Biegacze, rolkarze, rowerzyści i… psy

Gambit aktualnie ma przerwę od jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Aby moim podstawowym zajęciem w wolnym czasie nie stało się polegiwanie na łóżku pod przykryciem z laptopa staram się mimo wszystko korzystać ze świeżego powietrza bez niego, a to oznacza jazdę na rolkach i bieganie. Ogromnie brakuje mi włóczenia się po miejskich parkach i treningów, jednak muszę przyznać, że możliwość obserwowania koegzystencji właścicieli psów i innych użytkowników miejskiej zieleni z tej drugiej strony to całkiem ciekawe doświadczenie. Szczególnie, że okazuje się, iż biegacze, rolkarze, rowerzyści i psy wcale nie prowadzą nasilonych „działań wojennych”.

Biegacze, rolkarze, rowerzyści, a do tego psy. Wszyscy w jednym parku. Czy da się to pogodzić?

Teoretycznie podczas uprawiania aktywności fizycznej na zewnątrz można spotkać psy bezdomne, psy pilnujące swoich podwórek i ujadające zza płotów oraz psy spacerujące ze swoimi opiekunami. W praktyce natomiast bieganie po mieście i jazda na rolkach w dużej mierze ograniczają możliwość stawania oko w oko z obcym czworonogiem do psów tej ostatniej kategorii. Mnie w każdym razie nigdy nie zdarzyło się wpaść na żadnego bezdomniaka lub uciekiniera, a osiedla domków jednorodzinnych raczej omijam. Spacerowicze z psami wynagradzają mi jednak te braki z nawiązką, bo odkąd zrobiło się naprawdę ciepło, mam wrażenie, że liczba okolicznych czworonogów raptem wzrosła co najmniej dwukrotnie. Nie mam pojęcia, gdzie te wszystkie zwierzaki chowały się jesienią i zimą. Widzę za to, że obecnie w parkach i na miejskich skwerach robi się odrobinę ciasno – szczególnie późnym popołudniem i wczesnym wieczorem.

Co ciekawe, mimo to nie znalazłam się jak dotąd żadnej naprawdę nieprzyjemnej lub wyjątkowo niebezpiecznej sytuacji. Wydaje się więc, że właściciele psów przyzwyczaili się do biegaczy, którzy z kolei nauczyli się pokojowego współistnienia z czworonogami. Na pewno ogromny wpływ na tę sytuację ma rosnąca świadomość kynologiczna i coraz szersza dostępność szkoleń. Gdyby dodać do tego odrobinę uważności i empatii dla drugiego człowieka byłoby wprost bajecznie. Wprawdzie nie zdarzyło mi się, aby obcy pies próbował uszczypnąć mnie w łydkę, bywało jednak że wracałam do domu mocno zirytowana, chociaż aktywność fizyczną na zewnątrz staram się uprawiać świadomie. Tak, aby nie powodować napiętych sytuacji między mną, a psami, które spotykam po drodze.

Brzmi to być może nieco szumnie, jednak tak naprawdę nie wymaga żadnej szczególnej ekwilibrystyki – oznacza po prostu, że wobec mijanych zwierząt staram się zachowywać w spokojny, przewidywalny sposób. To samo polecam wszystkim biegaczom, rolkarzom i rowerzystom. Stosowanie wymienionych poniżej, trzech prostych „sztuczek” naprawdę podnosi bezpieczeństwo w kontaktach z obcymi psami:

  • Nie zaczepiaj. Biegnąc, jadąc na rolkach czy rowerze najlepiej skoncentrować się na swoim treningu. Zaczepianie spotykanych po drodze psów to proszenie się o kłopoty, dlatego nawet największy miłośnik czworonogów na czas uprawiania aktywności fizycznej powinien swoje sympatie schować do kieszeni. Cmokanie, gwizdanie czy wołanie do psa to kiepski pomysł, a próba pogłaskania zwierzęcia w pędzie jest absolutnie niedopuszczalna. Domyślam się, że doświadczeni sportowcy, skupieni na budowaniu możliwie najlepszych wyników oburzą się, widząc ten punkt, niestety niejednokrotnie byłam świadkiem podobnych zachowań.
  • Nie zaskakuj. Jeżeli tylko ukształtowanie terenu daje taką możliwość, mijając psa od tyłu najlepiej nieco odbić w bok, tak aby podczas wyprzedzania nie nas od zwierzęcia zaledwie kilka centymetrów, bo zwierzę nagle wytrącone z równowagi może zachować się nieprzewidywalnie, np. obszczekać „intruza”.
  • Omiń łukiem. Pies może poczuć się zagrożony, widząc, że ktoś zbliża się do niego na wprost, a do tego w szybkim tempie, dlatego jeśli to możliwe najlepiej obiec zwierzę łukiem. Bywa, że konkretne miejsce nie pozwala na takie manerwy – z mojego doświadczenia wynika, że w takiej sytuacji najlepiej po prostu robić swoje, w pewny siebie sposób.

***

Rzecz jasna, właściciele psów nie mogą podczas spacerów zdać się wyłącznie na rozsądek biegaczy, rolkarzy i rowerzystów. Choćby dlatego, że czasem tego rozsądku brakuje. Nie chcę nikomu przypisywać złej woli, wiem jednak doskonale, że zdarza się iż człowiek skoncentrowany na celu nie widzi niczego co dzieje się dookoła. Gdy finiszuję bo zamarzył mi się lepszy czas lub porywam się na wyjątkowo długi dystans myślę przede wszystkim o tym, czy i kiedy wypluję płuca – cała reszta schodzi w mózgu na dalszy plan.

Opiekunowie psów powinni więc kontrolować zachowanie zwierzaków i zwracać uwagę na to, co dzieje się wokoło. Celowo nie piszę o prowadzeniu psów na smyczy. Raz, że dotyczące tej kwestii regulacje prawne są ujęte w przepisach miejscowych, a więc różnią się pomiędzy miastami Polski. Dwa, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak trudno jest znaleźć miejsce, w którym można pozwolić psu wybiegać się „na legalu” – wiem, że niektóre miasta wcale nie dają takiej możliwości, w przecież swobodny ruch jest psom bardzo potrzebny do zdrowego funkcjonowania. Nie zamierzam więc nikogo pouczać o konieczności używania smyczy czy kagańca podczas spaceru – przynajmniej dopóki to rzeczywiście jest spacer, a nie okazja do telefonicznych pogaduszek.

  • Kontroluj. Spacer to nie jest odpowiedni moment na zakupy, długie rozmowy przez telefon albo zdobywanie kolejnych achievementów w najnowszej grze mobilnej. Pies, nawet kiedy biega luzem, nie powinien być pozostawiony samemu sobie. Przeciwnie, jego zachowanie powinno być pod kontrolą, a to wymaga po pierwsze uwagi właściciela zwierzęcia, a po drugie wcześniejszego nauczenia go reakcji na komendę słowną (skuteczne przywołanie!).
  • Ustabilizuj lub zapnij na smycz. Podczas mijania się z biegaczem (zwłaszcza w wąskiej alejce) dobrze jest przywołać psa do siebie i poprosić o wykonanie jakiejś stabilizującej komendy, jak siad lub waruj. Można też przytrzymać czworonoga za obrożę czy na chwilę zapiąć na smycz. Gdy w czasie spaceru z Gambitem widzę nadciągających biegaczy wołam go do siebie, odchodzę nieco na bok i kładę psa na ziemi – wiem, że w ten sposób mijając nas dość bezpiecznie będą czuły się nawet osoby, które obawiają się psów. Jako biegacz z kolei bardzo doceniam taki gest, szczególnie w przypadku dużych czworonogów. Co więcej, spotykam się z tym coraz częściej! I zawsze mówię wtedy „dziękuję”.
  • Uważaj na fleksi. Smycz typu fleksi może być fajnym rozwiązaniem na spacery. Może także stanowić potencjalnie groźną pułapkę na osoby uprawiające sport, gdy jest rozciągnięta na całą szerokość chodnika, a taki potykacz to coś, co spotykam wcale często. Biegacz poradzi sobie z tym łatwo, jednak dla rolkarza czy rowerzysty to naprawdę trudna do ominięcia przeszkoda (zresztą, żeby móc coś ominąć, najpierw trzeba to zauważyć…). Każdy, kto wyprowadza psa na fleksi powinien o tym pamiętać.
  • Akceptuj i szanuj. Nie każdy lubi psy, nie każdy ma ochotę witać się z napotkanym czworonogiem. Nikt nie chce aby przerywano mu aktywność, której w danej chwili poświęca się w stu procentach. Dobrze jest o tym pamiętać i zapobiegać sytuacjom, w których dochodzi do „starcia” psa z biegaczem, rowerzystą lub rolkarzem. Warto zwrócić uwagę również na to, że coraz więcej osób biega z psami – taki trening to nigdy nie jest dobry moment, aby czworonogi powiedziały sobie „dzień dobry”, nawet jeżeli oba są łagodne, przyjazne i przepełnione miłością do świata.

Skwery, parki, bulwary to miejsca, z których z przyjemnością korzystają zarówno właściciele psów, jak i sportowcy – rowerzyści, rolkarze czy biegacze. Wystarczy trochę uwagi i zrozumienia dla tej drugiej strony, aby przebywanie na (mniej lub bardziej) świeżym powietrzu było milsze. Dla wszystkich. Po równo.

  10 komentarzy do tekstu: „Biegacze, rolkarze, rowerzyści i… psy

  1. Avatar
    moni.l
    19 maja 2018 at 13:44

    No i amen, że tak powiem. Wjechałam kiedyś rowerem w flexi. Pani po jednej stronie ścieżki rowerowej, a pies po drugiej. Myślałam, że pies jest luzem, nie widziałam smyczy. Nie jechałam szybko, ale psem mocno szarpnęło. Mogłam go zabić.
    Przyłączam się do punktu: nie zaskakuj psa. Coraz więcej ludzi myśli, że psy są opanowane w 100 procentach, zwłaszcza jak pięknie idą przy nodze, i dosłownie przejeżdżają im po ogonach albo jadą wprost na psa, nawet gdy pies idzie po właściwej stronie. Nie róbcie tego, czasem nie ma jak uciec wam z drogi. Przyłączam się do: uważaj na flexi. Rozglądajcie się proszę wokół, czy nic nie nadjeżdża albo czy nie nadchodzi inny pies. Nie zagradzajcie smyczą całego chodnika, bo tej smyczy nie widać. Poza tym, nawet jeśli widać, pies powinien iść po prawej stronie nie tylko dla własnego bezpieczeństwa – ktoś kto was wyprzedza, nie ma jak tego zrobić.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      20 maja 2018 at 15:26

      Prawda, fleksi strasznie ciężko zauważyć – zwłaszcza jak to ta wersja dla mniejszych piesków, z cienkiego sznuereczka. A do tego przy takim wypadku wszystkim może stać się krzywda: i rowerzyście, i osobie trzymające j smycz, i psu. Mam wrażenie, że to trochę tak, że kiedy się ma psa na fleksi to człowiek czuje się zwolniony z odpowiedzialności zwracania uwagi na to co dzieje się dookoła, bo przecież pies jest na smyczy…

  2. Avatar
    21 maja 2018 at 11:22

    Kiedy biegam z Sabą po mieście nie mam większego problemu. Na chodniku raczej wszyscy zachowują się w miarę uważnie (niestety mamy z dziećmi często zajmują prawie całą powierzchnię chodnika i już nie raz mijałam je ulicą, sic! szczególnie jeśli wybierają się na spacer grupowy z inną mamą). Niestety sytuacja wygląda gorzej w miejscach rekreacyjnych – trójmiejski park krajobrazowy, czy okolice zbiorników retencyjnych to już zupełnie inna para kaloszy. Wielu właścicieli psów nie do końca rozumie, że po pierwsze właśnie jestem z psem na treningu i to nie jest moment na zawieranie znajomości z innymi psami (pomijając fakt, że Saba takich znajomości nie lubi zawierać), a dodatkowo taki podbiegacz jest dla niej dużym psychicznym obciążeniem. Jeśli chodzi o samych ludzi (bez zwierząt) to w sumie nie spotykam się z jakimś niefajnym zachowaniem.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      23 maja 2018 at 18:45

      Taaak, mamy z wózkami chodzące tyralierą to chyba wszędzie norma – nie ma jak ominąć, zostaje tylko przebieg po ulicy.
      Ja przyznam, że w ogóle staram się omijać takie rekreacyjne miejsca albo chociaż wybierać się w nie o nietypowych porach – z samego rana lub bardzo późno wieczorem.

  3. Avatar
    21 maja 2018 at 11:23

    A jeszcze odnośnie „mijania łukiem” – staram się mijać od strony właściciela a nie psa 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      23 maja 2018 at 18:44

      O, to jest absolutnie świetna myśl, tylko mnie się jakoś tak zawsze zdarza, że właściel idzie przy ścianie czy krawędzi jezdni a pies bliżej środka chodnika, więc zwykle od strony właściciela nie bardzo mam jak wyminąć.

  4. Avatar
    Joanna
    25 maja 2018 at 13:24

    Ja biegam zawsze z psem, dzięki specjalnemu pasowi do biegania ze smyczą.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      25 maja 2018 at 13:27

      Świetnie, mam nadzieję, że stosujesz także odpowiednie do tej aktywności szelki! 🙂

  5. Avatar
    vec
    25 lipca 2018 at 18:02

    40 lat temu jakoś nie było problemów z psami w mieście. Pamiętam, że na smyczy były psy, które się nie słuchały lub były rzeczywiscie agresywne. To co latało luzem nie stanowiło zagrożenia dla otoczenia. I nikt nie robił awantur bo jesli pies był luzem to było wiadomo, że właściciel za niego odpowiada. Owszem – we wsiach zdarzało się, że rowerzyści mieli oszczypane łydki lub były pogryzione dzieci. Ale to już kwestia innej kultury traktowania czworonoga. Wiadomo, że jak Burek od Kowalskich urwał się z łańcucha to będzie latał po wsi i gryzł.
    Te zwyczaje zostały w ostatnich latach zupełnie niepotrzebnie przeniesione do miast a w szczególności w osiedla satelitarne gdzie widok czworonoga prowokuje napad paniki lub, w najlepszym razie, zasłanianie dziecka własnym ciałem. Podstawą relacji powinna być nadal kwestia odpowiedzialności. I jesli chodzi o właściciela psa to jest on w każdej chwili do zidentyfikowania – pojawia się w okreslonym rejonie z charakterystycznym psem i podobnej porze dnia.
    Problemem natomiast stają się rowerzyści, którzy pojawiają się znikąd (motocykl to się jednak trzyma szosy), jakby trenowali do Wyscigu Pokoju i sa nietykalni w obliczu własnej ekologii. Do tego trudno ich namierzyć z braku jakichkolwiek numerów identyfikacyjnych więc zachowują się jakby byli całkiem bezkarni. Już mamy całą serię przykładów uszkodzeń ciała spowodowanych przez tą grupę a bedzie tego więcej.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      27 lipca 2018 at 13:55

      Może to nie było 40 lat temu, bo wtedy mnie jeszcze nie było na świecie, ale do tej pory pamiętam, jak kiedyś gdy byłam dzieckiem (w mieście) goniły mnie 2 agresywne psy – na szczęście biegałam na tyle szybko, że udało mi się uciec, wskoczyć na drzewo i uniknąc pogryzienia. Także myślę, że problemy były zawsze – po prostu mniej się o nich mówiło. W ogóle uważam, że podstawą przyjemnego bytowania w mieście jest odpowiedzialność połączona z odrobiną emtapii – w każdym przypadku. Rowerzysta powinien pamiętać o innych użytkowanikach przestrzeni, a właściciel psa – mieć świadomość, że nie każdy życzy sobie kontaktu z jego czworonogiem (bez względu na to, jak przyjazny to pies).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.