Oszustwo do kwadratu…

…czyli moje zawody treningowe obedience.

Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że Gambitowi dobrze zrobiłyby zawody treningowe. Ostatnie oficjalne starty wspominam nie najlepiej, bo mimo wysokich not za ćwiczenia – pewniaki byłam bardzo niezadowolona ze stanu emocjonalnego, zarówno swojego, jak i psa. Zdecydowałam więc, że następnym razem Gambit wystartuje w przebiegach treningowych, by na nowo zbudować u niego pozytywne skojarzenia z wydarzeniami sportowymi. Wydawało się, że to sprawa prosta do ogarnięcia, bo tego typu imprez jest ostatnio naprawdę sporo, tymczasem okazało się, że wszystko jest albo za daleko albo w wyjątkowo niesprzyjającym terminie. W związku z tym doszłam do wniosku, że będę musiała sama zorganizować sobie odpowiedni trening zawodniczy. W ten sposób narodziły się zawody treningowe obedience o wdzięcznej nazwie Oszustwo do kwadratu – niewielka, darmowa impreza. Od zawodników dla zawodników.

Rzecz jasna, okazało się, że zorganizowanie zawodów treningowych jest jednak nieco większym wyzwaniem niż sądziłam – pierwsze problemy pojawiły się już na etapie wyboru odpowiedniego miejsca. Wbrew pozorom znalezienie w mieście dużego, równego, skoszonego trawnika, do którego można dojechać samochodem i komunikacją miejską to nie taka łatwa sprawa. Ostatecznie padło na Tauron Arenę, ale ze względu na to, że znajdujący się po sąsiedzku Park Lotników Polskich jest miejscem, w którym psy tradycyjnie hasają bez smyczy zaczynaliśmy dość wcześnie rano. Miałam nadzieję, że po 8 rano w sobotę na miejscu nie będzie jeszcze zbyt wiele osób, które mogłyby przeszkodzić uczestnikom na przykład poprzez zwolnienie swojego psa do zabawy na ringu. Pod tym względem miejscówka sprawdziła się znakomicie, niestety okazało się, że z powodu odbywającego się wieczorem koncertu zmotoryzowani mieli problem z dojazdem i parkowaniem. W tym punkcie chciałabym przeprosić Anię i Harry’ego, którzy na zawody przyjechali specjalnie z Sącza – wiem, że w pewnym momencie Ania straciła wiarę w to, że w ogóle kiedykolwiek zdoła na tę imprezę dotrzeć. Pozostałym uczestniczkom też nie było łatwo, na szczęście ostatecznie wszystkim udało się ogarnąć miejsce do zaparkowania samochodów. Przykro mi z powodu tego zamieszania tym bardziej, że w normalnych warunkach można by zatrzymać auto dosłownie 10 centymetrów od ringu.

A skoro o ringu mowa, to rozkładanie i składanie go jest pracą co najmniej dla kilku sprawnie współpracujących osób, przy czym sprzątanie jest mniej więcej trzykrotnie bardziej czasochłonne. Starty trwały nieco ponad dwie godziny, a posprzątanie wszystkich zabawek kolejną godzinę. Nie sądziłam, że to aż tyle roboty.

Mimo wszystko, myślę, że trening wypadł fajnie, a wszystkie zespoły dobrze wykorzystały swój czas na ringu. Ja natomiast dobrze bawiłam się pełniąc rolę komisarza, szczególnie w przypadku uczestników robiących przebiegi klasy 2. Jeżeli jednak będę kiedyś organizować kolejną edycję muszę podejść do tematu w nieco inny sposób – tak, abym miała więcej czas na zajmowanie się swoim własnym psem. Ogarnianie budowy ringu pod klasę 1, przyspieszanie całego procesu, żeby ktoś nie spóźnił się do pracy i rozgrzewanie swojego czworonożnego zawodnika to nieco zbyt dużo jak na jedną głowę. Tym bardziej więc mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z Gambita, bo chociaż cały dzień spędził w klatce, cierpliwie czekając aż w końcu będę mogła poświęcić mu trochę czasu wykonał cały przebieg jedynkowy w niezłym stylu i na dobrych emocjach. Nie obyło się wprawdzie bez jednego poważniejszego potknięcia, ale to problem, który można szybko i łatwo załatać – cieszę się, że pojawił się teraz, a nie podczas oficjalnych zawodów. Muszę przyznać, że jestem teraz bardzo entuzjastycznie nastawiona do takiej formy treningu i wierzę, że częste spotkania tego typu bardzo dobrze zrobiłyby tak Gambitowi, jak i mnie. Zdecydowanie będę musiała zadziałać mocniej w tej sprawie, a druga edycja Oszustwa powinna pojawić się prędzej niż później.

Mam nadzieję, że nie mimo pewnych trudności nie tylko ja będę wspominać pozytywnie sobotni trening, a kolejna odsłona przebiegów przyciągnie jeszcze więcej osób zainteresowanych obedience – chętnych do startów, pomocy i podglądania zawodników.

photo credit: Marta S.

  9 komentarzy do tekstu: „Oszustwo do kwadratu…

  1. 4 sierpnia 2017 at 10:10

    Super Ci to wyszło, serio. 🙂 Cieszę się, że mogłam trochę popodziwiać Ciebie i Gambita na żywo. Uwielbiam Wasz team, zarażacie miłością do obedience – to nie może się dobrze skończyć. 😛

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      9 sierpnia 2017 at 13:08

      Dzięki! I jeszcze raz dziękuję za zdjęcia – ogromnie mi miło, że chciało Ci się przyjść i cierpliwie cykać wszystkim fotki, na pewno każdy zawonik bardzo się cieszy na taką pamiątkę! 🙂
      Mango obi whipettem, tak! 😀

      • 9 sierpnia 2017 at 20:19

        Haha, jednak Mango i obi to ciężki temat. 😀 Póki co wolimy skupić się na frisbee, niemniej mam ogromny sentyment do obedience, bo to właśnie „nudne” posłuszeństwo sportowe dało początek mojej fascynacji sportami kynologicznymi. 🙂

  2. 4 sierpnia 2017 at 10:57

    Jeszcze nigdy nie byłam na zawodach treningowych i podejrzewam, że na takie pójdę dopiero ź kolejnym psem. Podoba mi się idea takich zawodów, dla początkujących psów jest to super sprawa, bo można nagradzać pomiędzy ćwiczeniami 🙂
    Chętnie wybrałabym się na takie ,,Oszustwo do kwadratu”, ale od tego wydarzenia dzieli mnie prawie 600 km ;). Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła poznać Ciebie na żywo i wymiziać Gambita!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      9 sierpnia 2017 at 13:11

      Generalnie zawody treningowe to dobro i wbrew temu, co sądzą niektórzy warto wydawać na nie pieniądze. 😉 Pozwalają otrzaskać się z oficjalną atmosferą na ringu nie tylko psu, ale i przewodnikowi – bardzo łatwo można podczas oficjalnego startu zepsuć pracę psa swoim brakiem ogarnięcia, więc myślę, że zawsze jak jest okazja warto z takich imprez korzystać.

  3. 4 sierpnia 2017 at 14:04

    Co prawda obedience to nie nasza bajka, ale ekstra pomysł:) Też chętnie wystartowałabym w „oszukanym” canicrossie;)

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      9 sierpnia 2017 at 13:12

      Zawsze powtarzam, że jak się nie ma co się lubi to trzeba sobie zorganizować – oto pole do popisu dla Ciebie. 😉

  4. 9 sierpnia 2017 at 18:31

    Ogromny szacun za to co zrobiłaś, naprawdę. Jestem pod wrażeniem.
    My z koleżanką robimy sobie już po raz kolejny CT, na tyle na ile się to udaje. Nagrywamy przebiegi i dzięki temu widzimy postępy. Nie umywa się to oczywiście do Twojego projektu, to coś na miarę naszych skromnych możliwości.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      10 sierpnia 2017 at 11:51

      Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby trochę poszerzyć Wasze treningi o zainteresowane osoby mieszkające w okolicy – zachęcam, bo im bardziej pies otrzaska się z zawodami, tym lepiej. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.