Czy jesteś przyjacielem pseudohodowcy?

Temat mądrego kupowania rasowego psa, bez względu na to, czy chodzi o zwierzę przeznaczone do pracy, sportu, na wystawy czy po prostu dobrego, wspólnego życia jest niezmiennie en vogue. Nic dziwnego, wszak do grona miłośników kynologii nieustannie napływają nowe osoby, dla których znalezienie zdrowego, fajnego czworonożnego towarzysza to nie lada wyzwanie. Wiele z nich, aby sprostać mu możliwie jak najlepiej próbuje poszerzać swoją wiedzę w znany znany już w starożytności, a więc zadając pytania. W tym celu wykorzystuje, rzecz jasna, najbardziej dostępne w dzisiejszym świecie narzędzie – Internet. Sieć pozwala na wirtualne spotkanie z pasjonatami rasy, ci zaś, rzecz oczywista!, chętnie dzielą się wieloletnim doświadczeniem i wiedzą. Oczywiście, wyłącznie we własnym, zamkniętym gronie. Nowicjusz bowiem stanowi śmiertelne zagrożenie dla dobra rasy, a jedyna wiedza, na którą zasługuje to bolesna świadomość, że… Wszystkie jego pytania są głupie.

Skąd wziąć psa, po którym można się spodziewać bezpiecznych zachowań w kontakcie z dziećmi? Jaka hodowla ma mioty pod frisbee? Jaka pod agility? Czy ten znany reproduktor na pewno jest zdrowy? Dlaczego rasowe szczenię kosztuje tak dużo? Czy hodowca Iksiński właściwie dba o szczeniaki? Wszystkie te, bardzo przecież ważne!, kwestie mądre głowy kwitują w najlepszym razie wymijającą odpowiedzią o zdobywaniu wiedzy o rasie i wyrobieniu w swoje pokornej świadomości jak trudne w układaniu są te psy, w najgorszym zaś wyniosłym milczeniem albo po prostu chamstwem. Jednocześnie, capslockiem gromkim niczym trąby jerychońskie wypisują hasła dotyczące mężnej walki z działalnością pseudohodowców. Oczywiście, wszystko w imię dobra rasy.

Ta sytuacja naturalnie skłania do zadania pytania o to, czym właściwie jest mityczne dobro rasy – to dobro, które widnieje na sztandarach walecznych, doświadczonych kynologów, sportowców, wystawców i hodowców. To dobro, na którym teoretycznie wszystkim nam w równym stopniu zależy i którego wszyscy bronimy. To dobro, które jasno mówi, że na szczenięta rodzące się w brudnej stodole, wykarmione przez żywiącą się odpadkami sukę po prostu nie powinno być popytu. To samo, które sprawia, że dążymy do rozmnażania wyłącznie zdrowych psów. To, które objawia się między innymi zrozumieniem tego, jak ważne jest odpowiednie dopasowanie psa i do jego właściciela. To, z którym absolutnie nic wspólnego nie ma elitaryzm, zatajanie informacji i negatywne ocenianie z góry kogoś, kto dopiero zaczyna swoją kynologiczną przygodę.

Ktoś taki wcale nie jest głupi, nie chce zrobić krzywdy szczenięciu, nie ma złych zamiarów, nawet jeżeli zadawane przez niego pytania jasno pokazują, że w psim świecie porusza się z dużą nieporadnością. Ktoś taki nie wie. Tak po prostu. Zwyczajnie. Najpewniej jak przez mgłę pamięta, że kiedy miał kilka lat w domu pojawił się pies w typie owczarka niemieckiego, którego ojciec przyniósł pewnego dnia ze Stadionu Dziesięciolecia. Nie miał skąd zaczerpnąć odpowiednich wzorców, jego świadomość dotycząca tego, jak wygląda hodowla psów rasowych jest bliska zeru – ale przecież próbuje szukać, chce wiedzieć, zadaje pytania, bo przecież marzy o fajnym rasowym psie. To jest właśnie ten moment, kiedy należy przystąpić do walki o dobro rasy, jednak powinna to być walka pozbawiona mocnych, chwytliwych frazesów i stawiania niemożliwych do sforsowania barier. Walka dobro rasy powinna bowiem opierać się na szczerości, transparentności, na udzielaniu rzeczowych informacji każdemu, kto ich szuka – bez koloryzowania, bez względu na to, czy myśli się o różowych, czy o czarnych barwach. Tak się bowiem składa, że pseudohodowcy potencjalnym klientom zawsze mówią to, co ci chcieliby usłyszeć, a kiedy ktoś raz, drugi, trzeci i dziesiąty odbije się od muru milczenia naturalnym jest, że ogromnie doceni tego, kto w końcu zechce z nim porozmawiać.

Ile miotów tamtej suki, rodzącej szczenięta w brudnej stodole sprzedało się właśnie dzięki Tobie? Czy jesteś przyjacielem pseudohodowcy?

photo credit: Iza Łysoń

  37 komentarzy do tekstu: „Czy jesteś przyjacielem pseudohodowcy?

  1. Monika
    30 czerwca 2017 at 09:48

    Świetny wpis! Początkowo myślałam, że będzie to wpis o tym, czym są pseudohodowle i dlaczego są złe, ale miło się zaskoczyłam, bo mimo iż o pseudohodowcach trzeba pisać, to podobnie jak Ty odniosłam wrażenie, że głównie się o tym pisze i… nic poza tym. Dodatkowo ostatnio bardzo często pojawia się problem pt. „pseudohodowla to zło” i o ile nie mam nic do tego, że wiele osób próbuje uświadomić innych, że nie warto kupować w pseudohodowli o tyle nieco irytujący jest fakt, że poza pisaniem nic się z tym nie robi, a wiele artykułów jest do siebie podobnych – wszyscy patrzą na problem z tej samej strony . Tymczasem Ty spojrzałaś na całą tę sytuację z innej perspektywy, myślę, że wiele osób nawet nie zdawało sobie sprawy, ile tym swoim „wyniosłym milczeniem”, jak to ładnie nazwałaś, narobiły złego. Cieszę się, że podjęłaś ten temat, sama kilkukrotnie widziałam, kiedy ktoś naprawdę próbował szukać informacji o rasie, a po zadaniu kilku pytań musiał się zajadle bronić, bo okazywało się, że w odpowiedzi dostał same pretensje, że rasa jest trudna i nie dla niego, bo nic nie wie o wychowaniu i szkoleniu, że tylko psu zaszkodzi i że powinien wciąż psa ze schroniska (TAK, ze schroniska. Jakby schroniskowe psy były prostsze i z góry ułożone). Pytanie – skąd ma się dowiedzieć o rasie i wychowaniu, jeśli nie od tych, którzy mają doświadczenie i wiedzę? I kolejne pytania – bo nie sądzę, że wszyscy po takiej wymianie zdań z psa rezygnują – gdzie w takim razie zdobywają informacje? Skąd kupują psy, skoro nikt im nie polecił porządnego hodowcy?

    • Monika
      30 czerwca 2017 at 09:49

      P.S. Muszę jeszcze dodać, że Gambit wygląda przeuroczo!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 czerwca 2017 at 15:11

      Niestety, kupowanie swojego pierwszego psa w danej rasie to prawdziwa masakra – myślę, że tak naprawdę nie sposób zrobić tego w pełni świadomie, bo wiele informacji, szczególnie zdrowotnych, jest zatajanych przed osobmi „z zewnątrz”; jak już się tego psa ma, to nagle magicznie zaczyna się słyszeć o wiele więcej, chociaż tak naprawdę nic się nie zmieniło i dana osoba nie stała się magicznie bardziej godna zaufania niż wcześniej.

  2. 30 czerwca 2017 at 10:45

    Zwracasz uwagę na istotny problem – zamknięcia czy wręcz agresji „miłośników” niektórych ras. Ale jednak ciężko mi się zgodzić z ostateczną diagnozą.

    Pseudohodowle istnieją, bo sprzedają szczenięta taniej.
    Pseudohodowle będą istnieć, dopóki kupujący psy będą patrzeć na cenę.
    Kupujący psy będą patrzeć na cenę, dopóki nie zmieni się trochę nasza mentalność.

    Pracując w handlu naprawdę można przeżyć szok, jak bardzo ludzi nie obchodzi jakość, a jak bardzo cena. Bo „może wszystko będzie dobrze”, a taniej to zawsze jest taniej. I to jest postawa przytłaczającej większości konsumentów, którą niestety przenoszą na żywe istoty – bo dla wielu pies jak lodówka, w domu jakiś być musi i na tym się kończy. W pseudohodowlach kupują ludzie, którzy często znakomicie zdają sobie sprawę z istnienia i dostępności alternatywy, ba, znam nawet ludzi, którzy kupili w pseudohodowli psa, doskonale wiedząc, jakie panowały tam warunki. Szczęście w nieszczęściu, pies był zwichrowany psychicznie i dał im w kość, więc po następnego poszli już do normalnej hodowli…

    I teraz – nie mówię, że to jest jedyna grupa odbiorców pseudo. Są pewnie też tacy, którzy zapytali i podle ich potraktowano. I tacy, którzy w ogóle nie zapytali, tylko kupili psa jaki im się spodobał (dla mnie to dziwne, dla innych miłośników pewnie też, ale wiele osób nie rozróżnia przecież malinois od ONa, to jak mają odróżnić rasowego maltańczyka od czegoś co ledwo maltańczyka przypomina?). To nie jest takie proste.

    Do ogólnego apelu się jednak przychylam. Niektóre grupy, nawet niektórzy hodowcy, stawiają każdemu, kto pyta o cokolwiek, niemożliwy do sforsowania mur. Nie powinno tak być, nikomu to nie pomaga, niczemu nie służy.

    • 30 czerwca 2017 at 12:42

      Wiele pseudohodowli ma ceny jak za rasowe zwierzę, a czasem nawet działa pod patronatem FCI, to, czym przyciągają, to brak niewygodnych pytań. Mój hodowca nie sprzedałby mi suki, gdybym powiedziała, że chcę psa, bo mam dom z ogródkiem i w tym ogródku mają być tulipany, ścieżka, krasnal i pies. Mój wujek, który hoduje tę samą rasę – ależ proszę uprzejmie, pieniążki, szczeniaczek, buzi i pa.

      Oczywiście, OGROM ludzi bierze psy bez pojęcia i nawet bez chęci posiadania tego pojęcia, pies to pies. Dla wielu za dużym problemem jest przejechać 200 km po psa w typie rasy za darmoszkę, ze schronu. Ale zmowa milczenia/poczucie wyższości miłośników danej rasy – tak jak zauważyłaś – to absurd. Niestety popularność rodzi patologie, bo na popularnym się zarabia, a nic tak nie weryfikuje ludzkiej uczciwości jak upojna woń pieniędzy. Dowcip polega na tym, że miłośnicy często-gęsto próbują zawracać rzekę kijem i opowiadać dyrdymały, jaka to rasa jest trudna i tylko dla wybrańców, łolaboga łorety, krucjata przeciw popularności. Tylko, że jeśli komuś się zamarzył maliniak, bo taki mundry panie, to atakując pytającego nie zmienisz jego zachcianki, najwyżej więcej nie zapyta tam, gdzie mógłby zyskać jakąś wiedzę. Niech 10% pytających skorzysta z rzeczowych, spokojnych odpowiedzi – to już progres. Z ataku prawdopodobnie nie skorzysta nikt, ot, ewentualnie atakujący poczuje się lepszym człowiekiem bo „broni rasy”.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 czerwca 2017 at 15:16

      Myślę, że nie jestem w stanie napisać w odpowiedzi więcej niż zrobiła to Lena – pseudohodowle to nie tylko szczenięta za 300 zł. Coraz częściej jest tak, że ceny szczeniąt są tylko minimalnie niższe, widziałam też kilka przypadków (to dopiero biznes!) sprzedawania szczeniąt o umaszczeniach nieuznawanych przez FCI jako „wyjątkowych i unikalnych” za takie pieniądze, że oko bieleje.
      Nie ma co ukrywać, finansowa strona życia jest ważna i cena zwierzęcia zawsze będzie argumentem. Dlatego moim zdaniem tym bardziej warto starać się edukować jednostki, rozmawiać i przekonywać, że właśnie ta jakość jest ważna, że warto poczekać, zaoszczędzić odpowiednią sumę, etc.

      • 30 czerwca 2017 at 18:18

        Może ja na to patrzę inaczej, bo dwa dni temu miałam gdzie indziej podobną dyskusję z miłośnikami pseudo – i tam generalnie dominował jednak pogląd, że pies „jest przecież tańszy i może być okej”.

        Tak jak mówię, wydaje mi się to jednak bardzo złożonym zjawiskiem.

  3. 30 czerwca 2017 at 11:16

    Przyznam, że nie do końca zrozumiałem ten wpis. W jaki sposób mogę być przyjacielem pseudohodowcy? Nie chciałbym źle zrozumieć przekazu 🙂

    Brakuje mi jeszcze jednego – jaka jest definicja pseudohodowcy? Utarło się, że jest to hodowca spoza pewnych stowarzyszeń, ale osobiście uważam, że i w nich jest pełno osób, które hodowli mieć nie powinny. Nie da się ukryć, że dla wielu hodowla to po prostu biznes – bardzo łatwo znaleźć osoby, które na raz mają hodowlę kilku popularnych ras psów i kotów. Trudno w takiej sytuacji mówić o transparentności, która bije w dochody takich osób 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 czerwca 2017 at 15:20

      Tekst dotyczy zjawiska, jakim jest nieudzielanie informacji nt. hodowli i rasy, a nie psuedohodowli jako tatkich, więc siłą rzeczy nie znajdziesz w nim definicji pseudohodowli. Co zaś się tyczy przekazu tekstu to najprościej można ując go w następujący sposób: rozmawiajmy, edukujmy, bo to w długiej perspektywie przekłada się na dobro rasy. Zauważyłam, że forma literacka feletionu generalnie stanowi dla Ciebie pewien interpretacyjny problem. 😉

      • 1 lipca 2017 at 09:03

        Nie, po prostu strasznie krążysz po temacie, zamiast konkretnie przedstawić problem. Pamiętajmy, że felieton powinien być przede wszystkim lekki, jeśli o taką formę chodziło. Ten wpis to akurat waga ciężka 😀

        Dziękuję za wytłumaczenie 🙂

  4. 30 czerwca 2017 at 11:55

    To jest bardzo trudny temat. Trudno przyjąć tu jedno stanowisko. W borderowej grupie było już kilka przypadków, które są idealnym odzwierciedleniem poruszanego problemu. Pojawia się nowicjusz. Nowicjusz zadaje idiotyczne pytania. I to nie takie, które wynikają z braku wiedzy, bo sam brak wiedzy nie jest niczym złym. Ba! brak wiedzy, przyznanie się do tego i poszukiwanie informacji, to moim zdaniem bardzo wysoki poziom mądrości. Tylko głupi, uważa, że wie wszystko. Ale wracając. Nowicjusz zadaje durne pytania. Czyli takie, na które można znaleźć odpowiedź na co drugiej stronie o psach. Takie pytania, które sugerują, że jest leniwy, mało dociekliwy, że niedostatecznie sam zainteresował się tematem. Zadaje pytanie, które sugeruje, że jest albo głupi, albo niedojrzały. I w odpowiedzi dostaje trochę dobrych rad, od cierpliwych ciotek, a trochę zostaje zgnojony za to, że zwyczajnie nie odrobił podstawowych lekcji, a chce kupować psa. Te sytuacje kończą się tym, że w niedalekim czasie wita nas na grupie słodki ryjek szczeniaczka z pseudo. Na co pojawiało się jeszcze więcej zarzutów, po czym osoby te obracają się przeciwko środowisku, uznają, że „Ci z ZkwP” wywyższają się, pozjadali wszystkie rozumy i ogólnie zło. Potem trafiają ze swoim pseuduszkiem na grupy, którym to nie przeszkadza, lub na takie gdzie wręcz usilnie jedzie się po ZkwP. Czego uczą nas te sytuacje? Dokładnie tego o czym jest wpis. Takie akcje nie dość, że odsyłają ludzi do pseudo, to jeszcze sprzyjają tworzeniu się całych grup wspierających pseudo. Co faktycznie czyni takiego hejtera przyjacielem pseudohodowcy. Być może gdyby wytłumaczyć tym osobom wszystko na spokojnie i po ludzku, skończyłoby się to inaczej. Z drugiej jednak strony, nie dziwie się. Jeśli ktoś kocha daną rasę to zwyczajnie boli go to, że psa tej rasy chce kupić ktoś kto ma ją tak naprawdę gdzieś. Bo prawdziwie zakochany w rasie przeryje cały internet i dopiero później zacznie zadawać pytania. Będą to pytania z niewiedzy, a nie z głupoty. Na takie pytania, zawsze każdy chętnie odpowie. Tylko kto na tej miłości cierpi? psy. Więc być może dla dobra psów, warto byłoby potraktować tych od głupich pytań jak dzieci. Jeśli dziecko przyjdzie do nas i zada głupie pytanie, a my zamiast mu odpowiedzieć wściekniemy się, że pyta o takie rzeczy, to już do nas nie przyjdzie. Zacznie pytać znajomych czy obcych. Poszuka autorytetu gdzie indziej i nie można się potem dziwić jeśli jego stanowisko w sprawie, o którą pytało, będzie inne niż nasze. Nie obarczałabym miłośników odpowiedzialnością za głupie decyzje innych. Ale fakt, jest taki, że dla dobra tej naszej ukochanej rasy, moglibyśmy przewidzieć głupotę innych i czasem zluzować.

    • 30 czerwca 2017 at 13:04

      „Z drugiej jednak strony, nie dziwie się. Jeśli ktoś kocha daną rasę to zwyczajnie boli go to, że psa tej rasy chce kupić ktoś kto ma ją tak naprawdę gdzieś. Bo prawdziwie zakochany w rasie przeryje cały internet i dopiero później zacznie zadawać pytania. Będą to pytania z niewiedzy, a nie z głupoty. Na takie pytania, zawsze każdy chętnie odpowie.”

      Nie zgodzę się. Raz, nie muszę być wielkim miłośnikiem danej rasy, żeby chcieć ją w domu i zapewnić psu dobre życie. Ja w swojej rasie tak naprawdę zakochałam się nie przed a znacznie po pojawieniu się jej przedstawiciela w domu. I nie ma w tym nic złego. Załóżmy, że facetowi w wieku mojego ojca podobają się niemce. „Wie”, bo całe życie to właśnie słyszał, że taki pies musi mieć podwórko i dużo ruchu, poza tym stróżuje i jest mądry – same pierdy, ale wszyscy tak mówią, więc tych informacji nie weryfikował. Obiło mu się o uszy, że psa powinno się brać z hodowli, nie z bazaru, a poza tym niemce mają dysplazję, to warto poszukać takiego, który nie ma. No i pyta facet na grupie, chce zapewnić zwierzakowi dobry dom, nie szuka jakiejś specjalnej wiedzy, bo wydaje mu się, że wie. Prawdopodobnie zaleją go wypowiedzi agresywne i prześmiewcze w równych proporcjach. Rzeczowe będą w mniejszości. Co pomyśli sobie facet, patrząc na pomyje, których nie szczędzi mu grono w większości pewnie o 20-30 lat od niego młodsze? Prawdopodobnie ciężko się wkuropatwi, zadzwoni na numer z pierwszego ogłoszenia na olx i z dużym prawdopodobieństwem trafi na pseudo.

      Załóżmy utopijnie, że większość odpowiedzi byłaby spokojna i rzeczowa. „Zwróć proszę uwagę, że owczarki niemieckie są ofiarą wielu stereotypów, ludziom wydaje się, że…, tymczasem prawda jest taka… Polecam popytać w hodowlach takich a siakich, zorientować się, czy rasa w swoim stanie faktycznym nadal ci sie podoba tak, jak w stanie medialnym, bla, bla…” Jeśli pytający faktycznie szuka i ma dobrą wolę, to powie, o kurde, coś tu nie bangla i być może zacznie szukać i się dowiadywać. Poza tym podając nmiary na DOBRĄ hodowlę nic się nie ryzykuje, bo hodowca też weryfikuje to, komu odda szczeniaka. Jeśli szukający tej dobrej woli nie ma, to powie: dyrdymały, śwagier ma od 10 lat, co mi tu będą kazania prawić. Ale przynajmniej w tym pierwszym przypadku popłaca uprzejmość i udzielenie sensownej odpowiedzi. Atak i szyderstwo to czyste bicie piany bez pożądanego efektu. Ot, najwyżej atakujący poczują się częścią większej społeczności, do tego tej świadomej. No milusio, tylko sytuacji rasy to w żaden sposób nie poprawia.

      • 30 czerwca 2017 at 13:12

        Też uważam, że nie ma to aż takiego wpływu na stan rasy jak może się wydawać. Zawsze, absolutnie zawsze będą psy drogie, dla określonego targetu, ale zawsze dla balansu będą również psy tańsze – dla swojego targetu. Każdy przychodzi na ew. grupę FB ze swoimi przekonaniami, które trudno zmienić.

        Prawda jest taka, że trudno znaleźć rozwiązanie. Nie można nakazać, żeby dostępne do sprzedaży były tylko najlepsze, bardzo drogie psy, a osoby z mniejszymi finansami uwiązać wyłącznie do adopcji. Poza tym to może prowadzić do swojego rodzaju problemu – który pies jest najlepszy i dlaczego? Dla jednej osoby będzie liczył się eksterier i będzie patrzał głównie na ten aspekt. Inna osoba będzie zwracała uwagę wyłącznie na cechy psychiczne/użytkowe psa.

      • 30 czerwca 2017 at 13:23

        Wydawało mi się, że napisałam dość wyraźnie i to kilkukrotnie, że wypowiedzi pełne hejtu nie wnoszą nic dobrego. Mało tego, cały początek mojej wypowiedzi składa się z przykładu tego, do czego taki atak prowadzi i w zasadzie to co pisałam w dużej mierze jest zgodne z Twoją wypowiedzią 🙂 . Dodałam tylko, że się nie dziwie złości, bo ludzie potrafią zadawać takie pytania, że nie jest to kwestią zakochania w rasie czy nie, tylko podstawowych braków w zakresie kynologii. Nie dziwię się, że miłośnik rasy, zaraz się oburza gdy widzi, że ktoś tak nieogarnięty zabiera się do tematu. I mam tu na myśli, ludzi zadających takie pytania, że strach byłoby im powierzyć złotą rybkę. Staram się zawsze postawić po obu stronach i obie zrozumieć. Nie dziwię się i rozumiem, z czego wynika zachowanie „miłośników”. A jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, do czego to często prowadzi i uważam, że wielokrotnie lepiej byłoby zluzować, co zresztą pisałam 🙂

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        30 czerwca 2017 at 15:25

        Znowu Lena, z którą się bardzo zgadzam!, ubiegła mnie z odpowiedzią. 😉
        Generalnie, myślę, że nie będzie dużym nadużyciem, jeżeli napiszę, że ludzie są bardzo oporni na wiedzę i 8 na 10 osób mimo uzyskania konkretnych, rzeczonych informacji wciąż kupi psa w pseudohodowoli, bo taniej. Uważam jednak, że jeżeli ze względu na powściągnięcie chęci popisywania się (ja w ten sposób widzę sporo chamskich komenatarzy) uda się przemówić to rozsądku tylko tym 2 osobom z 10 to to już jest zysk dla rasy. 🙂

      • 30 czerwca 2017 at 19:59

        Mówiąc krótko – polemizuję z tymi pięcioma zdaniami, które przytoczyłam, nie z całością Twojej wypowiedzi 🙂

        Cały mój przydługi komentarz miał się odnieść do kwestii rozumienia. Bo widzisz, ja też to rozumiem, ale na poziomie emocji, nie czynów i uważam, że zwykłe użycie mózgu i zastanowienie się nad efektem swojej działalności mogłoby dużo zmienić. Niestety mam świadomość, że za to, co robię ponoszę odpowiedzialność. Dla wielu starszych ode mnie jest to jednak nowina nieakceptowalna, bo jak to tak, mam być odpowiedzialny za efekty tego, że powiedziałem, co mi w duszy gra? Ano tak. I jeśli utrudniasz komuś dostęp do wiedzy, ba, z rozkoszą go do zdobywania tej wiedzy zniechęcasz, to nie jojcz, że lud ciemny a kynologia w Polsce leży i kwiczy, bo sam ciężko na ten stan rzeczy pracujesz. Mogłabym łapką pokazać kilka takich gwiazd, ale że niekoniecznie pragnę wojenki, to trzymam te łapki przy sobie. 😛

        Jeszcze tylko, żeby polemika była pełna – osobiście wolałabym wbić na grupę ludzi, którzy dane psy mają niż ryć w internecie, bo tam, jak powszechnie wiadomo, jest prawda, półprawda i gównoprawda, a oddzielenie ziarna od plew jest trudne dla laika. Dowcip polega na tym, że zrobiłam to już dwa razy, zadałam pytania wcale nie głupie i dowiedziałam się, że nie ma sensu ze mna gadać, bo i tak kupię w pseudo, mój pies jest beznadziejny, bo to beznadziejna rasa, ja jestem głupia, biedna i na pewno brzydka. Dun, dun, dun 😀

      • 30 czerwca 2017 at 22:32

        taki zwyczajny kowalski co przyjdzie i kupi psa nie ma i tak znaczacego wplywu na dobro rasy. bedzie sobie tego psa miec robic z nim co chce i tyle. realny wplyw maja hodowcy – jakie psy rozmnazaja, jaki jest przeplyw wiedzy o chorobach, na co sa nastawieni. oczywiscie podaz zalezna jest od popytu wiec… troche kolko sie zamyka, bo kowalski chce psa tanio i niewazne jakiego, no ewentualnie ma byc takiego czy siakiego koloru. ci troche bardziej zorientowani w temacie szukaja zdrowych psow wiec wiekszosc lansuje sie jako hodowla z samymi zdrowymi psami albo praktykuje strategie calkowitego wybielania kosztem drugiej strony. ludzie kupujacy musza miec swiadomosc, ze nie da sie miec 100% gwarancji na zdrowie przez cale zycie psa, ze to NORMALNE, ze zywe organizmy choruja. a hodowcy niektorzy nie widza dalej niz swoj czubek nosa, ze moze teraz jest popularny lubiany i ma czasami zastrzyk kasy, a za 10 lat nie bedzie z czego hodowac bo pewnie 90% sie do chorob swoich szczeniakow i psow nie przyznaje

  5. Mariola
    30 czerwca 2017 at 12:01

    Staram się zawsze tłumaczyć, zawsze zapraszam do siebie. Jakieś wyjątki odbiły się od muru u mnie ale to były totalnie skrajne sytuacje. Jednak czasami jak tłumaczę dlaczego ta rasa nie może pilnować obejścia domu przez 10 godzin kiedy ktoś jest w pracy to zdarza się rzucenie słuchawką.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 czerwca 2017 at 15:29

      Bardzo to doceniam! Zdaję sobie sprawę z tego, że na posiadanie psów nie trzeba zdać obowiązkowego testu na inteligencję i zdrowy rozsądek, a hodowcy często muszą mierzyć się z… naprawdę dziwnymi ludźmi. Uważam jednak, że jednocześnie naprawdę sporo osób to po prostu nie wie, jak to wszystko funkcjonuje, jak powinno funkcjonować, bo w Polsce tradycyja hodowli psa rasowego nigdy nie była silna i zwyczajnie nie miały one z tą tematyką kontaktu. Tacy ludzie zaśługują na czas, spokój, odpowiedzi i często gdy włożyć w nich trochę wysiłku stają się bardzo wartościowymi członkami kynologicznej społeczności, robiąc dobrą robotę. 🙂
      Jest, niestety, trochę takich rzeczy, „prawd objawionych”, które wszyscy powtarzają i w które większość ludzi wierzy bo słyszała je przez całe życie (np. wspomniany gdzieś już ogród i kojec dla ON)… Jedyne, co możemy zrobić to rozmawiać, tłumaczyć, a potem rozmawiać i tłumaczyć jeszcze trochę.

  6. A&łaciate
    30 czerwca 2017 at 12:10

    Pseudohodowla to nie tylko ta stodoła i klatki.To co raz częściej po prostu rozmnażalnia psów w całkiem normalnych warunkach,ale bez podstawowej wiedzy o rasie,z minimum zrobionych badań aby coś tam wklepać na stronę.Suczkę się kryje pieskiem byle blisko,karmi szczeniaki i sprzedaje kto zapłaci.Niby wszystko ok …

    • 30 czerwca 2017 at 13:13

      Mam podobne zdanie – te ekstremalne pseudo łatwo poznać – nie ma problemu. Jednak w wielu hodowlach ”patologia” jest ukryta. Rozmnażanie dla rozmnażania. Niby psy nie cierpią, ale jednak z ideą hodowli mało to ma wspólnego.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 czerwca 2017 at 15:31

      Oczywiście, zgadzam się w 100%. Temat tego, czym konkretnie jest pseudohodowla to w ogóle śliska sprawa, bo pomijając warunki dochodzi jeszcze kwestia stowarzyszeń, tego, które są wiarygodne, a które nie, etc., nie o tym jednak jest ten tekst, a obraz szczeników ze stodoły to coś, co odpowiednio przemawia, stąd taki przykład.

  7. 30 czerwca 2017 at 18:19

    Bardzo fajnie napisane, zgadzam się z tekstem. Coś za często ludzie ostatnio plują jadem na innych, szczególnie w momencie gdy ktoś potrzebuje po prostu rzetelnych informacji oraz trochę pomocy, bo (uwaga zaskoczenie) nie każdy urodził się od razu jako super, hiper, doświadczony psiarz i jakoś tą wiedzę zdobyć musi.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 czerwca 2017 at 21:05

      Dzięki, cieszę się, że tekst Ci się podobał! 🙂

  8. 30 czerwca 2017 at 20:05

    Jestem tu nadaktywna 😛 Jeszcze tylko dodam, że byłam psim debilem, a tym, co wciągnęło mnie w kynologię, był (między innymi) stary Trend z seterem 🙂 Także edukowanie społeczeństwa przynosi efekty 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 czerwca 2017 at 21:04

      To jest absolutnie najmilsza rzecz jaką przeczytałam co najmniej w tym miesiącu! <3

  9. 30 czerwca 2017 at 23:59

    O to to to. Temat dla mnie na czasie. Jako, że szukałam szczeniaka innej rasy niż moja ukochana (czyt. ONek) chciałam zadać pytania miłośnikom i pasjonatom. Ostatecznie,chyba skutecznie odechciało mi się zmieniać rasy, co więcej, zmieniłam swoje priorytety. Demonizowanie ras, wychwalanie jej ponad, jakie to są trudne/ruchliwe i tylko dla wybrańców itp. Cały wachlarz. W pseudo zapewniliby mnie, że sobie poradzę, że rasa zdrowa (bez badań), kochana i mizialska, że wybiorę sobie pod kolor, że z wszystkimi się dogada i będę zadowolona z zakupu. I do tego będzie taniej, co jest koronnym argumentem. Z jednej strony trzeba brać pod uwagę,że dana rasa to nie tylko wygląd i przyszły nabywca musi to wiedzieć,z drugiej zalewanie samymi negatywami, jakoby zapominało się o samej radości posiadania psa. Przykre to jest.

    Ale też ciężko doradzić komuś psa, który nie wie z czym to się przysłowiowo je. Sama sceptycznie do tego podchodzę, bo wielu ONka bierze do ogrodu i tyle jest z jego pracy, a wiadomo, że to główny powód wszystkich problemów rasy. Bardzo podoba mi się podstawa hodowców, którzy zapraszają na wspólny spacer i obcowanie z ich psami, aby poznać czy to jest to. Dlatego to powinno być kluczowe przy polecaniu danej rasy, polecić miejsca,gdzie można na żywo zobaczyć przedstawicieli danej rasy czy to wystawy, zawody, wspólne spotkania czy seminaria. A wystrzegać przed opieraniem się jedynie na zmontowanych filmikach na YT.

    Dlatego bardzo trudno wyważyć balans, aby uświadomić nowicjusza, ale nie zgasić jego zapału i nie zrazić. Co gorsza, nie ma idealnego rozwiązania, bo każdemu powinno się dać szansę. Chyba trochę popłynęłam z tematem, ale jakoś naszło mnie na przemyślenia 😀
    Pozdrawiam

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      3 lipca 2017 at 12:09

      Wiadomo, że ciężko doradzić komuś w sprawie psa, kerując się jedynie kilkoma pytaniami na Facebooku i zgadzam się, że kluczowe jest poznanie psów danej rasy na żywo, albo przynajmniej długa rozmowa z odpowiedzialnym hodowcą przez telefon lub internet. Przy czym taka osoba wcale nie musi później od takiego hodowcy kupić psa, istotne jest to, aby znalazł się ktoś kompetentny, kto udzieli jej rzetelnych informacji, obejmujących zarówno zalety, jak i wady rasy i popchnie we właściwym kierunku. Na przykład, jeżeli taki hodowca uzna, że jak na szczeniaka od niego taki początkujący właściciel jest zbyt casualowy może po prostu odesłać go do kolegi po fachu, o którym wie, że hoduje zdrowe psy, ale o nieco mniejszej potrzebie pracy, etc.

  10. seterowa
    1 lipca 2017 at 00:41

    Niestety ale również wśród ZKwP jest sporo „hodowców”, którzy mają tak małe pojęcie o rasie, jej badaniach, predyspozycjach i tak dalej, że można sie załamać. Też jestem hodowcą jak i również pracuję w biurze oddziału i wiem, że wiele takich hodowców nie umie wypełnić poprawnie karty krycia, pytają o podstawowe rzeczy na przeglądach miotu,, a poza ledwie wymaganą hodowlanką nie mają i nie wiedzą nic, jakie badania, jakie co. Teraz zadzwonić do takiego z pytaniami to rzeczywiście odbicie sie od bardzo grubo ciosanego muru, bo szczegółowe pytania na temat na który nie ma pojęcia tymbardziej go obrażą i rozjuszą, bo to w końcu on jest hodowcą. Taki typowy janusz co hoduje owczarki lat 40 wie lepiej jak hodować, „po co mu dodatkowe badania, pani jakie badanie kliniczne siatkówki, a komu to potrzebne, cytologia a co to, psa z suką zamknąć na tydzień w jednym kojcu i będą szczeniaki” Mój jeden ulubiony pan hodowca na pytanie, czemu amstaff mieszka w kojcu, no pies krótkowłosy to jak, powiedział, „pani, pies w domu? to choroby, gdzie no jak w domu, koleżanka żony psa we wannie wykapała i chorobę weneryczną złapała” ………… I takich producentów pod egidą zkwp którzy niby mają wszystko co wymagane jest całe masy, a tak naprawdę ocierają się o pseudo, nic więc dziwnego, że ktoś będzie wolał kupić taniej i to gdzieś gdzie mu posłodzą i powiedzą co będzie chciał usłyszeć.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      3 lipca 2017 at 12:12

      To, niestety, prawda. 🙁 Obawiam się też, że w tej kwestii odgórnie jeszcze długo (o ile w ogóle kiedykolwiek) niewiele się zmieni, dlatego ponownie to, co można robić to takie działanie oddolne, poprzez udzielanie rzetelnych informacji nowym w danej rasie osobom – tak, aby redukowac popyt na szczeniaki powoływane na świat bez żadnego pomyślunku.

  11. Asia
    1 lipca 2017 at 15:27

    Dobry tekst. Mam adopciaka, ale gdzieś na skraju świadomości plącze mi się myśl o rasowcu i kiedy myślę o przejściu do praktyki zaczynają się problemy. Mieszkam na zadupiu, psów rasowych jest tu mało, głównie ozdóbki. Z ras POTENCJALNIE podobających mi się – nic. Więc, żeby cokolwiek poznać w praktyce/ocenić musiałabym pojechać na wystawę, zaprzyjaźnić się z hodowcami etc. Kolejny problem – wejście w środowisko, wpisanie się do kolejki do miotu etc. Nie jestem osobą zbyt towarzyską, nie chcę co wieczór gawędzić z hodowcą ani przechodzić dwuletniego nowicjatu w towarzystwie wzajemnej adoracji, żeby zostać uznaną za godną. Chcę mieć fajnego psa, który lubi szkolenie i wyzwania, i który nie drze ryja z byle powodu, ani nie ma silnego instynktu myśliwskiego. Nie chcę też wkupywać się w łaski nowego towarzystwa, wkręcać w środowisko. Chcę żeby hodowca mnie sprawdził(przejrzał mojego facebooka, poznał aktualnego psa, niech dzwoni do trenerki i pyta albo da mi test 100 pytań czy przyjedzie do domu z wizytą), ale niech to będzie konkret a nie żmudne wkręcanie się do klubu posiadaczy. Bo mnie interesuje pies, potencjalny mój własny, a nie poznanie wszystkich hodowli i kojarzenie ludzi typu „Zosia od Pimpusia”, „Arek od Demona” i „Pani Maja, hodowczyni słynnego Kajtka”. Jak pomyślę o tym wkręcaniu w środowisko to wolę schować te cztery koła do kieszeni i pojeździc po schronach licząc na odrobinę szczęścia przy wyborze.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      3 lipca 2017 at 12:14

      Oj, tak, konieczność „wkręcenia się w środowisko” to też problem – to, że chce się mieć psa danej rasy wcale nie oznacza, że miło jest mieć do czynienia ze skupionymi wokół niej ludźmi.

  12. 1 lipca 2017 at 17:44

    Bardzo dobry tekst. Jasny choć nie oczywisty. Jak przychodzi do uświadamiania śmiertelników to często dużo osób nabiera wody w usta. Szkoda.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      3 lipca 2017 at 12:05

      Dzięki! Cieszę się, że Ci się podobał i że nie tylko ja dostrzegam to zjawisko. 🙂

  13. 2 lipca 2017 at 23:14

    Sama coraz częściej obserwuje podobne sytuacje w internecie 😛 Ostatnio grupie whippetów na fb, ktoś pytał własnie o te psy bo chciał takiego nabyć. Miał to być jego pierwszy pies tej rasy i w komentarzach rzuciła się na niego grupka osób z tekstami typu: ,,Nie bierz whippeta, to psy tylko dla doświadczonych właścicieli” , ,,Jeśli nie miałeś wcześniej whippeta to nie bierz go bo sobie nie dasz rady” i wiele innych podobnych wymówek. Zupełnie jakby Ci którzy to pisali od razu urodzili się i zaraz oi tym od razu byli właścicielami whippeta. Przecież każdy musi od czegoś zacząć, zawsze mieć swój pierwszy raz z daną rasą. Jak dla mnie przesadzone. Zamiast doradzić, napisać coś o tym psie, czego można się spodziewać itd. to od razu agresja.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      3 lipca 2017 at 12:04

      Strasznie to jest przykre i właśnie przez takie zachowania czesto pierwszy pies w danej rasie bywa w pewnym sensie zmarnowany. 🙁 Trafić na dobrego hodowcę, który odpowie na wszystkie pytania, wprowadzi w rasę, pomoże, nawet jeżeli akurat nie sprzeda psa – to prawdzy skarb.

  14. Hanako
    12 lipca 2017 at 11:21

    Ja się wypowiem spóźniona – bardzo dobry tekst, oczywiście. Myślę, że cała sprawa rozbija się o to, że ludzie uwielbiają się czuć wyjątkowi. W przypadku psa rasowego, poniesienie nakładów finansowych i czasowych wydaje się upoważniać do bycia kimś lepszym – stąd elitaryzm, zamknięte kółka wzajemnej adoracji i psioczenie na nowicjuszy, próbujących dostąpić podobnego zaszczytu. Wszystko na zasadzie „wiem, ale ci nie powiem, bo jeszcze byłbyś lepszy ode mnie, a ja musiałem swoją wiedzę zdobyć sam, ciężką krwawicą, i nikt, NIKT mi nie pomógł”. Nawet w tutejszej dyskusji wyliczono dokładnie, jakie warunki trzeba spełnić, żeby zostać „miłośnikiem psów” i ile godzin spędzić samotnie w przeszukiwaniu googla, żeby mieć prawo zadać pytanie specjalistom danej rasy. Horror.
    No i przede wszystkim – każda rasa jest wyjątkowa. Najtrudniejsza. Dla wybranych. Pierwszy lepszy z ulicy sobie nie poradzi, z pewnością. W swoim krótkim życiu interesowałam się pobieżnie kilkunastoma rasami i jeszcze nie znalazłam takiej, na którą bym zasługiwała…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.