Recenzja: koziołki Wooddog

Jakiś czas temu, dzięki uprzejmości firmy Wooddog moja torba treningowa wzbogaciła się o nowe zestawy patyczków węchowych oraz piękne, drewniane koziołki do obedience. Patyczki wciąż czekają na swoje miejsce w planie treningowym, natomiast aportów używam bez przerwy od kilku miesięcy. A że są to aporty nie byle jakie uśmiecham się za każdym razem, kiedy wyciągam je z plecaka.

Do wyposażenia się w nowe aporty przymierzałam się od jakiegoś czasu, szukając koziołków takiej wielkości i wagi, które rzeczywiście będą dopasowanego do mojego psa i moich aktualnych potrzeb treningowych. Raczej lekkich, chociaż nie przesadnie, o niezbyt długim gryfie i średnio masywnych boczkach. Nie do końca wiedziałam, co to wszystko oznacza w przeliczeniu na gramy i centymetry, ale przeglądając oferty kolejnych sklepów miałam wrażenie, że żaden koziołek nie odpowiada mglistej wizji aportu idealnego, która zalęgła się w mojej głowie. Dlatego, kiedy odezwała się do mnie Natalia, proponując możliwość przetestowania spersonalizowanych koziołków Wooddog pomyślałam, że to świetna okazja, aby zmierzyć się z wagą i linijką. Kilka dni później rozpoczęłam treningi z nowymi aportami. Próbkę tego, jak fajnie się z nimi pracuje można było zobaczyć już jakiś czas temu: w tutorialu dotyczącym nauki aportu formalnego w obedience. Aktywni zawodnicy obedience mogli natomiast zapoznać się z produktami spod znaku Wooddog podczas zawodów w Opolu i Wrocławiu.

Wooddog to niewielka firma rodem z Tarnowa, która powstała z miłości do psów. Jak wskazuje nazwa, trudni się produkcją rozmaitych skarbów z drewna (i nie tylko!). Oprócz akcesoriów obedience w ofercie Wooddoga znajdują się także wieszaki na smycze i stojaki na psie miski, a każdy produkt może zostać dostosowany do oczekiwań odbiorcy, zarówno jeżeli chodzi o wymiary, jak i aspekt estetyczny. To właśnie możliwość personalizacji jest największą zaletą marki. Zapewniam Was, że aportem, na którym widnieje imię psa rzuca się znacznie przyjemniej.

Aby złożyć zamówienie trzeba przede wszystkim wybrać rozmiar koziołków. Wooddog ma w swojej ofercie aporty z drewna dębowego, o standardowej wadze oraz lżejsze, wykonane z wodoodpornej sklejki. Obie wersje występują w trzech standardowych rozmiarach (S, M oraz L), jednak tak naprawdę można dość dowolnie żonglować poszczególnymi wymiarami, aby dobrać wielkość boczków, długość oraz szerokość gryfu do konkretnego psa. Mnie zdecydowanie o wymiarach koziołków nastręczyło nieco trduności. Wprawdzie kiedy zamawiam rzeczy dla psa zawsze dokonuję odpowiednich, zalecanych przez producenta pomiarów, jednak niezmiennie zaskakuje mnie faktyczny rozmiar produktu – bez względu na to, czy mowa o aportach czy o szelkach i obrożach. Ostatecznie zdecydowałam się na drewniane koziołki odpowiadające proponowanemu przez Wooddog rozmiarowi M: z gryfem o średnicy 2,5 cm, długim na 10 cm, o boczkami grubości 1,8 cm. Cały aport, mierzony od końca jednego do końca drugiego boczku ma nieco ponad 13 cm. Waga aportu to około 280 gramów.

Koziołki wykonane są z dwóch rodzajów drewna. Boczki to drewno dębowe zabezpieczone podwójną warstwą bezbarwnego lakieru z atestem do dziecięcych zabawek, dzięki czemu aporty łatwiej się czyści – jeżeli jesienna pogoda zmusza do treningu na błocie zamiast na trawie można po wszystkim po prostu spłukać brud prysznicem. Gryf z kolei zrobiony jest z drewna bukowego ze względu na większą twardość i związaną z tym odporność na podgryzanie. Gambit wprawdzie koziołków (jeszcze) nie podgryza, ale aporty towarzyszyły mi przy okazji treningowych zawodów Oszustwo do kwadratu, podczas których zostały przetestowane przez psy różnych ras. Jak dotąd gryf nie nosi praktycznie żadnych śladów użytkowania.

Tym, co szczególnie mnie cieszy jest wytrzymałość: coś z czym dotychczas zawsze miałam problem. Po jakimś czasie mocnowanie boczków ulegało obluzowaniu i zaczynały one obracać się na gryfie. Lubię symetrię, więc krzywe boczki zawsze były mi solą w oku i źródłem irytacji. Nie wiem, jakich wkrętów używa ekipa Wooddoga, ale muszę przyznać, że robi to bardzo skutecznie, bo jak dotąd boczki obu koziołków znajdują się dokładnie tam, gdzie być powinny. I to pomimo tego, że ćwicząc w domu wyczekanie wyrzutu przy mocnym zamachu jednym z aportów tak przywaliłam w ścianę, że została w niej spora dziura. Jak to się stało nie wiem do dziś, bo celowałam w koc specjalnie rozłożony na podłodze, żeby zamortyzować uderzenie… Ups.

Oczywiście, najfajniejsza w koziołkach Wooddog jest możliwość personalizacji. Dotychczas sądziłam, że zupełnie nie biorą mnie takie rzeczy. Trening to trening i dopóki pies poprawnie wykonuje stawiane przed nim zadania nieważne, na jakich aportach się ćwiczy. Zmieniłam zdanie natychmiast po tym, kiedy wyjęłam aporty z pudełka. Są po prostu śliczne!

Personalizacja polega na umieszczeniu na boczkach napisów lub prostego logo, które wykonywane są techniką frezowania. Możliwa jest wyłącznie na koziołkach drewnianych – boczki ze sklejki są zbyt cienkie, aby dało się na nich uzyskać pożądany efekt. Ostateczny wygląd spersonalizowanych koziołków nie jest niespodzianką do ostatniej chwili: kilka dni po złożeniu zamówienia firma drogą mailową lub przez Facebooka wysyła do klienta projekt do zatwierdzenia. Ja zdecydowałam się na ustawione skośnie napisy: “Pies do kwadratu”, “Let’s rock!” (od imienia rodowodowego Gambita) oraz imię psa z łapką. Efekt? Wyjątkowo uroczy i zagrzewający do boju! Szczególnie, że ostatnio dużo na moich treningach aportowania, co pokazywałam chociażby w najnowszym filmie z serii Training snapshots (zobaczcie koniecznie, bo jestem z Gambita bardzo dumna!). W przypadku rozmiaru M koszt personalizowanego koziołka to około 60 zł.

Spersonalizowane aporty Wooddog to obecnie mój ulubiony sprzęt treningowy. Nie dość, że uśmiecham się kiedy je widzę, to na dodatek z łatwością wytrzymują moje brutalne traktowanie. Staram się trenować na różnych koziołkach, aby Gambit za bardzo nie przyzwyczajał się do aportów jednego typu, muszę jednak przyznać, że ostatnio trochę… brakuje mi do tego motywacji.

Zalety i wady:

+ personalizacja;
+ możliwość samodzielnego dopasowania wielkości koziołka do psa;
+ wytrzymałość (boczki się nie kręcą!);
+ można je myć (pokrycie bezpiecznym lakierem);

– dość wysoka cena.

Tekst powstał we współpracy z firmą Wooddog.

Jeżeli macie ochotę samodzielnie wypróbować koziołki Wooddog to nadarza się ku temu świetna okazja. Do końca września na hasło „gambit” możecie zamówić w Wooddogu aporty z 15% zniżką. Zamówienia można osobiście odebrać 24 września na zawodach obedience w Grębiszewie k. Mińska Mazowieskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.