Obedience: planowanie treningów, dziennik treningowy

Planowanie treningów oraz prowadzenie dziennika treningowego to ogromnie ważny element przygotowywania psa do startu w zawodach obedience. Odpowiedni plan sprawia, że sesje treningowe są bardziej uporządkowane i koncentrują się na tym, z czym faktycznie czworonożny zawodnik ma problem. Dzięki czemu praca z nim staje się bardziej efektywna i szybciej można spodziewać się osiągnięcia zamierzonych rezultatów. Co jest podstawą dobrego planowania? Jak zaplanować trening? Jak prowadzić dziennik treningowy? Postaram się, abyście w niniejszym tekście znaleźli odpowiedzi na te pytania.

Czy wiesz do czego dążysz?

Ułożenie dobrego, dopasowanego do danego psa planu treningowego to bardzo trudne, chociaż nie niemożliwe do wykonania zadanie – pod warunkiem, że przewodnik wie, co właściwie planuje.

Podstawą dobrego planowania jest dokładne określenie celu, do którego powinna prowadzić jego realizacja. Rozmawiamy tu o obedience, zapewne więc każdy kto czyta ten tekst właśnie wizualizuje sobie swój cel, myśląc “Przygotuję swojego psa do startu w klasie…”. Takie założenie, szczególnie w przypadku niezbyt doświadczonego zawodnika, nie ma z precyzją nic wspólnego – a przecież rozmawiamy tu o obedience, sporcie, w którym liczy się każdy detal!

Jak zatem dokładnie określić cel, do którego dąży się w treningu z psem? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta, prozaiczna i z pewnością nie spodoba się wielu osobom – trzeba przeczytać regulamin. Od deski do deski. Najlepiej po angielsku, bowiem wiele detali umyka ze względu na jakość tłumaczenia. Tylko w ten sposób można dowiedzieć się, jakie umiejętności powinna posiadać para zawodnicza, aby wystartować z sukcesem w wybranej klasie, jak powinny wyglądać poprawnie wykonywane ćwiczenia, za co konkretnie obcinane są punkty i jak można próbować ratować sytuację, kiedy na ringu coś nie wychodzi. To ogromnie ważny etap przygotowywania do startów zarówno siebie, jak i swojego psa! Co więcej, zwykle nie wystarczy przejść przez tę fascynującą lekturę tylko jeden raz, bo ludzka pamięć jest zawodna, zaś sam regulamin ulega zmianom i nowelizacjom. Znajomość regulaminu to rzecz absolutnie podstawowa, mająca kluczowe znaczenie w procesie przygotowań do startu w zawodach. Obeznanie z regulaminem pozwala także na bardziej świadome czerpanie informacji szkoleniowych i inspiracji ze źródeł internetowych – kiedy wie się dokładnie za co przyznawane i obcinane są punkty zupełnie inaczej ogląda się filmy na YT czy czyta wpisy na blogach. Sama robię sobie powtórkę z regulaminu przed tworzeniem nowego planu treningowego oraz przed wyjazdem na zawody.

Aktualne regulaminy obedience w języku polskim możecie pobrać w tym miejscu. Powinny być również dostępne na stronie Głównej Komisji Szkolenia Psów ZKwP.

Wielki cel, małe kroki

Przygotowując psa do startu w zawodach myśli się o konkretnej klasie obedience, jednak jak już wspomniałam, takie założenie jest bardzo nieprecyzyjne. Dobry start, bez względu na to czy chodzi zerówkę czy o trójkę, to nadrzędny, wielki cel, do którego prowadzi całe mnóstwo małych kroków. Aby dotrzeć do tego nadrzędnego celu trzeba dokładnie wiedzieć, jakie przeszkody przyjdzie nam pokonać po drodze – właśnie tu na tapetę wjeżdża planowanie. Poniżej spróbuję pokazać Wam, jak ja zabieram się za planowanie treningów na przykładzie pierwszej klasy obedience.

Zawsze, kiedy zabieram się za układanie nowego planu treningowego zaczynam od przeczytania regulaminu. Szczególną uwagę zwracam nie tylko na rozdział dotyczący danej klasy, lecz również ten o ogólnych zasadach oceniania i organizacji zawodów – te fragmenty dają najpełniejszy obraz tego, z czym psu i jego przewodnikowi przyjdzie zmierzyć się podczas oficjalnego startu.

Podczas lektury robię notatki, w których rozbijam poszczególne ćwiczenia na mniejsze elementy, które będą wymagały wprowadzenia osobnych ćwiczeń na treningach, aby pies rzeczywiście opanował je do perfekcji. Jak to dokładnie wygląda pokażę Wam na przykładzie kwadratu.

Kwadrat:
– lokalizacja kwadratu przed rozpoczęciem ćwiczenia, wprowadzenie przedkomendy;
– wyczekanie w pozycji przy nodze na komendę do wysyłania;
– bieg do kwadratu (tempo);
dążenie do właściwego miejsca w kwadracie;
– budowanie odległości;
– zatrzymanie na komendę;
– położenie na komendę;
– wyczekanie w warowaniu do momentu przyjścia przewodnika do kwadratu;
– przyjęcie pozycji przy nodze.

Zwróćcie uwagę, że powyższa rozpiska pokazuje jak powinno wyglądać poprawne wykonanie ćwiczenia, jednak nie dzieli elementów na ważniejsze i mniej ważne. Dlatego moim następnym krokiem jest podkreślenie tego, co ma zasadnicze znaczenie dla zrozumienia idei ćwiczenia. W przypadku kwadratu najbardziej istotny jest punkt o “dążeniu do właściwego miejsca”. Dopiero, kiedy pies pojmie, co dokładnie oznacza komenda “Box!” można dokładać do tej wiedzy kolejne elementy aż do uzyskania ostatecznego kształtu ćwiczenia. Dlatego naukę kwadratu zaczynam od pokazania czworonożnemu zawodnikowi czym właściwie jest kwadrat. W przypadku Gambita kwadrat nie oznacza przestrzeni położonej pomiędzy czterema pachołkami a taśmą, ale małe miejsce tuż przy tylnej taśmie. Gdy Gambit zrozumiał, że na komendę “Box!” oczekuję od niego, aby biegł w to konkretne miejsce (a nie po prostu zatrzymał się tuż za przednią taśmą) zaczęłam dokładać do kontekstu kwadratu kolejne składowe ćwiczenia – zatrzymanie, warowanie, wysłanie z poprawnej pozycji.

W ten sposób rozpisuję wszystkie ćwiczenia danej klasy, a następnie zastanawiam się, jakich jeszcze umiejętności potrzebuje mój pies, aby móc wystartować w zawodach obedience. Opanowanie ćwiczeń to tylko wierzchołek góry lodowej. Na sukces zawodniczy składają się bowiem także takie elementy, jak utrzymanie odpowiedniej motywacji w pracy bez nagrody, wykonywanie ćwiczeń w łańcuchu a następnie w przebiegu (brak powtórek, jedna szansa na poprawne zrobienie zadania), elementy zawodów (przejścia między ćwiczeniami, praca z komisarzem), praca w rozproszeniach (publiczność, inne psy – więcej pisałam na ten temat w osobnym artykule), czekanie na start (spokojne leżenie w klatce, tak aby pies się nie spalał).

Jak widać jest nad czym pracować, a w natłoku roboty łatwo się pogubić – w uniknięciu bałaganu pomaga dziennik treningowy.

Mój dziennik treningowy

To, jak dokładnie wygląda mój dziennik treningowy do obedience zależy od tego czym dokładnie zajmuję się w danym momencie z moim psem. Inaczej będzie się prezentować, kiedy moim głównym zajęciem jest budowanie ćwiczeń a oficjalny start to odległa perspektywa. Nieco inny kształt przybierze na miesiąc przed zawodami. Są jednak pewne stałe elementy, które przedstawię poniżej.

Przygotowując psa do startu w danej klasie robię wstępne założenie dotyczące tego, kiedy mniej więcej ten start nastąpi. To zapewnia mi stałą motywację do treningów, a także ułatwia właściwe rozplanowanie sesji szkoleniowych – wiem, czy w danym momencie mogę jeszcze trochę posiedzieć nad rzeźbieniem detali, czy raczej powinnam mocno skoncentrować się nad ćwiczeniem elementów zawodów. Jednocześnie, staram się nie dążyć do startu w zawodach za wszelką cenę. Jeżeli widzę, że coś nie idzie i potrzebujemy więcej czasu na przepracowanie problemu po prostu odkładam zawody na później.

Planując treningi wyznaczam sobie miesięczne cele. Nie szarżuję i nie narzucam sobie zbyt ambitnych założeń, bo rozminięcie się z planem jest dla mnie wyjątkowo demotywujące. To, co jest realnym a co zupełnie utopijnym celem to bardzo indywidualna sprawa. Ja staram się nie uczyć więcej niż dwóch ćwiczeń na raz, tak żeby zostało mi jeszcze trochę czasu na szlifowanie tego, co pies już zna. To oznacza, że mój przykładowy cel szkoleniowy na miesiąc może wyglądać następująco:

Do nauczenia:
– kwadrat;
– stój z marszu.
Szlifowanie:
– prosta linia ciała w krokach do tyłu;
– namierzanie pachołka do obiegania bez pomocy ciałem;
– stabilne czekanie w przywołaniu.

Taka rozpiska oznacza, że w danym miesiącu powyższe elementy będą pojawiały się na treningach najczęściej, przy czym dzielę sesje szkoleniowe na cztery typy: techniczne (nauka ćwiczeń), elementy zawodów (praca z komisarzem, łańcuchy, przebiegi), rozproszenia, detale (codziennie podczas kolacji, nie uwzględniam ich w zapiskach, bo już tak weszło mi w krew). Staram się, aby wszystkie cztery typy były obecne w moim planie treningowym cały czas, ale kiedy zawody są jedynie odległą perspektywą większy nacisk kładę na treningi techniczne, a kiedy zbliża się oficjalny start – na rozproszenia i łańcuchy. Przykładowo, w okresie poprzedzającym zawody w Oleśnicy trenowałam cztery razy w tygodniu – raz pracowałam nad techniką, a trzy razy nad łańcuchami z komisarzem. Tydzień przed samymi zawodami ćwiczyłam już wyłącznie łańcuchy z komisarzem.

Żeby się w tym wszystkim nie pogubić na początku każdego miesiąca mam tracker treningowy – tabelkę, w której po treningu zamalowuję kwadracik kolorem, który odpowiada danemu typowi sesji szkoleniowej. Taki system pozwala jednym rzutem oka ogarnąć, jak treningowo wypadł dany miesiąc i ocenić czego powinno być więcej, a czego mniej. Dodatkowo, możliwość zamalowania kolejnego kwadracika to dla mnie świetna motywacja treningowa (jak widać, niewiele mi potrzeba).

Zawsze dokładnie rozpisuję sobie co chcę zrobić na danym treningu. Od jakiegoś czasu mam taką zasadę, że nawet kiedy wszystko idzie jak z płatka nie robię ani jednego powtórzenia więcej. Tak się składa, że zawsze kiedy pomyślę “o, już wszystko zrobiliśmy, więc spróbujmy jeszcze…” nagle wszystko zaczyna się sypać, więc wolę nie ryzykować. Taka rozpiska zawiera ćwiczenia, które chcę zrobić razem z liczbą powtórzeń (np. 5 x wysyłanie do kwadratu ze stopniowym zwiększaniem odległości) oraz łańcuchy ćwiczeń z elementami, które chciałabym podkreślić (np. obieganie + przywołanie z nagrodą za stabilne wyleżenie + siad z marszu + zabawa po zejściu z ringu). Takie dokładne rozpiski przygotowuję sobie maksymalnie na tydzień. Z perspektywy organizacyjnej to dla mnie najwygodniejsza opcja. Po prostu najłatwiej wkomponować mi treningi w całą resztę życia kiedy przyjmę właśnie taką ramę czasową. Poza tym, to pozwala mi pozostać na tyle elastyczną, aby móc odpowiednio dostosować się do postępów psa.

Ostatecznym sprawdzianem jest rzecz jasna start w zawodach obedience. Nic tak nie zweryfikuje planu treningowego i osiągniętych w szkoleniu efektów tak, jak zawody. Karta oceny od dobrego sędziego, który zna się na rzeczy to najlepsza informacja zwrotna, a także nieoceniona pomoc w ułożeniu kolejnego planu.

***

Obedience to bardzo obszerny sport, dlatego zeszyt treningowy to dla mnie ogromna pomoc w przygotowaniu psa do startów w zawodach. Pomaga upewnić się, że wszystkim najważniejszym elementom poświęciłam należytą uwagę i odpowiednio zorganizować czas – tak żeby każda sesja szkoleniowa była na maksa kształcąca zarówno dla Gambita, jak i dla mnie. Oczywiście, każdy zawodnik ma swój własny system, dostosowany do niego i jego czworonożnego partnera, mam jednak nadzieję, że ten artykuł pomoże Wam w znalezieniu najlepszej dla Was drogi. Owocnych treningów i udanych startów!

  10 komentarzy do tekstu: „Obedience: planowanie treningów, dziennik treningowy

  1. 30 marca 2018 at 11:43

    Siemanko!
    Bardzo lubię takie wpisy, bo mogę ulepszać własny dziennik treningowy 😀
    Dobrym pomysłem jest Tracker, mnie też motywuje kolorowanie – w moim przypadku jest to stawianie kropek za np. pozytywne skończenie treningu (czymś łatwym). Rozpisuje sobie swoje plany tygodniowo, ale kusi żeby przerzucić się na miesiące.
    Ja też bardziej zapisuję treningi niż je planuję, co też jest świetnym pomysłem.
    Będę próbować, pozdrawiamy!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 marca 2018 at 23:12

      Z mojej perspektywy miesiąc to zbyt długi okres, aby coś konkretnie, szczegółowo zaplanować, ale też ja dużo trenuję – staram się trzymać częstotliwości 4 razy w tygodniu (ew. więcej, ale raczej nie mniej, chyba, że dzieje się jakiś kataklizm).

  2. 30 marca 2018 at 12:22

    Przyznam, że ja nie prowadzę dziennika, jedynie rozpisuję sobie ogólne cele np. kilka mies. przed zawodami – co mamy ćwiczyć i ewentualnie jakimi metodami (zwł. jeśli zmieniam coś lub uczę czegoś na nowo lub jakiś aspekt chcę wypracować). Na pewno bardzo dużo zależy od danej osoby, bo są zawodnicy wysokiej klasy, którzy również nie rozpisują treningów, co nie znaczy, że pracują bez przemyśleń i planów – po prostu wszystko ogarniają we własnej głowie. Chciałam jednak podpytać o taką dokładną rozpiskę konkretnego treningu (tyle powtórek tego, tyle tego itp.), bo takie coś próbowałam kiedyś robić i kooooompletnie mi się to nie sprawdziło – po prostu okazało się, że wtedy próbuję się sztywno trzymać planu i nie jest to dobre, bo np. robię za dużo powtórek albo nie reaguję na to, co pies mi pokazuje i takie treningi nie są dobre, ale rozpisałam za dużo i robiłam „na szybko na siłę” albo nie zrobiłam całego planu. Zdecydowanie lepiej sprawdza mi się ogólne ustalenie, co chcę na danym treningu zrobić (i to mi wystarcza zrobić w głowie) połączone z elastycznym reagowaniem na to, co się dzieje i jak trening idzie. Rozmawiałam z pewną zawodniczką, która również prowadzi dzienniki, i jak jej o tym mówiłam, to mówiła, że ona sobie rozpisuje także na dany trening drobne cele, ale nigdy nie rozpisuje liczby powtórek. Bo – pomijając może naukę podstaw, gdy musimy z pomocami powtórzyć coś po prostu ileś razy, to właśnie nie sprawdza się dobrze – bo może się okazać, że np. coś jest jeszcze dla psa za trudne, a może okaże się łatwe, więc możemy pójść dalej. Ciekawa jestem, jak często stosując ten system zdarza Ci się na bieżąco modyfikować treningi, dostosowując do tego, co wychodzi a co nie, i co „mówi” pies.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 marca 2018 at 23:11

      Myślę, że to kwestia tego, co do kogo trafia bardziej. Do mnie bardzo przemawia i mocno zostaje mi w głowie słowo pisane, dlatego łatwo mi pracować z zapiskami. To wcale nie znaczy, że przykładam małą uwagę do tego, co ma mi do powiedzenia na treningu pies – przeciwnie, bardzo staram się zwracać uwagę na wszystko, co mi komunikuje i dostosowywać się do tego. Mam też zasadę, że jeżeli pies zrobi coś super ekstra to od razu kończę dane ćwiczenie, bez względu na to, która to była powrótka. Nie mam jakiegoś patologicznego ciśnienia na realizację planu, co więcej z mojego treningowego doświadczenia wynika, że przesadzam wtedy, kiedy planu nie mam, a nie wtedy, kiedy się go trzymam. Sądzę, że wynika to stąd, że jednak znam już trochę swojego psa i wszystkie te plany pod niego dostosowuję. Skoro wiem, że wystarczą 3 powrótki kwadratu na trening to planuję dwie lub właśnie trzy, a nie pięć i tak dalej.

      Dodatkowo, rozpisywanie treningów pozwala uniknąć pułapki ćwiczenia tego, co wychodzi najlepiej. 😉

  3. 3 kwietnia 2018 at 21:25

    Biorę się za realizację 🙂 Oczywiście u nas to Obi nie będzie, zacznę od czegoś prostego a na obiki przyjdzie kiedyś pora chyba ze chodzi o totalnie podstawowe rzeczy. Niestety nie mam do kogo jechać na trening 🙁 (uroki zadupia)

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      5 kwietnia 2018 at 09:38

      Jeżeli nie masz z kim trenować, to warto zainteresować się kursami online. Świetne podstawy dają Fundamenty pracy Joanny Hewelt, również Magda łęczycka ma swoje Kynokursy.

  4. Andrzej
    5 kwietnia 2018 at 07:26

    o matko! Podziwiam! moim największym sukcesem jest nauczenie psa, by dawał łapę. Przy próbie aportowania siada i tylko patrzy na mnie spode łba, jakby chciał powiedzieć „pogieło Cię facet? Sam se biegnij”:)

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      5 kwietnia 2018 at 09:44

      Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby udać się do trenera i nauczyć się robić nieco więcej. 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      5 kwietnia 2018 at 09:40

      Dzięki za polecenie artykułu. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.