Zakupy to nie spacer

Chociaż świadomość kynologiczna z roku na rok niewątpliwie rośnie, w społeczeństwie wciąż żywe i kultywowane są zachowania, które niewiele mają wspólnego z zapewnieniem psu czegoś tak podstawowego, jak… bezpieczeństwo. Obecnie sporo mówi się o sprawach takich, jak przerasowienie, pseudohodowle oraz mądra, dostosowana do możliwości psa aktywność tymczasem kwestia, o której chcę dzisiaj napisać wciąż jest pomijana, a jeżeli już pojawia się w mainstreamowych mediach to raczej w kontekście śmiesznostki.

34196809821_f19e829cb1_oMowa, rzecz jasna, o zbieraniu psa na przechadzkę do sklepu w ramach spaceru. Burki, które przywiązane przy wejściu do Lidla, Biedronki lub osiedlowego spożywczaka czekające na swoich właścicieli to obrazek tak częsty w polskich miastach, że zdążył już zyskać status czegoś zwyczajnego. Psy „spod sklepu” stały się elementem krajobrazu. Wydaje się więc, że mało kto widzi coś złego w pozostawieniu psa w miejscu publicznym bez nadzoru. Przynajmniej dopóki nie stanie się coś złego. Dlatego, aby nie kusić losu, warto raz na zawsze wbić sobie do głowy, że zakupy to nie spacer.

Wierzę, że większość otaczających mnie ludzi to nie są jednostki kompletnie pozbawione kręgosłupa moralnego. Mimo to, jak każda rozsądna osoba, stosuję w codziennym życiu pewne podstawowe środki ostrożności: wychodząc zamykam drzwi do mieszkania na klucz, nie włóczę się nocą po nieznanych osiedlach, nie zostawiam swoich rzeczy gdzie popadnie. Wiem przecież, że zdarzają się takie rzeczy jak włamania, napaści i kradzieże. Rzecz jasna, głęboko wierzę, że tego typu kataklizmy nigdy nie spotkają właśnie mnie, wychodzę jednak z założenia, że można dodatkowo trzymać je na dystans, zachowując się w pewien określony sposób. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego można skrupulatnie pilnować mieszkania, samochodu, roweru czy torebki, jednocześnie lekceważąc bezpieczeństwo psa, z którym właściciel jest (a przynajmniej powinien być!) związany emocjonalnie znacznie silniej, niż z zestawem kina domowego czy kopertówką z Zary. Mimo to, psy, szumnie nazywane przecież członkami rodziny!, traktuje się z niesamowitą beztroską. Co więcej, częściej niż niepokój budzi ona wesołość – na Facebooku ku uciesze miłośników miejskich burków powstał nawet fanpage Piesek pod sklepem. Tymczasem, pozostawionemu bez opieki zwierzęciu – bez względu na rasę, wielkość i temperament – naprawdę można stać się krzywda.

Po pierwsze, kradzież. Niejednokrotnie słyszy się o tym, że psy rasowe (lub takie, które na rasowe wyglądają) są porywane z ogrodzonych posesji, jak więc można oczekiwać, że nikt nie pokusi się o “przygarnięcie” czworonoga pozostawionego w ogólnodostępnym miejscu, bez żadnego nadzoru? Zwłaszcza, jeżeli to piesek modnej rasy – wyglądający na yorka, mopsa czy buldożka francuskiego! Nie od dziś przecież wiadomo, że okazja czyni złodzieja. Po drugie, głupie dowcipy. Pies nad którym nikt nie czuwa może stać się ofiarą żartownisiów, którzy na przykład odepną smycz i pogonią zwierzaka, żeby zestresowany właściciel mógł znaleźć go (albo i nie) kilka przecznic dalej. Oczywiście, zakładając, że po drodze pies nie dokona żywota chociażby pod kołami samochodu lub na torach tramwajowych. Po trzecie, agresja, zarówno ze strony ludzi, jak i innych zwierząt. To może wydawać się dziwne, czy zaskakujące, ale naprawdę nie wszyscy lubią psy i akceptują ich obecność w przestrzeni publicznej. Nie wszyscy, którzy chodzą po ulicach są trzeźwi. Nie wszyscy mają dobre intencje. Czy dla niewielkiej oszczędności czasu naprawdę warto narażać “członka rodziny” na poważną, fizyczną krzywdę?

Wbrew pozorom, pozostawiony przed sklepem bez opieki pies to ryzyko nie tylko dla samego zwierzęcia, ale również dla jego właściciela, wszak prawo jasno mówi o sprawowaniu kontroli nad psem przez osobę dorosłą. Zwykle wymienia się tu smycz, w niektórych miastach – smycz oraz kaganiec. Psy czekające przed sklepami na swoich właścicieli wrosły w miejski krajobraz do tego stopnia, że nikt nie zwraca uwagi na takie naruszenie przepisów porządkowych – oczywiście, dopóki nie stanie się nic nieprzyjemnego. Trzeba pamiętać o tym, że pies to tylko pies. Przyparty do muru, pozbawiony możliwości ucieczki ze stresującej sytuacji może zaatakować i ugryźć. Co wtedy? Z pewnością nie będzie to nic przyjemnego.

Równie ważna jest w tej kwestii psia perspektywa – bo skoro nazywamy czworonoga najlepszym przyjacielem i członkiem rodziny, to sądzę, że wypadałoby traktować go fair. Dla psa, który długie godziny spędza w domu, czekając na powrót swojego człowieka aktywny spacer to przecież najważniejszy element dnia, prawdziwe święto! Wykorzystanie go na zrobienie zakupów i zamienienie eksplorowania otoczenia, treningu czy zabawy z innymi psami na kolejną rundę czekania, kiedy pańciostwo robi zakupy z pewnością nie jest ok.

Jaka jest Wasza opinia o zostawianiu psów przed sklepem? Zdarza się Wam zostawiać swoje psy bez opieki, żeby zrobić zakupy? Nie zapomnijcie podzielić się swoim zdaniem w komentarzu!

photo credit: dmitryzhkov DR151213_0665D via photopin (license)

  33 komentarze do tekstu: „Zakupy to nie spacer

  1. 16 czerwca 2017 at 08:56

    Ja generalnie jestem za odróżnieniem spaceru od załatwiania spraw codziennych. Nie chodzę z psem na zakupy, do banku, czy gdziekolwiek tam muszę być. Teoretycznie rozumiem, że niektórzy ”nie mają czasu” i nie potrafią zorganizować się tak, żeby jednak samodzielnie załatwiać swoje sprawy, ale dla mnie to nie jest wytłumaczenie.

    Naprawdę mnóstwo psów widuję przywiązanych do barierek przy sklepach i bankach…

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      16 czerwca 2017 at 18:36

      Ja bardzo lubię załatwiać codzienne sprawy z psem, pod warunkiem, że mogę z nim wejść do danej instytucji – wycieczka do banku, czy na pocztę, gdy pies może być cały czas ze mną to świetny trening w ciekawych warunkach. Nigdy natomiast nie poszłam i nie pójdę z psem po sprawunki takie, które zmusiłyby mnie do pozostawienia go choćby na chwilę bez opieki.

      • 17 czerwca 2017 at 10:50

        Ja jednak wolę nawet nie chodzić tam, gdzie pozornie można. Czasami w ramach treningu to owszem, ale raczej w stylu wejść, postać chwilę, pokazać psu i wyjść. Wiem, że innym może się nie podobać towarzystwo psa.

  2. 16 czerwca 2017 at 09:19

    Jedyny raz kiedy Natę gdzieś przywiązałam to było przed wejściem do lodziarni gdzie dzieliły na dwa kroki przy otwartych drzwiach. Było to jedyne rozwiązanie w tamtej sytuacji upał, dom daleko, nikogo obok do pilnowania, niemniej znalazłam miejsce gdzie nikt by się przypadkiem nie wepchnął i cały czas na nią patrzyłam -wszystko trwało z minutę. Bywa, że „wykorzystujemy” psa na zakupach tzn przechodzimy przez galerię handlową, odprowadzając męża do tesco a same idziemy na trawkę przed sklepem i potem do parku 🙂
    Absolutnie nie odważyłabym się zostawić psa pod biedronką.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      16 czerwca 2017 at 18:38

      Mnie się coś takiego nigdy nie zdarzyło – czasem bardzo, bardzo, bardzo mi się nie chce, ale jak pomyślę o tym, jakbym się czuła gdyby mojemu psu coś się stało to zaraz wracają mi siły. Natomiast, bardzo lubię zabierać ze sobą Gambita wszędzie, gdzie się da (poczta, bank, kanjpy), jeżeli tylko może wejść ze mną do budynku. 🙂

  3. 16 czerwca 2017 at 11:52

    Przyznaję się, że załatwiam z psem czasem codziennie sprawy. Ale! Tylko w sytuacjach, gdy wpadam na chwilę do sklepu/na pocztę i wiem, że nikt nie ma nic przeciwko, żebym psa ze sobą wzięła. Czyli miejsca pro-psie i zaprzyjaźnione, gdzie nie przebywamy dłużej niż 5 minut. I jest tylko jedna piekarnia, gdy zostawiam pod nią psa. Po pierwsze zawsze go widzę (przeszklona), piekarnia jest w spokojnym miejscu i raczej od drzwi wołam, co chcę kupić, więc pies właściwie nie jest sam dłużej niż minutę (i cały czas na oku). W innej sytuacji po prostu bym się bała. Po pierwsze, że ktoś mi psa ukradnie (rasowy, budzi zainteresowanie), po drugie – stres! Dla niego, dla mnie. Że by się bał zostać sam, że coś by mu się stało, że by się uszczekał na dziecko i mielibyśmy problem z rodzicem. Że ktoś mu zrobi krzywdę. I co to za zakupy, gdy cały czas się stresuję, co robi pies. Plus wiem, że takie wyjścia to dla niego żadna atrakcja i staram się je łączyć z długim, fajnym spacerem. Zawsze mnie smucą te zestresowane psiaki, czekające na właścicieli.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      16 czerwca 2017 at 18:40

      Muszę przyznać, że ja to bym się nawet na minutę bała psa gdzieś przypiąć, kiedy jestem zajęta czymś zupełnie innym (zakupy), zwłaszcza, że Gambit to sprzedajne zwierzę i za parówkę pójdzie z każdym. 😛

      • 17 czerwca 2017 at 13:12

        Ha, rozumiem, mój się mocno pilnuje i jest bardzo nieufny wobec obcych (cecha rasy, która się u nas akurat uaktywniła) i raczej bym się bała, że w stresie kogoś postraszy. Ale 3 minuty do maks i pies koniecznie na oku. Zresztą Perun ma tak beznadziejną minę, gdy go odpinam, że przez ostatnie kilka tygodni zrezygnowałam z zostawiania go pod piekarnią. Za to na poczcie zadaje szyku, ludzi nie zaczepia i urzędniczki go lubią.

  4. 16 czerwca 2017 at 11:54

    Ja generalnie się z Tobą zgadzam, ale naszła mnie taka wątpliwość, refleksja…Co w przypadku osób starszych, samotnych i schorowanych, mieszkajacych np na 5 piętrze bez windy, dla których pokonywanie kilkakrotnie tej trasy i schodów (najpierw z psem, potem po zakupy) jest już zwyczajnie ponad ich siły? Co sądzisz o tym jeśli takie osoby łączą te dwie sprawy? Ja uważam, że należy im się jednak odrobina zrozumienia. Jestem ciekawa Twojego zdania ( i nie tylko Twojego, chętnie poznam opinię innych) 🙂 Pozdrawiam

    • Lena
      16 czerwca 2017 at 14:10

      Obawiam się, ze to pole do dyskusji na inny temat: czy pies „się należy i basta”, czy jednak mierzmy siły na zamiary, no i co w sytuacji, kiedy z siłami dupa, ale ten pies to całe potencjalne towarzystwo danego człowieka? Przyznam, ze mam problem z takim postawieniem sprawy, ale jednak skłaniam się ku stanowisku, ze są zwierzaki równie pluszowe a mniej wymagające pod katem „piąte piętro bez windy”. Samotna starość to okropna rzecz, ale nie wiem, czy zwalnia z odpowiedzialności.

      • 16 czerwca 2017 at 14:54

        Też o tym myślałam, ale przecież niektórzy ludzie biorąc szczeniaka nie są jeszcze tak niedołężni a psy żyją kilkanaście lat..Niewiele osób może myśli o tym, co będzie za jakiś czas, ale tak naprawdę nie wiedzą czy będą w pełni sił czy nie więc czy warto pozbawiać siebie możliwości życia z psem i psa z nami? Poza tym często choroba atakuje nagle nawet młode osoby i co wtedy? Czy lepiej pozbyć się zwierzęcia? Nie sądzę aby było wtedy szczęśliwsze . Co nie zmienia jednak faktu, że nie jestem zwolenniczką zostawiania zwierząt pod sklepem, co chcę podkreślić

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        16 czerwca 2017 at 18:34

        Samotna starość z psami to coś, co pewnie stanie się moim udziałem, więc czasem zastanawiam się nad tym, jakby się tu wtedy zorganizować. 😉 Po pierwsze, wydaje mi się, że znacznie łatwiej jest ogarnać zdalne robienie zakupów niż opiekę nad psem, dlatego gdybym nie miała siły na podwójną dawkę chodzenia po schodach zakupy robiłabym wyłącznie oneline (np. Tesco ma taką usługę, co więcej super sympatyczni panowie kurierzy nie tylko wnoszą zakupy za drzwi mieszkania, ale mogą pomóc rozrzucić je po domu – choćby zanieść ciężki proszek do prania do łazienki). Druga sprawa jest taka, że wierzę, iż w sytuacjach podbamrkowych trzeba patrzeć nad dobro zwierzęcia, które jest ode mnie całkowicie uzależnione – jeżeli złoży mnie nagła choroba, która będzie miała złe rokowanie oddam psa, bo tak po prostu będzie dla niego lepiej. W mojej opinii mało jest psów, które faktycznie bardzo przeżyją rozstanie z właścicielem. Większość, mając uwagę, zajęcie i aktywność w nowym domu szybko pogodzi się ze zmianą warunków i świetnie odnajdzie w nowym życiu. Często zostawienie psa w dotychczasowym domu, zamiast szukania mu nowego, nie jest wcale dbaniem o dobro zwierzęcia, ale o własne psychiczne samopoczucie – to, oczywiście, też jest dobry powód do podjęcia takiej, a nie innej decyzji, trzeba jednak być ze sobą szczerym.

  5. Agnieszka
    16 czerwca 2017 at 13:07

    Ja byłam świadkiem, kiedy pies, przywiązany do drzewa przed sklepem, został dwukrotnie kopnięty przez małolaty. Być może, gdyby nie moja i mojego męża reakcja,.nie skończyłoby się na dwóch ciosach. Pies nie miał jak się obronić. Smycz oplątana dokoła drzewka znacznie ograniczała mu ruchy. Na szczęście właściciel bardzo się przejął i zaklinal się, że już nigdy nie zostawi psiaka pod żadnym sklepem…

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      16 czerwca 2017 at 18:41

      Nie chciałam pisać o tym w samym tekście, ale zeszłego lata trafiłam na artykuł, opisujący niesamowicie przykrą sytuację w jakiejś mniejszej miejscowości – pozostawionego przed sklepem psa pijany mężczyzna zarąbał siekierą. Od tamtej pory, zawsze jak widzę takie zostawione bez opieki burki mam przed oczami sytuację opisaną we wspomnianym artykule. 🙁

  6. 16 czerwca 2017 at 13:08

    Tak samo jak nie zostawiłabym małego dziecka przed sklepem, tak samo nie ma opcji żebym zostawiła psa. Dlaczego ludziom trzeba to wciąż tłumaczyć? Jest tyle rzeczy, które mogą się wydarzyć, że głowa mała. Pro tip na awaryjne sytuacje: jeśli już koniecznie musicie gdzieś wejść , a macie ze sobą psa, to zróbcie głupią, proszącą minę, spytajcie o pozwolenie, a jeśli je uzyskacie, sprawiając jak najmniej problemów wejdźcie z psem. Oczywiście mam tu na myśli wejście prosto do kasy, po wodę, soczek, chleb, cokolwiek. Nie wyobrażam sobie wesoło spacerować po sklepie i robić zakupów z psem, choćby z szacunku do innych klientów, którzy mogą sobie tego nie życzyć.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      16 czerwca 2017 at 18:48

      Staram się w tekstach unikać porównywania psów do dzieci, ale masz absolutną rację – skoro wózka z dzieckiem (bezbronną, nieświadomą istotą, która w pełni zdana jest na swoich rodziców) nikt nie zostawi przed sklepem na czas zakupów nie potrafię zrozumieć, dlaczego jest to norma w przypadku psów. 🙁 A co do pro tipa – też tak robię! Albo szukam kiosku, żeby uniknąć krępującej kwestii wchodzenia. 😉

  7. 16 czerwca 2017 at 14:26

    Jaka jest Wasza opinia o zostawianiu psów przed sklepem? Zdarza się Wam zostawiać swoje psy bez opieki, żeby zrobić zakupy? Nie zapomnijcie podzielić się swoim zdaniem w komentarzu!

    Osobiście nie mam nic przeciwko załatwianiu codziennych spraw z psem – czy to zakupy czy wizyta na poczcie/w urzędzie czy gdziekolwiek indziej. Sama często tam robię, bo nie mam w ciągu dnia tyle czasu, by się przedzierać kilkukrotnie przez miasto.
    Natomiast na ogół nie zdarza mi się zostawiać psa nigdzie samemu – albo wchodzi ze mną albo zostaje w samochodzie (jeżeli akurat z niego korzystamy).
    Ale nie będę kłamać, że nigdy nie zdarzyło mi się psa nigdzie zostawić. Ot, chociażby pod apteką, gdzie z psem nie wejdę, a gdy jestem chora to naprawdę nie mam ochoty wychodzić z domu częściej niż to konieczne ;). Więc zostawiam psa przy drzwiach. Tylko że, po pierwsze, mój pies nie wpada w panikę zostając sam, a po drugie nie przywiązuję go, tylko zostawiam luzem.

    Za to widząc psy mocno zestresowane czekające dłuższą chwilę pod sklepem w słońcu/na mrozie… Cóż wtedy zazwyczaj poświęcam chwilę na rozmowę z właścicielem 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      16 czerwca 2017 at 18:50

      Mnie się akurat nigdy nie zdarzyło zostawić psa bez opieki – bez względu na mój stan zdrowia, a przeszedł tych różnych stanów ze mną całkiem sporo. 😉

  8. Joanna
    16 czerwca 2017 at 21:39

    Jestem właścicielką dwóch psów od 8 lat i raz zdarzyło mi się zostawić psy na 5 minut pod osiedlowym sklepem.Tak piszczały i tak szczekały,że nie miałam serca zostawiać ich samych.Codziennie spacerujemy po lesie co prawda na smyczy,ale chodzimy długo i nasze spacery są dla moich psów intetesujące.Nawet zimą wstaję codziennie o 6.00 i idziemy w ciemnościach z latarką do lasu przed moim wyjściem do pracy.Stąd nie lubię zimy i już teraz myślę o tym,że zima znowu nadejdzie…Posiadanie psa to naprawdę duża odpowiedzialność i trochę wyrzeczeń,ale warto!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      16 czerwca 2017 at 23:12

      Podziwiam takie zaangażowanie! 🙂

  9. 17 czerwca 2017 at 11:42

    Dla mnie sama idea zakupów nie łączy się z spacerem dla psa. Zakupy to zakupy, spacer to spacer. Dlatego tego nie łączę. W okresie letnim nasze poranne spacery łączyły się w pójście do budki piekarnii po bułeczki na śniadanie i to by było na tyle. Nie musiałam psa nigdzie przypinać, zostawiać zawsze był ze mną. Wszystko załatwialiśmy w 2-3 minuty. Nie wyobrażam sobie zostawić psa przed sklepem nawet na krótką chwilę. Od razu pojawiają mi się czarne scenariusze przed oczami. Chociażby to, że ktoś może podejść do biszkopta z zżarciem i już mam po psie, a że z niego całkiem milusiński piesek (szczególnie wtedy gdy widzi żarcie) to by się pewnie za mną nie odwrócił. Jestem kategorycznie na nie dla zakupów z psami.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      17 czerwca 2017 at 23:16

      Pełna zgoda. Ja w ogóle bardzo lubię zabierać wszędzie swojego psa, jeżeli tylko mogę z nim do danego miejsca wejść – uważam, że bywanie w różnych warunkach dobrze robi psom na głowę, ale nie ma opcji, żeby zostawić czworonoga bez opieki. Także taka wycieczka po bułki to fajna sprawa. 🙂

  10. Monika
    17 czerwca 2017 at 11:56

    Nigdy nie zostawiłam żadnego z moich psów pod sklepem/bankiem/apteką. No po prostu nie mogłabym. Patrząc na to, jak młodzież zachowuje się względem niektórych przywiązanych pod sklepem psów prędzej przywiązałabym siebie… Jeśli jest tak, że muszę coś załatwić przy okazji spaceru, to po prostu idziemy wraz z partnerem i kiedy jedno z nas idzie do sklepu czy bankomatu, drugie organizuje psiakom trening w rozproszeniu z posłuszeństwa, sztuczek czy po prostu bawi się w szukanie pyszności w trawie. No i nigdy nie jest to cały spacer, jest to dodatkowy punkt, a nie punkt docelowy, do którego dotarłszy wracamy do domu.

    U nas, niestety, pod każdym większym sklepem można znaleźć przynajmniej jednego psa. Są takie, które regularnie zostają pod sklepem przywiązywane. I aż serce się kraja jak się widzi takiego biedaka piszczącego lub szczekającego… A potem właścicielka opowiada wszystkim dookoła jak to ten pies ma u niej dobrze, bo może spać w łóżku, nie każe mu robic jakichś głupich sztuczek i zawsze dostaje mięsko z obiadu. No to przecież szczyt szczęścia, nie? A to, że piszczy przerażony (zimą również) długo po tym jak właścicielka wyjdzie ze sklepu to tylko oznaka tego jak bardzo się cieszy!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      17 czerwca 2017 at 23:19

      Taki trening w rozproszeniach przy okazji to super sprawa, jeżeli ma się do pomocy drugą osobę, która w międzyczasie załatwi sprawunki – świetne rozwiązanie, wartościowe dla psa. 🙂

  11. szyszka
    17 czerwca 2017 at 12:14

    Pracuję w osiedlowym supermarkecie i niestety ujadające Burki pod sklepem to codzienność 🙁 Nie zapomnę nigdy sytuacji, która miała miejsce jakieś 2 lata temu.
    Ktoś pod sklepem rzucił petardę hukową. Po chwili wbiegła do sklepu kobieta z krzykiem, że jakiś pies bardzo się wystraszył i zaczął się dusić szarpiąc się na smyczy, że jej synowie próbują go uspokoić ale biedak jest przerażony, i żeby zawołać właściciela. Z mojej kolejki przy kasie odezwała się wtedy stała klientka: „Ojeeej, to chyba mój!” I… stoi dalej w tej kolejce. Mówię do niej, żeby biegła, a ona jak gdyby nigdy nic mówi, że już wyłożyła zakupy na taśmę… No ręce mi opadły. W końcu poszła po moich zapewnieniach, że jej te zakupy odłożę i jak wróci później to policzę ja bez kolejki. Niestety niczego jej to nie nauczyło, bo na zakupy dalej przychodzi z pieskiem 🙁

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      17 czerwca 2017 at 23:24

      O kurczę, przez pracę musiałaś na pewno widzieć mnóstwo nieprzyjemnych sytuacji z psami, a ta opisana wyżej to już w ogóle masakra – nie wyobrażam sobie, że można tak kompletnie, totalnie nie zareagować kiedy własnemu psu dzieje się krzywda. Strasznie to przykre. 🙁

  12. 18 czerwca 2017 at 20:52

    Wszystko prawidlowo, a jednak jako ciekawostke podam cwiczenie ze szkólki dla psów, zadane przez trenera: nauczyc psa czekac moment przed sklepem czy urzedem, bo faktycznie u nas malo który pies te sztuke ma opanowana. Faktycznie nie zostawiam psa samego na dluzszy czas niz kilka minut, i to w takich sytuacjach, gdzie jest mozliosc jego obserwowania, chociaz on nie zawsze mnie widzi, jak przed piekarnia, apteka, itp. Mój pies byl jednym z niewielu, który czekanie mial opanowane, nie jazgoczac, gdy zniknelam z pola jego widzenia.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      20 czerwca 2017 at 21:47

      Bardzo mi się coś takiego nie podoba – psi trener powinien raczej uczulać kursantów na to, z jakim ryzykiem wiąże się pozostawienie psa bez opieki, zamiast pokazywać im, jak go przyuczyć do tego, żeby spokojnie czekał przed sklepem.

      • 22 czerwca 2017 at 18:34

        Oczywiscie trenerowi nie chodzi o pozostawianie psa na dluzszy czas gdzies tam przywiazanego- chodzi mu przede wszystkim o to, aby pies umial zostac sam, bez kontaktu wzrokowego ze swoim panem/ pania.
        Ryzyko i wyzywanie losu to inny temat, pomijajac fakt, ze na takim kursie prawie wszystkie psy sa rasowe, i wiekszosc z niepodwazalnym rodowodem. A przy nich ja i moja kundelka z Bosni 😉
        Oczywiscie na psy dmucha sie i chucha, ale faktem jest, ze sa psy, które reaguja panicznie na „samotnosc”, poniewaz musza i maja swojego czlowieka 24 na dobe. A jak ten czlowiek wychodzi, przychodz sitter. Dla mnie to nieco chore, nie móc pojechac na póltoragodzinne zakupy, bo pies nie umie sam zostac w domu?!

  13. 19 czerwca 2017 at 09:48

    Dokładnie ! Czasami ludzie nawet zostawiają przed wejściem do biedronki owczarka niemieckiego który jest bez kagańca i cały czas ujada. I takie dziecko podejdzie i wtedy się może stać coś bardzo złego. Dlatego warto pamiętać o tym i nie zabierać swojego pupilka do sklepu a już do marketu tym bardziej pełno tam ludzi a taki pies siedzący i czekający czasami bywa nerwowy.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      22 czerwca 2017 at 11:02

      Niestety, jest wiele osób, które nie myślą o tym, jak ich pies może wpływać na otoczenie i jak powinien funkcjonować w przestrzeni publicznej – problem zaczyna się od kup na trawnikach a kończy na stwarzaniu realnego zagrożenia. 🙁

  14. magda
    19 czerwca 2017 at 14:27

    Nie wyobrażam sobie zostawienia psa gdziekolwiek uwiązanego. Jak nie mam czasu wrócić do domu na czas, proszę kogoś aby wpadł wyprowadzić mi psa lub załatwiam sprawy w dzień kiedy szybciej kończę prace. Niestety, trzeba umieć się zorganizować, brak czasu to żadna wymówka. Chciałam psa robię wszystko by mieć czas na należytą opiekę nad nim jestem mu to winna jak i każdy względem swojego psa.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      22 czerwca 2017 at 11:09

      Dokładnie! Wierzę, że zdarzają się jakieś sytuacje podbramkowe, ale tak naprawdę większość tego, co się za podbramkowe uznaje to są zwykłe wymówki i brak umiejętności właściwego zorganizowania swojego czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.