Bez wątpienia najzdrowsza. Bezsprzecznie najbardziej naturalna. Przy tym zapewniająca psu nie tylko wysokiej klasy doznania smakowe, ale i właściwą dla jego gatunku rozrywkę intelektualną w formie oddzielania strzępów mięsa od kości. Do tego niezwykle łatwa, gdy chodzi o komponowanie posiłków oraz łaskawa dla wymęczonego portfela. Po prostu bezkonkurencyjna.
Mowa, rzecz jasna, o diecie BARF – obecnie jedynym akceptowalnym sposobie karmienia psów domowych.
Nie karmisz BARF-em? Wydaje Ci się, że wprawdzie nie dbasz dostatecznie o zdrowie, piękny wygląd oraz dobre samopoczucie swojego psa, ale wciąż możesz spać spokojnie? Sądzisz, że Twoje psiarzowanie mogłoby mimo to zostać ocenione na mocną trójkę z plusem? Wiesz, co to kliker, zabierasz pupila na długie spacery, raz w tygodniu chodzicie razem na grupowe zajęcia z zakresu codziennego posłuszeństwa, a to przecież o wiele więcej niż polski standard? Nic z tego! Nie karmisz BARF-em? Jesteś po prostu parszywym zwyrodnialcem, który zasługuje co najmniej na wieczne smażenie się w ogniu piekielnym. Albo chociaż interwencyjną wizytę przedstawicieli fundacji SOS Bokserom. Wszyscy to wiedzą.
Wiem również ja. Skąd? Oczywiście, że źródła wiedzy wszelakiej, zwłaszcza w zakresie każdej z istniejących dyscyplin kynologicznych, a więc Facebooka. Tak się bowiem składa, że ilekroć zbliża się moment zmiany diety moich psów i decyduję się użyć niebieskiego portalu Marka Z. w celu zasięgnięcia opinii o tej czy innej suchej karmie niezmiennie doznaję BARF-owego oświecenia. Choć, prawdę mówiąc, aby pozostać w zgodzie z prawdą powinnam napisać, że dostaję BARF-owym oświeceniem przez łeb. Mocno.
Tymczasem, optymalna, dobra dieta to nie BARF. Optymalna, dobra dieta to nie sucha karma z segmentu super premium. Optymalna, dobra dieta to sposób żywienia, który jest możliwie najzdrowszy, wyraźnie służy psu, a właściciel zwierzęcia jest w stanie długofalowo podołać mu zarówno pod względem organizacyjnym, jak i finansowym. Ot, i wszystko. Wydawałoby się, że sprawa nie jest skomplikowana, a rozwiązanie odwiecznych problemów żywieniowych w gruncie rzeczy okazuje się niezmiernie proste. Każdy karmi swojego psa tym, co w danym momencie życie najbardziej odpowiada obu składowym zwierzęco-ludzkiego duetu. Dzięki temu czworonogi są zadowolone, bo nikt nie próbuje napychać im żołądków czymś, co składa się w 100% z kukurydzy, dwunogi zaś mogą egzystować w pokoju i atmosferze wzajemnego zrozumienia. Czyż nie tak?
Powiedzieć “nie do końca” oznacza w tym wypadku ujęcie tematu w wyjątkowo eufemistyczny sposób, bowiem przekonani o słuszności wyznawanej idei, BARF-iarze coraz częściej za swoją przyjmują retorykę charakterystyczną dla niektórych ugrupowań politycznych. Najwyższa pora, aby wyjaśnić im, że jeżeli chodzi o skuteczność w rekrutowaniu neofitów efekt odnoszą odwrotny do zamierzonego – co niniejszym czynię.
Zawróćcie! Nie idźcie ta drogą! Potrzeba naprawdę niewiele. Wystarczy odrobina zrozumienia i szacunku dla drugiego człowieka.


45 komentarzy do tekstu: „Kto BARF-em wojuje…”