5 mitów o posiadaniu psa

Pamiętam, że dawno, dawno temu, kiedy zawzięcie próbowałam namówić rodziców na psa ich odmowa zawsze była poparta długą litanią problemów, jakie powoduje pojawienie się czworonożnego domownika w życiu rodziny. Teraz, gdy od jakiegoś czasu jestem szczęśliwą właścicielką T. wiem, że przynajmniej część z nich można włożyć między bajki – dlatego dziś przed Wami 5 mitów o posiadaniu psa.

1. Pierwszy spacer koniecznie o 6 rano

Ze wstydem przyznaję, że nigdy nie byłam fanką wczesnego wstawania. Aby móc normalnie funkcjonować nie muszę wprawdzie codziennie spać do południa, jednak wspomniana 6 rano to dla mnie po prostu środek nocy. Doskonale wiedziała o tym moja mama, która – kiedy po raz tysięczny prosiłam ją o psa – przekonywała mnie, że najlepszy przyjaciel człowieka na pierwszy spacer każdego dnia musi wychodzić bladym świtem, w przeciwnym razie bowiem będzie niezwykle nieszczęśliwy. Wszyscy rodzice świata, niniejszym odbieram Wam ten absurdalny argument: pies z łatwością dostosowuje się do codziennej rutyny swojej rodziny i na pierwszy spacer może wychodzić zarówno o 5 rano, jak i o 11 w południe. T. jest świetnym tego przykładem: w hodowli została przyzwyczajona do tego, że wstaje wraz z pierwszymi promieniami Słońca, toteż – ku mojemu przerażeniu – nasz pierwszy, wspólny, poranny spacer odbył się o 4.30. Na szczęście, dość szybko udało się nam przekonać T., że 8, czy 9 rano to równie dobre godziny na pierwsze w danym dniu wąchanie osiedlowej trawki. Nie wymagało to też jakiejś szczególnej szkoleniowej gimnastyki – wystarczyło codziennie odrobinę opóźniać godzinę rozpoczęcia porannego spaceru. Obecnie T. w weekendy bez problemu może poczekać nawet do południa.

2. Pracujesz, więc nie możesz mieć psa

Często, kiedy rozmawiam z kimś, komu marzy się pies, okazuje się, że dana osoba nie decyduje się na sprawienie sobie zwierzaka, bo pracuje na pełny etat i jest przekonana, iż zostawienie go samego w domu na 8 godzin to co najmniej akt okrucieństwa. Tymczasem, podobnie, jak w kwestii godzin spacerów, dla zwierzaka wszystko jest kwestią odpowiedniego przyzwyczajenia do sytuacji i dobrego planowania spacerów. Psa można bez problemu przyzwyczaić do tego, że rano wychodzi na krótki spacer “fizjologiczny”, a pod nieobecność właściciela grzecznie śpi na swoim posłaniu lub w klatce kennelowej. Trzeba jednak pamiętać o tym, że po powrocie do domu należy zafundować mu wspaniały, pełen wrażeń spacer, na którym będzie mógł się zmęczyć, wybiegać i rozładować zgromadzoną przez cały dzień energię. Naprawdę, łączenie posiadania psa z pracą zawodową to nic niezwykłego, czy nagannego. Po pierwsze, ktoś w tym związku musi zarabiać na karmę, smakołyki i inne przyjemności. Trudno oczekiwać, aby zajmował się tym pies. Po drugie, najważniejsze: lepsze 8 godzin spędzonych samotnie w domu, niż 24 godziny w schroniskowym boksie!

3. Pies tylko do domu z ogrodem

Wiele osób uważa, że trzymanie psa w małym mieszkaniu w bloku to barbarzyństwo, zwłaszcza, jeżeli mowa o przedstawicielach dużych ras. Każdy, kto decyduje się na psa, a przy tym nie dysponuje odpowiednimi warunkami lokalowymi, a więc domem z wielkim ogrodem, robi zwierzęciu krzywdę. Prawda jest taka, że dom z ogrodem może być z perspektywy psa zarówno zaletą, jak i przekleństwem. O co chodzi? Dla psa nie liczą się warunki lokalowe właściciela, ale to ile poświęca mu się czasu, jak wiele zapewnia mu się interesujących spacerów i kontaktu z człowiekiem. Posiadanie domu z ogrodem zachęca właściciela czworonoga do lenistwa w tych najważniejszych kwestiach: pada, więc dziś wyjątkowo odpuszczę spacer, niech pies pobiega sam po ogrodzie. Z czasem takich wyjątków jest coraz więcej: a to zbyt ciepło, a to zbyt zimno, a to zbyt wietrznie. W końcu pies w ogóle przestaje wychodzić na spacery. Wydaje się, że skoro ma do dyspozycji duży ogród to nie dzieje mu się krzywda, jednak to nieprawda. Dla zwierzaka teren należący do domu jego właścicieli jest jak kolejny pokój, tymczasem, aby poprawnie funkcjonować potrzebuje on nowych zapachów i bodźców, które może zapewnić jedynie spacer i związane z nim poznawanie nowych miejsc oraz socjalizacja z innymi psami. Osoba, która razem ze swoim psem mieszka w bloku nie może pozwolić sobie na tego rodzaju lenistwo: musi sama bez względu na pogodę i inne okoliczności zadbać o zrealizowanie potrzeby ruchu swojego czworonożnego przyjaciela. Przez to często psy “mieszkaniowe” są lepiej zsocjalizowane, wybiegane, a także mają lepszy kontakt z właścicielem, niż psy “domowo-ogrodowe”. Każdy kto decyduje się na psa powinien pamiętać, że nie liczą się warunki lokalowe, ale poświęcony zwierzakowi, spędzony wspólnie z nim czas.

4. Mały piesek jest jak maskotka

O ile jestem w stanie na jakimś poziomie zgodzić się z popularnym stwierdzeniem, że mały pies to mały kłopot, bo po prostu zwierza, który waży 2 kilogramy fizycznie łatwiej jest opanować, niż zwierza, który waży kilogramów 20, o tyle okropnie drażni mnie powszechne traktowanie przedstawicieli małych ras niczym pluszowych przytulanek. Gdy po raz kolejny widzę yorka, czy maltańczyka w “eleganckim” ubranku i noszonego wszędzie w torebce jest mi smutno. Podobnie, kiedy taki piesek spaceruje na smyczy, a jego właściciele na widok mojego “wielkiego psa-mordercy” ratują go, biorąc na ręce. Gdy natomiast kolejny raz takie “pluszowe cudo” rzuca się na mojego psa z zębami, a jego właściciel tłumaczy, że “on jest przecież taki słodki i nic nie zrobi” jestem po prostu wściekła. Pies to pies. Bez względu na to, jakiego jest rozmiaru trzeba go odpowiednio zsocjalizować (a nie unikać kontaktu z jakimkolwiek innym psem, bo maleństwo na pewno tego nie przeżyje), nauczyć poprawnych zachowań (rzucanie się z wściekłym ujadaniem na wszystko i wszystkich nie jest poprawne) i poświęcić czas oraz energię na jego wychowanie (bo nawet, jeżeli wyglądem przypomina maskotkę, to nie można go wyłączyć i odłożyć na półkę), a także dać mu się wybiegać podczas spacerów (a nie wszędzie nosić w torebce). Z moich obserwacji wynika, że małe pieski to zakały czworonożnego świata, czy też – ich właściciele, którzy zamiast traktować je, jak żywe stworzenia o określonych potrzebach widzą w nich jedynie urocze, kruche i aż za łatwe do zniszczenia przytulanki. Efekt jest taki, że bardziej obawiam się, iż ugryzie mnie york, niż pitbull.

5. Zepsute wakacje

“Chcesz kupić/adoptować psa? Będzie tylko przeszkadzał! Co zamierzasz zrobić z nim np. w wakacje?” – z pewnością każdy psiarz in spe przed pojawieniem się w domu nowego, czworonożnego członka rodziny chociaż raz usłyszał ten argument. Ta – jakże często przejawiana – troska o wakacyjne wyjazdy jest o tyle dziwna, że obecnie dostępnych jest naprawdę wiele rozwiązań zarówno dla osób, które pragną spędzić urlop z psem, jak i tych, które wolą podróżować same. O opiekę nad pupilem można poprosić rodzinę lub przyjaciół, można psa umieścić w hotelu dla zwierząt lub zatrudnić pet sittera. Wreszcie, można po prostu zabrać go ze sobą i cieszyć się urlopem w towarzystwie 4 łap. Większość psów, jeżeli zostały do tego odpowiednio przyzwyczajone, bez problemów jeździ samochodem lub pociągiem. Przedstawiciele małych ras mogą podróżować z właścicielem na pokładzie samolotu. Coraz więcej jest campingów, pensjonatów i hoteli, które nie tylko przyjmują gości ze zwierzętami, ale nawet nie pobierają za nie dodatkowych opłat. Zorganizowanie opieki dla zwierzaka lub wyjazdu przystosowanego do czworonoga to naprawdę żaden kłopot. Wystarczy odrobina zaangażowania i wysiłku. Oczywiście, odpowiednie przemyślenie wszelkiego rodzaju ewentualnych problemów przed pojawieniem się w domu psa jest jak najbardziej wskazane, trudno mi jednak zrozumieć, dlaczego tak wiele osób koncentruje się akurat na kwestii wakacji. Dlaczego zamiast pytać o wyjazdy nie pytamy na przykład o problemy behawioralne?

4545727858_7da0d8a456_b

photo credit: thepatrick via photopin cc

Tagi:

  23 komentarze do tekstu: „5 mitów o posiadaniu psa

  1. 15 sierpnia 2014 at 16:28

    Świetny post. Moi rodzice na szczęście zawsze kochali psy i nie tylko "małe przytulanki". Moja mama posiadając z rodzicami i siostrą 2 pokojowe miezkanie na 7 piętrze posiadali owczarka niemieckiego i nie było z nim problemu 30lat temu. To jak teraz człowiek może mieć problem z 10kg kundelkiem, bo "mieszka w mieście"(?). Zawsze jest cyt. Chce mieć psa. Ale… .

    H&F

  2. Anonimowy
    15 sierpnia 2014 at 16:51

    Rodzice też mogą czasami się mylić 😛

  3. 15 sierpnia 2014 at 17:26

    Takie to prawdziwe 🙂
    Poranne wstawanie…to ja muszę Emeta ściągać z łóżka 😀

  4. 15 sierpnia 2014 at 19:30

    Wspaniały post!
    Mit numer jeden – mogę tylko się z niego pośmiać… Mój pies dzisiaj poszedł na pierwszy spacer o 13tej, wcześniej panienka nawet nie miała na to ochoty, wolała się wylegiwać na słońcu na balkonie. Jest przyzwyczajona do elastycznego planu dnia właścicieli i nie ma wyrobionych nawyków przypisanych do konkretnych godzin.
    Co do drugiego mitu to sama kiedyś myślałam, że to nie jest dobre aby pies siedział w domu sam przez tyle godzin, ale po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że faktycznie to jest dla psiaka lepsze niż schronisko.
    Jeszcze co do punktu czwartego, bo akurat jestem posiadaczką małego psa… My pozwalamy Lunie na zabawę ze wszystkimi psami, poza tymi, które mogą by agresywne i właściciel o tym ostrzega albo jest to na pierwszy rzut oka widoczne. Ale Luna bardzo często bawi się z psami największych ras (choć sama jest kundelkiem wielkości ratlerka) i o dziwo przez te 1,5 roku od kiedy jest z nami nie skończyło się to żadnym jej połamaniem czy innym poturbowaniem w trakcie zabawy. A o to bardziej martwią się chyba właściciele tych dużych psów, które się z Luną bawią. Mam nadzieję, że nie zapeszę, ale pies to nie krucha lalka z porcelany, poradzi sobie w relacji z większymi, jeśli tylko będzie przyjaźnie do nich nastawiony (a do tego oczywiście potrzebna jest odpowiednia socjalizacja).

  5. 16 sierpnia 2014 at 07:34

    fajny post, przed pierwszym psem wszystkiego się obawiałam, a teraz wiem, że zupełnie niepotrzebnie.
    G'Iro jest mistrzem wstawania- jako typowo studencki pies ( :p ) wychodzi ostatni raz grubo po północy i słodko śpi do 12.
    Wyciągnięcie go na spacer wcześniej niż 10-11 graniczy z cudem- przeciąga się, ociąga, nie chce iść, zawraca od razu po pierwszym siku i generalnie ma wyraz twarzy "idź matka sama sobie spacerować o tej porze!" ;p

  6. 16 sierpnia 2014 at 11:38

    uśmiałam się, bo wszystkie te argumenty przerabiałam przez 8 lat, teraz jest 13.30 a mały się jeszcze nie chce ruszyć na pierwszy spacer 😀

  7. 17 sierpnia 2014 at 19:40

    zgadzam się z twoimi komentarzami w punktach 2 i 3 :), a co do wakacji, to zanim kupiłam Avię to podzwoniłam po znajomych – sztuk 4 i dopytałam się czy w razie czego będą mogli się zaopiekować psem, a obecnie psami. I tak sobie radzę, kiedy jadę na szkolenie lub na wakacje, gdzie nie mogę zabrać są. Co do pociągu – to jeżdżę z dwoma – jeden w transporterze – za tego nie płacą ) a drugi na transporterze 😉

  8. 17 sierpnia 2014 at 21:16

    Prawda jest taka, że jak się kocha swojego psa, to wszystko można ze sobą jakoś pogodzić 🙂
    Świetny post.
    Pozdrawiamy, Maria i Harry
    dziennik-mojego-labka.blogspot.com

  9. 18 sierpnia 2014 at 09:56

    Zgadzam się w 100% z punktem o małych psach. Ludzie kompletnie nie zauważają, że yorki i maltańczyki mają takie same potrzeby jak inne psy! Nie rozumiem też różnicy w społecznej akceptacji problemów małych psów i dużych. Mój średniej wielkości pies w okresie dojrzewania miał strachy i byle kosz na śmieci potrafił sprawić, że szczekał ze strachu. W takich sytuacjach spotykałam się z olbrzymią nietolerancją. Zwłaszcza kiedy chciałam podejść do obiektu strachu i pokazać psu, że to nic strasznego. Ludzie często się oburzali się, mimo tego, że stali ładne parę metrów dalej. W mojej bramie mieszkają cztery yorki – każdy z nich niewychowany, jeden nawet gryzie po kostkach i jeden amstaf – dogoterapeuta.

  10. 19 sierpnia 2014 at 12:50

    kochani psiarze, oby więcej takich wpisów. Dziś internet to potęga, dzięki takim informacjom może uda się choć kilka osob przekonać, że nie można trzymać się mitów!

  11. 20 sierpnia 2014 at 13:54

    Exactly 🙂 Piękny pogrom mitów 🙂 Jako dumna towarzyszka setera przyznaję, że to wszystko bullshit i dla chcącego nic trudnego. Świetny post.

  12. 21 sierpnia 2014 at 16:24

    Dla chcącego nic trudnego:
    – Zuzia wychodzi w tygodniu po 8:00 a w weekendy nawet o 11:00
    – chodzę z bratek do szkoły, rodzice pracują często poza domem – pies jest sam i śpi
    – nie mamy ogrodu i mieszkamy w bloku – mamy las
    – Zuzia nie jest duża, ale na pewno nie jest pluszakiem – potrzebuje dużo ruchu, jest wąchaczem. Nigdy jej nie odciągam od innego psa, no chyba, że zaczynają na siebie paszczeć, lub jeśli właściciel drugie psa sobie tego nie życzy
    – sunie zabieramy ze sobą wszędzie na wakacje, ferie, po prostu wszędzie, nie licząc oczywiście szkoły i pracy. Fakt, czasem jest problem ze znalezieniem noclegu, czy miejsca, gdzie można ją wprowadzić, by coś zjeść, ale zazwyczaj się udaje 🙂
    Super wpis! Każdy powinien się z tym zapoznać, przestać szukać wymówek i adoptować czworonoga 😀

    Pozdrawiam!
    http://poprostuzuzia.blogspot.com/

  13. Pies do kwadratu
    22 sierpnia 2014 at 18:56

    @All:
    Ojej, bardzo mi miło, że wpis spodobał się tylu osobom. 🙂

  14. atha
    12 września 2014 at 13:40

    O, bardzo dobre 😀 Aczkolwiek jeśli chodzi o małe pieski to cóż, bywa różnie. Psiak mojej przyjaciółki, papillon, wprawdzie jest najbardziej agresywną i narwaną paskudą, jaką w życiu wdziałam i gdyby miał taki charakter będąc dobermanem, trzeba by go było trzymać w klatce na tygrysa, ale jego po prostu trzeba nosić na rękach. Obie z przyjaciółką wychodziłyśmy zawsze z założenia, że szczęśliwy pies to wybiegany pies, zwłaszcza, że obie miałyśmy psiaki bardziej myśliwskie, ale jak próbowałyśmy z tym czymś wychodzić, to pies zaliczał taki zgon, że drogę powrotną leżał w torebce niczym pluszak (i równie bezwładnie 😛 ) Jeśli ktoś jest mało ruchliwy to myślę, że psiak z IX grupy jest dobrym wyjściem. Oczywiście na spacer wyjść trzeba, ale też nie musi być to spacer jak z seterem 😀
    A jeśli ktoś robi sobie wymówki… widać po prostu nie jest przekonany, żeby wziąć psa, więc niech i nie bierze 😉

    • Pies do kwadratu
      12 września 2014 at 14:37

      Na pewno masz rację, że wymówki oznaczają, iż ktoś nie jest gotowy na psa i nie powinien sprawiać sobie zwierzaka. Z drugiej jednak strony, wiedza kynologiczna w naszym kraju stoi na tak marnym poziomie, że są ludzie, którzy bardzo by chcieli, ale którym "wszystkowiedzące" otoczenie wmawia, że nie mogą mieć zwierzaka i nie będą w stanie odpowiednio się nim zająć.

  15. 27 listopada 2014 at 16:27

    Dobry temat, mitów związanych z posiadaniem psa jest wiele, mnie jeszcze rzuca się w oczy, że pies o czarnym podniebieniu jest agresywny 😀 Ale przyznam, że w biegu lat zauważam o wiele więcej mitów o kotach…

  16. 26 stycznia 2015 at 15:06

    Wiem że z lekkim opuźnieniem ale po prostu musiałam dodać swoje 2 grosze. 🙂
    Punkt 1 jest doskonały zgadzam się z tobą, przykro mi rodzice ale nie możecie przedstawiać tego argumentu, mój pies od początku śpi do ok.11.00 (+/-) a jak jest budzony o 6.30 od poniedziałku do piątku to jest taki przymulony i nie wie o co chodzi, że czemu tak wcześnie wstaje no ale jaki pan taki pies. 2 punkt też popieram (ogólnie wszystkie popieram) przecież to jest oczywiste, że człowiek musi zarabiać co wiąze się w większości przypadków z wychodzeniem z domu na ok 8 godzin. uważam że praca nie koliduje z posiadaniem psa. Za totalny absurd uważam osoby które biorą psa po czym dodają ogłoszenie (olx, alegratce itp.), że pracują 8 godzin i pies siedzi sam w domu, takie jest życie z mojego otoczenia nie znam osoby która siedziałaby z psem non stop w domu. Uważam że to jest poniekąd nie zdrowe dla psychiki takiego psa bo jest on przyzwyczajony do tego że w domu cały czas ktoś jest i pozostawiony sam cociażby na chwile (np.zakupy) może przejawiać lęk separacyjny objawiający się szczekaniem, wyciem (nie przyjemne dla sąsiadów) czy niszczeniem przedmiotów bo pies nie będzie rozumiał że nieobecność właściciela to nic złego i że to normalne.
    Podpunkt 3 o to też uważam za oczywiste że większość właścicieli z domkiem i ogródkiem podczas ulewy/deszczu/śniegu wypuści psa po prostu na podwórk aa bo to jest zimno, a bo pada, a bo wieje, a bo to a bo siamto. Oj a ztym podpunktem (4) się całkowicie zgadza. Jako właścicielka yorka nie wyobrażam sobie żeby pozwolić komuś pogłaskać Funego wiedząc że jeżeli obca osoba ze szybko zbliży do niego ręke lub będzie natarczywa to zostanie chapnięta, ale jęśli da mu pierw powąchać ręke to wtedy może pogłaskać ale niech nie liczy na więcej. Nie rozumiem też idei brania małego psa na ręce przy przechodzeniu koło dużego gdzie jeżeli Funy idzie na "podłodze" to jest jeszcze w stanie przejść koło takiego psa spokojnie i coraz częściej może też się powąchać to gdy byłby na rękach odrazu przeszedłby do trybu ataku. Noszenie małych psów na rękach daje im poczucie wyższości i pewności siebie w głównej mierze przyczynia się też do agresji (nie mówie o wyjątkowych sytuacjach gdzie wzięcie na ręce uratuje mu zdrowie czy życie). Wogule psy małych ras powinny trafiać do właścicieli którzy nie zwracają uwagi na to że on jest taki mały, taki słodki i potrafią mu się oprzeć, osoby które rozumieją że pies to pies bez względu na wielkość, a york to w dodatku terrier znam takie które terrierów nie przypominają, ale Funy choć nie z ZKwP to terier z krwi i kości w 200% z instynktem (do łapania i zabijania gryzoniowatych) jak z Zakopanego do Gdyni. Nie wyobrażam sobie (ja osobiście wiele osób może się ze mną nie zgodzić), że mój pies żebra przy stole a ja nie potrafie mu się oprzeć. Funy doskonale wie że ode mnie nie dostanie, że na mnie nie działa skomlenie podczas gdy ja jem czy oczy kota ze szreka nie to nie, jeszcze rok temu dostawał odemnie kąski jednak gdy przestało mnie to bawić i powiedziałam dość chcę jeść w spokoju od razu załapał że NIE i koniec (chyba że mi mięso nie smakuje to jest wyjątek ale i tak dopiero po zjedzeniu przeze mnie większości z tależa, je dopiero jak ja skończe). Co do 5 wakacje chciałabym spędzić gdzieś nad możem albo w górach z psem jednak od 3 lat się tak nie stało, pies zawsze jest w domu (oszywiście z jakimś domownikiem).
    Miało być 2 grosze a wyszło jak wyszło jednak post przydatny i każdy kto chciałby mieć psa powinien takie posty przeczytać na różnych blogach żeby zaczerpnąć różnych poglądów na różne tematy związane z daną rasą czy ogólnie z psem.
    Pozdrawiamy K&F

  17. 6 maja 2015 at 09:46

    Mnie się wpis też bardzo podobał :), choć chcę wziąć w obronę rodziców używających argumentu porannego spaceru: jeśli dziecko jest szkolne, chodzi do szkoły na rano, a jego rodzice pracują, to chciał nie chciał – spacer trzeba wkomponować w poranne czynności i wypada o wczesnym poranku. Miałam psa jako dziecko i faktycznie pamiętam że w tygodniu wychodził około 6:) (mój obecny pies z kolei wychodzi jeszcze wcześniej, ale to dlatego że chcę go wybiegać przed pracą by lepiej znosił samotne godziny gdy jesteśmy w pracy).

    • Pies do kwadratu
      6 maja 2015 at 13:00

      Oczywiście, masz rację – pies musi dostosować się do rytmu życia rodziny, z którą przyszło mu mieszkać i w sumie przede wszystkim to chciałam powiedzieć w punkcie dotyczącym spacerów. Jeżeli ktoś wstaje codziennie o 5 to pies będzie wstawał z nim, ale jeżeli ktoś pracuje popołudniami, czy zwyczajnie później zaczyna swój dzień pies szybko się dostosuje zamiast sadystycznie budzić właściciela o świcie. 😉

  18. ToughAngel
    27 grudnia 2015 at 22:12

    Mój seter dostosował swój rytm dnia do mojego! Na tygodniu jest lepszy niż budzik, w weekend zachowuje mój sen w granicach przyzwoitości… Pierwsze wakacje razem, mamy już za sobą…. Było cudownie i bez dodatkowych opłat! Piękny widok – seter irlandzki brodzący w jeziorze z samego rana…. :):):) Samochód = atrakcje!

  19. 29 kwietnia 2016 at 13:41

    1. Tez rodzice mnie tak straszyli. Ja jestem strasznym śpiochem. Mój chłopak pytał się mnie ” a kto wyjdzie z nim rano ” (chwilę po decyzji , że kupujemy psa), na to odparłam „Oczywiście, że ja ! Ty tylko wieczorem, albo awaryjnie w nocy ;)”.
    2 i 3. Dokładnie tak samo uważam. Jeżeli zapewnie psu masę bodźców i doznac, po pracy bądz przed, to czemu nie? One śpią więcej niż my.. więc dobrze że chodzimy do pracy 😛
    4. Ah… małe psy..
    5. Wakacje tylko z psem!!! 🙂 W Chorwacji lubią psiaki – to już sprawdziliśmy 😉

  20. Mateusz
    24 stycznia 2018 at 15:12

    Też jestem zdania że pies może siedzieć te 10 godzin w domu. I to każda rasa. Nawet ta co wszyscy mówią że potrzebuje tak dużo ruchu. Ok ja się z tym zgadzam. Ale czy coś się stanie jeśli będzie go miał w późniejszych godzinach ? Tak po 16. WIadomo że fajnie jest wiosną i latem. Wtedy i rano jest jasno i wieczorem. Jak ktoś ma psa i chce mu się poświęcić to dni wolne wybierze jesienią i zimą. Jeżeli jest ciemno i nie chcemy spacerować tak długo bo gdzie tu spacerować po osiedlu to zimą te spacery mogą być krótsze ale za to w domu jakieś fajne zabawy węchowe. W weekendy można to psu wynagrodzić wychodząc na długie spacery. Jeżeli nie pracujemy jak mamy szczeniaka ale wiadomo ze będziemy musieli za te 5 miesięcy iść do jakieś pracy to trzeba uczyć zostawania w domu. Nawet jak nie musimy wyjść to i tak wyjdźmy wydłużając te wyjścia coraz bardziej.

  21. Magdalena
    6 grudnia 2018 at 08:24

    Post stary, ale jako przewodnik nieco ponad 2kg chihuahua muszę tutaj stanąć w obronie miniaturek. 😉 Moja sunia jest psem lękliwym, a wręcz fobicznym, który boi się zarówno ludzi, jak i innych psów. Początki były w ogóle tragiczne. Trzy miesiące terapii behawioralnej, żeby ten mały burek wypróżnił się poza domem. Decydując się na miniaturkę również wychodziłam z założenia, że pies to pies i to jakiej jest wielkości nie ma większego znaczenia w procesie socjalizacji chociażby. Niestety jest to bardzo błędne podejście. 😉 Rasy miniaturowe mają bardzo specyficzne potrzeby i to nie tylko ze względu na mikro pęcherzyki, kruche ciałka czy jak w przypadku chihuahua niezrośnięte ciemiączka, ale także ze względu na to, że doskonale zdają sobie sprawę z tego, że są małe (tutaj aż prosi się odwołać do mitu o psie zaczepno-obronnym, na który mam alergię). Ponadto psy o wysokim stopniu neoteniczności, do których należy znaczna część mikrusów, mają często poważne problemy z komunikacją z innymi przedstawicielami swojego gatunku i zdarza się, że nawet nie potrafią poprawnie odczytać sygnałów uspakajających wysyłanych przez inne osobniki. Moja chi już raz wylądowała w paszczy zaprzyjaźnionego labradora i nie było to z powodu agresji większego psa. Po prostu normalnych rozmiarów psy często dziwnie i nieprzewidywalnie reagują na mikrusy. W tej chwili doszliśmy do etapu, gdzie mała wypróżni się bez problemu na dworze czy minie niezainteresowanego nią psa, ale lepiej już nie będzie. Nadal panicznie boi się zainteresowanych jej małą osóbką psów czy ludzi i reaguje agresją lękową. Nie pobawi się nawet z innym mikrusem. Doszliśmy do granicy, której już raczej nie przekroczymy, malutka taka po prostu jest, taką ją akceptuję i taką ją kocham. 😉 I nie boję się powiedzieć, że zamiast użerać się z opiekunem 20kg psa i tłumaczyć mu, że jego pupil nawet niechcący może skrzywdzić czy nawet zabić mojego psa w zabawie, albo że Saphira zwyczajnie boi się innych psów i nie jest w stanie zaakceptować ich blisko siebie, wolę po prostu wziąć ją na ręce (takie rozwiązanie zaproponował mi prowadzący naszą terapię behawiorysta, ale nie będę już tutaj przynudzać i tłumaczyć z jakich powodów, bo wyjaśnienia byłyby naprawdę długie) i odejść, zapewniając jej poczucie bezpieczeństwa, którego ciągły deficyt odczuwa, a sobie oszczędzając nieprzyjemnych uwag (mój pies to nie morderca, jest pani żałosna, niech pani go jeszcze włoży do torebki) i wykładów innych psiarzy (proszę natychmiast odstawić psa na ziemię, krzywdzi go pani). Jeszcze tak offtopikowo wspomnę, że jak wychodzę na spacer z moją chi to jestem zupełnie inaczej postrzegana i traktowana przez większość psiarzy, niż kiedy wychodzę z moim borderem, co uważam za podejście strasznie krzywdzące, bo nie każdy przewodnik miniaturki traktuje swojego psa jak pluszaka i ma zerową wiedzę o psim behawiorze. 😉 Dlatego apeluję do przewodników pełnowymiarowych psów – bądźcie wyrozumiali dla mikrusów, bo często, nawet pomimo najszczerszych chęci i zaangażowania swoich właścicieli, mają ciężkie życie i mnóstwo psich problemów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.