Kto brudzi w mieście?

Problem brudu w mieście coraz częściej staje się przedmiotem debaty publicznej. Ta zaś prowadzona jest pod postacią mniej lub bardziej kontrowersyjnych kampanii społecznych, dyskusji lub przerzucania się obelgami na Facebooku. Najczęściej za odpowiedzialnych za brud w przestrzeni miejskiej uznaje się właścicieli psów, którzy nie sprzątają po swoich czworonogach. Przyznaję, wiele w tym prawdy. Jednocześnie jednak męczą mnie ciągłe oskarżenia wycelowane w jedną grupę społeczną, bo za porządek w przestrzeni publicznej odpowiadają wszyscy jej użytkownicy – nie tylko osoby z psami.

Tak, wiele osób nie sprząta nieczystości po swoich psach. Tak, wczesną wiosną trawniki przypominają pola minowe. Tak, skracanie sobie drogi przez miejski skwer może zakończyć się przykrą niespodzianką na podeszwie buta. Sęk w tym, że to tylko pewna część znacznie szerszego problemu. Co więcej, psia kupa jest tą mniej szkodliwą z jego składowych. Jednocześnie, jestem przekonana, że mało kto spośród zwyczajnych, szarych obywateli wie o miejskich nieczystościach więcej niż w miarę odpowiedzialny właściciel psa – taki, który swojego burka zabiera na spacery nieco dłuższe niż kółko wokół bloku i pilnuje, aby Reksio był przykładnym mieszkańcem osiedla. Sama o tym, jak brudne i zaśmiecone są miasta, w których przebywam przekonałam się dopiero po tym jak sprawiłam sobie psa. Wcześniej sądziłam, że przestrzeń miejska dwudziestego pierwszego wieku jest w miarę czysta. Nie mogłam bardziej się mylić!

Nie od dziś wiadomo, że spora część społeczeństwa żyje od weekendu do weekendu. Aby się o tym przekonać, wcale nie trzeba sięgać po artykuły z dziedziny socjologii opisujące nawyki kolejnego pokolenia jednej z końcowych liter alfabetu. Wystarczy w sobotę rano wyjść z psem na spacer, trzeba tylko pamiętać, aby założyć buty z odpowiednio grubą podeszwą, a czworonoga nosić na ręku. Krajobraz bowiem jasno wskazuje na to, że powrót z imprezy bez rozbicia na chodniku kilku butelek po piwie się nie liczy. Kawałki szkła walają po ulicach, chodnikach i trawnikach, szczególnie w okolicach (często mocno przepełnionych) koszy na śmieci. O ostry odłamek naprawdę łatwo się skaleczyć. Jednocześnie, taki “wczorajszy” krajobraz uznaje się za normalny, a kampanie społeczne z uporem prezentują dzieci umazane czekoladą, zamiast pokazywać ich pokaleczone tulipanami rączki, pechowych biegaczy z poharatanymi kolanami czy porozcinane, krwawiące poduszki psich łap.

Drugim problemem, tym razem występującym ze stałą codzienną częstotliwością, są fruwające kanapki. Albo makaron. Albo kości z rosołu. Albo spleśniałe bułki. Jedzenia, wiadomo to rzecz!, marnotrawić nie wolno, więc resztki z ludzkiego stołu zamiast do kosza na śmieci trafią na trawnik przed blokiem, wyrzucane przez kuchenne okno. Bo zamiast w końcu nauczyć się przygotowywać racjonalne listy zakupów i planować posiłki lepiej, a przede wszystkim łatwiej jest cały ten nadmiar “ofiarować” głodnym zwierzętom. Efekt, oczywiście, jest odwrotny od zamierzonego. Dokarmianie ptaków białym pieczywem jest dla nich szkodliwe. Gnijące kości i resztki curry padają zwykle ofiarą domowych psów, dla których to wprawdzie łakome, ale często trujące kąski. Z porozrzucanych po osiedlach resztek chętnie korzystają za to szczury, będące nosicielami całego katalogu chorób.

Na koniec rzecz nieprzyjemna, a także jak sądzę najbardziej zaskakująca. Przypuszczam, że wiele osób po prostu nie jest świadomych istnienia tego problemu, mowa zaś o tym, że… nie tylko psy są źródłem kup, w które można wdepnąć na miejskim trawniku. Spacerując z psem wielokrotnie widziałam ludzi, którym nie chciało się tracić czasu na odwiedzanie toalety i zamiast tego oddawali kał lub mocz na zewnątrz. W parku za drzewem. Na skwerku za kępą krzaków. Tuż przy placu zabaw, bo dzidzia nie zdąży do łazienki, ale nie nosi już pieluszki. Czy ktokolwiek sprząta po sobie w takiej sytuacji? Nie spotkałam się z tym. Jednorazowe nocniki to wynalazek, z którego mało kto korzysta. Dorośli szybciutko ulatniają się z “miejsca zbrodni”. Wychodzi na to, że ludzka kupa ludzka jest kupą lepszej, innej kategorii, która pachnie różami, a na podeszwach butów pozostawia błyszczący brokat. A może jednak nie?

To, czy ktoś śmieci nie zależy od tego, czy towarzyszy mu pies, czy nie. To kwestia wychowania i kultury, zaś obowiązek sprzątania po sobie dotyczy wszystkich po równo. Po prostu. Z niecierpliwością czekam na szeroko zakrojoną kampanię społeczną skierowaną do wszystkich mieszkańców miast – nie tylko osób z psami. Taką, która będzie podkreślać to, że czystość w przestrzeni publicznej odpowiedzialni są wszyscy w równym stopniu. Taką, która postawi na jasny, prosty przekaz. Nie śmieć. Sprzątnij po sobie. Chcesz żyć w czystym mieście? Nie bądź brudasem.

 

PS. Domyślam się, że jeżeli na ten tekst natrafi osoba z zewnątrz natychmiast padanie pytanie o to, czy sprzątam po swoim psie. Sprzątam. Mam woreczki na odchody w każdej kurtce.

photo credit: Theen … 2 Monkeys via photopin (license)

  19 komentarzy do tekstu: „Kto brudzi w mieście?

  1. Anonim
    6 października 2017 at 10:00

    Ja na każdy spacer bez smyczy po miejskim parku zakładam mojej psinie kaganiec. Bo nawet najlepiej wyszkolony pieseł nie zostawi sam z siebie kości wyrzuconych w krzaki! Na szczęście wystarcza kaganiec fizjologiczny, bo to, że skubnie (i za chwilę zareaguje na komendę) pokrojone w kosteczkę kawałki chleba dla ptaków to nie aż tak źle, a dla mnie bardzo ważna jest możliwość dawania smakołyków i umożliwienia psu picia. Większe kawałki niż chlebek raczej się nie mieszczą przez otwory namordnika. Niestety, najgorsze jest to gdy idziemy na smyczy (bez kagańca) i wtedy pies znajduje śmieci i próbuje je zjeść…

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      6 października 2017 at 16:21

      Ja akurat od szczeniaka bardzo konsekwentnie uczyłam psa wypluwania rzeczy z pyska na komendę – działa także w przypadku kości. Raz zdarzyło mi się, że nie wypluł, a przyczyną porażki było surowe skrzydełko z kurczaka. Jak znalazło się na trawniku tuż przy placu zabaw w centrum Krakowa – tego nie wie nikt. 😛

      • 6 października 2017 at 20:05

        Oj mnie baaaardzo zaskakują odkrycia Ku i naprawdę nie wiem, czy to koty (albo inne zwierzęta) przenoszą jedzenie w najdziwniejsze miejsca, czy ludzie jednak wolą nie wyrzucać jedzenie pod swoje okna i nocą wymykają się wyrzucić je gdzie bądź. To, że psy mogą capnąć coś szkodliwego to jedno, większy problem, który odczuwa już wielu mieszkańców całkiem sporych miast, to to, że nauczyliśmy np. dziki wychodzić w miasto, w środek typowego blokowiska.

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        7 października 2017 at 18:06

        Niestety, to ludzie wyrzucają resztki jedzenia przez okna – wiem to na pewno, bo nie raz mało nie oberwałam w głowę ziemniakami, makaronem czy innymi delicjami „dla ptaszków”, zdarzyło mi się też widzieć z okna sąsiadów uprawiających ten jakże uroczy proceder. I tak, masz rację – panoszące się po osiedlach dziki to w wielu miastach spory problem, którego ludzie sami są sobie winni. 🙁

  2. 6 października 2017 at 11:46

    To jest niestety smutna prawda. O wszelkie zło i brud na trawnikach obwinia się psy, a prawda jest taka, że to jest najmniejszy problem i wcale nie mówię tego dlatego, że sama jestem właścicielem psa. Na moim osiedlu ostatnio bardzo mocno promuje się sprzątanie kup i pod tym względem jest całkiem miło. Jednak gdy wzięłam do domu Vuko, trafiały się dni kiedy po prostu stawałam i klęłam na cały świat, bo nic mi innego nie pozostawało. Nie miałam gdzie go wynieść i posadzić na trawniku, żeby nie trafić na kupę innego psa, na szkło, czy śmieci. No nie szło, wszędzie widziałam ten syf. Moje oczy zamieniły się w śmiecio-radary, żeby chronić papika przed zjadaniem kolejnego śmiecia z ulicy i przed wdepnięciem w kolejne rozbite szkło. Styczeń, luty to był pogrom chusteczek, wszędzie tego było pełno, a wyciąganie głupiutkiemu szczeniakowi, zasmarkanej chusteczki to nic fajnego. Idiotów rozbijających butelki najchętniej wysłałabym na inny kontynent i niech tam się kiszą w swojej patologii. Nikt normalny nie czerpie niezrozumiałej radości z wyrzucania z siebie małpich okrzyków, lania się po twarzach, trzaskaniu w samochody i rozbijaniu butelek, siedząc na ławce. Nikt. A ludzkie kupy? W okolicy domu mam z tym względny spokój, ale wystarczy wybrać się nad jezioro, na dziką plażę. Kupy są wszędzie, wszędzie. Trzeba uważać, żeby stopą nie wdepnąć -.- Żyjemy w strasznym syfie, ale najprościej zrzucić wszystko na biednych psiarzy, których już i tak większość sprząta po psach. To mi ciśnienie podniosłaś od rana 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      6 października 2017 at 16:26

      Dokładnie, sytuacja w miastach jest masakryczna, a za wszystko obwinia się właścicieli psów – święci, wiadomo, nie jesteśmy, ale psa, który sra papierkami, petami albo odłamkami szkła jeszcze jak żyję nie widziałam…

  3. 6 października 2017 at 14:00

    Ech nie pozostaje nic innego jak się z tobą zgodzić…
    Mam takie jedno miejsce niedaleko domu – w miejscu gdzie kończy się górny mokotów i zaczyna dolny jest skarpa. I właśnie na tej skarpie na samym odsłoniętym szczycie z którego roziąga się fajna panorama na okolice jest jeden wielki BURDEL. Szkło, butelki, plastiki, ubrania. Wszystko. Do wyboru do koloru. Przychodzi tam młodzież. Czasem zaglądają bezdomni.
    Ale co w tym wszystkim jest najlepsze? Że z kilku stron górki jest tablica. Czerwona. Z dumnym napisem ”użytek ekologiczny”

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      6 października 2017 at 16:27

      Ten „użytek ekologiczny” to prawdziwy hit. 😀

      • 7 października 2017 at 15:41

        Ja się zastanawiam czy ten kto to miejsce tak zakwalifikował w ogóle tam kiedyś był :p Mam spore wątpliwości

  4. Kasia
    6 października 2017 at 15:09

    Do puki dopóty nie będzie kar – czy to za wyrzucanie papierków, szkła czy nie sprzątanie po psach – kar które będą wysokie i faktycznie egzekwowane to nic się nie zmieni 🙁 u mnie np. nagminnym jet (na osiedlu), że ludzie wyrzucają swoje domowe śmieci do małych koszy przy alejkach. Te śmieci następnie wyciągają ptaki i rozrzucają…dramat. To samo tyczy się staruszek wylewających czy niewysypujących jedzenie dla bezdomnych zwierząt 🙁 niestety policja czy straż miejska traktują takie incydenty po macoszemu.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      6 października 2017 at 16:28

      Kary to jedno, ale skuteczna, konsekwentna i pozytywna w przekazie edukacja społeczeństwa jest moim zdaniem również potrzebna. O sprzątaniu po psach trąbi się ciągle i dostrzegam naprawdę wyraźną poprawę w tej kwestii na przestrzeni lat. Chciałabym, aby równie mocno podkreślano, że resztki jedzenia powinny lądować w koszu na śmieci, zamiast na trawniku, etc.

  5. 6 października 2017 at 17:16

    To nie jest tylko miejski problem, teraz jest sezon na grzyby, a przez to również na grzybiarzy. „Papierzaki” w całym lesie, folie, reklamówki i kosmiczne ilości szkła, ale niech mnie spotkają na łące z psami luzem… awantura płosząca całą zwierzynę w promieniu dwóch kilometrów (ewentualnie dziki szał, bo ładny piesek, a każdego ładnego psa trzeba zawołać). A są jeszcze głąby, które wywożą całe worki śmieci do lasu – nie polecam!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      7 października 2017 at 18:04

      Taaaak, bo przecież na grzyby bez kilku piwek się nie da – a butelki trzeba koniecznie zostawić w lesie, wrr.

  6. Wilson - WHWT
    6 października 2017 at 18:27

    Kiedyś usłyszałam, że papierek po czymś na trawie nie jest tak zły jak psie odchody, więc tego sprzątać nie trzeba i…ręce mi opadły. U nas w najbliższym parku pod każdą ławką jest istny śmietnik, a kosze są około metr od każdej z nich. Ja rozumiem, że niektórym się nie chce schylać, jak im coś upadnie, mi też zazwyczaj nie, bo albo bolą mnie plecy, albo jestem zmęczona, albo jakaś inna wymówka, ALE robię to, bo chcę widzieć czystą trawę, a nie śmietnik z małymi przebłyskami zieleni w niektórych miejscach. Jedzenie pod balkonami to dramat, bo przecież po co wyrzucić do kosza w domu, lepiej wylać przez balkon. Bo każdy lubi mieć brudną trawę pod balkonem. Przykre jest to, że ludzie z psami coraz częściej zaczynają sprzątać po swoich pociechach (niektórzy tylko i wyłącznie w strachu przed mandatami – ale i to dobre), a widuje się więcej śmieci czy szkła na chodnikach lub osiedlowych trawnikach. Mój ulubiony typ osób to te, które są gotowe opieprzyć Cię przez okno, że pies brudzi trawnik (chociaż ten nic jeszcze nie robi), a potem wyrzucają wypalone papierosy na ten sam trawnik. Wzory do naśladowania.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      7 października 2017 at 18:10

      Niestety, mam wrażenie, że wszystkie kampanie dotyczące sprzątania po swoich psach przyniosły zarówno pozytywny, jak i negatywny skutek. Coraz więcej ludzi sprząta psie odchody, jest coraz więcej koszy, ale z drugiej strony w społeczeństwie powstała jakiś schizofreniczna świadomość, że to właśnie psie kupy sprawiają, że jest brudno a nie butelki czy stosy petów na trawnikach. :/

  7. Marysia
    6 października 2017 at 18:48

    Przez te śmieci, to w niektóre miejsca aż strach wychodzić z czworonogami :c Najgorsze są szklane butelki, praktycznie wszędzie. I nie przeszkadzałyby aż tak, gdyby nie to że predzejczy później się potłuką, a że są pozostawiane w najmniej spodziewanych miejscach (choć sama kożystam z przywileju legalnego spożywania alkocholi w niektórych terenach zielonych w mieście, to coraz bardziej żałuję, że miasto się na to zdecydowało – bo mało kto z świetnie się tam bawiących chce się pofatygować do kosza z butelkami, co z tego, że w paru miejscach są, skoro można parę kroków od śmietnika rzucić wszystko na ziemię). O tyle dobrze, że mam nie tak duże psy, że mogę je wziąść na ręce, bo nigdy nie wiadomo czy chwilę po przejściu po niektórych odcinka nie musiałabym biec do najbliższego weta. Co niestety zdarzyło się już moim znajomym :/
    I dla mnie ludzkie kupy, to już pół biedy. Najbardziej bolą mnie pieluch znajdywane na środku pola czy gdzieś w krzakach (w ogóle nie mam pojęcia skąd się ludzie z dziećmi biorą w tego typu chaszczach…). Nie wiem czy oni wierzą, że to się zaraz rozłoży czy jak?
    Choć myślę, że problem poza wychowaniem i kulturą osobistą, leży też w tym, że w niektórych miejscach na pradę ciężko znaleźć miejskie kosze. W mojej najbliższej okolicy, mogłabym je zliczyć na palcach 1 ręki (a niby mieszkam w mieście). Czasem zdarza się, że przez pół spaceru paraduję z woreczkiem, bo zwyczajnie nie ma gdzie wyrzucić. Trochę mi głupio, ale czasem wyrzucam do wystawionych śmietników somsiadów, no bo co zrobić? Tak samo jak czuję się trochę zażenowana wyrzucając woreczki do koszy na przystankach, no ale to są praktycznie jedyne pojemijki na odpady w okolicy, więc co zrobić…

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      7 października 2017 at 18:14

      Myślę, że dzieci jeżeli chodzi o małe dzieci to przestrzeń publiczna jest w ogóle źle pomyślana – przy placach zabaw i w parkach powinny być po prostu darmowe, publiczne toalety. Niedobrze mi się robi na myśl o tych wszystkich bobasach „wysadzanych” za najbliższym krzaczkiem obok placu zabaw i nie rozumiem, dlaczego rodzice nie korzystają z jednorazowych nocników. Zdaję sobie sprawę z tego, że małe dziecko nie dotrzyma do toalety, ale przecież posiadania potomstwa nie zwalnia z przestrzegania elementarnych zasad kultury.

  8. 10 października 2017 at 15:42

    Pieski powinny zawsze chodzić na smyczy i w kagańcu – wtedy się je pilnuje i nic nie podjadają
    a co do śmieci w mieście, to fakt – tragedia.. wiadomo, ludzie produkują dużo śmieci, ale to wszystko powinno być sprzątane, a ludzie w głowach powinni mieć dbanie o porządek, a nie wywalanie pod siebie !!!!!!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      10 października 2017 at 15:44

      Nie, nie powinny. Zgodnie z prawem, powinny być pod kontrolą swoich właścicieli/ opiekunów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.