W czym noszę smakołyki na spacer?

Ostatnimi czasy jedzenie jest dla moich psów rzeczą najważniejszą na świecie. Gambit od samego początku dał się poznać jako osobnik, w który w puszce czaszki zamiast mózgu ma dodatkowy żołądek, Tytania z kolei po sterylizacji rozwinęła w miejscu utraconej macicy prawdziwą czarną dziurę, która chętnie pochłania wszystko co tylko znajdzie się w zasięgu pyska. W związku z tym, skoro już nie mogę narzekać na motywację pokarmową, bardzo pilnuję tego, aby coś na ząb zabierać ze sobą na każdy, nawet najkrótszy spacer. A biorąc pod uwagę, że napychanie kieszeni kurtek i spodni kawałkami parówek, czy nawet suchą karmą to nie jest najlepszy możliwy pomysł na każdy rodzaj spaceru mam inny sposób patent na wygodne noszenie przy sobie smakołyków. Dzięki temu moje żarłoczne potwory nie czują się zaniedbane, a mnie udaje się chociaż częściowo uniknąć zabrudzenia ubrań na poziomie menelskim minus. W takim razie w czym noszę smakołyki na spacer (i nie tylko)?

saszetki

Dookoła bloku

Nagrody spożywcze zabieram ze sobą nawet na krótki fizjologiczny spacer, który w zależności od dnia tygodnia występuje w opcji porannej lub wieczornej. Służy wyłącznie załatwianiu podstawowych potrzeb toaletowych i trwa maksymalnie kwadrans, mimo to chcę mieć czym nagrodzić psa, jeżeli wydarzy się jakaś niespodziewana, trudna sytuacja. W przypadku Gambita to konieczność zrezygnowania z kontaktu z innymi psami, dla Tytanii natomiast ignorowanie zainteresowanych rudą pięknością ludzi ze szczególnym uwzględnieniem wszelkiego rodzaju pracowników fizycznych. Nie wiem, czym zasłużyli sobie na taki poziom seterowego afektu, niemniej jednak każdy kto nosi odblaskową kamizelkę – kanalarz, śmieciarz, osoba przeprowadzająca przez przejścia dla pieszych idące do szkoły dzieci – miłość Tytanii ma jak w banku. I to, dodajmy, taką do grobowej deski, bo na widok odblaskowych kamizelek Tytania wpada w prawdziwy amok Amora. Jeżeli tylko uda się ją z niego wybić bezwzględnie zasługuje na wszystkie smakołyki tego świata, a przynajmniej solidny, nadprogramowy posiłek.

lepetitpet

Odkąd zrobiło się ciepło, a dłuższe kurtki powędrowały do szafy wyśmienicie sprawdzają się woreczki na smakołyki le petit pet. W sam raz nadają się na takie krótkie wyjście: garść karmy do woreczka, torebka na kupę do kieszeni i jazda! Na dodatek są wyjątkowo śliczne, co pozwala mi oszukiwać społeczeństwo i udawać, że wyglądam jak (w miarę) kulturalny człowiek, a nie zwyrodnialec spod budki z piwem, który ukradł komuś ładnego pieska.

Ruszamy na miasto

Dłuższy spacer zwykle oznacza dla mnie konieczność kontaktu z cywilizacją. Takie zetknięcie ludzkiego i psiego świata wymaga, rzecz jasna, dość rozbudowanego zestawu absolutnie niezbędnych akcesoriów, bez których nie sposób ruszyć się z domu. Jedzonko, rolka torebek na odchody, karta płatnicza, klucze do mieszkania, kaganiec, co najmniej jedna zabawka treningowa…  Konieczność zaopatrzenia się w te wszystkie przedmioty zmusza do sięgnięcia po nieco bardziej rozbudowane możliwości przechowywania, do akcji wkracza więc nerka firmy Jansport. Większą komorę napycham smakołykami, w mniejszą ładuję to, czego nie chciałabym dokumentnie zatłuścić, a przez pasek przewieszam wszystko to, czego nie zdołam wcisnąć do środka. Wyposażona w ten sposób trochę przypominam bożonarodzeniową choinkę, ale przynajmniej mam wolne ręce, w których mogę dumnie dzierżyć smycz.

jansportnamiescie

Na miejskie wycieczki nerka Jansport nadaje się wprost idealnie. Jest naprawdę pojemna, ładna, a przy tym wykonana z bardzo wytrzymałego płótna – moja, chociaż mam ją z drugiej ręki, przetrwała już kilka rundek w pralce, co więcej po każdej kolejnej wygląda jak nowa. Niestety, obecnie Jansport już takich nerek nie produkuje i można kupić je wyłącznie na portalach aukcyjnych.

Pora na trening

O kamizelce treningowej marzyłam od jakiegoś czasu, szczególnie, że Gambit jest psem, do którego nic nie przemawia tak dobrze, jak jedzenie – to sprawia, iż szybko uzależnia się od pozycji saszetki treningowej i może w efekcie prowadzić do zepsucia spraw tak podstawowych jak pozycja przy nodze. Tak się jednak składa, że w miarę dobre jakościowo gadżety zaprojektowane specjalnie z myślą o sportach kynologicznych są bardzo drogie, a wszystkie inne psie wydatki zdecydowanie bardziej pilne, więc jakoś zawsze brakowało mi tych kilkuset złotych na upragnioną obi-pomoc treningową. Na szczęście z pomocą przyszedł Lidl, w którym jakiś czas temu pojawiły się… Kurtki rowerowe z kieszeniami na plecach i odpinanymi rękawami. Większość mojej sportowej odzieży została kupiona właśnie w tym sklepie, byłam pewna, że kurtka-kamizelka dobrze sprawdzi się podczas psich aktywności. To w połączeniu z niesamowicie przystępną ceną skutecznie wyleczyło mnie z marzeń o produktach Sajo czy Hurtty. Przynajmniej na jakiś czas.

kamizelka

Chcę, żeby Gambit to konkretne ubranie kojarzył sobie z pracą, dlatego kurtki używam wyłącznie podczas dłuższych treningów – takich, na które zabieram ze sobą akcesoria do ćwiczeń (znaczniki, pachołki, kwadrat, przeszkoda). Jak na coś, co zostało stworzone z myślą o zgoła innej aktywności spisuje się naprawdę dobrze. Na piersi po lewej ma niewielką kieszonkę zapinaną na zamek, do której można schować klucze, z kolei na plecach trzy otwarte kieszenie, które można wypchać po brzegi smakołykami i zabawkami. Te ostatnie mogłyby być wprawdzie trochę głębsze, bo w jedną kieszeń trochę trudno wcisnąć dwa szarpaczki Ke-hu, niemniej jednak biorąc pod uwagę stosunek jakości do ceny naprawdę nie sposób zdobyć się na narzekanie. Smakołyki ukryte w kieszeni na plecach po lewej zamiast w znajdującej się na widoku saszetce doskonale działają na dodatkowy żołądek Gambita, który zamiast myśleć wyłącznie o mannie z nieba potrafi skoncentrować się na zadaniu.

Jak Wy rozwiązujecie kwestię zabierania na spacer smakołyków? Używacie jednej saszetki do wszystkich psich aktywności, czy macie inny gadżet na każdą okazję? A może po prostu wystarczają Wam kieszenie?

  23 komentarze do tekstu: „W czym noszę smakołyki na spacer?

  1. Emkacf
    15 kwietnia 2016 at 16:07

    Saszetka obowiązkowa!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      18 kwietnia 2016 at 11:44

      Chyba, że akurat zabiera się na spacer tyle rzeczy, że bez plecaka nie da rady. 😛

  2. 15 kwietnia 2016 at 16:32

    Ależ śliczne są te woreczki od le petit pet. 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      18 kwietnia 2016 at 11:45

      Prawda? Sama jestem nimi absolutnie zachwycona, jeżeli chodzi o estetykę. Brakuje mi tylko z praktycznego punktu widzenia jakiejś malutkiej kieszonki na rolkę worków na kupy.

  3. 15 kwietnia 2016 at 18:47

    no więc problem mam już na starcie, bo karmię barfem, smaczkuję też mięsem więc … noszę to po kieszeniach w foliowych woreczkach, bo jeszcze nikt nie wymyślił tak zajebiaszczych saszetek, które by nie przemokły od mięsa… ;( szloch i rozpacz… 🙁

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      18 kwietnia 2016 at 11:46

      Oj, prawda. z BARF-em to ciężka sprawa jest i, nie ukrywam, to jeden z tych aspektów surowej diety, który mnie powstrzymuje przed wypróbowaniem jej u moich psów. Kiedyś nosiłam surowego kurczaka na spacery i jedyne, co mogłam zrobić to zawijać go w taką srebrną folię spożywczą, ale odwijanie go z niej, aby nagrodzić psa było nieziemsko nieporęczne. :/

      • Anonim
        21 października 2016 at 12:04

        Na to jest proste rozwiązanie ;P saszetka, a w saszetkę plastikowy pojemnik dopasowany wymiarami 😉

  4. 16 kwietnia 2016 at 14:26

    Ja korzystam na co dzień z małej saszetki na smakołyki, a na długie spacery zabieram nerkę. Żadnych ciuchów sportowych czy tego typu cudów nie mam, ale nam nie jest to potrzebne 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      18 kwietnia 2016 at 11:47

      Cichy sportowe są super! Bardzo, bardzo uławtaiają życie, polecam spróbować. Na pewno Ci się spodoba! 🙂

  5. 16 kwietnia 2016 at 16:33

    Oj, śliczne te woreczki! Ja przeważnie pakuje smakołyki do nerki- póki co to moja ulubiona forma noszenia psich rzeczy na spacer 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      18 kwietnia 2016 at 11:49

      Ja ostatnio łapię się na tym, że nawet przy odrobinę dłżuszych wyjściach zaczyna mi brakować w Jansporcie miejsca… 😛

  6. 18 kwietnia 2016 at 11:58

    My zawsze zabieramy worek na smaczki z JuliusK9 🙂 zazwyczaj pakuje tam różnego rodzaju smaczki 🙂 często czarny ni stąd ni zowąd wykazuje chęć poćwiczyć, warto tego nie przegapić 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      18 kwietnia 2016 at 12:12

      Ja jednak staram się wtłaczać do psich główek (zwłaszcza Gambitowej główki), że pracuje się nie wtedy, kiedy ma się na to ochotę, ale wtedy, kiedy o to poproszę. Chociaż rozumiem, że w przypadku wodołaza to trochę inna historia. 😉

  7. Ola
    19 kwietnia 2016 at 10:19

    Ja całą zimę pakowałam wszystko po kieszeniach spacerowej kurtki, teraz kupiłam nerkę bo poprzednia się rozpada i stosuję tak samo jak u Ciebie, ale na krótkie siku też ją zabieram. Co do treningów, wzdychałam długo nad tymi kamizelkami treningowymi, na szczęście mi także w ręce wpadła ta sama kurtka z Lidla, wielki plus za odpinane rękawy :D. Obecnie zastanawiam się nad spódniczką treningową, ale nie wiem czy to dobre rozwiązanie u dużego psa.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      20 kwietnia 2016 at 17:24

      Ja właśnie strasznie nie lubię wciskać smakołyków w kieszenie, bo potem są całe wytłuszczone od środka – nawet, jeżeli to jest tylko sucha karma. 🙁
      Spódniczka treningowa też mnie kusi, chociaż nie jestem pewna, czy aby ma to sens jeżeli ma już kamizelkę treningową (lub coś w jej typie).

  8. 19 kwietnia 2016 at 13:31

    Fanką Jansportów byłam również – mam na stanie trzy egzemplarze 😀 Natomiast odkąd mam nerkę od Bypola to jest mój bezwzględny numer jeden. Co więcej tak ją pokochałam, że nawet na wyjścia bezpsie, a mniej formalne ją zabieram – rządzi!
    Na mniejszy spacer najczęściej ruszam na spacer też z lepetitpet – uwielbiam je! A na trening również zakładam magiczną zieloną kamizelkę 😛 Bardzo podobnie u nas, o ile nie identycznie 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      20 kwietnia 2016 at 17:26

      Zdecydowanie muszę złowić jeszcze jakiegoś Jansporta, bo brakuje mi czegoś w zastępstwie, kiedy ten jeden jedyny jest w praniu – muszę przyznać, że jest to zdecydowanie najlepsza, najbardziej wytrzymała nerka, jaką miałam do tej pory, a przecież kilka firm już zdążyłam przerobić.

  9. 19 kwietnia 2016 at 19:34

    Aaaa te woreczki są śliczne! <3

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      20 kwietnia 2016 at 17:26

      Oj, tak, wyjątkowo ładne! <3

  10. 20 kwietnia 2016 at 10:24

    Że też ja nie dorwałam tej kurtki w lidlu 🙁
    Żarełko nosimy zawsze, nawet tak jak piszesz, pod blok na szczoszka. Kupiłam dawno temu nerke w lumpie za złotówkę i śmiga z nami non stop w stanie nienaruszonym 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      20 kwietnia 2016 at 17:29

      Żałuj, żałuj, bo jest czego! 😉 Ja, prawdę mówiąc, też nie dorwałam – straciłam już nadzieję, a tu nagle kiedy byłam na Wielkanoc w Krakowie, koleżanka napisała do mnie, że w jej rodzinnej miejscowości są i czy przypadkiem nie chcę, bo na pewno będą nadawać się do psów. Bardzo jej jestem wdzięczna, że o mnie pomyślała! <3

  11. 22 kwietnia 2016 at 13:12

    Saszetka na wszystkie spacery- od zwykłego sikania po wyprawy wojenne- ale do tych ostatnich dochodzi jeszcze plecak 🙂

  12. 24 kwietnia 2016 at 16:24

    Te woreczki od Le Petit Pet przykuwają uwagę, prawie tak mocno jak Tytania (powabna z niej panna) 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.