Seminarium obedience z Valentiną Balli

Niedawno miałam przyjemność spędzić trzy niesamowicie ekscytujące dni w czeskiej Pradze, gdzie uczyłam się obedience pod okiem aktualnej mistrzyni świata tej dyscypliny – Valentiny Balli. To było prawdziwe obedience’owe święto, które z pewnością na długo zapadnie mi w pamięć!

Valentina Balli z Lycanem podczas pokazowego treningu obedience. Zdjęcia wykonała niezwykle utalentowana Jana Krátká. Koniecznie odwiedźcie jej stronę i fanpage na Facebooku!

Ta czesko-włoska przygoda miała początek jeszcze we wrześniu zeszłego roku, podczas Zbalansowanych przebiegów treningowych obedience. Ivana Šimůnková, która omawiała starty uczestników, zdecydowała się najfajniejsze pary nagrodzić osobiście – przyznając vouchery na miejsce obserwatora na organizowanym przez siebie trzydniowym seminarium. Tak się złożyło, że Gambit pokazał wtedy trochę niezłego obedience. W efekcie z Kielc wracaliśmy, po drodze snując plany na nieco przedwczesną majówkę. Oczywiście, ponad pół roku oczekiwania sprawiło, że mój entuzjazm w okolicy marca zdążył nieco opaść. W pewnym momencie zastanawiałam się nawet, czy w ogóle warto tracić czas na wyprawę do Czech skoro nie mogę pozwolić sobie na uczestniczenie w wydarzeniu psem. Teraz nie mogę nadziwić się temu, że w ogóle pozwoliłam sobie na tego rodzaju myśli i jestem pewna, że dla szkolenia prowadzonego przez Valentinę Balli z uśmiechem na ustach ponownie wstałabym o 3.00 nad ranem. Znowu. I jeszcze raz. I kolejny. Bo, ojej, tak bardzo warto!

***

Nim przejdę do wyrażania swojego zachwytu (bo zakochałam się w Valentinie dokumentnie!) opowiem nieco o samym wydarzeniu, bo organizacja również zasługuje przynajmniej na kilka skromnych zdań. Seminarium odbyło się w położonym na obrzeżach Pragi ośrodku Lavka Park – miejscu wprost wymarzonym na tego typu imprezy. Ćwiczące psy miały zapewniony ogromny, równiusieńki (serio, jak od linijki!), codziennie koszony trawnik oraz bezpośredni dostęp do rzeki. Ludzie z kolei niedrogą bazę noclegową w klimacie późnego PRL-u i kolonii z czasów podstawówki, niezłe obiady oraz nieśmiertelne czeskie piwo (Kozel Černý i obedience’owe pogaduszki co wieczór? Proszę bardzo!). Trzy dni spędzone w międzynarodowym towarzystwie (przyjechali nie tylko Czesi i Polacy, ale także Słoweńcy oraz Węgrzy!) zakręconym wokół tej samej kynologicznej dyscypliny skutecznie naładowały moje wewnętrzne baterie.

***

Mind the Dog Lycan. Mistrz świata obedience ’17. Tak brzydki, że aż ładny? No trochę tak.

Seminarium składało się z dwóch części: wykładu połączonego z pokazem obedience w wykonaniu Valnetiny i Lycana oraz wejść z psami. W sobotę rano przez dobrych parę godzin Valentina wyjaśniała swoją filozofię szkolenia, tłumaczyła co jej zdaniem jest najważniejsze w obedience i opowiadała o tym, jak przygotowuje szczeniaka do startów w poważnych zawodach wysokiej rangi. Moją szczególną uwagę zwróciły następujące kwestie:

  • kliker – Valentina intensywnie używa klikera, szczególnie z młodymi psami; zależy jej, aby szczeniak oferował zachowania, był aktywny wobec pasywnego przewodnika;
  • problemy – pies ma sam szukać rozwiązania problemów pojawiających się w treningu; jeżeli się na czymś zawiesi jedyne co Valentina robi to powtórzenie komendy lub minimalne ułatwienie zadania; kluczowe jest nauczenie szczeniaka, że w pracy nie można się poddawać i trzeba działać, a nie np. „gliździć się”, szukając pomocy u przewodnika;
  • nastrój – Valentina nagradza psa za prawidłowe wykonanie ćwiczenia w odpowiednim nastroju; samo prawidłowe wykonanie nie wystarczy, aby otrzymać nagrodę, pies musi jeszcze mieć głowę w odpowiednim miejscu, być zaangażowany całym sobą i myśleć o pracy, a nie o zabawce czy smakołyku;
  • praca – obedience to nie zabawa, ale poważna praca; pies może się w tej pracy świetnie z przewodnikiem bawić, ale nie powinien traktować tego sportu wyłącznie w kategoriach zabawy;
  • zawody – kariera sportowa psa jest długa, więc nie należy się oszukiwać i wmawiać sobie, że nie zorientuje się on, czym są zawody; właśnie dlatego ważne jest psie poczucie obowiązku i poważne podejście do obedience;
  • stres – Valentina nigdy nie nagradza zabawką psa po zejściu z ringu, uważa bowiem, że po pierwsze to uczy go, że zawody oznaczają stres, który następnie trzeba na czymś rozładować, po drugie zaś stara się w treningu podkreślać, że to co najlepsze dzieje na ringu, a nie poza nim;
  • smakołyki – Valentina bardzo intensywnie używa nagrody spożywczej, znacznie częściej niż zabawek, ale niezmiernie rzadko podaje nagrodę z ręki, głównie rzuca duże kawałki jedzenia w powietrze lub na trawę, aby pies nie koncentrował się na dłoniach przewodnika.

Oczywiście, to tylko fragmenty z naprawdę długiego wykładu, kwestie, które podkreśliłam w swoich notatkach. Niektóre z punktów mogą budzić kontrowersje i z pewnością nie będą miały zastosowania w treningu każdego psa, muszę jednak przyznać, że słuchając Valentiny, obserwując codziennie jej pracę z Lycanem oraz psami uczestników seminarium byłam pod ogromnym wrażeniem. Cały jej system treningowy jest niezwykle spójny, nastawiony na jasną komunikację z psem i mądre, konsekwentne stawianie przed nim wymagań, które w efekcie ma przełożyć się na przygotowanie zespołu do zawodów.

W sobotę po wykładzie miało miejsce wydarzenie określone w planie seminarium jako demonstracja. W tym punkcie Valetina kupila mnie ostatecznie i kompletnie, sprawiając, że moim obedience’owym marzeniemz miejsca stała się przeprowadzka do Mediolanu. Podobnie jak wszyscy spodziewałam się występu Valentiny z Lycanem, ćwiczeń trójkowych wykonywanych na najwyższym możliwym poziomie i okazji do zbierania szczęki z podłogi. Czy to dostałam? Nie. Otrzymałam coś znacznie lepszego! Valentina stwierdziła, że nie będzie nam pokazywać pełnego przebiegu, ani nawet całych ćwiczeń, bo to każdy może zobaczyć na YouTube. Zamiast tego zrobiła normalny trening z Lycanem, który następnie dokładnie omówiła, wyjaśniając dlaczego i co nagradza, z czego wynikają modyfikacje ćwiczeń, co chce podkreślić, jakie błędy sprowokować, z czym Lycan ma problem i jak nad tym pracuje. Ten pokaz (a także możliwość obserwowania codziennych treningów Valentiny pod MŚ ’18, które odbywały się po oficjalnej części seminarium) utwierdził mnie w przekonaniu, że wszystko to, o czym mówiła na wykładzie naprawdę ma sens, a w psiej głowie układa się w logiczną całość.

Patrzymy, słuchamy, notujemy i cieszymy się słońcem.

Również wejścia z psami okazały się bardzo kształcące, szczególnie, że wśród czworonożnych uczestników był bardzo rozmaity poziom doświadczenia i zaawansowania, a do tego niezły przekrój rasowy. Były, rzecz jasna, najczęściej spotykane w obedience border collie, ale także owczarki belgijskie malinois, holendry, aussies, BOS, golden i staffik. Były szczeniaczki, dopiero zaczynające swoją sportową drogę, były psy z jednyki i dwójki oraz takie, które walczyły w czeskich kwalifikacjach do MŚ ’18. Valentina wykazała się świetnym zrozumieniem psów, zwłaszcza jeżeli chodzi o bordery. Przede wszystkim jednak byłam pod ogromnym wrażeniem jej zaangażowania w pracę. Mimo że pierwszego dnia pracowaliśmy od 8.30 do 19.00 z krótką przerwą obiadową cierpliwie odpowiadała na wszystkie pytania i nie było po niej widać ani śladu zmęczenia. Czułam, że zależy jej na tym, aby zostać odpowiednio zrozumianą i przekazywać wiedzę. Po prostu, trener – marzenie!

***

Seminarium obedience z Valentiną Balli to było zdecydowanie jedno z tych sportowych wydarzeń, które układają w głowie wiele spraw, podnoszą i motywują na długie miesiące. Jedyne, czego mogę żałować to fakt, że w szkoleniu uczestniczyłam jedynie jako obserwator. Mam jednak nadzieję, że kiedyś uda mi to nadrobić.

photo credit: Jana Krátká, strona domowa | fanpage

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.