Kariera w psim biznesie: zoofizjoterapeuta

Powiedzieć „swoją przyszłość wiążę z psami” jest łatwo, trudniej natomiast określić co dokładnie takie stwierdzenie oznacza. Na pytanie o to, czym można się zajmować – zarówno w zawodowym, jak i hobbystycznym aspekcie – tak, aby psy były stale obecne w życiu postaram się odpowiedzieć w cyklu rozmów z rozmaitymi specjalistami z zakresu szeroko pojętej kynologii. Dziś przed Wami tajniki swojego zajęcia ujawni zoofizjoterapeuta, Małgorzata Kizerwetter z ośrodka rehabilitacji zwierząt Animal Active Warszawa.

D.: Bardzo dziękuję Ci, że zgodziłaś się poświęcić mi swój czas. Zacznijmy od podstawowych kwestii – co jest istotą pracy zoofizjoterapeuty? Czy tę pracę mogą wykonywać również lekarze weterynarii?
MK: Pozwól, że zacznę od drugiej części pytania. Bycie zoofizjoterapeutą nie oznacza posiadania dyplomu lekarza weterynarii. Weterynarze, jak najbardziej, mogą rehabilitować zwierzęta, niemniej jednak w toku studiów nie są uczeni technik zoofizjoterapeutycznych, dlatego każdy lekarz, który planuje zajmować się rehabilitacją musi przejść kurs dokształcający w tym kierunku.

D.: Czym w takim razie dokładnie zajmuje się zoofizjoterapeuta?
MK: Najogólniej rzecz ujmując: rehabilitacją zwierząt, rozumianą jako szereg działań mających na celu przywrócenie sprawności zwierzęciu lub umożliwienie mu funkcjonowania w maksymalnie komfortowych warunkach, gdy pełny powrót do zdrowia nie jest możliwy. Na pierwszej wizycie zoofizjotetapeuta wykonuje badanie dla potrzeb fizjoterapii, które ma na celu doprecyzowanie jak dana choroba wpływa na cały organizm (a nie negowanie lekarskiego rozpoznania!) – które mięśnie są przykurczone, które nadmiernie rozluźnione, czy w obrębie tkanek miękkich są zrosty, zwłóknienia, ograniczenia ruchomości, a także jakie mechanizmy kompensacyjne (pozytywne czy negatywne) wytworzyło zwierzę. Na podstawie powyższego badania zoofizjoterapeuta przedstawia plan usprawniania, który składać się może z zabiegów manualnych (masaż, terapia tkanek miękkich), ćwiczeń terapeutycznych (aktywnych z wykorzystaniem sprzętu rehabilitacyjnego lub biernych), bieżni wodnej oraz technik fizykalnych (np. laser, magnetoterapia, terapia falą uderzeniową). Rolą zoofizjoterapeuty jest również dopasowanie odpowiedniego sprzętu umożliwiającego sprawniejsze funkcjonowanie zwierzaka (ortezy, protezy, wózki rehabilitacyjne czy uprzęże).

D: Wygląda więc na to, że zoofizjoterapeuta przydałby się właściwie każdemu zwierzęciu, które ma za sobą jakikolwiek zabieg ortopedyczny, tymczasem mam wrażenie, że o zoofizjoterapii w Polsce głośno jest od niedawna. Kto najczęściej korzysta z usług zoofizjoterapeutów?
MK: Na pewno na przestrzeni ostatnich lat popularność zoofizjoterapii w Polsce rośnie. Sama rehabilitacją zwierząt param się od 2009 roku i przez pierwsze 3-4 lata mojej działalności obserwowałam sinusoidalny układ, jeżeli chodzi o liczbę pacjentów: dużo jesienią i zimą, gdy odzywają się zmiany zwyrodnieniowe, natomiast mniej w okresie wiosenno-letnim. Jakieś 5 lat temu rehabilitacja została dostrzeżona przez środowisko weterynaryjne, które zaczęło zauważać potrzebę objęcia kompleksową opieką zwierzęcia, tak, aby właśnie opieka nie kończyła się na zabiegu operacyjnym czy podaniu środków przeciwbólowych. Trend ten również wpłynął na opiekunów zwierząt, którzy w dzisiejszych czasach sami, z własnej inicjatywy, decydują się na konsultację czy zabiegi rehabilitacyjne, mają bowiem świadomość jak ważne jest leczenie zawczasu, nim dojdzie do pogłębienia kontuzji. Zdecydowanie ten ostatni trend jest wynikiem wzrostu popularności sportów kynologicznych. Nie chodzi już o to, by pies bez kulawizny obszedł na spacerze blok dookoła czy potruchtał z właścicielem, a to, by był w świetnej formie umożliwiającej osiąganie wyników w sporcie.

D.: A więc gabinet zoofizjoterapeuty odwiedzają nie tylko właściciele psów cierpiących na schorzenia ortopedyczne, ale również osoby ze zdrowymi czworonogami?
MK: Owszem, do ośrodków rehabilitacji przychodzą również opiekunowie zdrowych psów. Czasem wyłącznie po to, by pies „zaliczył” porządny trening w bieżni wodnej czy na naszej „sali gimnastycznej”, ale również po to, by się przekonać, że zdrowy pies rzeczywiście jest zdrowy. Na szczęście u większości psów zgłoszonych wyłącznie na profilaktyczny przegląd potwierdzamy, że stan zdrowia nie budzi zastrzeżeń.

D.: Jakie konkretnie informacje uzyskuje właściciel zdrowego psa podczas konsultacji?
MK: Na konsultacji zoofizjoterapeutycznej psa zdrowego właściciel dowiaduje się, czy rozwój muskulatury jest harmonijny (tj. mięśnie kończyn przednich, tylnych oraz tułowia są do siebie zbliżone pod względem objętości i tonusu), czy występują mięśnie nadmiernie napięte lub rozluźnione i w końcu jakie działania może podjąć właściciel, aby ewentualnie nieprawidłowości eliminować. Zoofizjoterapeuta pokazuje ćwiczenia dla danych grup mięśniowych, sposób rozluźniania przykurczów, potrafi doradzić również jak prawidłowo zaplanować rozgrzewkę (warm up) i wyciszenie po wysiłku (cool down).

D.: Jak przygotować się do pierwszej wizyty w gabinecie zoofizjoterapeuty?
MK: Przede wszystkim, na pierwszą wizytę należy zabrać pełną dokumentację medyczną czworonoga, a także kilka ulubionych przysmaków, które potem mogą okazać się przydatne, gdy rehabilitant będzie chciał zademonstrować na psie konkretne ćwiczenia. Ważne jest również, aby pies nie był najedzony (ale nie musi być na czczo), co sprawi, że smakołyki będą dla niego bardziej atrakcyjne.

D.: Jak psy reagują na zabiegi rehabilitacyjne?
MK: Najtrudniejsza jest pierwsza wizyta, ze względu na stres, który towarzyszy psu w obliczu nowego, dziwnego doświadczenia, jakim mogą być badanie i zabiegi terapeutyczne, choćby sesja na bieżni wodnej. Kolejnej wizycie zwykle towarzyszy niepokój, choć o mniejszym nasileniu. Później pies orientuje się, że nic złego go nie spotyka i zaczyna traktować wizyty w gabinecie, jako rutynę, a w okolicy trzeciej-czwartej sesji przychodzi z uniesionym ogonem i „uśmiechem” na pysku.

D.: Mimo że zabiegi terapeutyczne mogą być nieprzyjemne dla zwierzęcia?
MK: Zoofizjoterapeuta zawsze stara się pracować poniżej granicy bólu, aby pies nie zraził się do niego. Gdy pies wie, że podczas zabiegu może doświadczyć bólu, automatycznie się napina, a terapia przynosi efekt odwrotny do zamierzonego. Działamy w myśl zasady „Bez motywacji nie ma rehabilitacji”, zatem czworonogi uczą się, że u nas doświadczają przyjemności (smakołyki, ulubione zabawki) i zwykle bardzo dobrze reagują na zabiegi. Trudniej bywa w przypadku psów lękliwych czy wycofanych, a także nadmiernie pobudzonych, które nie adaptują się do zabiegów rehabilitacyjnych pomimo kilku prób. Takich pacjentów jest jednak szczęśliwie niewielu.

D.: Domyślam się jednak, że mimo to zdarzają się sytuacje nieprzyjemne bądź niebezpieczne?
MK: Oczywiście, jak w większości zawodów. Generalnie to, co nas, profesjonalistów najczęściej gubi, jest rutyna. Wtedy kiedy wydaje nam się, że znamy psa i potrafimy przewidzieć jego zachowanie, często okazuje się, że byliśmy w błędzie. W mojej pracy zawodowej dwa razy znalazłam się „w opałach”, za każdym razem na swoje własne życzenie. Raz kiedy zamiast założyć foxterrierowi kaganiec stwierdziłam, że założę mu na moment ręcznik na głowę i przytrzymam pysk, co umożliwi mi bezpieczne podniesienie agresywnego staruszka. Tak też zrobiłam, niestety swój kciuk zamiast umieścić dookoła jego paszczy, wsadziłam w jej środek. Innym razem, postanowiłam zmotywować psa do pracy na bieżni wodnej wchodząc z nim do środka – konstrukcja naszej bieżni wodnej przewiduje taką możliwość, ale to był spory pies, któremu ewidentnie nie spodobała się moja bliskość. Na szczęście skończyło się na kłapnięciu w powietrzu, ale ta historia pozostała mi w pamięci, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że gdyby pies naprawdę chciał mnie ugryźć, to nie byłoby tak miło.

D.: Jak właściciele psów podchodzą do kwestii zdrowia i bezpieczeństwa rehabilitanta?
MK: Dość odpowiedzialnie. Jeśli mają agresywnego psa, to z reguły przychodzą z własnym kagańcem lub proszą nas o włożenie gabinetowego. W swojej ośmioletniej pracy klinicznej pamiętam tylko jeden przypadek psa, którego nie byłam w stanie zbadać ze względu na jego usposobienie oraz rozmiary. Był to buldożek francuski, niezwykle agresywny, dla którego właściciele nie mieli kagańca, a my nie byliśmy w stanie dopasować żadnego spośród naszych. W połączeniu z ogromną zwinnością, siłą, determinacją i krótkimi kończynami, okazało się, że buldożek jest rywalem nie do pokonania i musiałam odesłać psa bez przeprowadzenia badania.

D.: Mimo wszystko rehabilitacja zwierząt wydaje się być zajęciem, które daje dużo satysfakcji. Jakie są jasne strony tego zawodu?
MK: Rehabilitacja zwierząt daje mnóstwo satysfakcji. Pomagamy zwierzętom, poprawiamy komfort ich życia i mamy na to dowody bardziej lub mniej oczywiste. Często jest to bardzo miarodajny wyznacznik jak np. zmniejszenie stopnia kulawizny, przyrost obwodu kończyny (a zatem masy mięśniowej), samodzielne chodzenie u pacjenta, który był porażony. Czasem jednak jest to relacja opiekuna zwierzaka, który opowiada, że psu powróciła chęć do spacerów, apetyt, uśmiech na pysku i merdanie ogonem na widok powracającego do domu właściciela.

D.: Co powinien zrobić ktoś, kto marzy o tym, aby wszystkie te doświadczenia stały się jego udziałem? Jak w Polsce wygląda ścieżka kształcenia zoofizjoterapeuty?
MK: W Polsce uprawnienia do wykonywania zawodu zoofizjoterapeuty otrzymuje się po odbyciu kursu z tego zakresu. Jest kilka placówek prowadzących szkolenia, m.in. placówka prowadząca internetowy kurs (!), który nie obejmuje żadnego spotkania face to face z wykładowcą. Kursy są krótsze i dłuższe, na niektórych wykładowcy są profesjonalistami z branży zoofizjoterapeutycznej, na innych są to osoby nie zajmujące się zawodowo zoofizjoterapią. Wszystkie kursy dają, niestety, te same uprawnienia, więc wybierać trzeba bardzo ostrożnie, z naciskiem na możliwie największą liczbę zajęć praktycznych. Poza tym, 3 lata temu na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy został otwarty kierunek studiów licencjackich zoofizjoterapia. Uczelnia wypuści pierwszych absolwentów studiów za niecały rok, toteż na razie trudno mi wypowiadać się na temat jakości kształcenia tej konkretnej placówki.

D.: Widzę, że możliwości jest niemało… Jak wyglądała Twoja droga do tego zawodu?
MK: Moja ścieżka kształcenia polegała na ukończeniu studiów licencjackich na Wydziale rehabilitacji AWF w Warszawie. W trakcie studiów magisterskich uczestniczyłam w pierwszym w Polsce kursie zoofizjoterapii, do którego poprowadzenia został zaproszony Serge Sawaya, specjalista rehabilitacji zwierząt z Francji. Po ukończeniu kursu nigdy nie zajmowałem się fizjoterapią ludzi – droga przeze mnie obrana dała mi możliwość patrzenia na pacjentów weterynaryjnych z punktu widzenia fizjoterapeuty, dodatkowo kurs uzupełnił moją wiedzę o specyfikę chorób zwierząt oraz pracy z nimi. W różny sposób można dojść do pracy w zawodzie zoofizjoterapeuty, ja naturalnie polecam tę drogę, która sama obrałam.

D.: Gdzie może pracować osoba, która legitymuje się dyplomem zoofizjoteraputy? Czy założenie własnego gabinetu do dobry pomysł?
MK: Zoofizjoterapeuci zwykle pracują, prowadząc własną działalność gospodarczą, niezależnie od tego, czy zakładają odrębne gabinety czy pracują w lecznicach. Wiąże się to oczywiście z samodzielnym odprowadzaniem składek ZUS oraz prowadzeniem księgowości. Nieliczni szczęśliwcy mogą liczyć na umowę o pracę, co poniektórzy pracują na umowę – zlecenie.

D.: A jak wyglądają zarobki w tym zawodzie? Wiadomo, że miłością do zwierząt nie da się opłacić rachunków…
MK: Rehabilitacja zwierząt to działalność usługowa, zatem wynagrodzenie uzależnione jest od liczby pacjentów, jaką się obsługuje. Kiedyś na konferencji jeden z zagranicznych prelegentów powiedział, że cieszy się mogąc prowadzić wykłady dla zoofizjoterapeutow, bo w tym zawodzie nie da się dużo zarobić, zatem musi to oznaczać, że kochamy naszą pracę i właśnie dlatego się kształcimy, jesteśmy więc wdzięcznym odbiorcami… Jest w tym sporo prawdy. Z samej zoofizjoterapii można związać koniec z końcem, ale bez zbytniej rozrzutności.

D.: Czy to znaczy, że zoofijoterapuetów już jest za dużo w stosunku do zapotrzebowania na rynku?
MK: Nie w tym rzecz. Zapotrzebowanie na profesjonalne usługi zoofizjoterapeutyczne jest dużo i wciąż rośnie. Niezbyt wysokie zarobki wynikają z dużych nakładów inwestycyjnych, jakie należy poczynić, jeśli zamierza się w pełni wyposażyć ośrodek rehabilitacji zwierząt. Specjalistyczne urządzenia są drogie i ich spłata pochłania znaczną część przychodu firmy.

D.: Jakie urządzenia i sprzęty powinny być na wyposażeniu gabinetu (przynajmniej w podstawowym zakresie, na początku działalności)?
MK: Ciężko jest określić co jest podstawowym sprzętem na początku… najważniejsze są na pewno wiedza, umiejętności i sprawne ręce terapeuty. Przyda się też kilka akcesoriów do kinezyterapii i laser. Niemniej istotna jest bieżnia wodna, na końcu pozostałe sprzęty do fizykoterapii. Spójrzmy choćby na popularne bieżnie wodne – polski model kosztuje ok 90 000 zł, zagraniczne zaczynają się powyżej 100 000 zł.

D.: Jak wygląda kwestia prowadzenia gabinetu? Czy musi się on znajdować przy lecznicy i aby podjąć pracę w zawodzie rehabilitant zawsze współpracuje z lekarzami weterynarii?
MK: Regulujące tę kwestie przepisy są archaiczne i niejednoznaczne – nic dziwnego, jak zauważyłyśmy wcześniej to stosunkowo nowy zawód a prawo rzadko kiedy nadąża za rzeczywistością. W praktyce można powiedzieć, że zoofizjoterapeuta może prowadzić działalność przy zakładzie leczniczym dla zwierząt (najlepiej specjalizującym się w chirurgii i ortopedii lub neurologii), a także mieć własny gabinet czy ośrodek rehabilitacji zwierząt. Chciałabym jednak podkreślić, że to jeden z tych zawodów, w których ogromne znaczenie ma doświadczenie kliniczne, dlatego początkującym doradzam pracę przy lekarzu. Można wtedy nabrać wiedzy ogólnej z zakresu weterynarii, a w razie problemów odnieść się do “wyższej instancji”.

D.: Masz jakieś rady dla osób, które myślą o tym zawodzie?
MK: Jak w każdym zawodzie praktycznym, wyobrażenia osób, które nigdy wcześniej nie spotkały się z zoofizjoterapią mogą nieco odbiegać od rzeczywistości. Sądzę, że warto jest zobaczyć jak pracuje rehabilitant zwierząt nim podejmie się decyzję o kształceniu w tym kierunku. Ten zawód, choć niewątpliwie daje mnóstwo satysfakcji, to czasem też niezła siłownia! Zwłaszcza, jak ma się do czynienia z dużym psem z czterokończynowym niedowładem.

D.: Bardzo dziękuję Ci za rozmowę!

***

Z wykształcenia mgr fizjoterapii, jednak nigdy nie pracowała z dwunożnymi pacjentami. W czasie studiów II stopnia ukończyła pierwszy w Polsce kurs zoofizjoterapii zwierząt. Początkowo związana z Kliniką Weterynaryjną „Vets”, w latach 2011-2016 pracowała na stanowisku zoofizjoterapeuty w Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt „Psychodnia”. Od 2016 roku klinicznie pracuje w Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt „Animal Active”, którego jest współwłaścielem. Od 2009 roku prowadzi zajęcia na kursie zoofizjoterapii, a od 2014 w placówce, której jest założycielem i współwąścicielem o nazwie Studium Fizjoterapii Zwierząt. Od 2009 roku pełni nieprzerwanie funkcję przewodniczącej Polskiego Związku Zoofizjoterapeutów.
Jest autorką licznych artykułów do pism branżowych oraz prelegentem na konferencjach o tematyce rehabilitacyjnej. Prywatnie właścicielka niepowtarzalnego Rudego, który jest mieszańcem beagle’a i posokowca bawarskiego.

photo credit: prywatne archiwum M. Kizerwetter

  8 komentarzy do tekstu: „Kariera w psim biznesie: zoofizjoterapeuta

  1. 23 czerwca 2017 at 13:31

    Szkoda, że w Polsce często można się spotkać z oburzeniem… „Bo ludzie się nie mogą dostać do lekarza a psy chcą rehabilitować! Świat się kończy panie!” 🙁

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      23 czerwca 2017 at 22:46

      Myślę, że patrzysz na sprawę ze złej strony – jeszcze kilka lat temu o zoofizjoterapii mało kto w Polsce słyszał, teraz temat robi się coraz bardziej znany ogółowi ludności, o czym świadczy choćby otworzenie takiego kierunku studiów. Idziemy w dobrym kierunku. 🙂

  2. 24 czerwca 2017 at 09:05

    Mi się właśnie wydaje, że bardzo dobrze, że działają tego typu specjalizacje. Pokazuje to, że człowiekowi coraz bardziej zaczyna zależeć na zwierzętach. Jeszcze kilka lat temu nikt nawet nie myślał o tego typu sprawach – psy chorowały, a często nawet do weterynarza ktoś nie jechał, bo daleko.

    Obecnie nie tylko klinik jest bardzo dużo – w naszym małym miasteczku koło Gliwic są 3-4, ale również coraz częściej można znaleźć takie bardziej specjalistyczne usługi.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      24 czerwca 2017 at 22:05

      Zgadzam się, dobrze, że coraz mniej jest osób, które wychodzą z założenia, że „pies się wyliże”, chociaż, niestety, mam wrażenie, że ta tendencja jednak dotyczy przede wszystkim ośrodków miejskich, a na wsiach wciąż dominuje obraz psa przy budzie, który musi radzić sobie sam. 🙁

  3. Direwolf
    24 czerwca 2017 at 23:35

    Hej 🙂 dzisiaj odkryłam twojego bloga i od razu trafiłam na tego posta, za którego Ci bardzo dziękuję. Sama prawdopodobnie wybieram się na studia w kierunku zoofizjoterapii i fajnie jest przeczytać wywiad z kimś, kto rozwieje moje wątpliwości 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      24 czerwca 2017 at 23:47

      Bardzo się cieszę, bo cykl powstał właśnie z myślą o takich osobach, jak Ty! 🙂

  4. midia
    3 lipca 2017 at 11:46

    Ja skończyłam kurs zoofizjoterapii właśnie w Animal Active, tyle, że we Wrocławiu 🙂 Łatwo nie było, na pewno nie jest to kurs „byle był papier”, trzeba się mnóstwo uczyć (także stricte weterynaryjnych kwestii) i ćwiczyć na swoich zwierzakach to, co przerabiane jest na zajęciach. Co niestety uderza, to faktycznie koszt sprzętu, który niekiedy jest nie do przeskoczenia dla osoby początkującej na rynku pracy. Jeśli ktoś planuje zrobienie kursu czy pójście na studia, musi dobrze się zastanowić nad palącą kwestią „co potem?”. Dotacje unijne, wkład własny? Czy znajdzie się wet, który zainwestuje w fizjoterapeutę? W jakim mieście chce założyć gabinet i czy jest w nim zapotrzebowanie na fizjoterapię? Lepiej te wątpliwości rozwiać odpowiednio wcześniej, bo tak specyficzna i wąska specjalizacja nie daje za dużego pola do popisu w innych dziedzinach rynku pracy. Psycholog znajdzie pracę w HR, obsłudze klienta czy urzędzie, a fizjoterapeuta zwierząt? 😉

    Powiem Wam szczerze, że ja spotykam się raczej z niedowierzaniem nawet tych właścicieli, których psom ewidentnie mogłabym pomóc. A nie żyję w małym mieście. Wydawanie pieniędzy na masaż, laseroterapię, ćwiczenia dla psa? Dziwactwo. Na razie myślę, co dalej zrobić. Wiedza nie idzie w las, bo przydaje się przy moich 5 psach i szczurze 🙂 Ale jednak fajnie by było pracować w tym zawodzie, szczególnie, że zdobycie uprawnień wymagało mnóstwo pracy (i, co tu dużo kryć, niemałego nakładu finansowego).

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      3 lipca 2017 at 12:00

      Dzięki za ten głos! Masz dużo racji, takie zaawnsowane usługi dla zwierząt to jednak wciąż domena większych miast i ktoś, kto planuje zostać zoofizjoterapeutą niestety musi się z tym liczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.