5 prostych uprzejmości dla drugiego psiarza

Relacje właścicieli psów z pozostałymi mieszkańcami miast to często poruszana kwestia. W Polsce nie zawsze przyjaźnie patrzy się na psy w przestrzeni publicznej, więc siłą rzeczy to temat, który budzi wiele emocji. Do tego stopnia, że relacje na linii psiarz – psiarz to zwykle poboczny (choć przecież co najmniej równie gorący!) wątek. A szkoda! Bez wątpienia wszyscy posiadacze psów kochają te urocze zwierzęta, lecz mimo to zdarza się, że trudno się nam porozumieć we własnym gronie. Co zrobić, aby móc łatwiej dogadać się z panią od Reksia z klatki obok? Wbrew pozorom to nic trudnego, bo przecież zdecydowanie więcej nas łączy niż dzieli. Dlatego wystarczy odrobina psiarskiej kultury na spacerach. Kilka pozornie nieznaczących gestów, które sprawią że będziecie uchodzić za za super pro psiego przewodnika, a na dodatek totalnie zrobicie komuś dzień. Przedstawiam Wam 5 prostych uprzejmości, dzięki którym ten drugi psiarz będzie wprost wielbił Was w duchu!

1. Uszanuj smycz

Chyba w każdym mieście jest takie miejsce, w którym psy biegają luzem i bez względu na to, jak bardzo restrykcyjne są lokalne przepisy raczej przymyka się na to oko. Doskonale rozumiem takie naginanie obowiązujących regulacji – trudno, aby miejskie burki wiecznie spacerowały na uwięzi. Jednocześnie jednak chciałabym, aby właściciele ganiających się po parku reksiów zwracali uwagę na to, co robią ich psy i szanowali innych zapsionych użytkowników tej przestrzeni. Szczególnie tych, którzy swoje czworonogi prowadzą na smyczy. Zwykle bowiem w takich miejscach smycz nie jest używana bez powodu i powinna być przez osoby postronne odbierana jako sygnał jasno mówiący: “Proszę, nie podchodź”. Twój pies biega luzem, a w Waszą stroną zbliża się ktoś kto prowadzi swojego na smyczy? Przywołaj swojego czworonoga i na chwilę zapnij na smycz lub przytrzymaj go za obrożę, tak, aby druga osoba ze swoim psem mogła bezpiecznie i spokojnie przejść obok.

Niestety, brak szacunku wobec drugiego psa na smyczy jest tak powszechnym zjawiskiem, że kiedyś już poświęciłam mu osobny tekst.

2. Nie przeszkadzaj

Coraz więcej osób stara się świadomie wychowywać swoje czworonogi i aktywnie spędzać z nimi czas, co jest niezwykle pozytywnym zjawiskiem. Niestety, bycie świadomym właścicielem czworonoga bywa niezwykle trudne – szczególnie dla wszystkich tych, którzy nie dysponują prywatnym kawałkiem ogrodzonego trawnika i podczas pracy z psem zmuszeni są korzystać z publicznych skwerów i parków. Zdarza się bowiem i to, co stwierdzam z przykrością, zaskakująco często, że trening czy szkolenie jednego psa skutecznie psują… inni psiarze wraz ze swoimi pociechami.

Puszczone luzem psy, na które właściciel nie zwraca uwagi wpadają na ćwiczące zwierzę, obsikują odłożony na bok sprzęt treningowy, kradną zabawki. Bywa i tak, że ktoś próbuje “skorzystać z okazji” i widząc ćwiczącą ze swoim psem osobę zwalnia ze smyczy własnego czworonoga, żeby także mógł uczestniczyć w treningu. Nie idźcie tą drogą! To absolutnie najbardziej nieprzyjemna rzecz jaka spotyka mnie w związku z posiadaniem psa, coś co przeokrutnie złości nie tylko mnie, a ale również mojego psa. Widzisz, że ktoś pracuje ze swoim psem? Uszanuj wysiłek, jaki ta osoba wkłada w szkolenie swojego czworonoga i nie przerywaj jej sesji treningowej.

3. Zapytaj i zaakceptuj

Twój pies to ten typ pozytywnie nastawiony do wszelkiego żywego stworzenia, który bardzo lubi bawić się z innymi psami? Ma swoich czworonożnych kumpli, z którymi urządza sobie dzikie gonitwy po osiedlowym skwerze? To świetnie! Pamiętaj jednak, że nie wszystkie psy to takie wesołe pimpki – zawsze, kiedy chcesz, aby Twój pies pobawił się z innym czworonogiem zapytaj o zgodę jego właściciela. Zawsze.

Niektóre psy nie lubią kontaktu z innymi przedstawicielami swojego gatunku. Inne z kolei lubią go zdecydowanie zbyt mocno. Drugi pies może akurat być tuż po infekcji lub w trakcie rehabilitacji po urazie. Powodów, dla którego właściciel zwierzęcia może nie chcieć jej kontaktów z innymi psami jest całe mnóstwo, przy czym są one najmniej istotne – najważniejsze, aby uszanować odmowę drugiej osoby i po prostu pójść w swoją stronę. Nie oznacza nie i nikt nie ma obowiązku tłumaczyć się przed Tobą ze swoich decyzji.

4. Sprzątnij po swoim psie

Coś co ku mojemu zdziwieniu wciąż nie dla wszystkich jest jasne i oczywiste. Po psie trzeba sprzątać, nawet jeżeli nie jest to najprzyjemniejsza czynność pod Słońcem, a odchody fafika nie pachną jak Chanel no 5. Sprzątając po psie nie tylko przestrzegamy prawa i dbamy o czystość, ale też oddolnie (dosłownie i w przenośni) dbamy o poprawienie wizerunku psiarzy w społeczeństwie, wszak wiele osób uważa zapsionych ludzi za brudasów. Z przykrością stwierdzam, że często nie są to bezpodstawne oskarżenia, chociaż oczywiście za brud w mieście odpowiadają wszyscy jego mieszkańcy – nie tylko właściciele psów.

5. Uważaj na sukę w czasie cieczki

Bez wątpienia rolą właściciela każdego samca jest nauczenie swojego psa, że da się normalnie funkcjonować gdy w okolicy przebywa jakaś suka w cieczce. Jednocześnie jednak, warto pamiętać, że w razie ewentualnej wpadki to przewodnik suki ma większy problem. Wniosek? Każdy powinien zadbać o odpowiednie wychowanie swojego psa, ale w czasie cieczki dobrze jest postępować ze wzmożoną ostrożnością, aby ułatwić życie zarówno sobie, jak i innym. Na rynku dostępnych jest wiele preparatów i suplementów w pewnym stopniu niwelujących niezwykle pociągający zapach suk, dodatkowo można też założyć pannie specjalne majtki jeżeli ta mocno krwawi. Ta ostatnia uwaga wiąże się w pewnym stopniu z wcześniejszym punktem – nigdy nie zapomnę, gdy wracając do domu zobaczyłam kiedyś na schodach krwawe ślady. Wyobraźnia podpowiedziała mi natychmiast co najmniej kilka scenariuszy, w których wydarzenia kręciły się głównie wokół brutalnych pobić i wojen gangów. Na ziemię sprowadził mnie spacer z psem, na który próbowałam wyjść kilka minut później. Próbowałam, a nie wyszłam, bo Gambit był tak zajęty lizaniem schodów, że kompletnie zapomniał o swoich potrzebach fizjologicznych.

Jak Wy dogadujecie się z innymi psiarzami? Łatwo Wam znaleźć wspólny język czy raczej staracie się trzymać na uboczu? Jak chcielibyście być traktowani przez innych właścicieli psów? Nie zapomnijcie podzielić się w komentarzu swoimi uwagami!

photo credit: mripp Important Meeting via photopin (license)

  18 komentarzy do tekstu: „5 prostych uprzejmości dla drugiego psiarza

  1. 27 października 2017 at 10:20

    Niestety ciężko jest dogadać się z innymi psiarzami, którzy wiedzą lepiej i ich pies nic nie zrobi i musi się przywitać… Większość spacerów do dramat :/ już czekam na kwiecień/maj i znów zacznę chodzić na długie spacery po 5 rano albo late po 4 żeby tylko mieć święty spokój od biegających, skaczących i nieodwoływalnych burków. Niestety na prośby ludzie są głusi :/ do niektórych to chyba strzelanie tylko mogłoby pomóc… Co z tego, że wezmę Tajgę na smycz i zasłaniam ja przed niechcianym kontaktem z intruzem, kiedy on po mnie skacze a właściciel ma to w dupie? albo gorzej wystawia zęby do mojego psa? Niestety nie mam możliwości ominięcia zawsze, każdego psa :/ a co z tymi luzem wybiegającymi zza roga? nie bardzo mam jak uniknąć spinki. Ciekawe czy dożyję czasów, kiedy ludzie zmądrzeja…?

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      27 października 2017 at 16:41

      Również staram się omijać ludzi z psami szerokim łukiem i muszę przyznać, że jest mi z tego powodu zwyczajnie przykro, bo przecież wszyscy kochamy psy i to powinno nas łączyć, dawać jakąś nić naturalnego porozumienia, a nie dzielić. Szkoda, że psiarze niewiele mają szacunku do innych psiarzy. Mam jednak nadzieję, że to z czasem będzie ulegać zmianom – już teraz widzę coraz więcej w miarę świadomych ludzi, dlatego wierzę, że trzeba działać, tłumaczyć, spokojnie wyjaśniać.

  2. 27 października 2017 at 11:10

    Ja mam w okolicy kilkoro psiarzy, których absolutnie uwielbiam. Mimo, że nikt z nich nie bawi się w sporty, czy treningi, rozumieją to i szanują u innych. Są świadomymi, fajnymi ludźmi, z którymi aż chce się być. Niestety od jakiegoś czasu widuję ich znacznie rzadziej, ze względu na nagły przypływ Grażyn i Januszy na „naszym umowno-wybiegowym polu, na którym aktualnie postawiono pełnoprawny wybieg”. Jakoś tracę ochotę przychodzić tam, by użerać się z idiotami, którzy puszczają luzem sukę w cieczce i zadowoleni patrzą jak skacze po niej pies-tak skończyło się szczeniakami. Oczywiście matka szczeniąt była przyprowadzana na wybieg praktycznie do do rozwiązania i niedługo po. Suka 2-3kg? którą każdy większy pies mógł potrącić. Albo sytuacja, gdzie ja chodziłam z psem na smyczy przez miesiąc, bo inna kobieta przyprowadzała przez całą cieczkę sukę, spuszczała ją ze smyczy zadowolona i gadała z koleżankami. Psy w kolczatkach, gdzie pojawia się mini zawał patrząc jak bawią się z innym psem, kulając po ziemi. Rzucanie piłki w zgraje innych psów, albo rzucanie piłeczki o średnicy 3cm między wielkie psy. Kosmos totalny. Klatka schodowa i 50m chodnika zalane krwią i Vuko, który tak się nad tym zawąchiwał przy każdym wyjściu, że przez tydzień mogłam zapomnieć o czymkolwiek fajnym do zrobienia. Dla mnie to jest niepojęte. Mnie byłoby wstyd zostawić na całej, wspólnej klatce coś takiego. Po prostu bym po swojej suce posprzątała. Większość psiarzy jest psiarzowi wilkiem niestety :/

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      27 października 2017 at 11:32

      O, zazdroszczę Ci fajnych, ogarniętych psiarzy w okolicy – wiadomo, nie każdy musi się bawić w sporty, ale ktoś kto po prostu ma psa rodzinnego i jednocześnie szanuje przestrzeń i zdanie innych to rzadkie zjawisko. Szkoda, że sytuacja tak się u Was popsuła. Mnie przez totalny brak takich osób w okolicy bardzo brakuje okazji do trenowania przy innych psach, które robią takie zwykłe, cywilne rzeczy, bo zawsze jak tylko rozłożę się ze sprzętem to zaraz podleci do mnie jakiś obcy pies poza kontrolą właściciela. :/ A już najgorszą sytuację przeżyłam kiedyś na Błoniach, gdzie mój super przyjazny pies pierwszy (i jak na razie ostatni) raz poszedł z zębami na innego… Jakaś pani gdy rzucałam Gambitowi frisbee bardzo „mądrze” spuściła swoją briardkę ze smyczy. Suka wbiła się w Gambita dokładnie kiedy skakał po dysk, co na szczęście skończyło się bez żadnej kontuzji. Gambit dysk złapał, wypluł i chciał spuścić suce łomot. Co na to jej właścicielka? Oczywiście, zaczęła się na mnie wydzierać, że mam wyp… z agresywnym psem, a jej suka chciała się tylko bawić. Jak można być tak kompletnie pozbawionym wyobraźni to ja nie wiem… 🙁

  3. Czytający bloga anonimek
    27 października 2017 at 12:17

    A psiarze na wybiegach, to w ogóle temat rzeka 🙁
    Psy w kolczatkach, brak zwracania uwagi na zachowania swoich psów (i stąd też kupy niepozbierane pewnie), często brak znajomości psich zachowań… notoryczne zaganianie jednego przerażonego psa przez 4 większe (przecież one się zawsze tylko dobrze bawią), wprowadzanie i trzymanie psa na smyczy… hitem było jak u mnie raz na wybieg weszła pani z burkiem do połowy uda, cały zjeżony, zgarbiony, spieniony i prowadzi go na napiętej smyczy przy nodze przez długi wybieg, a reszta pimpków podbiega się witać.
    Na zwrócenie jej uwagi przez ludzi, powiedziała, że on nie lubi, boi się i złości i ona tak go przyzwyczaja do wybiegu i obecności innych psów. Przeprowadzając go co jakiś czas w ten sposób przez wybieg. Żaden argument do niej nie przemawiał… no szkoda psa 🙁
    No i to rzucanie piłek i zabawek w grupie psów. Kiedyś jedna kobietka prawie rzuciła się na drugą, bo pies tej drugiej ukradł piłkę jej psu, kiedy ta rzucała i tę piłkę rozgryzł. Cham niewychowany ten jej amstaff i ma z nim wy****, a nie z takim psem złodziejem i zabójcą na wybieg.
    Do tego wprowadzanie dzieci, żeby się oswajały, pobiegały, powchodziły na przeszkody. Albo wchodzenie z wózkami…
    Raz dostałam od pani opierdziel, gdy mój pies sam w niedzielę biegał po wybiegu, a ona weszła ze swoim… i mój pobiegł się przywitać i ją obsypał piaskiem i nadepnął, a „przecież miała na sobie nowe, niedzielne ubranie”.
    Kiedyś komuś to powiedziałam, to stanął po stronie kobietki, bo nie każdy musi mieć ochotę zostać wybrudzonym i witanym przez innego psa. Ja to całkowicie rozumiem, ale to był wybieg dla psów, pełen piachu i kałuż.
    Wciąż mam nadzieję, że to się zmieni, ludzie będą bardziej świadomi… ale póki co żadne, nawet przyjazne zwracanie uwagi, podpowiadanie i tłumaczenie nic nie daje. Zwłaszcza Grażyny i Janusze wiedzą lepiej…
    Ah, musiałam to z siebie wyrzucić, bo mnie to strasznie wpienia i wśród moich znajomych nikt nie rozumie moich frustracji.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      27 października 2017 at 16:44

      Na początek napiszę, że bardzo mi miło, że zechciałaś się tu ujawnić. 🙂 Temat faktycznie mocno podnosi ciśnienie, więc nie dziwi mnie, że stało się to akurat przy tym artykule. Niestety, wybiegi dla psów to temat rzeka, najczęściej bardzo brudna. Można je łatwo podsumować: są one dokładnie tak dobre, jak ich najgorszy użytkownik. Sama, gdy jeszcze korzystałam z wybiegów, miałam z nimi raczej niezłe doświadczenia, ale też trafiałam na w miarę świadomych ludzi – i to dlatego.

      • Czytający bloga anonimek
        28 października 2017 at 08:45

        Mi również bardzo miło 🙂 Świetnie powiedziane o wybiegach.
        Bloga czytuję od kilku chwil przed pojawieniem się w Twoim życiu Gambita i jestem wielką fanką. Sama posiadam małego narwanego mopsika, ale zanim wzięłam tak „łatwą rasę”, jak twierdzą niektórzy, starałam się przerobić pół internetu, blogi, artykuły, książki, filmy o porządnym wychowaniu papisia.
        Odnośnie wybiegów smuci mnie jedna rzecz… często mój mopsio wychodzi stamtąd zestresowany i poddenerwowany, mimo, że staram się kontrolować wszystkie interakcje z psami i zauważyć kiedy ma dosyć jakiegoś natręta. Ale jednak nie ufam mu chyba na tyle, żeby pozwolić w parku pobiegać bez smyczy. Mimo, że nigdy mnie nie zawiódł i za każdym razem do tej pory go odwołałam (poza wybiegiem, tam głuchnie :D) i myślę, że jest w 100% odwoływalny, bo zawraca na moje subtelne cmoknięcie nawet… jest narwany i raz w czas zrywa się za rowerem/biegaczem/psem. Zwykle kontroluję otoczenie i gdy widzę potencjalne niebezpieczeństwo to piesek szybko zawraca do mnie. Ale boję się, że kiedyś przez tę „odwoływalność” stracę czujność, dlatego to są chwilowe spacerki kontrolowane obok mnie.
        A dodatkowo to JA ludziom, którzy go denerwują (cmokają na niego, mówią do niego i podjudzają gdy szczeka) tłumaczę, że fakt iż waży 7,5kg i ma płaską mordkę nie znaczy, że jego wkurzenie jest choćby o krztę słodsze od wkurzonego psa o wadze 50kg. Mały się łatwo frustruje, a już zwłaszcza jak go ktoś podjudza do szczekania na smyczy i ludzie mają z tego świetny ubaw.
        Ja się obawiałam, że dałam ciała z wychowaniem, skoro on tak łatwo dymi 😉 ale behawiorystka wytłumaczyła mi, że mimo, że mops, to grzeczny, ładnie wychowany, a jakikolwiek pies ma prawo się wpienić jak go coś wkurza, a to emocjonalny chłopak jest. Po prostu ćwiczenia, wyciszanie, kontrolowanie sytuacji. I tak staramy się robić. Tylko ludzie to świnie czasami… 😉
        I po cichu, też właśnie was obserwując, myślę o drugim synku- aussiku. Tylko wciąż brakuje mi pewności czy z moim znikomym praktycznym doświadczeniem poradzę sobie z takim pieskiem. Ale im dłużej marzę, więcej czytam, spotykam psów i ćwiczę, tym pewniejsza siebie jestem i może w przeciągu kilku lat… 🙂

  4. 27 października 2017 at 17:09

    Ze wszystkim się zgadzam. Niektóre spacery, zwłaszcza w godzinach, w których najwięcej ludzi wyprowadza psy, to katorga. Ostatnio kolejna sytuacja, już nie-wiem-która: idę z Berylem na smyczy, odwracam się na chwilę, widzę kątem oka, że za nami biegacz z psem. Pies luzem. Odprowadzam Rudego na bok i staję tak, żeby możliwie jak najbardziej go zasłonić. OCZYWIŚCIE się nie udaje i OCZYWIŚCIE tamten pies nas mija, cofa się i do Beryla niuchać się. Staram się stanąć między nimi, do tamtego mówię „odejdź”, właściciel drugiego psa niby go woła, ale piesek ma w D., więc właściciel w końcu podchodzi, żeby go odciągnąć. Mówię do gościa: „Nie jestem pewna, co mój zrobi, dlatego bezpieczniej będzie, jak pan zabierze psa”. Co słyszę? „Nic nie zrobi, będą się socjalizować”. TA-DAAAM! Uniwersalna mądrość życiowa. 20 sekund wąchania się psów, z których jeden jest na smyczy i którego właścicielka wyraźnie nie chciała, żeby ktokolwiek się zbliżał – socjalizacja jak się patrzy! Miodzio. Nawet nie chce mi się wyliczać, ile razy mieliśmy już podobne incydenty. 🙂 A wystarczy, jak słusznie zauważasz w poście, kilka drobnych gestów i minimalne otwarcie mózgu na to, że ktoś inny może żyć jakoś inaczej niż my. 🙂

    • Czytający bloga anonimek
      28 października 2017 at 08:50

      Pozwolę i sobie podobną sytuację 🙂 Szłam z mężem i mopsem dosyć wąskim chodnikiem. Uczymy go nie zwracać uwagi na inne psy, bo on radośnie do nich biegnie zawsze. Pies skupiony, przysmak w pogotowiu, idziemy i mops patrzy na nas. Mija nas wolno, bo wąsko, pan z kundelkiem do połowy uda i mówi „powąchaj sobie”… więc kundelek wącha tyłek mopsika, który ma go gdzieś. Skomentował „o jaki niezainteresowany”, na co ja, że ćwiczymy ignorowanie, a on do mnie, że raczej powinnam psa socjalizować zwłaszcza z dużymi, żeby się nie bał… Cudowne mądrości spotkanych na ulicy ludzi 🙂

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        28 października 2017 at 14:46

        Tak! To stokroć podzielam Wasze doświadczenia – o tym, że mój pies jest niescojalizowany słyszę zwykłe od przypadkowych osób, które obserwują nas na treningu. Wiecie, nie dość, że męczy psa to jeszcze mu nie pozwala z innymi pobiegać. 😛

  5. 30 października 2017 at 19:12

    Akurat w temacie jestem :/
    W piatek moja Miroslawa zostala „dziabnieta” przez innego psa. Sytuacja: idziemy chodnikiem, oczywiscie krótka smycz, naprzeciwko nas idzie pan z dwoma malymi psami, nasze psy nie lubia sie, wiemy to oboje, miescina mala, ludzie sie znaja przynajmniej z widzenia. Kaze Mirce siad, Mirka wiec siad, a pan zamiast mnie obkrazyc, to prosto na mnie, jego pimpki zaczynaja jazgotac, Mirka oczywiscie odpowiada, w tym momencie „wyrywa” mu sie smycz, jego pies do Mirki i dziab ja w przednia lapke. No i niby moja wina, bo pan nie rozumie, dlaczego mój pies nie lubi sie z innymi psami. I czy mój pies do psiej szkólki chodzi(l). Noz kurde. Grzecznie i stanowczo powiedzialam panu, ze mój pies jest oczywiscie absolwentem, ja w posiadaniu prawa jazdy na psa (na serio, w Dolnej Saksonii pierwsi posiadacze sa zobowiazani zrobic ten papierek), i lece dalej, ze nasze psy sie nie lubia, co niczym nowym nie jest, bo ich jest dwóch na moja jedna, dlatego ja nie szukam z nimi kontaktu, ale obchodze, przy czym zwracam uwage na to, aby mój pies sie zachowywal i nie droczyl jazgotem, a tak wgóle, pierwsze, co sie w szkólce uczy, to, ze zaden pies nie musi z kazdym psem sie rozumiec, lubiec i „bawic”. Z kolei wlasciciele psów ucza sie, jak omijac sytuacje podbramkowe czy eskalacje, co u mnie z cala pewnoscia widzi, jak prowadze psa, jak omijam jego, i tak dalej. Pan spuscil z tonu na taka moja mowe, ze wiele sie nie stalo, takie „zadrapanie” tylko, na co ja, ze zadrapanie byloby, gdyby jego pies mojego psa pazurem drasnal, a tak nie bylo, bo uzywal zebów, a wiec jest to pogryzienie, które tez krwawi, ja sobie to dokladniej obejrze, i jakby cos, zamelduje sie u niego z rachunkiem od weta ( u nas tez jest obowiazkowe ubezpieczenie oc na psy). Na szczescie, ranka okazala sie mala, i nie trzeba bylo robic z tego wiekszego hermana, ale mam nadzieje, ze tego pana pozbylam sie, bo denerwuje mnie, idac czasami slad w slad za mna, zatrzymujac sie, a te jego psy jazgocza.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      1 listopada 2017 at 11:43

      Nie znoszę takich sytuacji, dyskusji, żądania uzasadnień, pouczania. „Proszę zabrać psa” oznacza, że trzeba zabrać psa, nic mniej nic więcej i bardzo, bardzo, bardzo chciałabym, żeby ludzie w końcu to zrozumieli. Trzymam kciuki, żebyście się już więcej z tym panem nie spotkali.

  6. Maja
    31 października 2017 at 12:17

    Niby takie jasne i proste… ale wiele osób ma to gdzieś 😐
    Co aktualnie stosujecie na kleszcze? Mój pies ma krótką sięrść i stosujemy krople fiprex. zastanawia mnie czy dla psa z bujną grzywą też będą dobre 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      1 listopada 2017 at 11:43

      Niestety, czasem mam wrażenie, że ludzie są kompletnie niereformowalni.
      Obecnie (wiosna i jesień) Gambit jest na Bravecto, a w najcieplejsze miesiące go zakraplam.

  7. Wienio
    1 listopada 2017 at 21:35

    Dlaczego jesteście tacy sztywni ? Nie lubicie psów. Wprowadzacie nerwową sytuacje swoim nastawieniem.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      1 listopada 2017 at 21:54

      Lubimy psy i to bardzo, właśnie dlatego zależy nam na komforcie naszych psów – bo kiedy obcy pies nagle im wskakuje na głowę to z pewnością NIE JEST dla nich fajne. 🙂

  8. Midia
    9 listopada 2017 at 11:50

    Dla mnie aktualnie najbardziej uciążliwe jest to, że ludzie uznają, że smycz zwalnia od myślenia. Skoro ich pies jest na smyczy – to mogą wszystko. Np. władować się prosto w moje psy, z którymi ćwiczę posłuszeństwo. Albo stanąć na środku chodnika, bo pies chce sobie moje pooglądać, a ja nie mam zupełnie jak takiego delikwenta ominąć, bo ulica jest bardzo ruchliwa. W ogóle jakoś się wylęgło mnóstwo fanów bezstresowego wychowania, co skutkuje staniem z psem tak długo, aż pies sam nie postanowi ruszyć (albo się rzucić – a wtedy właściciel mocno trzyma smycz i… czeka, aż pies przestanie). Jak zapytam, czy mogliby nas przepuścić, dostaję odpowiedź „ale on nie chce iść”…;) Ano nie chce, bo od szczeniaka jest nauczony, że właściciel to nuda, a jedyną rozrywką są okoliczne psy. Pewnie by mi to tak nie przeszkadzało, gdybym nie żyła w centrum miasta, gdzie są bardzo wąskie chodniki i choćbym chciała to nie mogę takich piesków ominąć. Zasadniczo odkąd mieszkam w dużym mieście to spin na spacerach jest o wiele więcej, w małym miasteczku zdarzało mi się to może raz na miesiąc 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      9 listopada 2017 at 15:32

      To prawda, takie sytuacją to prawdziwa zmora, zwłaszcza w przypadku psów na flexi, którego właściciel zupełnie nie kontroluje i w efekcie pies lezie za nami 8 metrów, czy tam na ile pozwala mu smycz. Też mnie to strasznie drażni. 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.