5 umiejętności do opanowania zanim weźmiesz psa

Bez wątpienia pies zmienił moje życie na lepsze, jednak posiadanie czworonoga to nie tylko tęcza i jednorożce. Czasem, to tryskająca z ran gorąca, czerwona jucha, zalewający oczy pot i pełen desperacji szloch. Choćbyśmy na drugim końcu smyczy prowadzili prawdziwego anioła w psiej skórze, mistrza czworonożnego savoir-vivre’u nie uda się nam uciec przed gorszymi momentami. Można za to spróbować się na nie przygotować. Zawczasu uzbroić się w odpowiednią wiedzę. Dziś przedstawiam Wam 5 umiejętności, które koniecznie trzeba opanować przed tym, jak w domu pojawi się pies. I chociaż to jeden z tych tekstów pisanych z przymrużeniem oka z pewnością kryje się w nim ziarnko prawdy.

1. Sprzątanie

Żadna ze mnie Marie Kondo. Przeciwnie, jeśli chodzi o bycie panią domu zdecydowanie bliżej mi chu***** końca skali niż tego perfekcyjnego. Dopiero pojawienie się w moim życiu psa sprawiło, że pojęłam jak ważna i przydatna jest umiejętność szybkiego, sprawnego i dokładnego sprzątania.

Nigdy, naprawdę, nigdy wcześniej nie wysprzątałam całego mieszkania tak dokładnie, jak tamtego pamiętnego wtorku o 5 nad ranem – bo chociaż godzinę wcześniej próbowałam ogarnąć spacery z Gambitem co 5 minut ostatecznie wydaliny z obu końców psiego jestestwa były dosłownie wszędzie. W każdym pomieszczeniu. Na każdym meblu. Na dywanie. Na kołdrze. Na poduszce. Teraz, wspominając tamten okropny dzień, mogę powiedzieć, że Gambit nauczył mnie prania tapicerek. Na czas.

2. Za dużo końca miesiąca

Uraz pod koniec miesiąca, a potem badania obrazowe i wizyta u ortopedy? Bez względu na to, czy mowa o psie do towarzystwa czy o czworonożnym sportowcu z pewnością każdego kiedyś to spotka. Psy doskonale wyczuwają, kiedy jest ten najlepszy moment na nieprzewidziane wydatki w gabinecie lekarza weterynarii. Wakacje. Remont. Dzień przed zawodami. Można by tak wymieniać i wymieniać. Dość powiedzieć, że psie problemy ze zdrowiem mogą zbiec się z dowolnym życiowym kataklizmem. W efekcie zatroskany człowiek zmuszony jest nie tylko do zmiany planów, ale i bliższego zapoznania się z przysmakami tzw. diety studenckiej.

3. Pielęgniarka opatrunkowa

Bardzo kocham mojego pieska. Śmiem twierdzić, że on kocha mnie co najmniej równie mocno. Niestety, to miłość, która nie ma nic wspólnego z obrazem znanym z hollywoodzkich komedii romantycznych. To miłość, która boli. Nie zawsze, ale za to jak już zaboli, to naprawdę mocno.

Od trzech lat większość urazów, których doznaję to dzieło mojego psa (błagam, powiedzcie, że nie tylko ja tak mam!). Jak wtedy, kiedy Gambit chce poprawić chwyt na zabawce jednocześnie podając mi ją do ręki i razem z szarpakiem do pyska wskakuje mu moje przedramię. Albo gdy podczas treningu tak entuzjastycznie reaguje na moją pochwałę, że dostaję całusa prosto w usta, po którym warga krwawi mi dobre pół godziny, a do tej pory mam blizny. Albo rano, kiedy chce się ze mną przywitać i zamiast grzecznie położyć się obok na łóżku do mizianka wskakuje mi na klatkę piersiową z siłą wprawdzie małego, za to bardzo energicznego czołgu. Od trzech lat podstawowe środki do odkażania ran oraz cała kolekcja bandaży i rozmaitej wielkości plastrów obecne są w moim domu zawsze. Zawsze, powiadam.

4. Co ludzie powiedzą? Nieważne!

Odczuwasz wewnętrzny opór na myśl o piszczeniu i uprawianiu dzikich podskoków w miejscu publicznym celem przywołania szczeniaczka, który na chwilę zgubił swój puchaty móżdżek? Żołądek okręca Ci się wokół kręgosłupa na myśl o tym, że ludzie w parku pokazują sobie palcami właśnie Ciebie? Nie możesz znieść myśli o tym, że sąsiedzi z osiedla mówią o Tobie „tamta wariatka z ładnym psem”?Z tej sytuacji są tylko dwa wyjścia: można albo utwardzić swoją wewnętrzną skórę albo pożegnać się z myślą o posiadaniu psa. Tu nie ma żadnych półśrodków.

5. Wewnętrzny spokój

Praktyka jogi. Medytacja. Sport, który oczyszcza głowę. Przyjaciel, który pozwoli wypłakać się na swoim ramieniu. Wszystko, co w całym tym psim zamieszaniu pomaga pozostać przy zdrowych zmysłach jest na wagę złota!

Jak widać, bycie psim przewodnikiem to czasem konieczność mierzenia się z najróżniejszymi przeciwnościami losu. Czego Wy nauczyliście się od swoich psów? Jak bardzo bolesne, zarówno w fizycznym jak i psychicznym znaczeniu tego słowa, były te lekcje? Nie zapomnijcie podzielić się w komentarzach swoimi historiami!

photo credit: Iza Łysoń

Tagi:

  12 komentarzy do tekstu: „5 umiejętności do opanowania zanim weźmiesz psa

  1. Avatar
    Alan/Black Dog
    4 maja 2018 at 10:47

    Punkt 3 to jest totalnie życie z Gregiem. Szarpaczkiem oczywiście najlepiej się szarpie na największej presji, więc tuż przy dłoni przewodnika – a to się czasem go chapnie przez przypadek, niechcący, a to się na niego skoczy, bo halo, halo, silniej ciągnij, panie! Więcej presji, halo! Zabawa! Dalej – był taki moment, gdy Gregowi bardzo spodobało się dostawianie do nogi wysokim podskokiem. Szybko zacząłem go tego oduczać po tym, jak zaczął albo wręcz mnie wywalać, bo hamował częściowo na mnie albo zaczął dodawać buziaczki po kilkudziesięciometrowej szarży do nogi. A, no i każda chwila radości z właścicielem to dobry moment na niezapowiedzianego całusa – w moim przypadku to też wiecznie kończy się rozciętą wargą. Ogólnie pan pies zaczyna czasem odczuwać potrzebę bliskości i wtedy wyhamowuje na moich nogach w zabawie, od razu nastawiając się na głaski…
    Podsumuję tylko, że na rehabilitacjach regularnie musiałem tłumaczyć, że nie jestem ofiarą przemocy domowej a psiej miłości. 😉 Tyle dobrego, że mam podwyższony próg bólu, więc do większości tych urazów mogę podejść z przymrużeniem oka i nie wywołują we mnie ani krztyny gniewu, a rozbawienie raczej (albo szybkie uniki, hehe).

    A tak całkowicie na poważnie. Zacząłem uczyć się tego już z psem, ale wypadałoby zacząć wcześniej – szeroko pojęta kontrola emocji i wzmacnianie w sobie radości z każdego szczególiku. Ciągle pracuję nad tym, żeby widzieć mocniej co pies robi dobrze niż to co robi źle (a to niełatwe, bo Polaków uczy się raczej szukania tego złego, no i wrodzona, silna ambicja wcale nie pomaga :p), nad panowaniem nad sobą w sytuacjach stresujących.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      4 maja 2018 at 18:11

      Ja akurat też się za to wszystko na psa nie złoszczę – chociaż przyznaję, że ta rozwalona twarz na dzień przed zawodami mocno mi ciśnienie podniosła. 😛

      Co do nadmiernych ambicji i szukania w psie tego co robi źle, to myślę, że środowisko samo nas do tego zachęca, bo publiczna narracja jest taka, że każdy pies jest tym doskonałym, spełnieniem marzeń, przyszłym mistrzem świata, etc. – to, że jakoś tych spełnień i mistrzów nie widać potem na zawodach to inna sprawa. Najważniejsze to po prostu świadomie spojrzeć na swojego psa, znać jego mocne i słabe strony i odpowiednio do tego robić swoje na treningach.

  2. Avatar
    4 maja 2018 at 11:25

    Tiaaa, pogryzione ręce, skądś to znam…
    No i zgadzam się całkowicie, punkt 5 to miszcz. Nie przelewać swoich emocji na psa, bo jak ma zrozumieć to że szef zrzucił na Ciebie 49292 nowych obowiązków i jesteś zła? Trzeba zacisnąć zęby, uspokoić się i pogłaskać psa za uchem 🙂
    Pozdrowionka, idę na spacer!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      4 maja 2018 at 18:13

      Ja powiedziałabym, że trochę przelewać, ale w kontrolowany sposób – cieszyć się szczerze, szczerze nagradzać, a nie mechanicznie podawać zabawkę na przykład, ale też nie bać się dać odczuć psu, że zrobił coś źle i nie życzymy sobie jakiegoś zachowania. 😉

  3. Avatar
    4 maja 2018 at 13:15

    Punkt 2 to ostatnio kosmos- tysiace poszly na diagnozowanie i leczenie Ryja. No i punkt 5. Bywa ciężko a za przyznanie ze ciezko czasem dostaję jeszcze ochrzan ktory ma mnie zmobilizować :(. Eh. Czasem to może i działa, ale sporadycznie.

    • Avatar
      karnas
      4 maja 2018 at 15:38

      1. Sprzątanie. No nie powiem, że jakos spektakularnie, ale w porównaniu z dotychczasowym kawalerskim życiem jest wręcz idealnie. Biegajace kapcie i pudelko, ktore wybuchło, skurecznie oduczyły mnie zostawiania nieodpowiednich rzeczy na wierzchu.
      2. Kwiat lotosu: jako że jest to mój pierwszy pies, na dodatek z problemami, musiałam dowiedzieć się o psach wszystkiego, a przede wszystkim tego, że nie biega się za psem, gdy cos ukradł, nie reaguje, gdy probuje wymusić uwagę, mówi zdaniami pojedynczymi i komendami, zamiast, pytać rozwlekle, czy zgłupiał już całkiem. Dużo chwalimy, cieszymy się z plusów, szukamy rozwiązań problemu. Przydało mi się przy opiece nad babcią chorą na Alhzheimera. Aż za bardzo, bo raz chwalac i entuzjastycznie zachecając babcię, powiedzialam „dobra babcia”.
      3. Refleksu: jeśli widzisz, że twój pieseczek startuje do galopu stojąc obok ciebie to się cofnij. Chociaż z dziura w stopie da się chodzić.
      4. Reagowania na ciszę: jeśli pieseczek przed chwilą gaworzył ze szczęścia z powodu otrzymanego żwacza, a teraz panuje cisza to nie znaczy, że go zjadł. Znaczy, że żwacz jest własnie zakopywany pod twoją poduszką.

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        4 maja 2018 at 18:16

        Oo, z tym reagowaniem na ciszę to bardzo, bardzo prawda!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      4 maja 2018 at 18:14

      Czytałam właśnie przed chwilą najnowszego posta na Twoim blogu – niesamowite, jak wiele już odwiedziliście specjalistów, jak wiele zrobiliście badań i że w ostatecznym rozrachunku nic to nie dało. Mam nadzieję, że Berek kiedyś wróci do siebie, bo serce mi się kraje na myśl o seterze, który nie chce fruwać w polu. 🙁

      • Avatar
        4 maja 2018 at 21:49

        Coś pękło w psiej głowie 🙁

  4. Avatar
    5 maja 2018 at 21:42

    Ostatnia pozycja u mnie chyba najważniejsza. Zawsze sobie powtarzam ‚ale po co te nerwy’ 😉 I oczywiście sprzątnie, dzięki pieskom w sprzątaniu (zwłaszcza samochodu) mam już osiągnięty max level 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      9 maja 2018 at 16:24

      Oj, zdecydowanie, ostatnia jest najważniejsza a i najtrudniej osiągnąć ten stan umysłu potrzebny do mierzenia się z przeciwnościami – ja wciąż staram się tego nauczyć. 🙂

  5. Avatar
    Ania
    10 maja 2018 at 08:46

    u nas border i zdecydowanie punkt drugi. zaplanowane wyjazdy, najblizsze weekendy, gory, cuda, wszedzie z futrem. Az tu na zwyklym spacerze typu sikupa skaleczenie, kontuzja, kulawizna od 4 tyogdni, diagnostyka, leczenie… mam wrazenie ze to nigdy sie nie skonczy, juz powoli zapominam jak to bylo fajnie pohasać po lesie.. Ale nie dajemy się!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.