Dobre rady z Internetu

Nie da się ukryć, że Internet to wspaniałe źródło wiedzy. W sieci można znaleźć informacje dosłownie na każdy temat, a na dodatek dzięki popularności smartfonów każdy z nas nosi całą tę wiedzę w kieszeni lub w torebce. Na tym można by niniejszy artykuł z powodzeniem zakończyć, gdyby nie to, że sporo internautów do wszystkiego, co przeczyta na ekranie lub monitorze ma zupełnie bezkrytyczny stosunek. Tymczasem wcale nie rzadko bywa tak, że dobre rady z Internetu, nawet jeżeli udzielane w najlepszej wierze, mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Mogłoby się wydawać, że obecnie każdy doskonale wie, iż nie wszystko, co można przeczytać w sieci jest prawdą. Tak. Dobre sobie. Sztuka weryfikowania informacji i podawania źródeł zanika, zaś stary, poczciwy wujek Google coraz częściej zastępowany jest przez młodszego kuzyna imieniem Facebook. Zamiast wpisać interesujące hasło w wyszukiwarkę i czerpać wiarygodne informacje ze specjalistycznych portali coraz więcej osób swój głód wiedzy zaspokaja poprzez zadawanie pytań na dedykowanych danemu zagadnieniu grupach na Facebooku. I wszystko jest w porządku. Przynajmniej wtedy, kiedy chodzi o częstotliwość podlewania kaktusów i sukulentów, czy inne (proszę o wybaczenie wszystkich miłośników uprawy roślin!) błahe sprawy.

Bywa jednak tak, że od odpowiedzi udzielonej przez osoby o zupełnie niewiadomych kompetencjach ktoś uzależnia swoje działania. I to nie byle jakie, ale takie, które mogą mieć znaczący wpływ na czyjeś zdrowie i życie. Samego pytającego. Jego dziecka. Jego psa. A skoro Pies do kwadratu to blog kynologiczny w dalszej części artykułu będę posługiwać się wyłącznie przykładem naszych czworonożnych braci mniejszych. Jednocześnie wcale nie oznacza to, że nie można go odnieść do dowolnej innej kwestii.

Grup, w których udziela się porad z zakresu medycyny weterynaryjnej, zoofizjoterapii czy wyprowadzania „na ludzi” trudnych psich przypadków jest na Facebooku bez liku. Sęk w tym, że wypowiada się na nich zaskakująco mało lekarzy weterynarii, zoofizjoterapeutów, behawiorystów czy doświadczonych szkoleniowców, a więc osób naprawdę obeznanych z tematem i dysponujących cenną, specjalistyczną wiedzą niezbędną do udzielenia wartościowej porady. Mało kto zwraca uwagę na ten drobny szczegół, toteż codziennie pojawiają się nowe pytania o diagnostykę rozmaitych schorzeń, ćwiczenia na wzmocnienie mięśni lub szkolenie psów i sport. Jeżeli rzecz tyczy się zwierząt zdrowych i w pełni rozwiniętych, a szkoleniowe rady kręcą się wokół spraw podstawowych – wszystko w porządku. Gdy dorosły, sprawny pies wejdzie na dysk sensoryczny kilka razy w tygodniu nic mu się przecież nie stanie. Gdy komuś zamarzy się, aby zacząć przygodę z obedience i będzie ćwiczył podążanie za przewodnikiem w ogrodzie za domem – tylko przyklasnąć. Gdy ktoś kto właśnie sprawił sobie pierwszego w życiu psa zacznie trenować z nim przychodzenie na zawołanie, używając do tego linki treningowej i pysznych smakołyków – tak trzymać!

Sprawy nieco komplikują się, gdy chodzi o te bardziej złożone przypadki. Psy w trakcie skomplikowanej diagnostyki. Szczenięta. Sportowców. Czworonogi z kontuzjami. Zwierzęta z poważnymi problemami behawioralnymi, które stanowią zagrożenie zarówno dla otaczających je ludzi, jak i dla siebie samych. Słowem, trudne przypadki, którymi powinni zająć się specjaliści w swoich dziedzinach, a nie internetowa społeczność.

Naturalne wydaje się, że ktoś kto mierzy się właśnie z poważnym wyzwaniem, dotyczącym swojego ukochanego zwierzaka szuka wsparcia w kynologicznej społeczności. Potrzebuje, aby ktoś, choćby wirtualnie, poklepał go po plecach i powiedział, że wszystko dobrze się skończy. Chce zebrać sumę doświadczeń od osób, które zmierzyły się z podobnym problemem, by móc lepiej poradzić z nim sobie na co dzień. Jednak, aby rzeczywiście ów problem rozwiązać – zdiagnozować rzadkie schorzenie, dobrać odpowiednie ćwiczenie dla psa z kontuzją, czy poradzić sobie z trudnym przypadkiem agresji, nauczyć skomplikowanej, potencjalnie niebezpiecznej ewolucji – potrzeba specjalistów. Razem z całą ich wiedzą i zasobami. Na miejscu. Na żywo.

W naprawdę skomplikowanym przypadku dobre rady z Internetu nie pomogą. I oby tylko tyle.

Wiedzą o tym doskonale sami specjaliści, którzy zwykle w ogóle nie wypowiadają się w takich wątkach. Nie ze złośliwości, czy chęci zachowania całej tej tajemnej wiedzy wyłącznie dla swoich klientów, ale ze względu na zawodową odpowiedzialność i profesjonalizm. Lekarz weterynarii wie, że nie sposób podjąć próby zdiagnozowania psa bez przynajmniej wywiadu i badania przedmiotowego, zdaje sobie też sprawę z tego, że nierzadko konieczne są liczne badania dodatkowe. Doświadczony zoofizjoteraputa potrafi świetnie dobrać ćwiczenia dla każdego psa, ale żeby to zrobić musi pacjenta zobaczyć w ruchu i odpowiednio „obmacać”. Dobry trener zdaje sobie sprawę z tego, że wielu rzeczy nie widać na filmie i z pewnością nie podejmie się podania przepisu na „vaulty instant” przez Internet. I to właśnie są ludzie, którym zależy na dobrostanie psów. Mojego. Twojego. Wszystkich.

Czytając rozmaite wypowiedzi w sieci warto trzy razy zastanowić się nad tym, jakie realne kompetencje ma osoba, udzielająca dobrych rad i czy aby na pewno podążanie za nimi zakończy się szczęśliwie. Nie od dziś wiadomo, że im więcej się wie w danym temacie, tym większa jest świadomość tego, jak wiele jeszcze pozostało do odkrycia. Powszechnie znany jest również fakt, że to właśnie osoby z minimalną wiedzą rozprawiają o danej kwestii z największą pewnością siebie. To zjawisko nosi nazwę efektu Dunninga-Krugera i ma zastosowanie w każdej dziedzinie – również w kynologii.

Dlatego dobrze jest pamiętać o badaniach Dunninga i Krugera za każdym razem, gdy sięga się po zasoby wiedzy internetowych społeczności, a na koniec dnia nie żałować pieniędzy na pomoc specjalistów. Bo dobre rady z Internetu mogą być dobre, ale mogą być też bardzo, bardzo złe.

photo credit: Iza Łysoń

  9 komentarzy do tekstu: „Dobre rady z Internetu

  1. 13 października 2018 at 11:52

    Przepraszam, że pytanie nie na temat, ale jaką karmę podajesz swojemu psu?

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      14 października 2018 at 19:37

      Aktualnie Brit Care Show Champion.

  2. 18 października 2018 at 09:26

    Ważny temat, dziwne, że taka cisza w komentarzach. Nie wiem, jak na Facebooku, bo nie korzystam, ale na specjalistycznych portalach też nie zawsze jest dobrze, jeśli chodzi o porady. Te lepsze strony w którymś miejscu podają informację, że należy problem skonsultować z lekarzem czy behawiorystą, ale wiele z nich powiela porady nieaktualne, niewłaściwe lub tak uproszczone, że mogą być szkodliwe. Z kolei psie fora internetowe pełne są znawców problemu, którzy nauczyli się wszystkiego na przykładzie jednego psa – własnego, któregoś udało im się jakoś ogarnąć. Sama korzystałam z rozmaitych serwisów, bo mam tak zwanego trudnego psa. Niestety, nigdzie nie znalazłam rzetelnych porad, tylko w kółko te same schematy. Mało tego, behawioryści, szkoły pozytywne itp. też nam nie bardzo pomogły. Wiedza, którą w końcu po części wygrzebałam, a po części nabyłam z obserwacji, a która dotyczyła psiej psychiki, popędów, komunikacji, a nie tylko technik szkoleniowych, ma się nijak do tego, co można znaleźć na forach czy blogach, ale też niestety często w psich szkołach. Za najbardziej szkodliwy pogląd, z jakim się spotykałam odnoście psiego behawioru, uważam ten oto, że to nie pies jest źródłem problemu, ale postępowanie właściciela i że każdego psa można ułożyć, jak się chce. Niestety nie zawsze jest to prawda, a powielanie takiego mitu szkodzi i ludziom, i psom. Naprawdę trudne psy mają zazwyczaj masę problemów niewynikających z zaniedbań człowieka, i to one są ich źródłem, a rolą właściciela jest je zminimalizować i pomagać psu sobie z nimi radzić. Do tego nie wystarczy odwracanie uwagi smaczkami i piszczenie słodkim głosem. Rady dotyczące agresji, lęków, zdrowia, w tym żywienia, powinny być mocno prześwietlane i trzeba na nie uważać.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      18 października 2018 at 15:51

      Może za dużo osób zobaczyło w tym artykule siebie i stąd ta cisza? 😉

      To prawda! Bardzo można sobie i swojemu psu zaszkodzić ślepo podążając za jakąś radą lub modą szkoleniową. Myślę, że osobnym problemem (który właśnie widać w psich szkołach) jest brak rzetelnej edukacji jeżeli chodzi o trenerów psów – nie ma za bardzo żadnej regulacji, trudno zweryfikować czyjeś kompetencje, co więcej ktoś szczycący się jakimś dyplomem może mieć znacznie mniejszą wiedzę niż ktoś kto wprawdzie nie ma żadnego papierka, za to przerobił w swoim życiu setki psów. Bardzo trudno w ogóle jest wybrać naprawdę dobrego trenera.

  3. Anita
    19 października 2018 at 08:40

    Bardzo prawda. Ja to wciąż przechodzę, bo faktycznie w chwilach załamania moim pierwszym odruchem jest wyszukiwarka. Moja młoda wokalizuje zostawiona sama w domu (przez kilka minut, niby nie ma tragedii) a ja mam mega fobię przed rozwinięciem lęku separacyjnego, dlatego przeczytałam chyba cały internet w tym temacie. I niektóre wątki są naprawdę straszne, ludzie wsiadają z krzykiem że powinieneś natychmiast zrezygnować z pracy i siedzieć z psem w domu BO ON TEGO POTRZEBUJE, jak nie to się nie nadajesz na właściciela psa i znajdź mu lepszego a sam idź się utop (z groźbami karalnymi i podrzeganiem do samobójstwa to autentyki). W najlepszym razie przeczytasz zawsze jedną i tę samą metodę – która nie musi zadziałać na każdego psa. Sądząc po stylu wypowiedzi na takich forach jest sporo 13latek które „kochają pieseczki” i cierpią na nadmiar wolnego czasu. Dlatego, mimo że problem wydaje się powszechny, uznałam że nie mam czasu na takie bzdety i wpisałam w wyszukiwarkę „behawiorysta Warszawa”.
    Najbardziej mnie wkurza to, że zazwyczaj właśnie googlam sprawę aby się „podbudować”, znaleźć innych ludzi z problemem i przekonać się, że z tego wyszli. A niestety, mimo że wątków jest setki ich autorzy nigdy nie raczą skrobnąć choćby dwóch zdań o tym jak się sprawa zakończyła.

    • 19 października 2018 at 09:14

      O(dnośnie ostatniego zdania o zakończeniu sprawy. Też szukałam po forach przypadków podobnych do mojego, z tym, że już po szkole i po behawiorystach, którzy średnio pomogli. Najpierw szukałam z nadzieją na poradę, co zrobić, potem, by zobaczyć, czy komuś się udało. Innymi słowy, po przejrzeniu pierdyliona rad pt. smaczki, smaczki, barowanie, smaczki, barowanie, zaczęłam szukać kogoś, komu się udało wyprowadzić psa ze złych zachowań. Zadawałam nawet pytania osobom, które chętnie udzielały porad w każdym temacie, jak to się zakończyło w ich przypadku, ile znają przypadków „naprawionych” w ten sposób psów itp. Niestety głucha cisza. Sama napisałam zakończenie historii w jednym temacie, i znalazłam jeszcze jeden wątek, w którymś ktoś się chwali, że jego pies poprawił zachowanie po pięciu latach stosowania opisywanych tam metod. Po pięciu latach. Ergo – wszystko to strata czasu, nie należy sugerować się radami z Internetu, ale też trzeba uważać na behawiorystów. Jeśli któryś mówi, że wszystko możecie naprawić z psem, tylko musisz chcieć, pracować, szczebiotać i dawać smaczki, to uciekajcie i szukajcie kogoś innego, kto naprawdę ma głęboką wiedzę o behawioryzmie.

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        19 października 2018 at 12:19

        Po pięciu latach! O kurczę! Trochę to przerażające. I tak, to prawda, trzeba bardzo uważać na behawiorystów, trenerów, szkoleniowców. To, czego na pewno warto szukać w Internecie to właśnie polecane nazwiska faktycznie kompetentnych osób.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      19 października 2018 at 12:18

      Zauważyłam, że w ogóle Internet w wielu kwestiach ogromnie przesadza – takie podejście do lęku separacyjnego o jakim wspominasz pojawia się w dosłownie każdej innej dziedzinie psiego życia. Można wręcz uznać, że pies to opcja wyłącznie dla osoby bezrobotnej, która utrzymuje się ze spadku po bogatej cioci z Ameryki, a mieszka w domu z ogrodem odziedziczonym po dziadkach, bo przecież żaden pies nie może zostawać sam w mieszkaniu. Masakra, zwłaszcza, że z mojej obserwacji wynika, iż w promowaniu takiego podejścia króluje wiele propsich instytucji i fundacji, którym powinno przecież zależeć na zachęcaniu ludzi do adoptowania psów – a nie odwrotnie.
      Co do wypowiedzi… no nie da się ukryć, że na Facebooku rządzą specjalistki od wszystkiego, czyli nastolatki, którym rodzice właśnie kupili pierwszego borderka. 😛

      Faktycznie, masz rację, że mało kto pisze, jak ostatecznie się sprawa rozwiązała. A szkoda, bo to mogłoby być bardzo budujące dla kogoś, kto ma podobny problem.

  4. 19 października 2018 at 16:30

    Bardzo mądry i na pewno przydatny post, bo niewielu ludzi zdaje sobie z tego sprawę. Ja osobiście też do tego czasu jakoś się nad tym nie zastanawiałam, ale rzeczywiście tyle mówi się o tym, że „nie wolno wierzyć we wszystko co jest w internecie”, ale mało kto bierze to całkiem do siebie. Pozdrawiam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.