychczas raczej przeze mnie unikanej) nagrody spożywczej z ziemi – szczególnie w tych momentach ćwiczeń, które sprawiają, że swoim ciałem wywieram presję na psa (np. powrót w pozycjach z marszu).

Przypuszczam, że najtrudniejsze (lecz również najbardziej pomocne w osiągnięciu celu!) będzie odpuszczenie technicznych kryteriów i upewnianie Gambita, że nawet jeżeli popełnia błędy może być wyluzowany oraz liczyć na moje wsparcie. Ścisłe trzymanie się technicznych kryteriów to coś, co przychodzi mi łatwo i naturalnie; domyślam się, że to dlatego raz nauczone ćwiczenia raczej mi się nie psują. Nawet, gdy pies już zna jakieś zachowanie nie odpuszczam i nigdy nie pozwalam sobie na nagradzanie gorszych wykonań. Wiem, że nie mogę teraz przesadzać z wymaganiami w tym względzie, a sprawy takie jak odpowiednia pozycja głowy czy praca zadu będą musiały zejść na dalszy plan w imię dbania o właściwe emocje – kiedy te zadomowią się u nas na dobre przyjdzie pora, aby odpracować utracony detal.

Łańcuchy i przebiegi

Mam nadzieję, że uda mi się organizować Gambitowi sporo treningów składających się wyłącznie z łańcuchów ćwiczeń – najlepiej takich wraz z całą charakterystyczną dla zawodów otoczką, a więc jazdą pociągiem, czekaniem w klatce na swoją kolej, spacerem na smyczy oraz, co najważniejsze, coraz mniejszą ilością nagród. Nauka radzenia sobie z długą pracą bez nagrody i typową dla zawodów atmosferą będzie moim drugim priorytetem na najbliższe miesiące. To, niestety, jedna z tych rzeczy, które wymagają sporego zaangażowania i uważnej organizacji, bo aby przeprowadzić tego rodzaju trening nie wystarczy po prostu zabrać sprzęt i wyjść do najbliższego parku, ale przecież nigdy nie twierdziłam, że obedience to łatwy sport. Już czuję, że będę narzekać na to, jak znacząco nagle skurczyła się doba.

Nowe, trudne sytuacje

Już od jakiegoś czasu na spacery zamiast do parku chodzimy powłóczyć się po mieście. Chciałabym stopniowo podnosić poprzeczkę i wprowadzać Gambita w coraz trudniejsze sytuacje i regularnie zabierać go w zatłoczone, głośne i pełne nowych zapachów miejsca. Na razie to wycieczki odbywające się wyłącznie w kontekście cywilnych spacerów i przebywania w danym miejscu (w opozycji do przejścia przez nie w drodze do celu). Zamierzam stopniowo podnosić kryteria i być może wkrótce zacznę dodatkowo wprowadzać elementy ćwiczeń – aż do zupełnie poważnych łańcuchów.

***

Plan jest gotowy, teraz pozostaje tylko zrealizować go krok po kroku – czas pokaże, czy wystarczy nam sił, aby się go trzymać, a także czy przyniesie pożądane rezultaty. Niemniej, cieszy mnie, że wykonałam ten ważny, pierwszy krok ku lepszemu, a obedience’owy dołek treningowy powoli odchodzi w niepamięć, zastępowany nową nadzieją. Jak Wy radzicie sobie z treningowymi kryzysami? Nie zapomnijcie podzielić się w komentarzach swoimi sposobami na sportowe niedomagania i trduności.

photo credit: Iza Łysoń

  13 komentarzy do tekstu: „Obedience: …i obiecuję się poprawić

  1. 7 kwietnia 2017 at 14:48

    Bardzo ważny głos, zaraz po tym, że robicie urlop od obi. Ja jeszcze nie miałam jakiegoś znaczącego dołka treningowego, bo trening raczkuje, ale Twoje doświadczenia dają fajny obraz, jak to ugryźć. Nasz największy kryzys póki co – wymiana suchej karmy (bo nagle fe) na kurczaka 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      8 kwietnia 2017 at 10:54

      Jak się nad tym zastanowić, to miałam już całkiem sporo dołków, ale ten jest zdecydowanie największy z dotychczasowych – taka specyfika tego sportu, że co się polepszy to się popieprzy. 😉

  2. unicorn hunters
    7 kwietnia 2017 at 15:51

    wiedziałam, że się pozbieracie! Wspaniale, że tak szybko opracowałaś nowy plan działania. Bardzo lubię Twoją zdolność do nazywania poszczególnych elementów, rozbijania ich i pracowania nad nimi w przemyslany sposób. To cenna umiejętność 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      8 kwietnia 2017 at 10:57

      Dzięki! Pozostaje mieć nadzieję, że plan zadziała w dłuższej perspektywie. 😉

  3. Lena
    7 kwietnia 2017 at 17:07

    Pamiętaj o łopatce i wiaderku!

    Ale tak serio: Ty nawet planując wyluzować opracowujesz plan wojenny 😉 Trochę zazdroszczę, bo dla mnie samo stworzenie planu jest ciężka pracą, ale z drugiej strony mam wrażenie, ze sama nakładasz na siebie presję. Zaczęliście z wysokiego poziomu i tak czasem myśle, ze jakkolwiek super by to nie było, to trochę podniosło Wam poprzeczkę. Jakby nie moja rzecz, wrażenie tez moge miec mylne. Myśle, ze wiesz, ze zawsze Wam kibicuje i dobrze życzę, nie pisze tego jako jakiejś specjalnej krytyki.

    Mam nadzieje, ze niezależnie od wszystkiego znów będziecie sie w obi super bawić 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      8 kwietnia 2017 at 11:11

      Już lecę do Castoramy po jakieś solidne wiadro! 😛

      Coś jest w tym, co piszesz z tym planem wojennym i absolutnie nie odbieram tego, jako krytyki dla krytykowania – bardzo cenię sobie Twój rozsądek i wszystkie uwagi. 🙂
      Stworzenie takiego, a nie innego planu wynika z kilku kwestii. Po pierwsze, w końcu przyszedł moment, w którym należało zacząć ponownie trenować i obawiałam się, że bez sensownego poukładania wszystkiego na papierze całość rozlezie się i ostatecznie sprowadzi do sytuacji w stylu „miałam iść na trening, ale taka ładna pogoda to jednak spacer do lasu”. Druga sprawa to to, że naprawdę trudno przychodzi mi nie trzymanie kryteriów technicznych – wciąż mam ochotę poprawić, powtórzyć, dotłumaczyć i po prostu łatwiej mi to ogarnąć intelektualnie, jak sobie zapiszę. Trzecia jest taka, że nie lubię wychodzić na trening nie wiedząc, co właściwie będę robić, bo mam wrażenie, że wtedy się wszystko rozmywa i rozłazi, a zamiast pracować nad tym, co rzeczywiście stanowi problem robi się cokolwiek, a tym czymkolwiek są zwykle te ćwiczenia, które wychodzą najlepiej i pewnie jak już zdarzyłby się trening to uciekałabym w nim od tych najgorszych rzeczy. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kwestia internetu i mojej w nim obecności – moje prywatne notatki są znacznie bardziej okrojone, ale pomyślałam, że to po prostu może być ciekawe dla czytelników. Nie tylko w konkteście rozwiązywania konkretnych problemów, raczej w kontekście tego, że można być niezadowolonym ze startu w zawodach i powiedzieć to głośno. Mam wrażenie, że ostatnio mówi o startach albo dobrze albo wcale bez względu na wynik, który jednak przecież w jakimś stopniu oddaje stopień przygotowania zespołu w danej dyscyplinie i wypadałoby go kompletnie nie lekceważyć, bo „piesek był na ringu w dobrym humorze”. 😉 I… pewnie zaraz przez to ostatnie zdanie okaże się, że jestem złym, złym, złym człowiekiem. 😀

      • 10 kwietnia 2017 at 15:54

        Eee, nie ja nie uważam, że to złe. Dla mnie wprawdzie sukcesem byłoby, gdybym nie spierniczyła do samochodu zostawiając psa sam na sam z sędzią i komisarzem, ale to nie znaczy, że ktoś nie może mieć normalniejszych kryteriów.

        Plan to dobra rzecz i tego nie podważam. Czasami po prostu wydaje mi się, że Twój – naturalny chyba (zazdro) – profesjonalizm, może być przeszkodą w tym, co sama sobie założyłaś, czyli w lepszych emocjach. W radosnych czasach jeździeckich, kiedy miałam dziennie do obskoczenia kilka koni (i planowałam! Ale z końmi jakby łatwiej się planuje), miałam radosny haj, kiedy szło jako tako, ale diabli mnie brali, kiedy z jakiejś przyczyny wszystko szło się paść.

        Ale to tylko takie moje gdybanie (ale z czystej sympatii, więc nawet jak pierniczę od rzeczy, to wybacz;P)

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        10 kwietnia 2017 at 21:56

        Na pewno masz trochę racji; myślę, że w tym kontekście ważne jest, żeby wiedzieć, jak reagować, kiedy dzieje się źle. W tej kwestii dostałam mnóstwo wspaniałych rad od Jagny Nowotarskiej i mam nadzieję, że powoli będziemy wychodzić na prostą. 🙂

      • Karolina K.
        11 kwietnia 2017 at 14:37

        Taaaaak… Jesteś złym, złym i strasznym człowiekiem a do tego dręczysz pieseczka! 😛

  4. 10 kwietnia 2017 at 10:31

    Naszym sposobem na sportowe niedomagania jest nieuprawianie sportów 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      10 kwietnia 2017 at 21:56

      Hehe, najlepszy sposób, może kiedyś zastosuję! 😛

  5. 11 kwietnia 2017 at 11:37

    O to nie tylko ja miałam doła?
    Kurcze podziwiam… chciałam u Skadi zrobić różne sygnały nagrody, różne komendy na zmiany pozycji… a w rezultacie mi to wszystko chrzani. Jeszcze o ile w zmianach pozycji to problem siedzi we mnie – mylę się, ale np przy nagrodzie to takie dokładne sygnały psuły mi jakby… spontaniczność. Poza tym wydaje mi się, że na moje OK (koniec ćwiczenia) SUPER! (pochwała) i dopiero nagroda pies cieszy się tak samo jak na ewentualną komendę mówiącą jaką nagrodę zaraz dostanie. Ależ to wszystko trudne. 😛

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      11 kwietnia 2017 at 15:30

      Polecam jednak już na wstępie zrobić z nagrodami porządek, bo to potrafi wiele ułatwić w nauce niektórych ćwiczeń (pomijam już kwestie jakiegoś tam życiowo-treningowego porządku) i dodatkowo można świetnie pracować nad nauką myślenia w wysokim pobudzeniu, bez psucia sobie ćwiczeń. 🙂 Daje się wypracować w sobie myślenie o sygnałach; ja powoli już coraz rzadziej się mylę. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.