Obedience: sygnały braku nagrody

Pozytywne metody szkoleniowe z roku na rok stają się bardziej popularne. Coraz więcej właścicieli psów na spacery zamiast kolczatek zabiera ze sobą smakołyki, co z pewnością pozytywnie wpływa na relację z czworonogiem. Niestety, za pomocą nagród nie zawsze udaje jasno pokazać psu, że robi coś niestosowanego, a jego zachowanie skrajnie różni się od tego, czego w danej chwili oczekuje przewodnik. W takich momentach – te zaś zdarzają się zarówno w życiu codziennym, jak i w obedience oraz innych aktywnościach sportowych – przydają się sygnały braku nagrody. To narzędzia, które bez użycia fizycznej siły pozwalają wysłać do czworonoga klarowany przekaz: “Przestań. Nie podoba mi się takie zachowanie”.

Sygnałów braku nagrody (ang. No Reward Marker, NRM) używam przede wszystkim podczas treningów obedience z Gambitem. W życiu codziennym, zwłaszcza kiedy pies wykazuje zachowania zagrażające jemu samemu lub innym, może nie być miejsca i czasu na mozolne przepracowywanie problemów przy użyciu wyłącznie pozytywnych metod. Sądzę jednak, że sport zawsze powinien być dla czworonożnego zawodnika przyjemnością. Tu nie ma miejsca na awersję, a gdy pojawia się związana ze szkoleniowymi niepowodzeniami frustracja lepiej jest odejść na bok i chłonąć niż tworzyć w psiej głowie negatywne skojrzenia. Jednocześnie – zwłaszcza gdy w grę wchodzi aktywność, wymagająca ogromnej dokładności – dobrze jest dysponować narzędziem, które pozwoli zasygnalizować psu, że w danym momencie popełnił błąd. Warto przy tym pamiętać, że sygnał braku nagrody ma być jedynie narzędziem, a nie sposobem na wyładowanie chwilowej frustracji na psie. Wykorzystywanie NRM-ów wymaga od przewodnika umiejętności kontrolowania własnych emocji – tak, aby był w stanie odpowiednio, świadomie dopasować sygnał do konkretnej szkoleniowej sytuacji.

“Oj!”, czyli zawaliłeś sprawę

To na chwilę obecną najpoważniejsza kara, jaką mogę zafundować Gambitowi – sygnał, którego używam raczej w życiu codziennym. Podczas treningów obedience pojawia się niezmiernie rzadko i zaznacza poważne przewinienie, wyjątkową niestaranność w wykonywaniu ćwiczenia lub zwyczajne lekceważenie tego, co mówię. Nigdy nie stosuję go w trakcie nauki nowych elementów, gdy pies jeszcze nie do końca rozumie stawiane mu wymagania – użyty w takiej sytuacji mógłby wyłącznie zniechęcać do dalszej pracy.

Aktualnie “Oj” wiąże się z postawieniem do kąta (tzw. time out), czyli krótką przerwą w aktywności poprzez nieformalne zawarowanie psa gdzieś z boku. Wspomniana przerwa trwa maksymalnie parę minut, zwykle zaś jest nie dłuższą niż kilkadziesiąt sekund, po których Gambit zostaje zwolniony z pozycji i dostaje szansę na poprawienie swojego zachowania.

nrm_2_lezenieKomenda pojawiła się w moim repertuarze wyłącznie ze wskazań życiowych, a zaczęłam budować ją, gdy Gambit był jeszcze zupełnie małym szczeniaczkiem. Już jako 10-tygodniowy maluch był bardzo zborny fizycznie i sprawny, a przy tym nie do końca umiał oceniać swoje fizyczne możliwości, co mogło skutkować kontuzjami – zwłaszcza, gdy wpadał na pomysł gonienia się z Tytanią po mieszkaniu, w którym jest dość ślisko lub próbował skakać z jej klatki na podłogę. Takie sytuacje zmusiły mnie do skorzystania z szybkiej i dość radykalnej metody przekazania szczeniakowi, że w domu należy zachować względy spokój i bieganie po meblach z prędkością światła jest absolutnie niedopuszczalne.

“Oj” jako komendy przerywającej niepożądane zachowanie uczyłam dwustopniowo. Gdy Gambit robił coś czego sobie nie życzę lub co mogło być dla niego niebezpieczne mówiłam głośno “oj”, po czym chwilę czekałam na jego reakcję. Rzecz jasna, początkowo jedyne, na co mogłam liczyć z jego strony to ignorowanie mnie, więc szybko padało kolejne “oj”, które w przeciwieństwie do pierwszego, ostrzegawczego sygnału niosło realne konsekwencje w postaci zamknięcia w klatce. Podchodziłam do szczeniaka, podnosiłam go na ręce i wkładałam do klatki. Po prostu. Wszystko to starałam się robić bez nerwów, możliwie najbardziej spokojnie, by nie przekazywać mu swojego stresu, tylko pokazać time out w kennelu jako pewne prawo rządzące rzeczywistością. Biegasz po mieszkaniu, jak wariat, próbując zgubić własne łapy? To oznacza chwilę odosobnienia. Uprzedzając ewentualne pytania od razu zaznaczę, że wtedy jeszcze Gambit nie był zapoznany z koncepcją kennelu. Pracowałam nad tym równolegle, warunkując hasło “klatka” oraz budując pozytywne skojarzenia poprzez pojawiające się w niej jedzenie, gryzaki i zabawki. W efekcie od początku używałam klatki dwutorowo, zarówno jako “karnego jeża”, jak i miejsca, które z czasem stało się dla psa bezpiecznym schronieniem. Oczywiście, obawiałam się, że Gambit będzie miał z tego powodu problemy z pozostawaniem w klatce, jednak jego niesamowita skoczność i szybkość sprawiły, że musiałam zdecydować się na takie rozwiązanie. Po prostu wolałam psa, z którym będę zmuszona poświęcić więcej czasu na przyzwyczajanie do kennelu niż takiego, który połamie łapy w pierwszym tygodniu naszego wspólnego życia.

Zrozumienie co oznacza “oj” i jakie wiążą się z tym słowem konsekwencje zajęło Gambitowi około 3 dni – wtedy komenda padała często, a szczeniak lądował w klatce nawet kilkanaście razy dziennie. Po tym czasie liczba epizodów totalnej utraty funkcji myślowych znacząco spadła – Gambit zrozumiał, że jedyna akceptowalną formą zabawy w domu jest przetaczanie się z rudą po kanapie. Obecnie, w wieku 15 miesięcy, nie ma problemów z pozostawaniem w klatce, wchodzi do niej chętnie i nie mogę powiedzieć, aby szybka lekcja domowego spokoju wywołała w nim jakąkolwiek długotrwałą niechęć do kennelu.

“Haha, strata!”, czyli postaraj się bardziej

Sygnał braku nagrody, którego najczęściej używam w obedience. Przydaje się szczególnie do budowania powtarzalności w wykonywaniu dynamicznych ćwiczeń, jak zmiany pozycji. Oczywiście, pod warunkiem, że pies ma dane ćwiczenie naprawdę dobrze opanowane, dokładnie wie czego od niego wymagamy, a błąd, który popełnia jest wynikiem na przykład chwilowego rozproszenia lub zbyt wysokich oczekiwań wobec nagrody.

Kiedy uczyłam Gambita zmian pozycji siad – leżeć dość szybko byłam w stanie uzyskać poprawne, a nawet ładne wykonania przy pierwszym lub drugim powtórzeniu, jednak wraz z powolnym wycofywaniem nagród motywacja spadała, za nią zaś ręka w rękę podążała dynamika całego ćwiczenia. Przy kilku powtórzeniach lub zmianach pozycji na końcu łańcucha okazywało się, że Gambit zapomina, iż powinien opadać na ziemię jednym, płynnym ruchem. Niby robił to, czego od niego oczekiwałam, a więc przechodził z siadu do warowania, ale jak na dłoni widać było, że myśli tylko o parówce, która jeszcze nie zdążyła się pojawić w jego polu widzenia. Aby przekonać go, że akceptuję pozycje wyłącznie wtedy, kiedy wykonane są szybko i dynamicznie – bez względu na to, czy nagroda jest na widoku, czy nie ma – wykorzystałam właśnie stratę na wesoło. Przy słabym powtórzeniu natychmiast wyciągałam ukrytą gdzieś nagrodę, by pokazać ją Gambitowi, wołając radośnie “Haha, strata!”. Często też odbiegałam od niego kilka kroków. Istotne jest, aby całe przedstawienie było wesołe i nie gasiło psa, tylko podkręcało go, dawało pozytywnego kopa, jednocześnie przekazując informację “Popatrz, co straciłeś! Postaraj się troszkę bardziej, a to będzie Twoje!”.

“E-e, jeszcze raz”, czyli spróbujmy spokojniej

Komenda, której aktalnie używam w obedience dość rzadko. Wykorzytuję ją, gdy pies jest zbyt nakręcony na jakieś ćwiczenie, co sprawia, że wykonanie jest niepoprawne ze względu na rozbuchane emocje, objawiające się szczekaniem lub jojczeniem. Służy pokazaniu psu, że nieco przesadził z entuzjazmem w sposób, który nie zgasi go ani nie zniechęci, ale trochę wyciszy i pokaże, że oczekuję nieco mniej ekspresyjnego działania. Komendę wymawiam spokojnie, cicho i bez emocji, po czym zapraszam na miejsce, w którym zaczynał ćwiczenie.

nrm_1_aportTen sposób dobrze sprawdził się u mnie podczas składania w całość poszczególnych elementów aportu. Gambit darzy koziołek ogromną miłością, przez długi czas w swojej hierarchii wartości stawiał go na drugim miejscu, tuż za jedzeniem, co przełożyło się na zrywanie pozycji przy nodze i wybieganie po aport jeszcze przed komendą zwalniającą. “E-e, jeszcze raz” sprawdziło się bardzo dobrze w odkręcaniu tego problemu, szczególnie, że moim celem był pies, który cierpliwie czeka przy nodze na wysłanie do koziołka i jednocześnie obserwuje, gdzie rzucam aport, zamiast patrzeć mi głęboko w oczy.

***

Sygnały braku nagrody to użyteczne narzędzia, które z pewnością pomogą wytłumaczyć psu ludzkie oczekiwania i pozwolą mu lepiej zrozumieć, jakie są obowiązujące kryteria poprawnie wykonanego ćwiczenia. NRM-y to sposób na zasygnalizowanie czworonogowi błędu bez użycia awersji, mimo to jednak warto mieć na uwadze, że w przypadku bardzo delikatnych zwierząt nawet komenda wskazująca błąd może okazać się wywieraniem zbyt silnej presji. Nie ma metod uniwersalnych, które sprawdzą się w przypadku każdego psa – najważniejsze to uważnie obserwować reakcje swojego czworonożnego sportowa i na ich podstawie dopierać odpowiednie metody szkoleniowe.

  2 komentarze do tekstu: „Obedience: sygnały braku nagrody

  1. Joanna
    22 lipca 2016 at 17:16

    Mam pytanie czy w podobny sposób można oduczyć lub przerwać u psa szczekanie wymuszające?

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      23 lipca 2016 at 17:27

      Powinno zadziałać, chociaż ja jednocześnie pracowałabym nad komendą oznaczającą ciszę oraz hasłem na koniec wspólnych aktywności z psem, po którym zwierzę ma zajmować się sobą i wie, że nic już od opiekuna nie uzyska. Dobrze jest zastanowić się, z czego takie zachowanie wynika i zrobić rachunek sumienia pod względem tego, gdzie się zawaliło sprawę szkoleniowo, a także czy pies jest odpowiednio zmęczony fizycznie i psychicznie, czy też może jednak się np. nudzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.