5 najważniejszych obowiązków właściciela psa

Polacy nie lubią psów. Widać to szczególnie przy okazji publicznych dyskusji, dotyczących budowania w miastach infrastruktury, która ma na celu umilenie życia właścicielom czworonogów – psich parków i wybiegów, jednak nie tylko wtedy. Bo określania “sralnia” i “zawszony kundel” można usłyszeć zawsze, gdy podnoszona jest kwestia obecności psów w przestrzeni publicznej. Uważacie, że taka niechęć jest zupełnie nieuzasadniona? Przykro mi, ale nie mogę się z tym zgodzić. Polacy nie lubią psów i mają ku temu powody. Czyja to wina? Nasza. Moja, Twoja i tamtej pani od czarnego kundelka, która mieszka tuż za rogiem.

Pies bawi się w śniegu.

1. Twój pies – Twoja kupa

Obcowanie z psami przynosi mi mnóstwo radości – chyba, że akurat wchodzę na trawnik, żeby po nich posprzątać i po drodze wdeptuję w “prezent” zostawiony przez kogoś, kto był tu wcześniej. Wtedy tej radości jest jakby trochę mniej i nagle przestaje dziwić mnie, że niektórzy uważają psy za brudne zwierzęta. Sęk w tym, że to nie psy są brudne – muszą przecież gdzieś załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne – to ich właściciele… Co właściwie jest z nimi nie tak? W populacji psiarzy można wyróżnić kilka różnych schorzeń, które objawiają się pozostawianiem na trawnikach “miękkich kamieni” – to, między innymi, napadowe bóle kręgosłupa, selektywna ślepota i amnezja spacerowa. Tak się jednak składa, że żadna z nich nie jest śmiertelna, więcej nawet – wszystkie są całkowicie uleczane, do tego wyłącznie za pomocą odrobiny dobrej woli. Mimo to, z niepojętych na dla mnie względów, przekonanie ludzi, aby sprzątali  po swoich psach okazuje się być co najmniej równie trudne, jak wynalezienie lekarstwa na raka. Przypuszczam, że to świetne pole do popisu dla tych z Was, którzy mają ambicje na jakiegoś Nobla w przyszłości.

2. A jeśli jednak coś zrobi?

Obcy pies galopem zasuwa w Waszą stronę. W oddali majaczy właściciel, w przeciwieństwie do swojego pupila, wlokący się noga za nogą. Gdy pies dopada Was, przynależący do niego człowiek w żółwim tempie podnosi rękę, by machnąć nią lekceważąco i wyrzec sakramentalne słowa, które jego zdaniem są lekarstwem na wszystkie wychowawcze problemy. Ale on nic nie zrobi. Znacie to?
Problemów z tego rodzaju sytuacjami jest kilka. Po pierwsze, co to w ogóle znaczy “nic nie zrobić”? Albo, przeciwnie, “coś zrobić”? Jasne, dwukilogramowa miniaturka nie zdoła rzucić mi się do gardła i przegryźć tętnicy szyjnej, ale może całkiem skutecznie pokąsać po kostkach, podrzeć spodnie z delikatnego materiału lub zwyczajnie je pobrudzić. I nie, to wcale nie jest słodkie i urocze. Po drugie, nie każdy lubi psy. Więcej nawet, są ludzie, którzy po prostu się ich boją i już sam widok czworonoga pędzącego w ich stronę – i to bez względu na to, czy w oczach pies ów ma żądzę mordu, czy płomień gorącej miłości – może przyprawić ich o zawał serca.
Krótko mówiąc, tego rodzaju sytuacje w ogóle nie powinny mieć miejsca. Chcesz mieć psa? To dla Ciebie członek rodziny, najlepszy przyjaciel, pocieszyciel w trudnych chwilach? Świetnie! Możemy przybić sobie piątkę. Pod warunkiem, że dopilnujesz, aby Twój pies nie przeszkadzał i nie zagrażał innym. Tak ludziom, jak i zwierzętom.

3. Słowo “przepraszam” nie boli

A co, jeżeli się nie uda? Jeżeli mimo długich godzin poświęconych na szkolenie pies zerwie komendę? Pobiegnie do kogoś? Skoczy? Pobrudzi? Pod żadnym pozorem nie mów “Ale on nic nie zrobi”! Nie lekceważ sytuacji i uczestniczącej w niej osoby w ten sposób. Najlepiej w ogóle wyrzuć to zdanie ze swojego słownika. Pójdź po swojego psa – tylko trochę szybciej niż mógłby to zrobić 150-letni żółw z Galapagos – zapnij go na smycz i przeproś. Nawet, jeżeli uważasz, że Twój ukochany pupil faktycznie nic nie zrobił. Wierz mi, dla kogoś, kto boi się psów już sama próba przywitania się to może być prawdziwe, poważne i bardzo straszne coś. Uszanuj to.

4. Z psem na miasto? Tak, ale…

Chyba każdy, kto wkręci się w całe to psiarzowanie szybko zaczyna chcieć czegoś ponad codzienne trzy spacery w pobliskim parku i pełną miskę w kuchni. Nie ma w tym nic dziwnego – wszak nie od dziś wiadomo, że stan, w którym wszystkie ubrania ma się pokryte rudym kłakiem uzależnia i człowiek zaraz ma ochotę podzielić się z nim z całym światem. Zabrać psa do kawiarni. Galerii sztuki. Wyjść na miasto. Iść razem do pracy. Wspólnie przejechać się tramwajem. A co!
Piękne to bardzo, pod warunkiem, że wcześniej wykonana się minimum pracy socjalizacyjnej i szkoleniowej, dzięki której zwierz będzie wiedział, jak się w takiej niecodziennej sytuacji zachować. Bo nie ma nic pięknego w sytuacji, gdy miły pan kelner przynosi kawę do naszego stolika, a ukochany Fafik próbuje mu w zamian odgryźć rękę.

5. Bezpieczna samotność

Umiejętność przebywania w samotności w poczuciu bezpieczeństwa to jedna z najważniejszych rzeczy, jakich psa może nauczyć człowiek – zarówno ze względu na zdrowie psychiczne zwierzęcia, jak i sąsiadów. Lęk separacyjny, objawiający wyciem, szczekaniem lub pasją dekoratora wnętrz to, moim zdaniem, jeden z najpoważniejszych problemów, jakie mogą dotykać naszych psów. Nie bez powodu zdarza się, że osobie z psem trudniej jest wynająć mieszkanie – mało kto wszak chce narażać się na skargi sąsiadów i konieczność generalnego remontu po wyprowadzce lokatora. Warto o tym pamiętać i od momentu, kiedy pojawi się w domu pokazywać mu, że samotność może być dobra. Do spania. Jedzenia pyszności. Relaksu. Dzięki temu wszystkim będzie łatwiej.

Tagi:

  27 komentarzy do tekstu: „5 najważniejszych obowiązków właściciela psa

  1. 15 stycznia 2016 at 11:10

    kupa temat tabu i rzeka (rzeka tabu?) najfajniej jest teraz przy okazji śniegu. Pogląd typu: kupy nie widać = kupy nie ma, życzę każdemu z takich inteligjentów wdepnięcia w toto kolejnym razem.
    U nas Puf, uwielbia witać się z psami. Witać się , to nie znaczy przewalać i podgryzać, jednocześnie czasami dostając paraliżu łap na widok sporego psa biegnącego w naszym kierunku. Sytuacje kiedy w odpowiedzi na moje zapięcie jej na smycz wywołuje taką samą reakcję u właściciela „wielkopsa” mogę policzyć na palcach bo tak- „on się tylko tak bawi” . Średnio raz w miesiącu szlag mnie trafia , po czym przystępujemy do naprawiania tego co się popsuło w psiej głowie po tak traumatycznej” zabawie ” .
    Wypis obowiązków psiarza powinien być wywieszany na gazetce na klatce schodowej 🙂

  2. 15 stycznia 2016 at 12:02

    Problem chyba w tym, że ludzie, którzy nie wypełniają punktów 1-5, najwyraźniej nie czytają blogów :). Jednak wydaje mi się, że powolutku coś się zmienia. Coraz więcej właścicieli widzę, sprzątających te kupy. Coraz więcej takich, którzy cośtam robią ze swoim psem. Przynajmniej w Warszawie to widzę.
    Dodam jeszcze, co do punktu 4 – ten trend mi się wydaje trochę niebezpieczny. Ludzie biorą swoje psy wszędzie – pod hasłem „socjalizujemy”. Natomiast czy pies potrzebuje tego wszystkiego, to już mało kto się zastanowi. Czy musi w kawiarni być pogłaskany przez 100 osób i wyminięty przez kolejne 100 w pół godziny? Czy naprawdę musimy od niego oczekiwać, że sobie z tym wszystkim poradzi? Zgadzam się z Tobą: jeśli zabierać, to zadbać o to, by pies umiał się zachować. Ale dodam: czasem odpuścić, nie zabierać, dać psu spokój i odpoczynek.
    Ode mnie high-five, bo wypełniamy z Roccą wszystkie 5 punktów 🙂
    Pozdrawiamy!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      16 stycznia 2016 at 21:09

      Trochę rozumiem tę chęć zabierania ze sobą psa wszędzie, zwłaszcza w przypadku osób, które pracują 8 godzin dziennie – kiedy chce się w tygodniu gdzieś wyjść okazuje się, że pies w zasadzie cały dzień siedzi sam (8 godzin w pracy + ewentualny dojazd + kawa z przyjaciółką = 12 godzin w domu jak nic) i się nudzi. Fajnie jest w takiej sytuacji móc zabrać ze sobą psa na to wyjście, bo wiadomo, że każdy wypad „na miasto” to dla czworonoga dużo wrażeń, ale właśnie trzeba mieć pewność, że pies poradzi sobie z sytuacją. Albo, jeżeli tej pewności nie ma, bo to np. pierwszy raz wybrać odpowiednio spokojne miejsce, a także być gotowym, żeby w razie czego odpuścić i wyjść.

  3. 15 stycznia 2016 at 12:07

    Tak jak napisałaś na początku – sami jesteśmy sowie winni. Powody, które podajesz są jak najbardziej słuszne i chyba najbardziej popularne, ale jest cała masa dodatkowych grzechów, jak na przykład dopasowywanie świata pod naszego psa, nasze przeświadczenie, że wszystko nam się należy, patrzenie na czubek swojego nosa – „my i nasz pies jesteśmy super, ale tamten to cham i ma głupiego kundla”, nieznajomość i nieumiejętność zastosowania się do przepisów prawa. Wiecznie roszczeniowa postawa i zero chęci spojrzenia na innych, że może faktycznie komuś ten nasz pies przeszkadza, lub ktoś się go boi i trzeba to uszanować. Czasem zejść z drogi, czasem powiedzieć „przepraszam”, a czasem jak ktoś ma pretensje o wyimaginowane problemy – przemilczeć z życzliwym uśmiechem, a nie wdawać się w kłótnie.

  4. 15 stycznia 2016 at 12:27

    Dziękuję Ci, że podkreślasz to, że niektórzy mogą bać się psów i coś, co dla nas jest niczym, może być dla takich osób bardzo strasznym czymś. Miałam tak przez większość życia, panicznie wręcz bałam się psów, bo w dzieciństwie pudel sąsiadów – skądinąd pewnie wielkości mojego Czarnucha – skoczył na mnie. Zapewne chciał się przywitać, pobawić, ale dla czteroletniego dziecka to była trauma, z której wyleczyłam się dopiero niecałe dwa lata temu adoptując Bąbla. Pamiętam mnóstwo momentów, kiedy obcy pies biegł w moją stronę wpadałam w historię i niestety czasem uciekałam, prowokując gonitwę. Gdy byliśmy u znajomych rodziców, to albo ja (tak, tak!!) albo pies był zamykany w jakimś pomieszczeniu. Niektórzy życzliwi próbowali mnie na siłę przekonywać, że pieski są super… To się nie sprawdza. Przynajmniej u mnie się nie sprawdziło. Nie wątpię, że mieli dobre intencje, ale musiałam te prawie 20 lat przejść to wszystko, żeby samodzielnie przestać się bać. Psiarze, apeluję, teraz jako również psiara – nie lekceważcie tego, że ktoś boi się psów! To nie jest takie proste przestać się bać, a nawet nieszkodliwe w Waszym mniemaniu sytuacje mogą być cegiełką dołożoną do czyjegoś lęku!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      16 stycznia 2016 at 21:14

      Mam wrażenie, że wielu psiarzy o tym zapomina i trzeba tę kwestię podkreślać. Dla mnie takim otwierającym oczy doświadczeniem w tej kwestii była następująca sytuacja, która wydarzyła się na spacerze, kiedy Tytania była jeszcze psią nastolatką. Byliśmy z nią na spacerze, staliśmy na trawniku, a ona biegała po swojej tęczy. W pewnym momencie przywołałam ją i galopem rzuciła się w naszą stronę. Widząc to Paweł stwierdził „Wiesz co, gdyby to nie był mój pies to bym się go przestraszył” – bardzo to było dla mnie wymowne.

  5. 15 stycznia 2016 at 17:20

    Podpisuję się pod tym!

    Drażni mnie jednak brzydka ludzka przypadłość, aby dowalić komukolwiek. Ostatnio podczas spaceru w Jurze zebrałam zjebkę za to, że „tu psy mają być na smyczy”, mimo że biegacz, który wypowiedział te słowa nie został w żaden sposób zauważony przez moje psy, ba, gdy tylko na horyzoncie zamajaczyła jego sylwetka, psy natychmiast przywołałam do siebie i czekaliśmy sobie grzecznie aż nas minie. Nie zmienił tempa, psy nawet go nie niuchnęły, siedziały spokojnie na mnie skupione, ale i tak ton i wzrok był pełen nienawiści. Rozumiem, że pewnie ma brzydkie doświadczenia z psiarzami, jednak niesmak pozostał.

    Ludzie ludziom zawsze będą wilkiem – drażnią mnie te obozy – ja staram się szanować prawa biegaczy/matek z dziećmi/innych psiarzy, jedyne czego chcę w zamian to świętego spokoju bez niemiłych odzywek, czy wręcz szykan.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      16 stycznia 2016 at 21:18

      Prawda, prawda. I rozumiem Cię doskonale, zresztą, sama widziałaś, jak obrywam na spacerach – praktycznie z każdego wracam z niesmakiem. 😛

  6. 16 stycznia 2016 at 00:15

    Święte słowa.
    Bardzo mnie razi fakt, że ogromna część psiarzy traktuje te zasady jako fanaberie. Nie sprzątają, bo „od tego są służby sprzątające” albo „nie będę dotykał gówna”, puszczają psa wszędzie luzem, bo „on musi się wybiegać” (mimo, że nie wraca na zawołanie), nie wożą psa w komunikacji miejskiej w kagańcu, bo „on go nie lubi” albo „BO NIE”, olewają to co pies robi na spacerze, wpatrzeni w telefon, bo „to tylko pies” i wiele wiele innych. I mnie to osobiście boli, bo nie raz byłam potraktowana lekceważącym spojrzeniem lub też słyszałam beztroskie komentarze właścicieli psów, które właśnie całą sforą pogoniły rowerzystę: „Tak… one lubią gonić rowerzystów, to Azor ich nauczył!”, lub też mój pies był obrzucany wrednymi spojrzeniami, bo jechał autobusem w kagańcu (jak stanowi regulamin!) i „mój to nikogo nie ugryzie, ja mu nigdy nie zakładam kagańca w tramwaju, bo to tylko dwa przystanki”.

    Wszechobecny bunt przeciwko wszystkim zasadom i poczucie, że „nie wiem, kto to zrobi, ale na pewno nie ja”. Co tyczy się nie tylko psiarzy, a wszelkich „obozów”, o których pisała Gosia.

  7. Anonim
    16 stycznia 2016 at 01:04

    Co do punktu piątego. Bardzo ładnie brzmi. Jednak problemy separacyjne należą do najtrudniejszych do rozwiązania dlatego, ze występują kiedy właściciela nie ma przy psie! Trudno wtedy psu tłumaczyć jak przyjemna moze byc samotność.

  8. Anonim
    16 stycznia 2016 at 01:23

    Oczywiście sa sposoby i ćwiczenia jak radzić sobie z lekiem separacyjnym. Zgadzam sie ze trzeba robić wszystko co możliwe. To jednak długi i frustrujący proces. I po prostu chodzi o to ze zestawianie leku separacyjnego razem z problemem sprzątania po psie sugeruje ze to podobny kaliber. Potem ludzie którzy nie wiedza jak trudno zmienić zachowanie psa z lekiem patrzą na jego właściciela jak na winnego. Tak jakby nie posprzątał po psie..

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      16 stycznia 2016 at 10:07

      Zgadzam się w 100%, zresztą, nie bez powodu piszę, że uważam, iż lęk separacyjny to najpoważniejszy problem, jaki może mieć pies – co więcej dotyka on nie tylko danego zwierzęcia, ale i jego właściciela oraz sąsiadów. Wiem także, że walka z lękiem separacyjnym jest bardzo, bardzo trudna, a do tego niesamowicie czasochłonna, często wymaga pomocy specjalisty. Pewnie nie umieściłabym tego problemu w tym zestawieniu, gdyby nie to, że wiem iż ludzie bardzo często sami się o ten lęk separacyjny proszą i w ogóle nie przywiązują wagi do nauczenia psa spokojnego pozostawania w samotności, podczas gdy powinna to być ich główna troska zaraz po tym, jak sprowadzą szczeniaka do domu. Tymczasem spotykam się BARDZO często z komentarzami w stylu „nasz piesek tak bardzo nas kocha, że jak wychodzimy to w skacze na drzwi i je drapie, to takie urocze”. Tymczasem nie ma w tym nic uroczego. W takiej sytuacji każdemu powinna się zapalić w głowie lampka i pojawić się myśl typu „muszę zmienić swoje zachowanie, przestać się z psem wylewnie żegnać, bo będą z tego problemy”. Nie są też niczym niezwykłym psy, które pierwszy raz zostają w domu same w wieku kilku lat „bo wcześniej nie było takiej potrzeby”, właściciel kennel uznawał za wyraz barbarzyństwa i z psem chodził nawet do toalety. Tego rodzaju brak rozsądku i odpowiedzialności ze strony niektórych właścicieli psów sprawiły, że lęk separacyjny znalazł się w tym zestawieniu. Może nie wygląda dobrze obok kupy, ale poczucie bezpieczeństwa w samotności to jest umiejętność, której ludzie muszą uczyć swoje psy, a zwykle tego nie robią.
      Oczywiście, zgadzam się, że kompletnie inaczej przedstawia się sytuacja, w której ktoś np. świadomie adoptuje psa z lękiem separacyjnym i od razu zabiera się do pracy nad problemem. Wtedy starałabym się wykazać maksymalnym zrozumieniem tak długo, jak tylko potrzeba.

  9. Anonim
    16 stycznia 2016 at 10:18

    No nie wiem czy hejt przy dyskusji o parkach jest właśnie tym spowodowany, czy raczej chęcią hejtowania na wszystko. Dlaczego tak sądzę? Bo z bardzo podobną reakcja spotykają się projekty tj. Np. Miejski rower. Z tego co wiem rowery nie zostawiają niespodzianek 🙂
    Bym dodała jeszcze kolejny punkt – psy szczekające na wszystko…. Nie tylko jak zostają same.

  10. 16 stycznia 2016 at 19:01

    Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś. Nie znoszę, kiedy podbiegają do mnie cudze psy, tym bardziej, że moja suka jest dość lękliwa i wolę, gdy właściciel panuje nad psem podczas, gdy czworonogi się witają. Ostatnio podbiegł do nas nerwowy pies wielkości leonbergera – z wielką kolczatką na szyi, muskularny, napięty. I jeszcze przywołanie: „Diabeł, chodź tu!”, co pies oczywiście olał. Mimo, że nie jestem osobą, która boi się psów, nie czułam się komfortowo.

    Pilnuję swojej Joy – jeśli biega luzem, a na horyzoncie pojawia się człowiek, biorę ją na smycz, albo odchodzę w inne miejsce, wołając ją i skupiając jej uwagę na sobie. Raz zdarzyło się, że podbiegła do kogoś i olała przywołanie – od razu pobiegłam i przeprosiłam (ale mi było wstyd…). Dzięki temu zamiast złorzeczenia usłyszałam, że nic się nie stało, a w ogóle pies jest piękny i pewnie chciał się tylko pobawić. 😉 Myślę, że gdyby psiarze nie byli tak zapatrzeni w swoje futrzaki, tylko zwracali większą uwagę na komfort innych ludzi, byliby bardziej lubiani.

    Co więcej, chętnie wykorzystuję psa (taki niedobry ze mnie człowiek :P) do wywoływania uśmiechu u innych. Trenujemy sztuczki na plaży, pozwalam Joy poznawać inne psy lub ludzi, jeśli mają na to ochotę, odpowiadam na spontaniczne komentarze na temat mojego psa. Od razu dzień robi się lepszy. 🙂

  11. 16 stycznia 2016 at 23:42

    Święte słowa. Podpisuję się pod nimi.
    Aczkolwiek zauważyłam, że na mojej klatce wszyscy lokatorzy są wyjątkowo cierpliwi jeżeli chodzi o szczekanie psów. Co ciekawe zdarzające się czasami hałasy też jakoś umykają. Ale nie właścicielom owych wydzierających się psów. A szczekanie psów komentują „bo one takie nie wychowane”.
    Przytoczone zdanie „on nic nie zrobi” albo „on chce się tylko przywitać” często doprowadza mnie do szewskiej pasji. A zwłaszcza od osób, które mają natarczywe psy a właściciele nie rozumieją co się do nich mówi.

  12. Anonim
    17 stycznia 2016 at 20:38

    W pełni się zgadzam. W ogóle niesprzątanie to coś, co doprowadza mnie do szału. Nic nie jest tak nagminne, a jednocześnie tak łatwe do naprawienia – ale po co, no po co? O zgrozo, to ja jestem uważana za niesprzątającą, albowiem mam sukę i suka sika w przykucu. Doszło do tego, że jak idiotka mówię pełnym głosem „O, robisz siku?” (jakbym cos takiego usłyszała na ulicy, to pomyślałabym, że wariatka, ale naprawdę mam dość ochrzanu za nic).
    O dziwo na mojej klatce jest z siedem psów, z czego tylko moja nie piłuje ryja pod dowolnym pretekstem – nikomu zdaje się to nie przeszkadzać. Śmiać mi się chce, jak myślę o własnych nerwach i niepewności, czy aby Szila nie będzie ujadała pod moją nieobecność, co sąsiedzi powiedzą, jeju, jeju 😛
    Odnoszę wrażenie, że znacznie mniejsze kłopoty z nielubiącym psów społeczeństwem mają właściciele psów ogólnie rzecz biorą niegrzecznych. Nie wiem, może mam zakrzywiony obraz rzeczywistości, ale drące japy yorki i shitzu i ich niesprzątający właściciele nie budzą tylu komentarzy, co moja Szila robiąca siku. No i młoda dziewczyna z dużym psem to zawsze dobry cel ataków – mój mąż idzie na spacer i wraca na pełnym luzie, mimo że suka zachowuje się przy nim znacznie gorzej niż przy mnie. Nie wiem, może fakt, że ją koryguję, czasem robię z siebie idiotkę, żeby odwrócić jej uwagę sprawia, że wydajemy się przez to duzo bardziej nieogarnięte?

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      18 stycznia 2016 at 12:06

      Bardzo prawda, jeżeli chodzi o zestaw młoda dziewczyna + duży pies. Ile już ciekawych rzeczy usłyszałam pod swoim adresem od ludzi, którym nie przyszłoby do głowy, żeby tak pyskować (innego określenia nie mam na to zachowanie) na mojego faceta to nie zliczę. A dodam, że podobnie, jak w Twoim przypadku, sprawuję na spacerach zdecydowanie bardziej ścisłą kontrolę nad psami niż on. Niestety, kobieta z psem to łatwy cel ataku i te pojawiają się w związku z tym także wtedy, kiedy pies nie robi nic społecznie nieakceptowalnego – pamiętam, że raz jakaś para zwyzywała mnie od sadystek i wariatek, gdy nie pozwoliłam Tytanii wylecieć na ulubiony trawnik jak z procy, tylko próbowałam z nią tam spokojnie, na niskich emocjach dojść (czyt. pies się wyrywał – wracał na początek drogi; żadnego szarpania, krzyków, ani nic takiego, przeciwnie ogólny zen z mojej strony).

      • Widmo
        22 stycznia 2016 at 23:52

        czy możecie mi powiedzieć, dlaczego zestaw dziewczyna+psisko wywołuje komentarze? i jakie właściwie?
        ja kociara jestem, nigdy nie miałam psa, acz chciałabym kiedyś jakiegoś zaadoptować – w perspektywie kilku lat. a teraz się uczę różnych aspektów takiej decyzji. będę wdzięczna za wyjaśnienie 🙂

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        24 stycznia 2016 at 11:17

        Trudno powiedzieć, dlaczego tak jest – przypuszczam, że to kwestia zwykłego braku wychowania, chamstwa i charakterystycznego dla Polski sposobu traktowania kobiet. Niemniej jednak z doświadczenia wiem, że ludzie zupełnie inaczej odnoszą się do zestawu „kobieta + pies” niż do zestawu „mężczyzna + pies” lub nawet „para + pies”. Usłyszałam na spacerach ze swoimi psami wiele nieciekawych komentarzy, byłam kurwą, gówniarą, wariatką, bezczelną idiotką – wystarczyło powiedzieć „Proszę nie przeszkadzać mojemu psu” lub „Proszę zostawić mojego psa w spokoju”, żeby posypały się komentarze. P. NIGDY się z czymś takim nie spotkał, takie sytuacje nie miały też miejsca, gdy byliśmy na spacerze razem.

      • Widmo
        24 stycznia 2016 at 13:16

        o matko. ._.
        to chyba faktycznie wiąże się z traktowaniem kobiet ogółem – bo ma własne zdanie i bo psisko dysponuje kłami, jakby co…

  13. 17 stycznia 2016 at 20:39

    W pełni się zgadzam. W ogóle niesprzątanie to coś, co doprowadza mnie do szału. Nic nie jest tak nagminne, a jednocześnie tak łatwe do naprawienia – ale po co, no po co? O zgrozo, to ja jestem uważana za niesprzątającą, albowiem mam sukę i suka sika w przykucu. Doszło do tego, że jak idiotka mówię pełnym głosem „O, robisz siku?” (jakbym cos takiego usłyszała na ulicy, to pomyślałabym, że wariatka, ale naprawdę mam dość ochrzanu za nic).
    O dziwo na mojej klatce jest z siedem psów, z czego tylko moja nie piłuje ryja pod dowolnym pretekstem – nikomu zdaje się to nie przeszkadzać. Śmiać mi się chce, jak myślę o własnych nerwach i niepewności, czy aby Szila nie będzie ujadała pod moją nieobecność, co sąsiedzi powiedzą, jeju, jeju 😛
    Odnoszę wrażenie, że znacznie mniejsze kłopoty z nielubiącym psów społeczeństwem mają właściciele psów ogólnie rzecz biorą niegrzecznych. Nie wiem, może mam zakrzywiony obraz rzeczywistości, ale drące japy yorki i shitzu i ich niesprzątający właściciele nie budzą tylu komentarzy, co moja Szila robiąca siku. No i młoda dziewczyna z dużym psem to zawsze dobry cel ataków – mój mąż idzie na spacer i wraca na pełnym luzie, mimo że suka zachowuje się przy nim znacznie gorzej niż przy mnie. Nie wiem, może fakt, że ją koryguję, czasem robię z siebie idiotkę, żeby odwrócić jej uwagę sprawia, że wydajemy się przez to duzo bardziej nieogarnięte?

    • 18 stycznia 2016 at 06:58

      Muszę zmienić nick, bo znowu zastanawiałam się, czy to ja to napisałam.

  14. 18 stycznia 2016 at 06:57

    Po psie sprzątam tylko w parkach i innych miejscach „bardzo publicznych” (na starówce pamiątki nie zostawię) i nie będę się teraz nad tym rozwodzić.
    Polacy nie lubią psów, dobrym przykładem jest moja babcia – uważa, że w miastach powinny być tylko psy-przewodniki a wszystkie inne powinny płacić olbrzymie podatki, tak żeby nikogo nie było stać.
    Widzę psa na smyczy = zapinam swojego, czy to tak ciężko pojąć? I to wcale nie o to chodzi, że „on nic nie zrobi”. Nawet jeśli znam swojego, to przecież nie wiem jak zachowa się tamten. Może on jest na smyczy bo jest agresywny? Albo chory? Albo cieczkowy? Płacenie alimentów w kościach nie jest zbyt przyjemne.
    Pozdrawiam serdecznie
    8lap1ogon.blogspot.com

  15. 18 stycznia 2016 at 19:39

    Podpisuję się całkowicie! Nic mnie tak nie doprowadza do szału, jak dysk (czy inna zabawka) w psiej kupie, albo grzeczne pieski typu ‚aleonsiętylkopobawi’, szczególnie jak właśnie ćwiczymy, a podbiega do nas zaśliniony bokser i podpiernicza zabawki. Ludzie kompletnie nie mają szacunku do innych, a przynajmniej na to wskazuje ich zachowanie. Ja doskonale rozumiem, że czasami czworonóg może zwiać mimo wołania i treningów przywołania- w końcu to żywy organizm, a nie maszyna- że karabińczyk może nagle się rozwalić, można nie zauważyć innego psa i nie zdążyć złapać swojego- okej, ale jeśli nie uda mi się czasem upilnować własnego pupila od razu idę po niego i przepraszam, bo jest mi po prostu głupio. Gdyby zdecydowana większość właścicieli psów tak by się zachowywała życie byłoby łatwiejsze.

  16. Marzena
    20 stycznia 2016 at 09:10

    Wydaje mi się że temat psich kup jest najcięższą kwestią w posiadaniu psa. Każdy właściciel czworonoga powinien mieć przekonanie, że sprzątać musi i innej opcji nie ma. To tak jak trzeba dawać psu jeść… Jest wiele kampanii (może za mało), które mówią i uczą o sprzątaniu. Jest wiele produktów na rynku, które ułatwiają to sprzątanie- od woreczków po torebki… po inne cuda. Ja osobiście jestem wielką fanką Animalsów- torebka z tekturową łopatką dzięki której zbieram kupkę bez żadnego problemu chowając w nieprzezroczystej torebce papierowej. Praktycznie i ekologicznie! Znaleźć je można w sklepie http://koszeuliczne.istore.pl/pl/zestaw-higieniczny-dla-zwierzat-animalsr-200-szt.html

  17. Maltanka
    28 stycznia 2016 at 17:06

    Co do sprzątania po psie :
    Od czasu do czasu moja mama wychodzi z psem, nigdy po nim nie sprząta (mówi, że chodzi z nią tam gdzie nie trzeba… Taaaa…) narzeka, że ludzie nie sprzątają, często wymienia kilka konkretnych osób. Pewnego dnia miałam wyjść z koleżanką na spacer, czekała z psem niedaleko mojego bloku, a ja właśnie wychodziłam, czekała, a pies załatwił swoją potrzebę, zobaczyła, że nie wzięła woreczka, przechodzący Pan powiedział, że nie musi sprzątać, bo tu i tak nikt nie sprząta, a on ma zamiar zgłosić jakąś Panią, która tu mieszka, że nie sprząta. Ok… Ale najlepsze jest to, że ten Pan mieszka trochę dalej, jego pies jest większy, niż pies, o którym mówił (tzn. Wszystkie psy, które można dopasować do opisu są mniejsze niż jego pies) i jego pies podobno często się załatwia tu, a on nie sprząta. Takie trochę bez sensu zgłaszać innych, samemu nie sprzątać i mówić innym żeby nie sprzątali, swoją drogą ciekawe czy to wszystko prawda, bo aż dziwne trochę o.O
    Szczerze, to i mi zdarzy się nie sprzątać, nie zawsze mam woreczki (ostatnio mi się skończyły, a wcześniej miałam tylko w jednej kurtce), nie zawsze widzę gdzie i czy w ogóle pies coś zrobił. Swoją drogą jest tu tyle bezpańskich psów, że nawet jak wszyscy będą sprzątać to i tak to nic nie da.

  18. ToughAngel
    3 lutego 2016 at 19:19

    O narodzie! Psiarz jak palacz, jest zawsze dyskryminowany! Ostatnio jedna Pani z psiego skwerku stwierdziła, że gdyby wiedziała ile przykrości spotka ją od ludzi z powodu psa, to by się na niego nie zdecydowała! Pomyślałam, że to bardzo smutne, ale mi też to kiedyś przeszło przez myśl… Dziwne jest jednak, że ja wchodzę w konflikty z sąsiadami i wszystkimi na wkoło, a gdy wychodzi z nim facet, to opowiada o miłych rozmowach z ludźmi… Wyglądało to tak, jakbyśmy wychodzili z dwoma różnymi psami. Z czego mój był dziką bestią, a jego kochanym misiaczkiem. Myślałam, że to kwestia charakteru, ale widzę że płci…
    A jeśli chodzi o lęk separacyjny, to udało nam się bez większych problemów, ale wynika to chyba z tego, że seter irlandzki to mega śpioch! Od pierwszego dnia zostawał w domu sam i nie było jakiś większych problemów. Jako szczeniak, gdy nie wytrzymywał 8 godzin bez siusiu sikał do kuwety, kiedy byłam w pracy. Chyba samotność przyjął za oczywistą. Stosowałam również nagrodę z komendą ”zostań i grzecznie czekaj”. Ktoś mi podpowiedział, żeby coś dodać do ”zostań” i tak sobie wymyśliłam, później dodałam jeszcze smakołyk. Z czasem nauczył się, że gdy wychodzę rano, a jest już po spacerze tz. że on zostaje, a gdy zdarza mi się wyjście popołudniu wypowiadam komendę a on odchodzi od drzwi i czeka na smakołyk przy szafce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.