Wszystkiego najlepszego, piesku!

Dzisiaj T. skończyła rok. Fakt ów obchodzi ją mniej więcej tyle, co polityków problemy szarego obywatela, była więc nieco zniesmaczona, kiedy okazało się, że jej ludzie przypisują mu duże znaczenie. Odkąd bowiem w domu pojawiła się jako urocza, płowa kulka, która zdążyła się już wyrosnąć na nie mniej uroczą, mahoniową chudą tyczkę 10 maja przestał być dla nas kolejnym zwykłym… Czytaj dalej →

Ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowy „Wiatraki”

Długi weekend majowy spędziliśmy na Mazurach, gdzie wypoczywaliśmy nie tylko w towarzystwie T., lecz również znajomych z małym, bo zbliżonym wiekiem do naszego psa, dzieckiem. Skład naszej paczki sprawił, że mieliśmy bardzo zróżnicowane oczekiwania względem miejsca pobytu. Ja chciałam wynająć przyjazny psom domek położony w bezpośredniej bliskości któregoś z mazurskich jezior. Z kolei towarzyszącej nam rodzinie zależało na cieple, komforcie,… Czytaj dalej →

Przylasek Rusiecki

Przylasek Rusiecki to rozległy zielony teren położony wprawdzie jeszcze w granicach administracyjnych Krakowa, w Nowej Hucie, jednak na tyle daleko od centrum miasta, by można było poczuć się tam, jak na wsi. Pewnie nie trafiłabym w te okolice, gdyby nie fakt, że mój brat jest zapalonym wędkarzem – w Przylasku znajduje się bowiem kilkanaście zbiorników wodnych, będących terenami wędkarskimi, wokół… Czytaj dalej →

Park Lotników Polskich

Ci z Was, którzy obserwują Psa do kwadratu na Facebooku doskonale wiedzą, że na Wielkanoc razem z T. pojechałam do Krakowa (oczywiście, pociągiem). Jako, że mój brat ofiarował się zawozić nas samochodem na długie spacery postanowiłam skorzystać z jego uprzejmości i poświęcić tych kilka dni na zwiedzanie miasta z psiej perspektywy. Poznawanie krakowskich terenów spacerowych rozpoczęłyśmy od Parku Lotników Polskich,… Czytaj dalej →

Z wizytą u taty

Dotychczas T. wyglądem przypominała raczej rudego dzikuska, niż piękne, ufryzowane damy z wystawowych ringów. Nie przeszkadzało mi to specjalnie, dopóki nie wykąpała się w rzepach podczas jednego ze spacerów. Najpierw rudy dzikusek zmienił się w trędowate straszydło, a potem – w wyniku zabiegów dokonywanych przeze mnie przy użyciu szczotki, nożyczek i rąk – w bliżej nieokreślony twór, który najwyraźniej miał… Czytaj dalej →