Recenzja: szelki Dog Copenhagen

W ostatnich latach wśród właścicieli psów panuje moda na zabudowane guardy, nic więc dziwnego, że każda firma produkująca akcesoria dla zwierząt ma w swojej ofercie takie właśnie szelki. Dog Copenhagen – nowość na rynku zoologicznym rodem z Danii – nie jest w tej kwestii wyjątkiem. Flagowym produktem marki są bowiem szelki o nazwie Comfort Walk Pro Harness, mające rzecz jasna postać zabudowanych guardów. Dzięki uprzejmości oficjalnego polskiego dystrybutora firmy, krakowskiego sklepu FRU to MA Gambit od kilku miesięcy zadaje w nich szyku na spacerach. Zatem najwyższa pora na ubrać w słowa związane codziennym użytkowaniem szelek wrażenia.

Duński design…

Po tym, jak dokonały żywota moje szelki Ruffwear Front Range długo zastanawiałam się nad tym, czym je zastąpić. Brałam pod uwagę różne modele rozmaitych marek, jednak zawsze jakiś element nie do końca mi odpowiadał, a mając w perspektywie zakup szelek dla psa za około 200 zł nie chciałam decydować się na żadne kompromisy – czy to pod względem funkcjonalności, czy designu i estetyki wykonania. W końcu, po długich poszukiwaniach, zupełnie przez przypadek trafiłam na Instagramie na fotografię psa w pięknych, zabudowanych guardach w intensywnie niebieskim kolorze. Na zdjęciu sprawiały bardzo fajne wrażenie, więc szybciutko wyszukałam nazwę producenta. Wtedy pierwszy raz zetknęłam się z duńską firmą Dog Copenhagen. Rzecz jasna, kiedy zgłosił się do mnie oficjalny polski dystrybutor produktów marki, proponując przetestowanie szelek, które dotychczas znałam wyłącznie z Instagrama nie mogłam odmówić.

Uprząż Comfort Walk Pro Harness firmy Dog Copenhagen to typowe zabudowane guardy, do których już wszyscy zdążyliśmy się świetnie przyzwyczaić. Zgodnie z zapewnieniami producenta powinny się sprawdzić w codziennym użyciu podczas miejskich spacerów, a także przy nieco bardziej intensywnej aktywności. Szelki dostępne są w pięciu rozmiarach (XS, S, M, L, XL) i sześciu kolorach (Black, Mocca, Ocean Blue, Wild Rose, Orange Sun, Purple Passion, dwa ostatnie dopiero od niedawna). Moje serce skradły intensywny róż i przepiękny fiolet, jednak w wyborze koloru zdecydowałam się kierować rozsądkiem – chcąc, aby szelki dobrze komponowały się z fantazyjnymi obrożami i smyczami sprawiłam Gambitowi najbardziej stonowaną, czarną wersję. Po dokonaniu niezbędnych pomiarów okazało się, że na Gambita pasować będzie rozmiar M.

Regularna cena uprzęży w rozmiarach M, L oraz XL wynosi 209 zł, natomiast najmniejsze (XS, S) wersje są nieco tańsze. Chcąc zadawać szyku w maksymalnym wymiarze można zaopatrzyć się także w dopasowane kolorystycznie, designerskie obroże i smycze Dog Copanhagen. Szelki projektowane są w Danii, produkcja z kolei odbywa się w Chinach.

Jak już wspomniałam, szelki to typowe zabudowane guardy – z rodzaju tych, które (szczególnie na mniejszych psach) oglądane na zdjęciach mogą sprawiać wrażenie ciężkich i topornych, a kiedy już weźmie się je do ręki zaskakują lekkością. Podobnie rzecz ma się w przypadku uprzęży Dog Copenhagen, która jest lekka jak piórko.

Widać, że szelki zostały starannie zaprojektowane z myślą o komforcie użytkowania – zarówno psa, jak i towarzyszącego mu człowieka. Posiadają cztery punkty regulacji, co pozwala odpowiednio dostosować je do danego czworonoga. Przednia część, która znajduje się na psiej piersi jest nieco bardziej wycięta niż ma to miejsce w przypadku modeli oferowanych przez innych producentów. Dzięki temu nawet wyjątkowo uparcie ciągnące na smyczy psy będą czuły się w szelkach dobrze – przód nie naciska na szyję, nie poddusza. Jednocześnie sprawia to, że otwór przez który trzeba przełożyć psią głowę podczas zakładania uprzęży jest nieco większy, co ma ogromny wpływ na komfort tych osobników, które (tak jak Gambit) brzydzą się momentu zakładania takiej galanterii na grzbiet. Szelki wyposażone są w dwie klamry, które wypadają na grzbiecie zwierzęcia, odpada więc konieczność podnoszenia łapek podczas ich zakładania.

Z zewnątrz uprząż pokryta jest materiałem, który zgodnie z zapewnieniami producenta ma być nie tylko wytrzymały, ale również odporny na zabrudzenia i łatwy do utrzymania w czystości. W środku z kolei szelki wyściela miękka siateczka, która ma zagwarantować przepływ powietrza i dobrą współpracę uprzęży z psią sierścią oraz skórą. Na brzegach szelek, ze szczególnym uwzględnieniem części, która znajduje się na psim grzbiecie, umieszczono dyskretne elementy odblaskowe.

Dodatkowo, Dog Copenhagen wyposażył swoje szelki w kilka fajnych patentów. Sporo jest już powszechnie znanych z produktów konkurencji, jednak dotychczas nie było chyba żadnej uprzęży, która zapewniłaby je wszystkie na raz. Mamy więc dwa zapięcia do smyczy, jedno tradycyjnie na plecach, drugie na piersi, przy czym oba są równie funkcjonalne. Mamy wygodną rączkę na grzbiecie, która umożliwia szybkie przytrzymanie psa w trudnej sytuacji. Mamy wreszcie mocowanie na adresówkę oraz wklejkę wewnątrz, na której właściciel psa może napisać swój numer telefonu. Ponadto, rzeczona wszywka informuje o tym, jakie metody czyszczenia i konserwacji zaleca producent – i tu pojawia się wyjątkowo miła niespodzianka, bowiem szelki Dog Copenhagen można prać w pralce!

Szelki są wykonane z niesamowitą starannością i dbałością o detale. Materiał wydaje się być naprawdę wytrzymały, wewnętrzna siateczka jest mięciutka i miła w dotyku, szwy są solidne i równe, kółeczka do przypinania wyszlifowane w środku, nie znalazłam choćby pojedynczej odstającej nitki. Używałam szelek rozmaitych firm, jeszcze więcej modeli miałam okazję oglądać na żywo i muszę przyznać, że Dog Copenhagen znaczenie określenia “wysokiej jakości akcesoria dla psów” wynosi na zupełnie nowy poziom.

…w codziennej praktyce

Obietnice producenta to jedno, natomiast wykorzystywanie psiego sprzętu w praktyce to czasem już zupełnie inna historia. Jak sprawdzają się szelki Dog Copenhagen w codziennym, brutalnym użytkowaniu? Jak wytrzymują rzucanie na piach i mokrą trawę, włóczenie się po lasach, jazdę miejskimi autobusami i dalekie wyprawy pociągiem? Co na to wszystko główny zainteresowany i sprawca wszelkiego zamieszania w moim życiu, czyli pewien czekoladowy pies? Minęło kilka miesięcy, odkąd uprząż Dog Copenhagen towarzyszy nam podczas każdego wyjazdu, treningu i spaceru, myślę więc, że mogę już dość dokładnie odpowiedzieć na te wszystkie pytania.

Zacznijmy od początku, a więc od zakładania szelek – nie od dziś bowiem wiadomo, że owczarki australijskie to psy, u których ogromne obrzydzenie i niechęć względem tej czynności to niemalże cecha rasowa. Gambit nigdy nie lubił momentu zakładania szelek, a kiedy wołam go w tym konkretnym celu podchodzi do mnie łukiem, z głową przy ziemi i entuzjazmem jasno dającym do zrozumienia, że na końcu drogi czeka go co najmniej kara śmierci. Apogeum tego typu zachowań miało miejsce podczas używania szytych na miarę, paskowych guardów, natomiast przy uprzęży Dog Copenhagen jest nieco lepiej niż wcześniej. Z pewnością nie bez znaczenia jest większy otwór na głowę, bo przekładanie jej przez odpowiednią dziurę to dla niego ewidentnie najtrudniejszy moment. Fakt, że kiedy już się to przetrwa nie trzeba podnosić łapek, abym mogła zapiąć klamry jest dodatkowym bonusem. Oczywiście, to wciąż nie jest dla Gambita ulubiony moment dnia, ale nie da się nie zauważyć, że po zmianie szelek trochę łatwiej mu znieść tych kilkanaście newralgicznych sekund poprzedzających wyjście na spacer.

Uprząż bardzo dobrze leży na psie i świetnie się na nim układa, chociaż muszę przyznać, że przez kilka pierwszych dni po wyjęciu z opakowania była nieco sztywna. Wydawało mi się, że klamry wbijają się Gambitowi w grzbiet i było to dla mnie do tego stopnia niepokojące, że nawet zastanawiałam się, czy szelki przypadkiem nie są za małe i czy nie należałoby wymienić ich na takie w rozmiarze L. Problem zniknął po około tygodniu używania uprzęży – materiał dostosował się do kształtu psiego ciała, “ubił się” i obecnie szelki leżą naprawdę doskonale. Nie przekręcają się, nie uciskają, nie podduszają kiedy Gambitowi zdarzy się za czymś pociągnąć.

Skoro już jesteśmy przy ciągnięciu to warto wspomnieć o kółeczku do przyczepiania smyczy, które znajduje się na piersi psa. To fajny patent, który umożliwia używanie zwykłych guardów jak szelek typu easy walk, z tym, że nie zawsze właściwie zrealizowany. W modelu Front Range kółeczko na piersi było dość trudne w użyciu, bo na tyle wąskie, że nie dało się wpiąć w nie (przyznaję, dość dużego) karabińczyka mojej ulubionej smyczy. W szelkach Comfort Walk Pro Harness Dog Copenhagen oba kółeczka do przypinania smyczy są takie same, więc wspomniany problem w ogóle się nie pojawia.

Szelki, zgodnie z moimi oczekiwaniami, okazały się być naprawdę świetnie przemyślane i rewelacyjnie służą mi na co dzień. Nie wycierają sierści i nie obcierają, a jednocześnie na tyle ściśle przylegają do psa, że nie zaczepiają się o elementy krajobrazu – nawet podczas leśnych spacerów. W mieście fajnie sprawdzają się odblaski, bo chociaż dyskretne, są umieszczone na tyle dobrze, żeby naprawdę było je widać wtedy, kiedy trzeba. Klamry są solidne, a żeby je odpiąć trzeba zastosować nieco siły – można mieć pewność iż nigdy żadna z nich nie odepnie się sama z siebie. Rączka na grzbiecie jest dokładnie w sam raz na moją dłoń i używam jej zawsze, kiedy chcę stabilnie przytrzymać psa w jednym miejscu. Przypuszczam jednak, że ktoś kto ma wyjątkowo duże dłonie może uznać, iż jest ona nieco zbyt mała. Jeżeli ktoś lubi, kiedy pies ma na sobie wyłącznie szelki na pewno ucieszy go umieszczona w widocznym miejscu zaczepka na adresówkę. W Ruffwearach była to nieco kontrowersyjna sprawa, bo adresówkę chowało się do wszystej na psiej piersi kieszonki – z jednej strony, nic niepotrzebnie przy szelkach nie dyndało, z drugiej jednak było spore ryzyko, że ktoś kto znajdzie psa, jeżeli ten rzeczywiście się zgubi nie zorientuje się, gdzie właściwie szukać kontaktu do właściciela. Dog Copenhagen postawił na prostsze, zdecydowanie bardziej oczywiste rozwiązanie: niewielkie, plastikowe kółeczko, do którego można przypiąć adresówkę znajduje się na grzbiecie, tuż obok rączki.

Ogromnym zaskoczeniem były dla mnie właściwości materiału, z którego wykonano szelki. Nie do końca wierzyłam w zapewnienia producenta o tym, że tkanina jest plamoodporna i prawie się nie brudzi, tymczasem okazało się, że to rzeczywiście działa! Oczywiście, uprząż pobrudzi się, kiedy pies będzie biegał po błocie lub poprosimy go, aby położył się w listopadzie na podłodze w autobusie. Muszę natomiast przyznać, że wszelkiego rodzaju codzienne zabrudzenia czyści się wyjątkowo łatwo – sądzę, że to zasługa śliskiej, jakby satynowej faktury materiału, w który nie wbijają się błoto i kurz. Z tego powodu nie musiałam jeszcze prać szelek, a wszystkich plam pozbywałam się po prostu kilkukrotnie przejeżdżając po szelkach mokrą gąbką. Równie praktyczna jest wewnętrzna strona uprzęży: pokrywająca ją siateczka rewelacyjnie zachowuje się przy kontakcie z psią sierścią, która praktycznie się jej nie czepia. Zdarzają się, rzecz jasna, pojedyncze włosy, ale jest ich na tyle mało, że jeszcze ani razu nie odkłaczałam szelek rolką do ubrań. Nie miałam okazji do wodowania Gambita w trybie pełnego zanurzenia, ale przygody związane z kładzeniem się w kałużach albo po prostu czyszczeniem szelek z błota pokazują, że uprząż całkiem szybko wysycha.

***

Uprząż Comfort Walk Pro Harness duńskiej firmy Dog Copenhagen to chyba najfajniejsze psie akcesorium jakie kiedykolwiek miałam! Szelki są doskonale przemyślane, wykonane z dbałością o szczegóły, a do tego niesamowicie przyjemne w codziennym użytkowaniu – dla mnie to bez wątpienia najlepszy tego rodzaju produkt aktualnie dostępny na polskim rynku. Oczywistym minusem jest dość wysoka cena, jednak patrząc na ofertę konkurencji sądzę, że warto zapłacić 20-30 złotych więcej za możliwość cieszenia się uprzężą naprawdę wysokiej jakości.

Do końca listopada możecie kupić szelki Dog Copenhagen 10% taniej w sklepie FRU to MA na hasło Gambit.

Zalety i wady

+ rewelacyjnie przemyślane;
+ bardzo wygodne;
+ niezwykle lekkie;
+ dość głęboko wycięte z przodu;
+ szeroki wybór rozmiarów i kolorów;
+ bardzo starannie wykonane;
+ łatwe w czyszczeniu;

+/- zawieszka na adresówkę;

– na początku mogą być trochę sztywne;
– dość wysoka cena.

Tekst powstał we współpracy ze sklepem FRU to MA, oficjalnym polskim dystrybutorem produktów marki Dog Copenhagen.

  17 komentarzy do tekstu: „Recenzja: szelki Dog Copenhagen

  1. 3 listopada 2017 at 10:01

    Też ostatnio zainteresowały mnie te szelki, jednak cena odstrasza :/ Na razie jestem zadowoloną posiadaczką Hurtta Active, nie ciągnie mnie do kupowania za 200zł nowych szelek, które mogą się nie sprawdzić 🙁 Chociaż czytając tą recenzję co raz bardziej się do nich przekonuję, jeszcze rabat… Oj, kusi 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      3 listopada 2017 at 14:35

      Na razieSą naprawdę super – dla mnie na tę chwilę najlepsza z dostępnych opcji. 🙂

  2. Karolina K.
    3 listopada 2017 at 10:31

    Mnie się nie podoba w tych szelkach jedna rzecz i według mnie jest to bardzo poważna wada. A mianowicie złe miejsce przyczepu smyczy na grzbiecie (ten sam problem jest w Truelove), co powoduje niewłaściwy rozkład sił podczas ciągnięcia i innych aktywności fizycznych oraz ucisk na szyję i górny fragment klatki piersiowej, co nie jest najzdrowsze ani wygodne dla psa. Tak naprawę smycz powinno się podpinać do uchwytu, by nie było tego problemu.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      3 listopada 2017 at 14:37

      Gambit potrafi bardzo mocno ciągnąć na smyczy i na tych szelkach się nie dusi – myślę, że to zasługa mocno wyciętego przodu; wiem też, że są psy, które podduszały się np. w Ruffwearach, a w Dog Copenhagen nie mają tego problemu. Chociaż na pewno wiele zależy od budowy konkretnego egzemplarza.

      • Karolina K.
        3 listopada 2017 at 19:39

        To nie chodzi o duszenie nawet, ale podczas ciągnięcia jest ucisk na klatkę piersiową w niewłaściwym miejscu, co nie jest najzdrowsze, a przede wszystkim mniej komfortowe dla psa. Dlatego np podczas dogtrekkingu czy jazdy na rowerze (gdy pies może/powinien ciągnąć) ja bym podczepiała smycz do uchwytu – wtedy główny nacisk masz na dolną część klatki i generalnie jest bardziej równomiernie rozłożony.

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        4 listopada 2017 at 14:51

        Dzięki za cenną uwagę. Czyli jak nastawiam się na to, że pies będzie systematycznie ciągnął to podpinać smycz do rączki?

      • Karolina K.
        4 listopada 2017 at 22:09

        Tak. 🙂

  3. Dzik
    3 listopada 2017 at 11:48

    Daj znać za jakiś rok jak się sprawują 😉 Rozumiem, że sklep nie będzie czekał tak długo na recenzję, aczkolwiek dla mnie kilka miesięcy to stanowczo zbyt krótko na obiektywną opinię.
    Więc czekam z niecierpliwością i trzymam kciuki, żeby do minusów nic nie doszło a plusy zostały takie jakie są 🙂

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      3 listopada 2017 at 14:37

      Na pewno dam znać! 🙂

  4. 7 listopada 2017 at 11:10

    Ja mimo,że mam małego pieska (york) to też zakładam mu szelki, bo na spacerach jak wracamy do domu to strasznie ciagnie, a one mają problemy z tchawicą te pieski, więc póxniej tak sapie dziwnie jak ma obrażę ,także szelki 100% polecam,a tym, które opisujesz przyjrzę się uważniej 😀

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      8 listopada 2017 at 19:47

      Naprawdę warto dać im szansę! 🙂

  5. Ola
    7 listopada 2017 at 22:28

    Wyglądają bardzo porządnie i elegancko. Ja niestety zrezygnowałam z szelek na co dzień, ale na pewno na staruszkowe psie czasy będzie trzeba się w jakieś zaopatrzyć :).

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      8 listopada 2017 at 19:49

      Zdecydowanie są porządne i eleganckie, mam też nadzieję, że jak najdłużej pozostaną w takim stanie. 😀

  6. 13 listopada 2017 at 08:58

    Ja korzystam z szelek i bardziej je sobie chwalę niż tylko obrożę. Nie ma ryzyka, że pies mi z niej ucieknie jak to się zdarzało w przypadku obroży. Przełożył głowę i tyle go widzieli.

  7. 14 listopada 2017 at 11:50

    Myślę, że mimo wszystko takiej jakości szelki są warte swojej ceny i lepiej zainwestować raz w takie coś, niż co miesiąc kupować inne, które szybko się zniszczą 🙂

  8. 15 listopada 2017 at 12:09

    Właśnie szukałem odpowiednich szelek dla mojego psiaka i chyba już się przekonałem 🙂

  9. 15 listopada 2017 at 15:36

    Super rozwiązanie, każdy piesek powinien mieć takie szelki , o wiele bardziej wygodne niż obroże 🙂 pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.