Kontakty z ludźmi. Swoi i obcy na treningach i spacerach

Pies i jego kontakty z obcymi ludźmi to trudny temat. W mojej opinii trudniejszy nawet niż kontrolowanie interakcji z innymi psami. Nie można tej kwestii zaniedbać, a tematu unikać, bo pies, który ludzi nie zna, nie lubi i się ich obawia może stanowić dla nich zagrożenie, a w skrajnych przypadkach być zwierzęciem niezdolnym do funkcjonowania w społeczeństwie. Z drugiej jednak strony, niekontrolowana miłość do całego świata również może być kłopotliwa i niebezpieczna. Jak w takim razie powinny wyglądać psie kontakty z ludźmi? Odpowiedź na to pytanie jest prosta i skomplikowana jednocześnie, wszystko bowiem zależy od konkretnego przypadku. Rozwiązania, które u mnie świetnie zdają egzamin niekoniecznie muszą sprawdzić się u kogoś innego, niemniej opowiem Wam dzisiaj jak u Gambita wyglądają kontakty z ludźmi – tymi obcymi, spotykanymi na mieście, w transporcie publicznym oraz tymi swoimi, których zna ze spacerów i treningów.

Najważniejsze jest posłuszeństwo

Nim przejdę do właściwego tematu muszę poruszyć kwestię traktowania psów w przestrzeni publicznej, bo kontakty z ludźmi są z nią w moim odczuciu nierozerwalnie związane – a w Polsce psy traktuje się w wyjątkowo dziwny sposób. Nie da się ukryć, że jest wiele osób, które po prostu psów nie lubią i są gorącymi przeciwnikami ich obecności w przestrzeni. Bez względu na to, czy mowa o parkach, skwerach i lasach czy o prywatnych mieszkaniach. Z drugiej strony, jest również gro osób, które psy bardzo lubią, jednak jest to sympatia zupełnie pozbawiona rozsądku i odpowiedzialności. W kontekście kontaktów psa z obcymi osobami to właśnie ta druga grupa stanowi większy problem, bo cudze, nieznane psy często traktuje jak źródło ogólnodostępnej rozrywki czy sposób zapewnienia sobie egoistycznej przyjemności. To właśnie te osoby cmokają do obcych psów, wołają do nich oraz próbują je głaskać bez pytania o zgodę właściciela zwierzęcia, a takie zachowania nie tylko uczą psa złych nawyków, lecz także niejednokrotnie prowadzą do niebezpiecznych sytuacji. Co więcej, takie traktowanie cudzego psa jako dobra użyteczności publicznej jest tak mocno zakorzenione w świadomości społecznej, że sprzeciwianie się temu nawet w kulturalny sposób nierzadko wywołuje agresywne reakcje. W ludziach, nie w psach, oczywiście.

O problemie pisałam szerzej aż cztery lata temu w artykule „P. I. E. S. czy pies?”, jednak bez wątpienia sprawa wciąż jest aktualna, a ja mam całe mnóstwo nowych historii do opowiedzenia. Na przykład o tym, jak kiedy szłam do galerii handlowej kupić Gambitowi jego pierwsze w życiu, szczeniaczkowe szelki jakiś mężczyzna wołał do mojego psa z samochodu, jadącego środkowym pasem. W odpowiedzi na „Proszę nie zaczepiać mojego psa!” odkrzyknął „Przecież jest na smyczy, głupia k****!”. Albo o tym, jak szłam przez dość zatłoczone centrum miasta i jakiś mężczyzna mijając mnie i mojego psa klepnął Gambita w zadek. Tak po prostu. Pies aż podskoczył ze zdziwienia, zatrzymał się i obejrzał za siebie, na chwilę tamując ruch w wąskim przejściu – poza tym, na szczęście, nic się nie stało. Lub o tym, jak babcia kazała swojemu kilkuletniemu wnuczkowi podejść do mojego psa i na niego szczekać, bo przecież to taka świetna zabawa.

Wszystkie te sytuacje są potencjalnie niebezpieczne, zarówno dla psa, jak i dla zaangażowanych w nie ludzi. Pies, który pobiegnie do kogoś kto cmoka do niego z samochodu może łatwo stracić życie pod kołami lub w najlepszym wypadku zrobić sobie poważną krzywdę. Pies zaskoczony przez kogoś głaskaniem znienacka może odwinąć się i w odruchu obronnym złapać człowieka zębami za rękę – przecież nie wie, co się dzieje i jakie nieznajomy na intencje. Pies zaczepiony przez małe dziecko, które zachowuje się wobec niego w niespotykany, dziwny sposób może zrobić mu krzywdę, działając w obronie własnej albo po prostu próbując się z nim entuzjastycznie, po psiemu bawić. Niestety, ludzie zupełnie tego nie rozumieją i wychodzą z założenia, że każdy pies powinien ich zainteresowanie przyjmować z wdzięcznością i zachowywać się przy tym w racjonalny sposób – tak, jakby był istotą w ciele psa, która rozumuje dokładnie tak samo jak człowiek.

W związku z powyższym, jeżeli chodzi o kontakty z ludźmi za rzecz absolutnie najważniejszą uważam codzienne posłuszeństwo i możliwość sprawowania kontroli nad psem. Bez względu na to, czy zwierzę lubi ludzi czy się ich boi powinno być nauczone, że nie ma prawa wejść w jakąkolwiek interakcję z obcym człowiekiem bez wyraźnej zgody swojego właściciela – nawet jeżeli człowiek ów tańczy przed zwierzakiem flamenco, zamiast kastanietów mając pęta dorodnej kiełbasy. Koniec, kropka.

Na spacerach

Po tym przydługim wstępie mogę wreszcie przejść do właściwego tematu. Muszę przyznać, że kontakty z ludźmi są dla mnie bardzo ważne. Chcę, aby Gambit czuł się pewnie i bezpiecznie w obecności obcych osób, bo to sprawia, że może być dobrym, czworonożnym obywatelem. Dla mnie idealna reakcja psa na obcą osobę to ignorowanie jej w dokładnie taki sam sposób, w jaki pies traktuje nieożywiony element tła, jak ławkę lub drzewo – człowiek nie budzi specjalnego zainteresowania, ale jednocześnie pies wie, że jest bezpieczny.

Gambit to bardzo miły, pozytywnie nastawiony do świata pies. Lubi ludzi i nie postrzega ich w kategorii zagrożenia. Nigdy nie miałam problemów związanych z jego kontaktami z obcymi ludźmi, wiedziałam jednak, że jeżeli jakiekolwiek miałyby się pojawić to będą one związane raczej z nadmiernym entuzjazmem niż z lękiem i niepewnością. Jednocześnie, Gambit uwielbia jeść i za parówkę gotów jest oddać duszę. Z tego powodu nigdy żadnej obcej osobie nie pozwoliłam mojego psa częstować jakimkolwiek jedzeniem. Psi smakołyk za siad i kawałek hamburgera w restauracji za piękne oczy są dla mnie w dokładnie tym samym stopniu niedopuszczalne, bo nie chciałabym w nim budować aż tak dobrych skojarzeń z obcymi ludźmi i sprawić, żeby zaczął się nimi nadmiernie interesować. Natomiast, gdybym miała psa, który jest wobec ludzi lękliwy i niepewny z pewnością spędziłabym długie godziny biegając z nim po mieście wyposażona w torbę pełną smakołyków, prosząc obcych ludzi, żeby poczęstowali go czymś smacznym.

Od samego początku staram się do Gambita nie cmokać, mimo że to sposób na zwrócenie uwagi psa, który wszyscy stosujemy automatycznie bardzo pilnowałam, aby tego unikać. Wychodziłam z założenia, że mojemu psu będzie żyło się łatwiej jeżeli po prostu nie będzie wiedział co oznacza ten sygnał, a ignorowanie zaczepiających go osób będzie mu dzięki temu przychodzić zdecydowanie łatwiej. Tak rzeczywiście się stało. Natomiast, kiedy już komuś uda się zwrócić uwagę Gambita zawsze wołam go do siebie lub proszę o kontakt wzrokowy i mocno nagradzam – zabawką, smakołykiem lub po prostu entuzjastyczną pochwałą. Konsekwentnie nie pozwalam na żadne nieautoryzowane kontakty obcych osób z moim psem, a jeżeli sytuacja jest wyjątkowo trudna staram się kontrolować ją i tym samym mu pomóc. Kontrolowanie takich sytuacji to bardzo trudna sprawa – wyżej pisałam już o tym, że niejednokrotnie spotkałam się w związku z tym z agresją i nieprzyjemnościami. Wszystkie te przykre doświadczenia pozwoliły mi zbudować kilka strategii radzenia sobie z ludźmi tak, aby mój pies nie musiał się w takie natrętne kontakty angażować. Dzielę się nimi poniżej.

  • W małych, zamkniętych przestrzeniach, w których muszę spędzić trochę czasu, jak pociągi, restauracje, etc. gdy Gambit leży i zajmuje się sobą, a ktoś wyjątkowo natrętnie go zaczepia zwykle pytam „Przepraszam, czy mój pies pani/ panu przeszkadza?”. Zazwyczaj pada przecząca odpowiedź, bo przecież Gambit jest grzeczny, co pozwala mi zadać kolejne pytanie „To dlaczego pani/ pan przeszkadza mojemu psu?”.
  • Kiedy mogę szybko wyjść z danej sytuacji, ale osoba zaczepiająca psa jest wyjątkowo niemiła i natrętna zupełnie nie zwracam na nią uwagi i całą sobą skupiam się na psie. Nagradzam go mocno tym co akurat mam pod ręką (jedzenie, zabawka, szarpanie się smyczą) i entuzjastycznie chwalę, przy czym pochwała jest tak naprawdę raczej niemiłym sposobem powiedzenia drugiej stronie, że ma się odczepić. Brzmi „Brawo, jak Ty pięknie ignorujesz natrętów!”.
  • Tam, gdzie muszę spędzić więcej czasu, ale jednocześnie jest dość dużo miejsca rozkładam Gambitowi przenośną klatkę – zabieram ją zawsze do pociągu oraz na treningi, więc często mam ją przy sobie. Zamknięcie psa w klatce zwykle dostatecznie jasno daje do zrozumienia, że nie można go pogłaskać.

Powyższe sposoby przydają mi się wtedy, kiedy ktoś próbuje Gambit zaczepiać zupełnie nie zwracając na mnie uwagi, a więc w większości sytuacji w których obca osoba interesuje się moim psem. Bardzo, bardzo rzadko zdarza się, że ktoś zapyta mnie, czy może Gambita pogłaskać. Przyznaję, że zazwyczaj się na to nie zgadzam. Czasem po prostu mówię „Nie, nie można” i idę w swoją stronę, czasem dodaję jakieś wyjaśnienie, na przykład mówię, że pies jest w trakcie szkolenia lub że nie chcę, aby uczył się, że w danej sytuacji może zaczepiać obce osoby. Moja reakcja jest w takich wypadkach zależna od konkretnej sytuacji, tego co robię z psem, czy mi się spieszy, jakie wrażenie robi na mnie osoba, którą spotkaliśmy, etc. Bywa, że zgadzam się kontakt Gambita z obcą osobą, ale to wyjątkowe sytuacje. Przede wszystkim, nie chcę, aby taki człowiek głupio nakręcał psa – nie toleruję żadnego piszczenia, skakania, itd., ale jeżeli akurat na spacerze spotkamy spokojną osobę nie mam nic przeciwko oszczędnemu głaskaniu.

Kontakty psa z dziećmi to osobna sprawa – o tym, jak dzieci i psy mogą razem funkcjonować w przestrzeni publicznej napisałam już kiedyś osobny artykuł. Zwykle na takie kontakty nie pozwalam, bo nie mam żadnych dzieci w rodzinie i dla Gambita mały człowiek to w gruncie rzeczy nieznane zjawisko. Nigdy nie pozwalam na głaskanie psa małemu dziecku, któremu towarzyszy rodzic, bo zauważyłam, że tacy rodzice zwykle mają wobec psa ogromnie roszczeniową postawę – nie dają sobie nic wytłumaczyć, natychmiast wyciągają rączki dziecka prosto w stronę psiej głowy i w ogóle zachowują się w sposób, który mógłby być bardzo nieprzyjemny dla wyjątkowo wrażliwego zwierzęcia. Bywa, że zapytana o pozwolenie zgadzam się na kontakt Gambita z nieco starszym dzieckiem, ale tylko wtedy kiedy widzę, że dziecko jest na tyle otwarte i spokojne, żeby się na psa nie rzucić, ale najpierw posłuchać moich instrukcji („Pogłaszcz go po klatce piersiowej lub zadku” i takie tam).

Na treningach

Osobną kwestia to kontakty z ludźmi podczas treningów. Ważnym elementem obedience jest umiejętność pracy przy obcych osobach, bo przecież podczas zawodów na ringu znajdują się również komisarz, sędzia, sekretarz, czasem również jakieś dodatkowe osoby do pomocy (np. przy rozkładaniu aportów). Pies, który trenuje obedience musi umieć pracować bez niepokoju i rozpraszania się w takich warunkach, dlatego treningi w obecności ludzi są ważnym elementem przygotowania czworonoga do zawodów.

Gdy Gambit zaczynał swoją przygodę ze sportem nie pozwalałam w ogóle na jakiekolwiek kontakty z ludźmi podczas treningów. Mocno nagradzałam pracę w obecności innych osób, pracę przy komisarzu czy ignorowanie tego, co robi ktoś obok. Świadomie wprowadzałam do sesji szkoleniowych takie sytuacje, jak ktoś cmokający do psa, kiedy ten znajduje się w pozycji zasadniczej lub leżący na drodze do przywołania przez przeszkodę czy stojący tuż obok kwadratu. O prowadzonych w ten sposób treningach pracy w rozproszeniach można przeczytać w dedykowanym artykule lub zobaczyć je na filmie. Porządku w treningach pilnowałam w tym względzie do tego stopnia, że Monika z ObiFru (która przecież jest moją dobrą przyjaciółką i u której zdarza mi się ćwiczyć!) w dzień treningowy pierwszy raz przywitała się z Gambitem… Tego lata.

Teraz gdy Gambit jest już bardziej doświadczonym psem zasady uległy pewnemu rozluźnieniu. Nigdy nie pozwalam na witanie się z ludźmi przed treningiem, ale po nie mam już nic przeciwko.

*

Jak widać, pies i jego kontakty z ludźmi spoza najbliższej rodziny to skomplikowana sprawa. Uważam, że najważniesze, aby zwierzę w obecności obcych osób czuło się pewnie i nie było przesadnie nakręcone – wtedy pies nie stanowi dla nikogo zagrożenia, ale też nie odczuwa dyskomfortu w sytuacji, która w innym wypadku mogłaby być dla niego bardzo trudna.

Jak wyglądają kontakty z ludźmi spoza najbliższego otoczenia w przypadku Waszych psów? Jak pracowaliście z nimi nad socjalizacją z obcymi osobami? Koniecznie podzielcie się w komentarzach swoim podejściem do tematu!

photo credit: Iza Łysoń

  6 komentarzy do tekstu: „Kontakty z ludźmi. Swoi i obcy na treningach i spacerach

  1. Anita
    2 listopada 2018 at 11:51

    Usiadłabym z wrażenia po przeczytaniu tego artykułu gdybym już nie siedziała, Gambit jest chyba aniołem a nie psem. Pełna kontrola i ignorowanie obcych osób (zwłaszcza dzieci) brzmi jak ziemia obiecana, do której z seterem to ja raczej nigdy nie trafię…
    Generalnie bardzo łatwo podnosi mi się ciśnienie gdy ktoś świadomie ignoruje instrukcje odnośnie tego jak postępować z moim psem („a tititi, ale ty masz niedobrą tę pańcię że tak ci na nic nie pozwala”) i chyba nie znam osobiście ani jednej osoby która nie traktowałaby mnie jak wariatki pod tym względem. Nagminni są obcy ludzie ze świeżo otwartą paczką ciasteczek, którzy wydają je każdemu stworzeniu jakie podbiegnie – psu włącza się ekscytacja i głuchota, nakręca miłość do obcych i wraca problem skakania na nich, a mi chce się płakać.
    Najgorsze że w pracy, do której zabieram czasami moje „dobro publiczne”, ludzie też mają dziwną tendencję do wyczekiwania momentu gdy zostawię ją na chwilę samą (po cichu liczę na to, że przynajmniej jej nie dokarmiają). Miałam kiedyś impuls by zawiesić psu na szyi kartkę z instrukcją obsługi, ale to kartka raczej zostałaby zjedzona 😐

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      2 listopada 2018 at 18:36

      Gambit pod względem życiowym jest naprawdę bardzo, bardzo miłym pieskiem – to taki grzeczny synuś, wie, że jak czegoś nie wolno to nie wolno i koniec, a do tego jest pozytywnie nastawiony do świata, dzięki czemu wiem, że nawet jakby mu się zdarzyło do kogoś podbiec powiedzieć „Dzień dobry” to nic się w sumie nie stanie (poza tym, że ja się zirytuję). Bardzo fajnie się z tym psem żyje.

      Co do ignorowania innych ludzi to oczywiście nie oznacza, że jak ktoś do niego zawoła do się na niego nawet nie spojrzy – spojrzy, ale nie pobiegnie, a jak się do niego odezwę to zaraz mózgiem wróci do mnie, ale muszę powiedzieć, że przy jasnych wymaganiach jest bardzo świadomy swojego postępowania. Dosłownie przed chwilą miałam w windzie taką sytuację, że sąsiadka uporczywie wyciągała ręce, cmokała do niego, mówiła, że przecież ona musi się przywitać, a Gambit sam z siebie siedział przede mną i patrzył mi głęboko w oczy. Sąsiadka wysiadła na swoim piętrze obrażona, bo przecież ona TAK BARDZO lubi pieski, a mój pies potraktował ją jako rozproszenie. 😛

      Musisz jednak pamiętać, że z seterem to jest trochę inna praca i rzeczywiście ogromnie trudno będzie dojść do takiego stanu. Te psy są tak wypełnione miłością do świata, że nie wiem, gdzie te wszystkie uczucia się w nich mieszczą. Pamiętam, że moja seterka jak ktoś się do niej uśmiechnął potrafiła zupełnie odpłynąć z radości, a co dopiero mówić o cmokaniu czy nachalnym titianiu. Mnie bardzo pomogło wprowadzenie w życiu obedience’owej samokontroli oraz nie pozwalanie na wchodzenie w jakiekolwiek interakcje z ludźmi dopóki nie usiadła. Oczywiście, to ostatnie to było bardzo trudne do wyegzekwowania, nie tyle ze względu na samego psa, ale na ludzi właśnie, którzy nie chcieli czekać aż suka się uspokoi i pchali się z łapami. Ja po prostu brałam wtedy psa (jak był na smyczy) i odchodziłam bez słowa. Jak ktoś nie jest w stanie postępować z moim psem tak, jak tego wymagam to nie będzie miał z nim kontaktu wcale – i tyle.

      Na Twoim miejscu do pracy zabierałabym klatkę, żeby pies mógł w niej przeczekać momenty, kiedy musisz ją na chwilę zostawić., bo bez tego robisz jeden krok na przód, żeby zaraz ktoś cofnął Cię od dwa. 🙁

  2. 6 listopada 2018 at 10:43

    Tak, też powinnam napisać taki artykuł, ale o zupełnie innym psie. Wystraszonym, dzikim, przytłoczonym. I o tym, jak ludzie pytają, czy ich dzieci mogą pogłaskać pieska, a słysząc odmowę mają taki wyraz twarzy, jakbym im matkę siekierą ciupnęła. O dawaniu znajomym smaczków i skarmianiu psa przez wszystkich, co się nawinęli, o tym, jak się cieszyłam, że do jednego pana Nuk sama podbiegła, prosić o parówki, bo kiedyś jej dał. Jak napiszę , to dam znać 🙂
    W interakcjach z ludźmi nigdy nie pozwalałam i nie pozwalam na głaskanie przez obce osoby, na cmokanie, na mówienie do psa (co najwyżej pozwalam dać smaka, ale rozmawiać należy ze mną, nie z psem), ponieważ pies panicznie bał się ludzi. Nadal ma duży dystans do obcych, choć lubi dzieci. Niestety dzieci zachowują się czasami tak skrajnie, że nie pozwalam na kontakt żadnym, którego nie znam. Nadal Nuk boi się starszych mężczyzn, ale nie biegnie ich oszczekać i odpędzić, jak wcześniej robiła.
    Tak więc zazdroszczę Gambita, ale cóż, życie, trzeba pracować dalej.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      12 listopada 2018 at 12:28

      Za Wami z tego co piszesz już jest ogrom skutecznej pracy. Podziwiam! I współczuję, bo najgorsze w tym wszystkim jest to, że nigdy nie wiadomo, kiedy trafi się na kogoś przez kogo cała ta praca pójdzie do kosza 🙁

  3. Anonim
    6 listopada 2018 at 19:12

    A ja szukam przyzwoitej obroży dla psa na zatrzask, takiej żeby była wygodna dla psa, ale również trwała mimo często zażywanej kąpieli w rzece. Gambit ma taką ładną niebieską na zdjęciu z głównej strony. Proszę coś polecić.🙂
    Gambit to mistrz w obi, więc nie ma się co dziwić, że jest taki posłuszny, ułożony i pracuje w rozproszeniach. Pewnie dla nas niedościgniony wzór, ale dążyć do ideału przecież trzeba. Po przeczytaniu mam taki mętlik w głowie, bo jedni szkoleniowcy radzili, żeby prosić obcych ludzi o pogłaskanie psa – szczeniaka np. pod supermarketem (bo trzeba przyzwyczaić psa do wystawy), a inni że nie wolno pozwalać obcym na głaskanie. Więc jak to powinno być? Moja sunia miała 1,5 roku jak po raz pierwszy obszczekała człowieka na spacerze. Jeździ tramwajem, autobusem, chodzi wśród ludzi, ale nie znosi ręki wyciągniętej nad głową, oczywiście obcego człowieka. I mam zabronić dotykania obcym, czy jednak zezwalać na to. Póki co zatrzymujemy się, rozmawiamy, psiak w odległości jakieś 0,5 m i nie głaszczemy, nie cmokamy do mojego psa. Ale ludzie myślą, że to pluszowa zabawka…

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      12 listopada 2018 at 12:20

      Ja w ogóle nie używam obroży na zatrzask, więc trudno mi tu cokolwiek polecić. Gambit nosi obroże Warsaw Dog i Hauever, ale tylko półzaciskowe, żeby mu nic nie wycierało jego mizernej kryzy. 😛

      Co do kontaktów psa z obcymi ludźmi, moim zdaniem to zależy od psa i nie ma jednego, prawidłowego, uniwersalnego rozwiązania. Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że pies powinien czuć się komfrotowo w towarzystwie obcych ludzi, ale nie być na nich nadmiernie nakręcony i w zależności od psa różnie będziemy postępować, aby osiągnąć taki stan.

      Jeżeli mamy psa, który się obcych osób boi to fajnie jest poprosić znajomych, żeby pomogli nam w socjalizacji pieska i np. dali mu trochę smaczków. Jestem przeciwna głaskaniu, zwłaszcza jeżeli pies czuje się z tym niekomfortowo, ale w przypadku psa lękliwego robiłabym ćwiczenia typu obca osoba siedzi na ziemi lub spokojnie stoi, w ogóle nie odzywa się do psa, nie zwraca na niego uwagi, a wokół niech są rozsypane smakołyki, które pies może sobie zjeść.

      Jeżeli jednak mamy psa, który wprost wychodzi z siebie z radości na wizję przywitania się z obcymi człowiekiem w takiej sytuacji nie pozwalałabym na kontakty z obcymi tylko budowała pozytywne skojarzenia z kontaktem z przewodnikiem w zamian za rezygnowanie z kontaktów z obcymi ludźmi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.