Nowy dom dla psa: egoizm, moralność, dobrostan

“Pies jest dla mnie członkiem rodziny! Nigdy bym go nie oddał!”. Nie zliczę, ile razy czytałam podobne deklaracje na Facebooku – podobne, lecz nie takie same, nie sposób bowiem oddać agresji i pogardy, jaka zazwyczaj przetacza się przez grupy miłośników zwierząt, kiedy ktoś próbuje znaleźć swojemu psu nowy dom. Czy takie osoby rzeczywiście zasługują na potępienie? Nie jestem pewna. Łatwo jest z mocą deklarować miłość do zwierząt leżąc wygodnie na kanapie w ciepłym mieszkaniu. Trudniej natomiast w tej sytuacji przypomnieć sobie, że życie pisze różne scenariusze. Czasem także te niezmiernie bolesne i przykre.

Bez wątpienia w Polsce wciąż jeszcze traktuje się psy nie tak, jak powinny być traktowane. Wiele osób uważa domowego czworonoga raczej za element wystroju wnętrza niż członka rodziny – mebel, którego można pozbyć się bez wyrzutów sumienia, kiedy się znudzi. Wszyscy już zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego, że w lecie lokalne schroniska szybko zaczynają wypełniać się czworonożnymi ofiarami wakacji, z kolei zimą, po Bożym Narodzeniu diagnozuje się wiele wyjątkowo silnych alergii na zwierzęcą sierść, zwłaszcza u dzieci. Taka sytuacja budzi we mnie sprzeciw, lecz jednocześnie skłania do zastanowienia się nad losem zwierząt. Bez wątpienia ktoś, kto z błahego powodu decyduje się oddać psa do schroniska lub powierzyć go opiece fundacji nie postępuje właściwie. Jednak czy jego psu byłoby lepiej gdyby właściciel ostatecznie nie zdobył się na ten krok? Czy rzeczywiście osoba, która daje się poznać, jako nieodpowiedzialna, będzie w stanie zapewnić psu odpowiednią opiekę? Może, zamiast kląć na czym świat stoi, lepiej zacisnąć zęby i pomóc znaleźć nowy dom? Taki, który naprawdę na niego zasługuje.

Nie od dziś wiadomo, że każde zjawisko ma swoje drugie dno. Tak samo jest również w tym przypadku. Bywa, że pod przykrywką alergii, wyjazdu czy przeprowadzki kryją się prawdziwe ludzkie tragedie, które sprawiają, że znalezienie psu nowego domu jest faktycznie najlepszym, co można dla niego zrobić. Bywa, że taka sytuacja trafi na “miłośnika zwierząt” – osobę, która traktuje psa jak członka rodziny, nie wyobraża sobie życia bez czworonoga i za wszelką cenę jest gotowa zatrzymać go przy sobie, tak bowiem nakazują jej miłość współ z poczuciem moralności. Kłopot polega na tym, że często jest to moralność prowadząca nie do dbania o jakość życia zwierzęcia, ale łechtania własnego ego. Moralność, której głównym celem jest powiedzieć: patrzcie na mnie, wy którzy uważacie, że alergia to problem, patrzcie jak radzę sobie w obliczu życiowych kataklizmów. To taka moralność, która nigdy nie doda: patrzcie, jak mój pies cierpi ze mną.

Pies bowiem nie rozumie koncepcji takich jak utrata środków do życia, eksmisja czy poważny wypadek prowadzący do znacznego ograniczenia mobilności. Świetnie natomiast pojmuje wszystkie związane z nimi konsekwencje, takie jak głód, brak opieki weterynaryjnej oraz spacerów. Czy w obliczu tego rodzaju życiowych katastrof trzymanie przy sobie psa rzeczywiście jest powodem do dumy, czy może raczej przejawem egoizmu – próbują zaspokojenia własnej potrzeby bliskości, zapewnienia sobie poczucia, że jest się potrzebnym i kochanym. Bez wątpienia pies pełni w takiej sytuacji bardzo ważną rolę ze społecznego punktu widzenia, jednocześnie jednak często zostaje w mniejszym lub większym stopniu zaniedbany. Nie naje się miłością. Miłość nie zapłaci za wizytę u specjalisty, zabieg, czy antybiotyk. Miłość nie zabierze psa na długi spacer. Czy w takim razie w ekstremalnie trudnej sytuacji pozostawanie przy sobie psa za wszelką cenę rzeczywiście oznacza dbanie o jego dobrostan?

Odpowiedzialna miłość do zwierząt nie jest łatwą sprawą – bywa, że oznacza podejmowanie naprawdę trudnych decyzji. Jedno jest jednak pewne: każdy przypadek trzeba analizować indywidualnie, a szukając rozwiązań bezwzględnie kierować się przede wszystkim dobrem psa. Chciałabym móc powiedzieć, że nigdy nie oddałabym psa. Nie odważę się. Powiem natomiast, że mam szczerą nadzieję nigdy nie znaleźć się w sytuacji, która mnie do tego zmusi.

photo credit: hans pohl Le gardien via photopin (license)

  17 komentarzy do tekstu: „Nowy dom dla psa: egoizm, moralność, dobrostan

  1. Avatar
    Irmina
    9 lutego 2018 at 18:11

    Świetny kawałek. Wielkie brawa za niego.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      10 lutego 2018 at 16:19

      Dziękuję!

  2. Avatar
    9 lutego 2018 at 19:59

    To jest bardzo ciezki temat!
    Ni ezaprzeczam Ci racji, czasami dla psa byloby lepiej, gdyn´by dostal nowy dom, ale… nie wyobrazam sobie, wyzbyc sie mojej Mirci. Abstrahujac od tego, ze najprawdopodobniej zlamalabym mojej kundelce serce. Bo kto by ja znal tak na wylot, ktp by rozmawial nia w mieszcance jezyków niemieckiego i polskiego? Dlatego próbuje uplesc jakas siatke, zabezpieczajaca, sasiedzka, a takze z miejscowym towarzystwem opieki nad zwierzetami. W razie czego, stac bedzie mnie na psiego sittera. Poza tym, bede ja, co by nie bylo. Mysle, ze nie jest to zbyt egoistyczne podejscie do tego specjalnego pieska.

  3. Avatar
    9 lutego 2018 at 21:40

    Ciężki temat i myślę, że tak naprawdę wielu sytuacji nie możemy ocenić. Jest mnóstwo powodów, dla których ludzie oddają swoje psy. Pamiętam, że ktoś miał kilka psów (ozików…?) ale jeden z nich nie odnajdywał się w tym stadzie. Na tydzień zamieszkał z kimś innym i został tam na stałe, bo była to po prostu ludzka bratnia dusza 🙂

    Ja też słyszałam opinie, że powinnam oddać Nox kiedy była szczeniakiem. Bo to nie jest pies, który spełnia moje oczekiwania i który pozwoli mi realizować moje ambicje wobec niej. Do tego ten cały bajzel w głowie jaki ta mała franca ma… Podjęłam taką a nie inną decyzję i teraz staram się nie myśleć ”a co gdyby…” tylko dawać z siebie wszystko, by jak najlepiej spełnić swoją obietnicę – czyli ogarnąć samą siebie na tyle, by móc ogarnąć też i Nox.

    Rozdzielam wyraźnie swoje poglądy na niektóre kwestie ”przed” i ”po” wzięciu Nox. Dużo się pozmieniały. Teraz już nie oceniam, zwłaszcza bez znajomości szczegółów. Bo rozumiem, że nie każdy biorąc psa chce wziąć równocześnie problemy. Nie każdy ma ambicje by zostać behawiorystą i nie każdy ma pieniądze na szkolenia.
    A już tekst, że jeśli bierze się psa to powinno się przewidzieć jaka to odpowiedzialność… no ręce opadają. Czy zachodząc w ciążę rozważa się każdą opcję? Co zrobię jeśli dziecko będzie miało Downa, chorobę psychiczną, poważną wadę wzroku etc etc? To jest życie, a jedyna stała rzecz w życiu to zmiany.

    Czasem też jest tak, że jeśli naprawdę kochamy to pozwalamy odejść

    • Avatar
      Ruda
      10 lutego 2018 at 14:13

      Każde zwierzę to odpowiedzialność niezależnie od jego charakteru i niestety powinno sie przemyśleć za i przeciw takiej decyzji . Sama mam 3 koty 2 psy ,nie wyobrażam zebym miala któreś oddać mimo że każdy z nich ma inny charakter . Nie porównuj ciąży i dzieci chorych ktore sie urodza , bo to całkiem inna bajka .

      • Avatar
        Zocha
        11 lutego 2018 at 19:14

        A ja twierdzę, że nie da się przewidzieć w 100% co z psa wyjdzie i czasem po prostu nie ma się możliwości, wiedzy, pieniędzy, czasu etc etc by psa z problemami zatrzymać.
        Mówią nigdy nie mów nigdy – ja też bym kiedyś oddanie psa, bo jest problemowy uznała za podłość i brak serca, ale jak napisałam to się teraz już zmieniło.
        Nie chcę Ci mówić ”a co jakbyś trafiła na psa koszmarnie agresywnego, rzucającego się na ludzi i inny zwierzęta, także te którymi mieszka?”, bo nie jesteśmy w stanie wyobrazić swojej reakcji ani swoich emocji w takiej sytuacji. Może i byś nie oddała takiego psa? A może jednak byś to zrobiła w trosce o pozostałych domowników?
        Mogę Ci tylko życzyć żebyś nigdy nie musiała podejmować takich decyzji

        Oczywiscie, chore dziecko to nie jest to samo co posiadanie chorego czy problemowego psa, to zupełnie inna skala. Ale tym przykładem chciałam pokazać, że wolimy zakładać ten lepszy scenariusz i że czasem nie ma się wpływu na to, co przyniesie nam życie 🙂

      • Avatar
        Gusia
        15 grudnia 2019 at 16:51

        Zocha ma rację. Też zawsze byłam zdania, że psa nie powinno się, nie można i nigdy bym nie oddała.. A teraz jestem w trakcie szukania domu dla mojego adopciaka, z którym jesteśmy już razem 5 miesięcy.
        Wprowadziłam go do domu, w którym mamy 3 koty i 2 psy. I przez pierwszy miesiąc było znośnie, aczkolwiek już wtedy pojawiały się problemy. Pod opieką behawiorysty jesteśmy od pierwszego dnia. Walczymy już 5 miesięcy, a w moim domu nie da się żyć. Z każdym dniem, jest coraz gorzej. Wszystkie zwierzęta są zestresowane, zmęczone. Pies, choć cudowny wobec nas, nie radzi sobie w tym towarzystwie. Nie może spać, bo budzi go każdy dźwięk. Ma ekstremalny lęk przed byciem zamkniętym, więc nie mogę go zamknąć ani ze sobą w pokoju, ani nigdzie indziej żeby miał ciszę i spokój. Nie mogę go zamknąć też na zewnątrz od innych zwierząt, ponieważ ma od nich lęk separacyjny i potrafi całą noc walić nam w drzwi ujadając, piszcząc. Od prawie 4 miesięcy, śpimy w domu na zmianę, bo przez jego lęk separacyjny, moje pozostałe psy które z tym problemu nie miały również zaczęły go wykazywać. Pozostałe psy zaczęły w tym stresie wykazywać agresję do siebie, gdy zostają same. A nie da się być równocześnie z trzema psami.
        Więc jeśli jeszcze Ci kiedyś przyjdzie skomentować coś takiego, zastanów się jakie masz ogromne szczęście że trafiłaś akurat na takie a nie inne zwierzęta.
        U nas też zapowiadało się nieźle.. Czar prysł po kilku tygodniach.

  4. Avatar
    9 lutego 2018 at 22:49

    Myślę, że tutaj potrzeba dużo prawdziwej empatii. Takiej, gdzie potrafimy wczuć się w drugiego człowieka i chociaż staramy się zrozumieć, co nim kierowało przy podejmowaniu takiej, a nie innej decyzji. Można się z tą decyzją nie zgadzać, ale warto zanim zaczniemy obrzucać błotem, najpierw spróbować wczuć się w konkretną sytuację. Jednak zostaje jeszcze jedna kwestia. Psia miłość, która jest bardzo indywidualna. Mamy psa, który za dobrą michą pójdzie w siną dal i zapomni o swoim domu w trzy minuty. A mamy takiego, który uschnie z tęsknoty i zniósłby ciasny kąt i śmiecio-żarcie byle być ze swoim człowiekiem. To jest temat, w którym bardzo trudno jest zająć konkretne stanowisko, zbyt różnią się od siebie przypadki, w których dochodzi do oddania psa. Czasem trzeba uświadomić sobie, że nasza ludzka „miłość” jest egoizmem, a czasem trzeba komuś strzelić naprostowującego prosto w twarz, bo jest nieodpowiedzialnym idiotą, traktującym psa jak zabawkę.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      10 lutego 2018 at 16:13

      To prawda, że psia miłość jest bardzo indywidualna, jednak mam wrażenie, że wiele osób mocno przecenia swoje relacje z psami, twierdząc, że nikt nie będzie się potrafił ich psem zaopiekować równie dobrze, a pies uschnie z tęsknoty. Wiem, że to dość bolsne stwierdzenie, ale wydaje mi się jednak mocno prawdziwie kiedy obserwuję zarówno swojego psa, jak i inne psy. Oczywiście, są przypadki psów, które faktycznie związują się z konkretnym człowiekiem bardzo silnie, ale odnoszę wrażenie, że liczy się je nawet nie procentach, ale w promilach, a większość psów pragnie towarzystwa człowieka – po prostu człowieka, a nie konkretnej osoby. I tak, są przywiązane do swoich właścicieli, ale po kilku tygodniach spacerów, radości, budowania relacji z pewnością zaaklimatyzowałyby się w innych domach bez problemu. Można tu też wskazać przykład psów z ekstremalnym lękiem separacyjnym, które zmieniają domy, bo wyją/ demolują/ nie potrafią funkcjonować pozostawione same sobie – brakuje im nie konkretnej osoby, ale człowieka po prostu i dochodzą do siebie umieszczone np. w wielopokoleniowych rodzinach, gdzie zawsze ktoś jest w domu.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      10 lutego 2018 at 16:18

      Swoją drogą, miałam kiedyś sąsiadkę z kamienicy obok, starszą panią, która była otyła a do tego poruszała się o kulach. Miała niewielkiego kundelka. Pies nie wychodził w ogóle na spacery, był tylko wypuszczany z klatki na najbliższy… nawet nie trawnik, tylko taki grodzony klombik, na którym rosły jakieś niskie ozdobne krzaczki. Tam załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne, po czym był natychmiast zabierany z powrotem do mieszkania. Na wszystkich przechodniów/ dzieci/ inne psy reagował jazgotem, ewidentnie był kompletnie odzywczajony od jakichkolwiek bodźców pochodzących ze świata zewnętrznego. Nie wątpię, że dla samotnej starszej pani był całym światem i pełnił w jej przypadku ważą rolę społeczną, można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że dbał o jej zdrowie psychiczne (mam namyśli poczucie bycia potrzebną i kochaną), ale czy dla psa był to równie korzystny układ?

      • Avatar
        Zocha
        11 lutego 2018 at 19:17

        Rozmawiałam z osobą, która prowadzi hotel dla psów. I trochę się nasłuchałam historii jak to właściciele z trudem oddają swoje psy do takich miejsc nawet na kilka dni, bo boją się jak zwierzaki to zniosą. Gdy po kilku dniach wracali ich psy się cieszyły, by po chwili…. się oddalić do swojej nowej cioci licząc na kolejne fajne aktywności.

      • Avatar
        12 lutego 2018 at 11:59

        Oczywiście masz rację. Staram się jedynie zawsze dostrzec jak najwięcej różnych aspektów 🙂

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        12 lutego 2018 at 15:29

        Jasne, zresztą właśnie na to próbuję zwrócić uwagę – wszystkie tego typu sprawy są skomplikowane, mają wiele aspektów, które trzeba wziąc pod uwagę i po prostu trudno je oceniać (czy też – w ogóle nie powinno się ich oceniać) siedząc sobie wygodnie przed monitorem, zwłaszcza, gdy ktoś mieni się miłośnikiem i obrońcą zwierząt.

      • Avatar
        2 marca 2018 at 10:06

        Mi się otwarły oczy, kiedy oddałam Cleo do hoteliku i okazało się, że świetnie się bawiła i nie tęskniła. Co gorsze, jakoś specjalnie nie cieszyła się na mój widok… Życie. No ale ona taka jest. Pies dla każdego.

  5. Avatar
    Grzeczni Podopieczni
    10 lutego 2018 at 11:44

    Podobnie chyba jest z kwestią „szukam osoby do wyprowadzania psa 3 x dziennie rano, popołudniu i wieczorem”.
    Można się zapytać: człowieku po co Ci pies, skoro nie masz czasu na żaden ze spacerów? Ale można tez zwrócić uwagę na to, że ów właściciel jest w stanie wydać pieniądze na kogoś kto takie potrzeby psu zapewni.

    Dopóki wybór człowieka będzie dla psa dobry (nowy dom ale lepszy), ocenianie jest nie na miejscu.
    pozdrawiam
    http://podopieczni.blogspot.com

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      10 lutego 2018 at 16:06

      Zgadzam się, że ocenianie jest na miejscu – zresztą, prawda jest taka, że w ogóle sytuację, w której ktoś decyduje się oddać psa w ogóle jest trudno ocenić z daleka, patrząc np. tylko na ogłoszenie które pojawiło się w necie. Tym bardziej przykro się patrzy na wszystkich „obrońców zwierząt” dosłownie wpadających w szał na rozmaitych grupach adopcyjnych, etc.

  6. Avatar
    T.
    27 września 2019 at 13:29

    Ja teraz stoję przed taką sytuacją. Wzięłam psa od obcej kobiety, która nie powiedziała jakie pies ma problemy. Podejrzewam, że z tego powodu moją sunię oddała. Władowałam mnóstwo pieniędzy w szkolenia, behawiorystę żeby wyprowadzić psa na prostą i w sumie się udało. Z rozwrzeszczanego łobuza zmieniła się w elegancką sunię, ale została jedna rzecz. Przeraźliwy lęk separacyjny. Mieszkamy w bloku, więc sytuacja robi się ciężka. Nawet wyjście z śmieciami kończy się przeraźliwym płaczem psa. Sąsiedzi wściekli, a mi jest jej zwyczajnie szkoda. Próbowaliśmy już wszystkiego, szkoleń, behawiorysty, obroży antyszczekowej (bez prądu). Nic nie działa. Jestem zdesperowana. Nie mogę wyjść z domu, bo za chwilę dzwonią sąsiedzi. Zastanawiam się nad znalezieniem jej innego domu, najlepiej takiego z ogródkiem, gdzie byłaby ciągle pod opieką. Tu już nawet nie chodzi o sąsiadów, tylko po zamontowaniu elektronicznej niani i słuchaniu jak ona płacze, jest mi jej po prostu szkoda. Widocznie potrzebuje kogoś, kto poświęci jej pełnię uwagi. Bo ja już nie mam pomysłów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.