Zdrowa codzienność

Jednym z tematów, które niezmiennie rozpalają serca i umysły wszystkich osób zainteresowanych sportami kynologicznymi jest wybór odpowiedniego szczeniaka – nieważne, czy mowa o obedience, agility, frisbee czy flyballu. Temat ów budzi zainteresowanie bez względu na dyscyplinę. Nic w tym dziwnego, bo chociaż wyjątkowo konsekwentny i utalentowany przewodnik jest w stanie wiele osiągnąć z każdym psem, to jednak praca z zwierzęciem, które posiada predyspozycje do danej aktywności jest nieskończenie bardziej przyjemna i szybsza niż mozolne rzeźbienie w opornej materii.

zdrowa-codziennoscKażdy kto zdążył już zasmakować przyjemności uprawiania sportu z psem i myśli o poważniejszym wejściu w którąś z dyscyplin kynologicznych wraz z pojawieniem się w domu nowego czworonożnego zawodnika pragnie kupić odpowiedniego szczeniaka. Takiego, który w pakiecie genetycznym otrzyma możliwie największą liczbę korzystnych cech. Staramy się więc poznać rodziców przyszłego mistrza, wyglądamy filmy z zawodów, zasypujemy hodowcę milionem pytań – wszystko z nadzieją na to, że na końcu tej wyboistej drogi czeka szczeniak, dla którego praca z człowiekiem jest najlepszą nagrodą, zabawką szarpie się niczym najdzikszy tygrys, jedzenie pochłania w ilościach absolutnie niewyobrażalnych, sam z siebie przynosi do ręki dowolny przedmiot, a budowa pozwoli mu na wykonywanie takich ewolucji, o jakich nie śniło się nawet najbardziej doświadczonym cyrkowcom. Brzmi całkiem zachęcająco, czyż nie?

Bardzo! Inna sprawa, czy rzeczywiście te wszystkie wymienione wyżej cechy powinny być najważniejsze.

Niezmiernie cieszy mnie to, że motywacja pokarmowa zawsze była mocną stroną Gambita – do tego stopnia, że na pierwszym, prawdziwym treningu obedience, już jako czteromiesięczny szczeniak, był w stanie pracować nieprzerwanie przez półtorej godziny. Dziką radość sprawia mi patrzenie na to, jak mój pies aportuje frisbee – szczególnie, że przecież doskonale wiem, iż w powroty z dyskiem bez outrunów nie włożyłam nawet odrobiny pracy. Uśmiecham się, gdy widzę, jak Gambit balansuje na piłkach do fitnessu lub chodzi po powalonych drzewach w lesie, bo przez pierwszy wspólny rok ćwiczenia na świadomość ciała robiłam raz na przysłowiowy ruski rok. Zachwycam się w duchu, kiedy widzę, jak z prędkością światła biegnie do kwadratu i mogę mieć pewność, że bez względu na to, w jaki sposób go nagrodzę będzie jednakowo szybki. Sam z siebie. Fajnie, prawda?

I to jak! Przyznaję, cieszy mnie każdy, nawet najmniejszy sportowy sukces mojego psa, do tego jak chyba każdy człowiek lubię, kiedy coś przychodzi bez specjalnego wysiłku. Samo z siebie. Dane w pakiecie genetycznym. Ów zachwyt trwa jednak tylko krótką chwilę. Godzinę treningu, 20 minut wejścia na seminarium, 10 minut przebiegu na zawodach. Potem trzeba wrócić do codzienności, ta zaś w największej mierze składa się nie z pucharów i medali, ale spacerów po okolicznych parkach, jeżdżenia pociągiem, tramwajem i autobusem, godzin spędzonych samotnie w domu pod moją nieobecność, spotkań z ludźmi i innymi żywymi istotami.

Dlatego jeszcze bardziej zachwycam się zdrową codziennością. Niezmiernie cieszy mnie to, że Gambit szybko przyzwyczaił się do życia w mieście – tak szybko, że już jako czteromiesięczny szczeniak bez strachu jeździł komunikacją miejską i spacerował w pobliżu ruchliwych ulic. Dziką radość sprawia mi patrzenie na to, jak mój pies, spokojny i zrelaksowany leży pod stołem w kawiarni. Uśmiecham się, kiedy po powrocie do mieszkania muszę dać mu minutę na wybudzenie się i podniesienie z kanapy nim przyjdzie się ze mną przywitać. Zachwycam się w duchu, kiedy na spacerze widzę, że zaniepokoił go jakiś nagły, głośny dźwięk, bo Gambit tylko na chwilę podnosi głowę, a potem po prostu idzie dalej. Fajniej, prawda?

photo credit: Iza Łysoń

  8 komentarzy do tekstu: „Zdrowa codzienność

  1. 19 maja 2017 at 14:18

    Pies, który jest mega zmotywowany do pracy, z popędami, a jednocześnie fajny w codziennym życiu to skarb nad skarby i nic tylko doceniać i mocno tulić. Im więcej psów obserwuję, tym bardziej dochodzę do wniosku, że znalezienie odpowiedniego szczyla to sztuka kompromisu. Choć mam wrażenie, że łatwiej jest nauczyć odpoczynku i myślenia psa z drive’m niż wyuczyć ten drive na „spokojnym” psie. Myślę, że niezależnie od tego jakiego mamy pieseła, ważne żeby dostosować swoje oczekiwania do niego i doceniać to co dobre w nim. Co akurat u Was jest łatwe, Gambit zdaje się być być mistrzem każdych aspektów życia 😉
    PS. gdy ja wracam do domu, Vuko przeciąga się leniwie, zamacha ogonem po podłodze i dopiero wstaje się przywitać i cieszyć. Wtedy muszę karcić samą siebie w myślach, bo trochę bym chciała szalonego biegu i rzucania się na mnie z miłością, ale wiem, że dla Vuka to bardzo dobrze, że po prostu śpi jak nas nie ma, że nie siedzi pod drzwiami, nie szczeka i nie wyje. Wiem, że to dobre i zdrowe dla niego i taki był cel wszelkiej wspólnej pracy od małego. Mądrzejsze to stworzenie ode mnie czasem:P

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      19 maja 2017 at 18:49

      Gambit również ma wady (kurczę, może powinnam szerzej o tym napisać, skoro wydaje się taki idealny?), ale muszę przyznać, że życiowo jest psem absolutnie wspaniałym – doskonale dostosowuje się do mojego pokręconego życia, wspaniale radzi sobie zarówno w okresach intesywnych treningów, jak i w spokojne, leniwe dni. Cieszą mnie taki proste rzeczy, jak choćby fakt, że nie muszę się martwić tym, co się stanie, jak podleci do niego pies, czy ktoś stwierdzi, że pogłaszce go bez pytania – zirytuję się, wiadomo, ale nie stanie się nic poza tym. Dla mnie to ważne.
      Co do drive’a, to anegdotka z cyklu Gambitowe dzieciństwo – otóż Gambit po przywiezieniu z hodowli miał zabawki pod ogonem. Żarł jak dzika świnia, ale nagradzanie go poprzez zabawę było zupełnie, ale to zupełnie poza moim zasięgiem. Jednym z celów szkoleniowych, do których dążyłam było wyrobienie w psie balansu nagradzania i sprawienie, że zabawa ze mną stanie się dla niego atrakcyjna. Jak to wypadło? Swego czasu trenując z Jagną Nowotarską pokazywałam jej, jak Gambit się szarpie (pies miał wtedy 2 lata bez kilku dni) na zasadzie „O, patrz Jagna, to był szczeniak, który totalnie się nie szarpał”. Moja demontracja została skomentowana słowami „Stworzyłaś potwora”. 😀

      Vuko to mądrala! Wie, że spanie jak panci nie ma w domu to najlepsza opcja! 🙂

  2. 19 maja 2017 at 22:11

    Wmieszam sie w ten fachowy dialog z moja kundelka 😉 przypadkowy material genetyczny, z ulicy, i tak dalej. wyksztalcenie: trzy sezony psiej szkólki, konkretnie dwóch po kolei, pierwsza byla taka na poczatek, w drugiej mialam dopiero okazje zrobienia obowiazujacego u nas „prawa jazdy na psa”. Mircia jest dla mnie psem idealnym, czasami niesamowite, jak odzwierciedla moja nature- i nawzajem. Mamy podobne upodobania i podobne niecheci do róznych rzeczy. Wytresowalam ja przy pomocy trenerki na tyle, ze ma towarzyska oglade, gdy idziemy miedzy ludzi- i psy. Obce psy bywaja problemem, ona nie jest towarzyska w stosunku do obcych (jak ja ;)) Nie znam jednak u niej bezsensownego jazgotu, niszczenia, ona tez przeczeka na swoim poslaniu, nie przeszczeka. Ale zrywa sie od razu, rejestrujac powrót do domu. Ciagle jeszcze jestem zdumiona jej „zdolnosciami jezykowymi”, ona bezproblemowo rozumie, o co chodzi, no ale ja mówie do niej w sumie stale to samo w tych samych sytuacjach. Jedyna zabawa, jaka zna, to rozkladanie gumowych swinek na czesci drobne, niestety aportowanie nie lezy w jej naturze, tutaj mozna sobie dac na zatrzymanie, stwierdzil pierwszy trener. Za to wspaniale opanowalismy zew polowania, tutaj jestem naprawde dumna, bo ona kiedys z tego polowania musiala wyzyc. Jest dla mnie idealnym psem.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      21 maja 2017 at 10:56

      Świetnie, że tak dobrze się Wam razem żyje! 🙂

  3. Yu
    20 maja 2017 at 14:44

    Bardzo dobry tekst, fajnie, że ktoś poruszył ten temat. Często mam wrażenie, że w pogoni za idealnym psem do sportu zapominamy, że sport to jednak zazwyczaj stosunkowo niewielki wycinek naszego życia, a pies będzie nam towarzyszył we wszystkich jego apektach. Sama właśnie ze względu na pragnienie ‚zdrowej codzienności’ z psiakiem powiedziałam sobie ‚nigdy więcej maliniaka’ – nie przeczę, da się malinki ułożyć, jasne, nie wszystkie mają też taki sam charakter, ale jednak wciąż mam w pamięci ogrom pracy, który musiałam włożyć żeby mojego supersportowego malinois dostosować do życia w mieście. To jest naprawdę cenna rzecz, mieć psa którego można być pewnym w zmiennych warunkach, bezproblemowego w codziennych sytuacjach 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      21 maja 2017 at 10:54

      Miło, że tekst Ci się spodobał. 🙂
      To prawda, myśląc o sportowych sukcesach zdarza się, że zupełnie zapominamy o życiu na co dzień. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś kto żyje psami i z psów (np. profesjonalny trener agility, dla którego treningi i zawody są de facto pracą) może wiele takich codziennych spraw odpuścić w imię potencjału sportowego, jednak prawda jest taka, że większość osób działających w środowisku sportów kynologicznych poza psami na również inne życie – pracę, uczelnię/ szkołę, rodzinę i nie jest w stanie na 100% poświęcić się psu. Codzienność staje się wtedy bardzo, bardzo ważna, bo przeciez trzeba z tym psem wychodzić na spacery, zostawiać go samego w domu, etc. Dla mnie np. ogromnym problemem byłaby u mojego psa agresja do innych psów. Mieszkam w centrum miasta, spaceruję po publicznych parkach, po których chodzi mnóstwo ludzi z psami, więc zdarza się, że jakiś pies podbiegnie – Gambit jest przyjaźnie nastawiony do wszystkiego, co żyje, więc w takich sytuacji jedyne co się stanie to to, że ja się zirytuję. Nie wyobrażam sobie, jak bardzo byłabym wiecznie zestresowana, gdyby było inaczej.

  4. 23 maja 2017 at 15:19

    Wyjątkowo nie będę pisać Ci wypracowań. Po prostu się zgadzam i tyle 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      24 maja 2017 at 15:38

      A ja tak lubię Twoje wypracowania! :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.