Czasami mam ochotę się zbuntować

Właściciele psów nie należą do grup, cieszących się poważaniem i sympatią w społeczeństwie, dlatego zgodnie z Demokrytejską maksymą Słowo jest cieniem czynu staram się swoim postępowaniem dbać o dobry PR zwierzolubnej społeczności. Na każdy spacer wychodzę ze świadomością tego, że w moim ręku spoczywa nie tylko smycz, lecz również przyszłość – moja i każdego mieszkającego w kraju nad Wisłą psiego przewodnika.

psybrudza-1024x678Brzmi dumnie? Możliwe. W rzeczywistości jednak taka postawa – chociaż niesie ze sobą nieśmiałe poczucie dobrze spełnionego, obywatelskiego obowiązku – bardziej przeszkadza niż pomaga w codziennym życiu z psem. Bo bycie odpowiedzialnym, niestety, nie popłaca.

Co oznacza odpowiedzialność w ujętym w ten sposób, społecznym kontekście? Dla mnie to przede wszystkim szacunek dla wspólnej przestrzeni oraz wszystkich jej, także tych niezapsionych, użytkowników. W praktyce ten górnolotny frazes sprowadza się ostatecznie sprowadza się do kilku prostych gestów: sprzątania pozostawianych przez pupila śladów przemiany materii oraz przestrzegania przepisów i ogólnie przyjętych zasad funkcjonowania w mieście. Proste?

Nie do końca. Wszak już punkt pierwszy powyższej krótkiej listy nastręcza niemałych problemów.Wydawać by się mogło, że zebranie z trawnika psiej kupy do żadna filozofia. Kupa do worka, zawiązany worek do kosza – nawet małe dziecko poradzi sobie z tą prostą czynnością, a dorosły, poważny, wyedukowany człowiek powinien wręcz czuć się urażony tym, że ktokolwiek chce mu o tym przypominać, czy wydawać dotyczące rzeczonego rytuału instrukcje w postaci kampanii społecznych. Wszak to, że po psie posprzątać należy to oczywista oczywistość. Ja, chcą tego obowiązku dopełnić, na spacer zabieram nie tylko specjalne worki, lecz również komórkę z latarką, aby gdy potrzeba przyciśnie sukę w ciemnościach móc pozostawioną przez nią pamiątkę wypatrzeć. Taka jestem pełna dobrej woli. Taką mam w sobie wielką chęć dbania o czystość miasta.Szkoda, że ani władze miasta, ani pozostali jego mieszkańcy tej woli i chęci nie podzielają.

Bo jak inaczej rozumieć to, że w centrum europejskiej stolicy specjalnych koszy na psie odchody nie ma prawie wcale, a aby mój woreczek z psią pamiątką trafił do zwykłego kosza muszę przejść co najmniej dwie przecznice? Jak inaczej rozumieć to, że spółdzielnie mieszkaniowe z lubością grodzą wszystkie, najmniejsze nawet trawniki, trwając w przekonaniu, że psy brudzą, a jednocześnie nie zauważają resztek nadpsutej żywności wylatującej przez kuchenne okna? Jak inaczej rozumieć to, że przechodzący obok dżentelmen w ramach dbania o czystość naszej wspólnej przestrzeni uważa za stosowne skląć mnie bo “na pewno nie posprzątam po psie”, wyrzucając przy tym niedopałek na trawnik?

Wszystko to sprawia, że czasami mam ochotę się zbuntować. Po chwili jednak przypominam sobie, że tylko pokojowa walka z systemem może przynieść pożądane efekty. Bo prawdziwy psiarz powinien być jak Gandhi.

  27 komentarzy do tekstu: „Czasami mam ochotę się zbuntować

  1. 24 kwietnia 2015 at 20:02

    Mam wrażenie, że władze często są przekonane, ze łatwiej bedzie zakazać wyprowadzania psów wszędzie i kazać nosić je na rękach 50km poza miasto niż postawić kosze i podajniki z woreczkami. A głupota reszty społeczności dorównuje temu przekonaniu i dokłada jeszcze sporą dawkę chamstwa i braku kultury. Przepraszam za ostre słowa ale to moj mały bunt 😉

    • Pies do kwadratu
      25 kwietnia 2015 at 07:49

      Ależ proszę, wcale się nie dziwię Twojej irytacji – szczególnie w kontekście tej dziwnej, antagonizującej kampanii społecznej, jaką zafundowało miasto wrocławskim psiarzom. Swoją drogą, ciekawe, że z jednej strony powstała akcja znakowania miejsc przyjaznych psom, bardzo fajna i ułatwiająca życie, a z drugiej strony taka wtopa.

  2. 24 kwietnia 2015 at 20:21

    Mnie z kolei śmieszą sytuacje kiedy ktoś narzeka, jak tu brudno (śmieci, niedopałki, zepsute jedzenie), a jak przyjdzie posprzątać po swoim psie to nagle znajduje się mnóstwo wymówek… Jeśli chodzi o mnie to staram się zabierać worki na każdy, nawet najkrótszy spacer, chociaż przyznaję, że zdarza mi się zapomnieć. Z reguły sprzątam wszędzie, ale kiedy mam to zrobić w jakimś dosłownie zasyfionym miejscu, o które nikt nie dba to zastanawiam się czy to ma jakikolwiek sens.
    Zgadzam się z tym, że koszy na psie odchody jest zbyt mało. Azra do załatwiania się upodobała sobie akurat najbardziej oddalone od śmietników miejsca, co jest dość (czyt: bardzo) kłopotliwe.

    • Pies do kwadratu
      25 kwietnia 2015 at 07:57

      To prawda, wciąż wiele osób nie sprząta po psach, ale mam wrażenie, że w społeczeństwie jest taka tendencja zrzucania całej winy za miejski brud na psy – a przecież czworonogi nie zostawiają niedopałków, papierków i butelek na trawnikach. Bardzo mi się coś takiego nie podoba, bo za czystość przestrzeni publicznej odpowiedzialni są wszyscy, nie tylko właściciele psów. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś kogoś upomniał, że rzuca niedopałek na chodnik czy trawnik, natomiast wielokrotnie byłam świadkiem (i ofiarą) krzyków i narzekań pod kątem psiarzy "bo pies sra, a ta to na pewno nie posprząta" (mimo że stoję nad suką z workiem w ręku).
      Staram się po rudej sprzątać zawsze i wszędzie w mieście. Wyjątki robię jedynie w szczerym polu, gdzieś pod miastem, gdzie ludzka stopa jeszcze nie postała.

  3. 24 kwietnia 2015 at 21:07

    Świat byłby piękniejszym miejscem, gdyby ludzie nie dbali tylko o swoje osobiste dobro.
    Zawsze mnie dziwi niesprzątanie po psach, przecież zwykle psy załatwiają się w niedalekiej odległości od swojego domu, to znaczy, że niesprzątający po psach dosłownie zasrywają sobie własną okolicę. To prawie jak narobić na dywan i czekać aż się zeschnie na tyle, by wciągnął to odkurzacz.
    Niestety, dominuje teraz postawa "mam głęboko i szeroko, co inni będą o tym myśleć". Ludzie mają wszystko w dupie, stąd ten problem.

    • Pies do kwadratu
      25 kwietnia 2015 at 08:01

      Myślę, że to spuścizna po czasach PRL-u, gdzie wspólne oznaczało nie należące do wszystkich, a niczyje – pewnie długo jeszcze przyjdzie nam czekać na zmianę mentalności, dlatego potrzebne są nam pozytywne w przekazie akcje uświadamiające, promujące dbanie o swoją przestrzeń, etc. Uważam, że ogólna tendencja jest dobra – po psach sprząta coraz więcej osób, chociaż to wciąż kropla w morzu. Było by fajnie, gdyby również osoby bez psów zaczęły zwracać uwagę na to, co robią i zamiast wracając z imprezy rozbijać butelki w krzakach po prostu wrzucały je do kosza.

  4. 25 kwietnia 2015 at 08:55

    "Kupa do worka, zawiązany worek do kosza – nawet małe dziecko poradzi sobie z tą prostą czynnością, a dorosły, poważny, wyedukowany człowiek powinien wręcz czuć się urażony tym, że ktokolwiek chce mu o tym przypominać, czy wydawać dotyczące rzeczonego rytuału instrukcje w postaci kampanii społecznych" – Hue hue – mnie – dorosłego człowieka czasem przerasta cały łańcuch – nie raz nie dwa zdarzyło mi się wrócić do domu z kupą w woreczku w kieszeni i dopiero po kilku godzinach przypomnieć sobie o niespodziance 🙂

    Jak już wiesz – mieszkam na wsi. I tu nikt poza mną nie sprząta – kilka razy miałam nas*ane tuż przed furtką, wprost na środku chodnika – doprowadza mnie to do szewskiej pasji.

    My wręcz mamy utrudnione zadanie, bo Balu jako super maczo musi walić kupska na jakiś podwyższeniach – czy to kupa piasku, czy wzgórek – no cokolwiek. Kupy barfne są twarde, małe i bobkowate, więc sytuacja wygląda tak, że Baloo sadzi klocki, a ty łapiesz te toczące się w dół po górce bobki, one rozlatują się na wszelkie strony a Ty gonisz. Rozrywka dla całej rodziny! 😛

    • Pies do kwadratu
      25 kwietnia 2015 at 09:02

      Ha ha, dobre! Przynajmniej nie tylko pieski mają na spacerze gimnastykę, ale także pańciostwo. 😀
      My uskuteczniamy zabawę w szukanie – staram się, żeby T. kupnęła, kiedy jest jeszcze na smyczy, ale niestety zdarza się jej poprawiać kiedy już biega luzem. Wtedy sekwencja zdarzeń wygląda następująco:
      1) pańcia przyuważa, że pies się ustawia w pozycji wiadomej;
      2) sprint do psa połączony z szukaniem worka;
      3) litania przekleństw bo w międzyczasie pies zdążył skończyć i opuścić miejsce zbrodni;
      4) zatrzymanie pańci w połowie sprintu i poszukiwania miejsca spoczynku kupska połączone z krzykami do P. "ej, to tutaj było, czy tam dalej?!";
      5) instrukcje P. typu "bardziej w prawo, nie w Twoje prawo, nie w moje prawo, nie w to prawo, tylko psie lewo";
      6) odnalezienie i zebranie kupy lub zebranie tzw. "kupy karmicznej" – kupy innego psa w ramach wyrównania karmicznego rachunku, kiedy kupa T. jest nie do znalezienia 😛

    • 25 kwietnia 2015 at 09:22

      Haha ale mnie rozśmieszyłaś :D. No tak, to jedna z zalet barfa, że dużo do zbierania nie ma.

    • Anonimowy
      30 kwietnia 2015 at 18:57

      "Kupa karmiczna" 😀 Mistrz! 🙂

  5. 25 kwietnia 2015 at 09:25

    Znam te wędrówki z woreczkiem w poszukiwaniu kosza. Mieszkamy nad kanałem, gdzie spacerowiczów jest sporo i wydaje się normalnym obecność tam koszy na śmieci. A jednak trochę trzeba powędrować żeby jakiś znaleźć. No cóż, sprzątać będę, może chociaż jedna osoba która teraz tak dziwnie się na mnie patrzy, sama zacznie sprzątać ;).

    • Pies do kwadratu
      26 kwietnia 2015 at 22:17

      Mam wrażenie, że (już pomijając specjalne kosze na psie odchody) koszy na śmieci jest w ogóle w polskich miastach za mało. :/

  6. 25 kwietnia 2015 at 13:10

    Świetnie napisany tekst.
    Ile ja mam uwag do naszego społeczeństwa. Między innymi to, że plakat z instrukcją wydrukować łatwo, a dać obok kosz z psimi woreczkami już gorzej. Na osiedlach około raz w tygodniu widuję panie sprzątaczki, które opróżniają pełne kosze i zbieraj nieczystości (po ludziach) z trawników. Czy tak trudno przy tej czynności uzuzpełnić ałtomat, skoro miasto już go postawiło? Czyli mam rozumieć, że ma być czysto, bo rok temu postawione zostało pudełko, a zapełnione było tylko przy montowaniu? Niby każdy psiarz powinien mieć woreczki, ale rzeczywistość jest inna. Skoro już ktoś propmuje taką kampanię, to samymi plakatami niczego nie zdziała.

    H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

    • Pies do kwadratu
      26 kwietnia 2015 at 22:19

      Oj, to prawda. Osoby decyzyjne w Polsce zdecydowanie wolą zakazywać niż edukować i uczyć pozytywnych postaw, jednocześnie ułatwiając kultywowanie pożądanego zachowania (poprzez chociażby właśnie zainstalowanie koszy na psie odchody i następnie konsekwentne dbanie o tę infrastrukturę).

  7. 26 kwietnia 2015 at 17:55

    Dla mnie sprzątanie po moim psie jest już jak chleb powszedni, jeśli można to tak określić 😉 Ostatnio szłam z kumpelą, która nie ma psa i zauważyłam jej minę pod tytułem: "o fuj", na co stwierdziłam, że czynność sprzątania mnie ani nie grzeje, ani nie ziębi, bo robię, to co do mnie należy. Często zwracam ludziom uwagę, którzy nie sprzątają po swoim psie, oczywiści wszystko grzecznie i z kulturą, a w zamian za to dostaję opr, że nie mam prawa im zwracać uwagi. Marzy mi się kiedyś iść posprzątać po Habsie nie patrząc pod nogi i idąc slalomem w obawie, żeby nie wdepnąć w jakąś minę.

    • Pies do kwadratu
      26 kwietnia 2015 at 22:20

      Podziwiam Cię w takim razie, bo ja raczej uwagi nie zwracam, właśnie z uwagi na to, że wiem, iż spotkam się z – łagodnie rzecz ujmując – bardzo niemiłą reakcją. 🙁

  8. 27 kwietnia 2015 at 15:29

    U nas zdarzają się paradoksalne sytuacje np. ktoś krzyczy na mnie, że wyrzucam kupe do zwykłego śmietnika. No tak, lepiej, żeby została na ziemi -.- a śmietników "psich" jak nie było tak nie ma…

    http://www.przybijlape.eu

    • Pies do kwadratu
      27 kwietnia 2015 at 18:44

      Brak psiej infrastruktury ułatwiającej właścicielom psów sprzątanie po pupilach to spory problem – ale w sumie czemu się dziwić, skoro w miastach brakuje nawet zwykłych koszy na śmieci, to kto przejmowałby się tymi na psie odchody. 🙁

  9. Anonimowy
    27 kwietnia 2015 at 18:30

    Ja ostatnio zwróciłam uwagę Pani, której pies zesrał się na 3 raty na moich oczach,w odpowiedzi usłyszałam "spier%#@#%" ekstra.. nie pozostało mi nic innego, niż riposta "brudas".. co do ludzkich syfów brak mi słów: jedzenie, śmieci, butelki, pozostawione grille i ogniska, kupy- żygać się chce.

    • Pies do kwadratu
      27 kwietnia 2015 at 18:51

      To prawda, że wciąż za mało osób sprząta po psach – bardzo mnie to drażni, bo uważam, że tacy właściciele psów robią mi czarny PR. Niestety, na zwrócenie uwagi ludzie często reagują słowną agresją, a PR robi się jeszcze bardziej czarny. Wydaje mi się, że jedynym skutecznym rozwiązaniem problemu jest prowadzenie długofalowych kampanii społecznych o pozytywnym przekazie (kulturalny pies, kulturalny właściciel, dbam o czystość mojego miasta, etc.) oraz jednoczesne zapewnianie odpowiedniej infrastruktury. Kiedy widzi się trawnik z tabliczką "Proszę, szanuj zieleń, posprzątaj po swoim psie" a zaraz obok kosz na psie odchody z dyspenserem woreczków to zupełnie inaczej jest się nastawionym do sprzątania niż gdy stoi się obok trawnika opatrzonego tabliczkami "Zakaz wprowadzenia psów", etc.
      Zdecydowanie trzeba też starać się podnosić świadomość konieczności dbania o wspólną przestrzeń w całym społeczeństwie, a nie tylko wśród psiarzy. Bo, niestety, psie kupy to tylko kropla w morzu: tony petów, resztki jedzenia wyrzucane z okien (dlaczego nikt nie myśli o zagrożeniu epidemiologicznym, jakie stanowią szczury?), porozbijane butelki, o które zranić może się nie tylko pies, ale także dziecko, wreszcie ludzkie kupy (meneli i dzieci, których matki wolały wysadzić pociechy pod krzakiem niż iść z nimi do toalety). W miastach jest brudno, to prawda. I wszystkie grupy społeczne są za ten brud odpowiedzialne.

  10. 27 kwietnia 2015 at 18:31

    Przyznaję się bez bicia, że nie od początku posiadania farfocla schylałam się po psie skarby, bo…tam skąd pochodzę nikt tego nie robił. Słabe wytłumaczenie. Jednak u mnie na wrocławskiej dzielni i pseudo psim parku niezłym foux pas jest niesprzątnięcie kupska, więc generalnie większość sprząta, a kosz jest sztuk jeden. Akurat Wrocław trochę się wyrobił i zlikwidował psie kosze na rzecz naklejenia nalepek "wrzuć tu" na zwykłe, więc nie trzeba specjalnie się wysilać, aby woreczek wyrzucić. Szkoda, że pozostała część społeczeństwa nie ma siły żeby schylić się po swoje butelki, puszki, reklamówki czy jednorazowe grille (!) i przenieść je parę metrów do kosza. Mnie to już nawet nie irytuje, tylko smuci. Jak można urządzić sobie grillową bibę na wałach, w otoczeniu wody, kaczek i generalnie przyrody i zostawić po sobie taki syf 🙁

    • Pies do kwadratu
      27 kwietnia 2015 at 18:52

      Ja akurat uważam, że fajnie, że się przyznajesz – idea sprzątania psich odchodów jest w Polsce relatywnie nowa i pewnie jeszcze wiele wody w Wiśle upłynie, nim rzeczywiście to zachowanie stanie się powszechne. Osobiście uważam, że z roku na rok jest pod tym względem coraz lepiej a "świadectwa nawróconych" (;)) to świetna prasa.

  11. 27 kwietnia 2015 at 20:21

    Szkoda, że większość psiarzy nie ma takiego podejścia. Psy brudzą, ale ile śmieci pozostawiają ludzie? Brak koszy to następny problem…

    • Pies do kwadratu
      27 kwietnia 2015 at 20:28

      Myślę, że należałoby powiedzieć raczej "szkoda, że większość ludzi nie ma takiego podejścia" – co z tego, że psie kupy znikną z trawników, jeżeli zostaną pety, szkło i kupy ludzi? 🙁

  12. 28 kwietnia 2015 at 10:26

    Najlepsze są osoby, które odwracają się w momencie gdy zauważają, że ich pupil zaczyna coś robić. Rozglądając się wtedy czy nikt nie patrzy 😀 nasze społeczeństwo jest "ciężkie" do rozgryzienia.

  13. Phoneutria
    15 kwietnia 2016 at 20:13

    A ja zastanawiam się, czemu nikt jeszcze nie wprowadził (a przynajmniej na pewno nie powszechnie, bo nie spotkałam się) jakichś toalet dla psów. Normalna zwykła toaleta, tylko że na podłodze (w niektórych państwach latryny dla ludzi lubią tak wyglądać 😛 ). Przecież nauczenie psa korzystania z tego nie byłoby tak wiele trudniejsze, niż nauka załatwiania się poza domem (w końcu dwuletnie dzieci już na ogół korzystają z nocników). Jestem przekonana, że można spokojnie nauczyć go nawet spuszczania po sobie wody, przy odpowiednio skonstruowanym urządzeniu. Ja rozumiem, że psy zawsze będą znaczyć teren, ale ‚grubsze sprawy’ (a to one są przyczyną konfliktów) mogą załatwiać w domu. Właściciel uniknie wątpliwej przyjemności sprzątania i poszukiwania kosza na odchody, a społeczeństwu może kiedyś pies przestałby się kojarzyć z, za przeproszeniem, gównem. Ja rozumiem, że w Polsce musiałoby minąć wiele lat zanim coś takiego by się przyjęło, ale aż się dziwię, że nigdy nie słyszałam o czymś w tym stylu z bardziej rozwiniętych państw. W końcu i tak upodabniamy psy do siebie (zupełnie niepotrzebnie) na tyle różnych sposób, że akurat taki, w dodatku praktyczny, nikomu by nie zaszkodził.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.