Wybieg dla psów. Hit czy kit?

W polskich miastach jest coraz więcej wybiegów dla psów. Kilka lat temu specjalnie wydzielona dla czworonogów przestrzeń budziła zaskoczenie, dziś jednak już nikogo nie dziwi, a wybiegów pojawia się więcej i więcej. Czy wybieg dla psów to na pewno dobry pomysł? Jak taką przestrzeń zorganizować, aby była bezpieczna dla czworonożnych użytkowników? Czy na wybieg można przyjść z każdym psem? W niniejszym artykule postaram się odpowiedzieć na te wszystkie pytania.

Organizacja przestrzeni

Wybieg dla psów to widok, który już nikogo nie dziwi, jednak z przykrością stwierdzam, że niewiele z tych obiektów zostało zaprojektowanych z głową. W pewnym stopniu wynika to z konieczności wpasowania takiej inwestycji w niewielki, przeznaczony na nią, wycinek miejskiej przestrzeni. Nie sposób jednak pozbyć się wrażenia, że osoby odpowiedzialne za wygląd i wyposażenie wybiegów próbują (zupełnie niepotrzebnie!) robić z nich coś na kształt przeznaczonych dla ludzi miejskich siłowni. Tymczasem wybieg nie ma być psim klubem fitness na powietrzu, ale miejscem bezpiecznych spacerów. Z tego powodu uważam, że obowiązkowych elementów wyposażenia wybiegu jest naprawdę niewiele, a najważniejszą częścią całej inwestycji jest ogrodzenie.

Każdy wybieg dla psów powinien być przede wszystkim odpowiednio ogrodzony, naprawdę. Odpowiednio to znaczy tak, żeby uniemożliwić każdemu czworonogowi (bez względu na wielkość, skoczność czy wrodzony spryt) samowolne opuszczenie terenu. Ogrodzenie powinno być solidne, wkopane w ziemię i wysokie, a wejścia koniecznie należy zabezpieczać śluzami. Wydawać by się mogło, że to zupełnie oczywista sprawa, tak jednak nie jest – wiele polskich wybiegów cierpi na brak odpowiedniego ogrodzenia. Przykładem może być wybieg dla psów przy Ogrodzie Krasińskich w Warszawie – duża inwestycja, która spotkała się z ciepłym przyjęciem społeczności lokalnych psiarzy, niestety nie do końca przemyślana. Z jednej strony, wejścia na wybieg zrobione zostały w formie śluz (super!), z drugiej jednak ogrodzenie jest na tyle niskie, że większy pies przeskoczy je bez trudu. Sama byłam świadkiem sytuacji, w której pies stwierdził, że nie chce jeszcze wracać do domu, wyrwał właścicielce smycz i jednym, zwinnym susem znalazł się z powrotem na wybiegu. Pozostaje cieszyć się, że zdecydował się właśnie na ten, a nie odwrotny kierunek, bo wybieg mieści się przy ruchliwej ulicy, więc o wypadek nie byłoby trudno. Tamto wydarzenie utkwiło mi w pamięci szczególnie, bo pies – uciekinier przesadził płot jednym susem, z miejsca, w ogóle nie biorąc rozbiegu. Cała akrobacja wyglądała naprawdę niesamowicie imponująco, sęk w tym, że coś takiego w ogóle nie powinno było mieć miejsca. O ucieczkę łatwo także w przypadku bardzo małych piesków, które bez problemu mogą prześlizgnąć się pod ogrodzeniem – zwłaszcza, jeżeli w chęci zwiedzania świata na własną łapę wspiera je dodatkowo ukształtowanie terenu. Nawet niewielki spadek gruntu może utworzyć szczelinę, przez którą „na baczność” przejdzie na przykład młody pies małej rasy. Co ciekawe, nigdy jeszcze nie spotkałam się z wybiegiem, na którym ogrodzenie jest wkopane w ziemię.

Skoro wyjaśniona już została kwestia ogrodzenia, naturalnie nasuwa się pytanie o to, co powinno znaleźć się na wybiegu. Odpowiedź jest moim zdaniem niezwykle prosta, lecz jednocześnie w warunkach miejskich bardzo trudna do realizacji. Brzmi ona: przestrzeń, dużo przestrzeni. Problemem wielu wybiegów w Polsce jest bowiem próba upakowania absurdalnie dużej liczby psów na wprost proporcjonalnie absurdalnie małym terenie. Jasne, że trudno oczekiwać, żeby gdzieś w środku miasta, pomiędzy blokami nagle pojawiło się kilka hektarów terenu, które zostaną przeznaczone na spacery z psami. Warto jednak pamiętać o tym, że każdy wybieg ma pewną określoną pojemność i zwykle nie jest ona zbyt duża – na pewno nie na tyle, aby pomieścić wszystkie czworonogi z danej okolicy.

W przypadku innych atrakcji sprawa nie jest wcale taka oczywista. Szczególnie, że chyba wszyscy już zdążyli się w pewnym stopniu przyzwyczaić do fantazji projektantów, dążących do tego, by wybiegi były raczej torami agility niż miejscami bezpiecznych spacerów. Osobiście uważam, że to błąd, a za obowiązkowe wyposażenie wybiegu dla psów uznaję przede wszystkim bezpieczną nawierzchnię, która dobrze znosi rozmaite warunki atmosferyczne i o którą ktoś będzie odpowiednio przez cały czas dbał, kosze na śmieci, kran z wodą i oświetlenie jeżeli teren położony jest z daleka od światła miejskich latarni.

Bezpieczna nawierzchnia to taka, po której psy mogą swobodnie hasać bez zwiększonego ryzyka kontuzji. Równy trawnik, bez dziur lub piach, w którym psy mogą kopać, nie niszcząc przy tym terenu to pierwsze co przychodzi mi do głowy. Na pewno nie wystarczy po prostu ogrodzić jakiegoś kawałka przestrzeni – inwestor musi zadbać o odpowiednie przygotowanie terenu, wyrównać go, usunąć stare krawężniki, zabezpieczyć końce wystających z ziemi rur, etc. Ogromie ważne jest, aby obok funduszy na wybudowanie wybiegu miasto lub dzielnica wygospodarowała środki na jego utrzymanie: zakopywanie dziur, opróżnianie koszy, dokładanie woreczków na odchody, wysianie nowej trawy w odpowiednim momencie, wymiana piachu i wszystkie te rzeczy, które sprawią, że za pół roku od otwarcia obiekt nie zmieni się w pobojowisko.

Jak już wspomniałam, wybiegi dla psów w Polsce często przypominają raczej siłownie na świeżym powietrzu niż miejsca, w których psy istotnie mogą się wybiegać. Domyślam się, że nie wynika to z kilku względów. Po pierwsze, osoby odpowiedzialne za powstawanie wybiegów chcą, aby te obiekty wyglądały interesująco, żeby już na pierwszy rzut oka było widać, na co zostały wydane środki z budżetu obywatelskiego. Po drugie, dostępność rozmaitych akcesoriów sportowych ma wspierać ideę aktywnego spędzania czasu z czworonogiem i pokazywać, że wybieg nie oznacza, iż można psa zwolnić ze smyczy, a następnie na godzinę kompletnie o nim zapomnieć. Oba powody są dla mnie doskonale zrozumiałe, mimo to nie jestem zwolenniczką umieszczania na wybiegach dla psów stacjonat do agility, kładek, pochylni czy tuneli. Wynika to stąd, że dostępny dla wszystkich teren rządzi się innymi prawami niż prywatny plac treningowy, a co za tym idzie, znajdujące się na nim akcesoria muszą spełniać nieco inne kryteria od przeszkód, które można zobaczyć na profesjonalnych zawodach kynologicznych.

Akcesoria sportowe na wybiegu dla psów muszą być odporne na działanie warunków atmosferycznych oraz wytrzymywać ewentualne akty wandalizmu. To sprawia, że wykonane są z trwałych, ale niekoniecznie bezpiecznych dla psów materiałów. Zwierzę, które rozpędzi się, a następnie nie trafi w wejście do tunelu wykonanego z betonowej rury może odnieść poważne obrażenia. Pies, który skacząc przez przeszkodę strąci lekka tyczkę z drewna lub PCV odczuje ten zupełnie inaczej niż ten, który przygrzmoci łapami w solidny metalowy pręt. Tego rodzaju przykłady można zapewne mnożyć w nieskończoność, sądzę jednak, że doskonale rozumiecie o czym mówię. Dotychczas najlepiej wykonaną i najbezpieczniejszą dla psów przeszkodą, jaką widziałam na wybiegu był na stałe wkopany w ziemię, krótki slalom, przez który właściciele przeprowadzali swoje psy, naprowadzając je smaczkami. Powoli i spokojnie. To jednak dość wyjątkowa sytuacja, bo wybiegi dla psów to nie są obiekty, które odwiedzają sportowcy. Większość bywalców miejskich wybiegów nie zna się na treningu sportowym psów i korzysta z dostępnych atrakcji zgodnie ze swoją aktualną wiedzą. To może skończyć się dla czworonoga poważną kontuzją, która będzie rzutować na jego całe dalsze życie. Wiadomo, że niewiedza to nie przestępstwo, warto byłoby jednak brać ten fakt pod uwagę, tymczasem nigdy się z takim podejściem nie spotkałam. Na żadnym wybiegu nie widziałam tabliczek, informujących jak bezpiecznie korzystać z dostępnych przeszkód, chociaż można je spotkać właśnie w siłowniach na świeżym powietrzu, z których bez wątpienia wybiegi czerpią inspirację. Zresztą, czy ktoś by takie informacje w ogóle czytał? Ja nie mam w tej kwestii żadnych złudzeń, a na obecność czasoumilaczy na wybiegach patrzę bardzo sceptycznie.

Kto przychodzi na wybieg?

Wszystko, co zostało napisane wyżej wynika bezpośrednio z tego, kto przychodzi spacerować na wybiegi dla psów i co takie obiekty oferują.

Na początek trzeba zaznaczyć, że wybieg to nie jest opcja dla każdego psa, bo wbrew pozorom nie wszystkie czworonogi doceniają możliwość wchodzenia w bliskie interakcje z przedstawicielami swojego gatunku. Nie jest to również miejsce, w którym powinny pojawiać się szczenięta i młode psy ze względu na ryzyko złapania jakiejś brzydkiej wirusówki, ale także z powodu czyhającej tuż za rogiem pułapki niewłaściwej socjalizacji.

Mimo wszystko, wybiegi mają wiele zwolenników, co mnie wcale nie dziwi. Wybieg to doskonały sposób na zapewnienie w środku miasta możliwości ruchu luzem psu, który z jakiegoś powodu nie umie wracać na zawołanie i którego nie można zwolnić ze smyczy na nieogrodzonym terenie. Spacery na wybiegu mogą być doskonałym etapem przejściowym w nauce skutecznego przywołania, pomostem pomiędzy ciągłym używaniem linki treningowej i daniem psu pełnej swobody. Trzeba jednak mieć świadomość, że wybieg to nie jest najlepsze z możliwych miejsce na sesje treningowe, bo często psy bawią się na jego terenie zupełnie poza kontrolą swoich właścicieli. Czworonogi gonią się i uprawiają zapasy. Wszystko to piękne, tak długo, jak ich właściciele rzeczywiście obserwują swoje psy i są gotowi zareagować, kiedy zabawa pójdzie w złym kierunku. Czyli zazwyczaj krótko, bo łatwo zauważyć, że wiele jest osób, które czują się całkowicie zwolnione z konieczności sprawowania kontroli nad swoim psem przez obecność ogrodzenia. Z tego powodu na wybiegach nietrudno o spięcia i konflikty.

Każdy wybieg jest dokładnie tak fajny, jak najmniej świadoma kynologicznie osoba, która się na nim w danym momencie znajduje. Na tym właśnie polega największa zaleta i jednocześnie największa wada wybiegów. Nikt nie sprawuje kontroli nad tym co dzieje się na tego rodzaju obiektach, a kultura korzystania wybiegów zależy bezpośrednio od ich użytkowników. Mały, źle zaprojektowany wybieg może stać się prawdziwą skarbnicą kultury kynologicznej, dzięki świadomym właścicielom psów, gotowym do przekazywania dalej swojej wiedzy. Wspaniały teren odwiedzany włącznie osoby, które nie patrzą dalej niż czubek własnego nosa okaże się niewypałem.

***

Bez wątpienia świadomość kynologiczna w Polsce z roku na rok rośnie, a to pozwala optymistycznie patrzeć na przyszłość wybiegów dla psów, jednak nie jestem pewna, czy już teraz jesteśmy gotowi na ich rozkwit. Co Wy sądzicie o wybiegach dla psów? Lubicie odwiedzać je ze swoimi czworonogami, czy raczej unikacie takich rozrywek? Koniecznie podzielcie się swoją opinią w komentarzach!

  3 komentarze do tekstu: „Wybieg dla psów. Hit czy kit?

  1. 11 sierpnia 2018 at 15:49

    Czasem zdarza mi się, jeśli jesteśmy sami na wybiegu, ćwiczyć z psem w rozproszeniach, bo obok jest park, gdzie dzieci jeżdżą na wszystkim, co się da, biegają i krzyczą, co jest triggerem dla mojego zwierza. Czasem spotykamy znajome psy i ludzi, więc pozwalam na chwilę zabawy. Jednak ogólnie ostatnio bardzo rzadko korzystam z wybiegów.
    Pomysł był fajny, zwłaszcza, że część parków ma na wejściu tabliczkę z przekreślonym psem. Korzystałam z wybiegów, dopóki nie zaczęłam coraz częściej spotykać na nich ludzi z psami na smyczach, którzy nie pozwalają innym psom się zbliżać, a ukłon do zabawy i zapraszające szczekanie odbierają jako atak na ich psa, ludzi rzucających piłkę wszystkim psom naraz, ludzi, którzy stoją w kupce paląc papieroski, a psy hulają oraz ludzi, którzy przychodzą z psami, które są źle zsocjalizowane, agresywne, lękliwe, albo wszystko w jednym.
    Problemem też jest rozwiązywanie psich nieporozumień, które, jak wiadomo, czasem się zdarzają. Coraz więcej osób reaguje przesadnie emocjonalnie albo wręcz nie reaguje wcale. Gdzie się zapodział złoty środek i zdrowy rozsądek?
    Uważam, że tereny naszych tarchomińskich wybiegów są za małe, źle zabezpieczone, ze złą nawierzchnią (na jednym trawa, ale i błoto, na drugim piach, ale ze szkłem, na trzecim jest ok). Poza tym, wiele osób po psach nie sprząta, więc łatwo wdepnąć. Tak że, niestety, coś nie wyszło.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      11 sierpnia 2018 at 22:54

      Niestety, fajność wybiegu bezpośrednio zależy od tego, kto się na nim w danej chwili znajduje i przez to nawet jak teren jest spoko to niezawsze można wejść 🙁
      W ogóle, strasznie mi przykro, jak psiarze nie sprzątają po swoich psach na wybiegach czy wyrzucają na terenie śmieci (zamiast podejść do kosza), bo to jest jednak totalny brak szacunku dla przestrzeni, która została zrobiona specjalnie dla nich i typowe, że tak się brzydko wyrażę, „sranie do własnego gniazda”.

  2. 30 sierpnia 2018 at 11:17

    Moim zdaniem dobrze, że są wyznaczone tereny dla psiaków do biegania. Mogą tam poznawać inne psy i się wyszaleć. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.