Czym jest pseudohodowla?

Trudno jest poruszać się w gąszczu pojęć związanych z hodowlą psów rasowych, szczególnie osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z kynologią i starają się wejść w środowisko psich wystaw oraz sportów. To skłoniło mnie do napisania kilku poradników związanych z posiadaniem rasowego czworonoga. Na blogu można przeczytać już artykuły o tym jak zabrać się za kupowanie psa rasowego, czym są psy z wadami dyskwalifikującymi powszechnie nazywane petami oraz jak właściwie rozumieć polecanie komuś hodowli w Internecie. Dziś zaprezentuję Wam kolejny poradnik. Tym razem będę starała rozprawić się z szeroko używanym pojęciem „pseudohodowla”. Mam nadzieję, że dzięki tym artykułom przynajmniej kilku osobom uda się uniknąć zakupu psa z niepewnego źródła.

***

Wszystkie psy, których zdjęcia zostały wykorzystane w artykule pochodzą z dobrych, zarejestrowanych w FCI hodowli – z przemyślanych miotów, odchowanych z troską i dbałością o zdrowie.

Pseudohodowla to szerokie pojęcie, z którym zetknął się już chyba każdy – nawet osoby, które psów nie mają, nie interesują się nimi i w ogóle nie prowadzą w swoim życiu jakiejkolwiek aktywności kynologicznej. Wynika to stąd, że w mainstreamowych mediach o psach mówi się przede wszystkim w kontekście nadużyć. Telewizja i prasa pokazują „hodowców” trzymających psy w skandalicznych warunkach. Zwierzęta są brudne, wygłodzone, chore. Z tego powodu hodowla psów rasowych raczej nie cieszy się dobrą opinią w społeczeństwie i to bez względu na to, jak faktycznie wygląda kwestia dbania o dobrostan zwierząt w konkretnych hodowlach. Hodowcy jawią się jako bezwzględni biznesmeni, którym zależy wyłącznie na pieniądzach, zaś osoby decydujące się na zakup psa rasowego są postrzegane jako pozbawione serca snoby. Szczególnie, że coraz częściej podnoszonym tematem staje się przerasowienie. Wziąwszy pod uwagę cały ten kontekst, łatwo popaść w przesadę i szafować określeniem „pseudohodowla” tam, gdzie tak naprawdę nie ma ono uzasadnienia. Jednocześnie, trzeba przyznać, że w Polsce pseudohodowli jest całe mnóstwo. Jak w takim razie upewnić się, że mamy do czynienia z hodowlą z prawdziwego zdarzenia? Czym właściwie jest pseudohodowla?

Aspekt prawny: jak jest obecnie?

Podstawą prawną regulującą kwestię hodowli psów rasowych w Polsce jest ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz. U. z 2017 r. poz. 1840). 1 stycznia 2012 roku weszła w życie nowelizacja tej ustawy, która teoretycznie miała ukrócić (między innymi) nieodpowiedzialne praktyki handlowe związane ze sprzedażą psów i kotów. Niestety, tak się nie stało. Prawo, które miało wspierać zaangażowanych, dbających o dobro zwierząt hodowców dodatkowo pogorszyło ich sytuację, stwarzając możliwość wyrabiania rodowodów psom nierasowym, a tym samym zacierając granice pomiędzy pojęciami takimi, jak hodowla i pseudohodowla.

Zgodnie z artykułem 10. wymienionej wyżej ustawy:

Zabrania się:
1) wprowadzania do obrotu zwierząt domowych na targowiskach, targach i giełdach;
2) prowadzenia targowisk, targów i giełd ze sprzedażą zwierząt domowych;
3) wprowadzania do obrotu psów i kotów poza miejscami ich chowu lub hodowli.
2. Zabrania się rozmnażania psów i kotów w celach handlowych.
[…]
6. Zakaz, o którym mowa w ust. 2, nie dotyczy hodowli zwierząt zarejestrowanych w ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów.

Od 29 lipca 1938 do 31 stycznia 2001 roku jedyną organizacją kynologiczną działającą na terenie naszego kraju był Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP), zrzeszony w ramach Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI, Fédération Cynologique Internationale). W 2001 roku rozpoczął działalność Polski Klub Psa Rasowego – Polski Związek Kynologiczny, zrzeszony w federacji Alianz Canine Worldwide (ACW). ZKwP i PKPR funkcjonowały równolegle, a psy, które rodziły się pod ich auspicjami otrzymywały metryki / rodowody.

Sytuacja uległa zmianie wraz z wejściem w życie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, a więc 1 stycznia 2012 roku, kiedy jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać nowe organizacje kynologiczne. Zakładały je osoby wcześniej bezkarnie rozmnażające i sprzedające psy nierasowe, aby zalegalizować dotychczas uprawiany proceder. Teraz ich psy, podobnie jak te pochodzące z ZKwP lub PKPR, również były rasowe i rodowodowe, mimo braku udokumentowanego pochodzenia i jakiejkolwiek selekcji hodowlanej. W ten sposób można było za niemałe pieniądze (!) kupić „psa rasowego”, z rodowodem, który tak naprawdę był bezwartościowy.

Z pewnością znajdzie się ktoś, kto powie, że przecież zgodnie z prawem taki pies pochodzący z Klubu Burka i Kocurka jest zwierzęciem rasowym, a jego rodowód ma dokładnie taką samą wartość, jak rodowód wystawowego championa z FCI. Owszem. Teoretycznie. W praktyce jednak zdarza się, że prawo nie do końca radzi sobie z rzeczywistością – to właśnie jedna z takich sytuacji. Aby lepiej ją wytłumaczyć, pozwólcie, że posłużę się przykładem.

Wyobraźcie sobie, że ktoś z Waszych bliskich zachorował. Jednocześnie załóżmy, prawo stanowi, że pomocy medycznej udzielić może mu osoba posiadająca dyplom lekarza, ale w żaden sposób nie precyzuje, jak ten dyplom zdobyć i jakie instytucje są uprawnione do wydania go. Możecie zaprowadzić Waszych bliskich do lekarza, który ukończył 6-letnie studia, staż podyplomowy i minimum 4-letnie szkolenie specjalizacyjne. Te wszystkie lata edukacji doprowadziły tę osobę do uzyskania dyplomu lekarza specjalisty. Możecie także udać się do innego lekarza, posiadającego dokładnie taki sam dyplom, ale uzyskany na zupełnie innej drodze. Ten drugi lekarz po maturze zapisał się do Stowarzyszenia Znachorów Nadwiślańskich. Po uiszczeniu opłaty członkowskiej otrzymał dyplom lekarza specjalisty od prezesa Stowarzyszenia. Widzicie różnicę? U kogo wolelibyście leczyć siebie i Waszych bliskich? Wyimaginowane prawo stawia dyplomy obu lekarzy na równi, ale tylko za jednym z nich stoi realna wiedza medyczna, która może Wam pomóc. Dokładnie tak samo wygląda kwestia psich rodowodów.

W ramach ZKwP selekcja hodowlana przeprowadzana jest na podstawie uzyskanych na wystawach ocen (tak, tak, wystawy to nie są po prostu imprezy dla snobów), obowiązkowych badań dla przedstawicieli danej rasy (badania na dysplazję, badania genetyczne pod kątem chorób oczu, etc.) oraz ewentualnych prób pracy (aktualnie próby polowe wyżłów zostały zawieszone ze względu na nowe przepisy dotyczące łowiectwa). W nowo powstałych stowarzyszeniach selekcji hodowlanej nie ma – liczą się jedynie pieniądze. Wyrobienie uprawnień hodowlanych danej suce lub reproduktorowi wymaga tylko opłacenia odpowiedniej kwoty właściwej osobie. Z tego powodu każdą hodowlę, która należy do stowarzyszenia innego niż FCI zwykło się nazywać pseudohodowlą – bez względu na to, w jakim stanie zdrowia są psy, które ją opuszczają. Wynika to właśnie stąd, że za szczeniakiem z hodowli FCI stoją nie tylko odpowiednie warunki odchowu miotu, ale też uprawnienia hodowlane rodziców oraz dalszych przodków, ich badania, wiedza hodowcy i wiele lat kontroli związkowej nad tym, jakie psy powinny być rozmnażane, a jakie nie. Dzięki temu piesek kupiony w prawdziwej hodowli będzie odpowiadał wzorcowi rasy zarówno pod względem wyglądu, jak i temperamentu oraz predyspozycji do pracy (w przypadku ras użytkowych).

Warto także zauważyć, że często dochodzi do paradoksalnej sytuacji, kiedy pseudohodowla sprzedaje drożej psy, które wzroce ras FCI uznają za wadliwe. Takie szczeniaki są w ogłoszeniach reklamowane, jak wyjątkowe, przeznaczone tylko dla prawdziwych koneserów. To niebezpieczny proceder, bo z niektórymi wadami eksterieru jest związane podwyższone ryzyko chorób. Przykładowo, skrajna miniaturyzacja (mini yorki, mini chihuahua) może prowadzić do takich problemów zdrowotnych, jak wypadanie gałek ocznych. Tego rodzaju przykładów można by tu zresztą umieścić całą, długą listę.

Aspekt prawny: co przyniesie przyszłość?

Aktualnie trwają prace nad projektem nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, która teoretycznie ma zmienić opisaną wyżej patologiczną sytuację. Trudno powiedzieć, jak potoczą się losy projektu, warto jednak podkreślić, że problem dotyczący „rasowych psów” z pseudohodowli zrzeszonych w dziwnych związkach został dostrzeżony. Ważnym punktem rzeczonego projektu jest bowiem sformułowanie nowej definicji psa rasowego:

[…] rozumie się przez to psa o odpowiednim dla rasy fenotypie oraz posiadającego co najmniej pięciopokoleniowy rodowód, który określa pochodzenie psa, zarejestrowany w Fédération Cynologique Internationale (FCI) lub Alianz Canine Worldwide (ACW);

Z całością projektu można zapoznać się w tym miejscu. Warto zwrócić uwagę na fakt, że obie wymienione w projekcie federacje pojawiły się już w niniejszym artykule w kontekście polskich stowarzyszeń powstałych przed 2012 rokiem.

Z jednej strony, jestem nieco sceptycznie nastawiona do narzucania prawem takiego monopolu, bo mam świadomość, że poza FCI istnieją inne wiarygodne organizacje kynologiczne – jak choćby ASCA, czy ISDS zajmujące się odpowiednio owczarkami australijskimi (ASCA jest stowarzyszeniem-matką tej rasy) oraz psami pasterskimi (wiele border collie posiada podwójną rejestrację FCI + ISDS). Z drugiej, bez wątpienia taki zapis mógłby ustrzec wiele nieświadomych osób przed kupieniem psów od oszustów. O tym, że problem istnieje, a jego skala wcale nie jest mała chyba nie muszę nikogo przekonywać, skoro tę kwestię dostrzegli nawet posłowie.

Jednocześnie, w przypadku tak ścisłego zdefiniowania psa rasowego istnieją uzasadnione obawy, że w szeregach wyróżnionych stowarzyszeń będzie coraz częściej dochodzić do nadużyć. Z pewnością część pseudohodowców (jeżeli nowe prawo rzeczywiście wejdzie kiedyś w życie) przejdzie do ZKwP i PKPR, by móc dalej prowadzić swoje hodowle. Czy fakt ów spowoduje zaostrzenie wewnętrznych kryteriów dopuszczania psów do rozrodu i bardziej surowe kontrolowanie warunków, w jakich przebywają psy? Trudno powiedzieć.

Realia hodowlane

Niestety, rejestracja FCI to nie wszystko. Także w ramach tej organizacji zdarzają się nadużycia i przykłady skandalicznego traktowania zwierząt, które powinny być surowo karane. Prawdziwy hodowca swoje psy traktuje z miłością i szacunkiem, a więc dba o ich zdrowie i dobre samopoczucie, odpowiednio je karmi, szkoli i wychowuje. Dbałość o dobrostan zwierząt jest tym, co odróżnia hodowcę od pseudohodowcy. To kryterium zweryfikować jest znacznie trudniej niż rejestrację we właściwym stowarzyszeniu, więc pseudohodowla funkcjonująca pod egidą ZKwP może istnieć naprawdę długo nim zostanie zdemaskowana. Sprawdzenie hodowcy pod tym kątem wymaga od potencjalnego nabywcy szczenięcia uwagi, czujności i bystrego oka. Warto nawet kilkukrotnie odwiedzić hodowlę przed kupnem psa, a także zasięgnąć o niej opinii wśród miłośników rasy.

Co ciekawe, zdarzają się pseudohodowle, w których psy wydają się być zadbane, jednak zarejestrowane są nie w FCI, ale w którymś z nowych, niezbyt wiarygodnych stowarzyszeń. Mimo że pochodzące z takich hodowli zwierzęta mają odpowiednią opiekę nie należy nabywać szczeniąt w takich miejscach. Po pierwsze, dlatego, że płacimy kilkaset, a czasem nawet kilka tysięcy złotych za psa, który w rzeczywistości nie jest rasowy (nie spełnia kryteriów wyszczególnionych w standardzie rasy). Po drugie, ponieważ to, że zwierzęta są na pierwszy rzut oka zadbane nie oznacza, iż faktycznie są zdrowe. W tym punkcie mam na myśli przede wszystkim to, że psy powinny być wolne od chorób genetycznych – przynajmniej tych, na które dostępne są odpowiednie testy. Pewność co do tego możemy mieć jedynie kupując szczenię pochodzące od znanych, przebadanych pod kątem konkretnych schorzeń przodków (przodków, nie tylko rodziców!). Pseudohodowla mogła zadbać o właściwe odkarmienie szczeniąt, odrobaczenie ich i pierwsze szczepienia, jednak szanse na to, że zatroszczono się tam również o drogie badania genetyczne, czy prześwietlenia stawów pod kątem dysplazji są raczej marne. Wreszcie, po trzecie, głosując portfelem i decydując się na kupno szczeniaka z pseudohodowli pokazujemy pseudohodowcy, że bez względu na sytuację prawną i konkurencję ze strony hodowców posiadających rejestrację FCI zawsze znajdzie nabywców. Tym samym stajemy się osobiście odpowiedzialni za uprawomocnienie działalności pseudozwiązków.

Ten ostatni punkt jest szczególnie ważny w przypadku dorosłych psów i szczeniąt wykupywanych ze złych warunków, z litości. Być może zabrzmi to brutalnie, jednak każdy, kto przyjedzie do pseudohodowli w celu zakupu szczenięcia i na miejscu będzie miał jakiekolwiek wątpliwości w kwestii warunków bytowania zwierząt nie powinien płacić za psa, aby go uratować, ale po prostu odejść, a następnie zgłosić dane miejsce do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami lub na Policję. Bez względu na to, jakie intencje kierują kupującym, nabywając szczenię z pseudohodowli pokazuje on, że jej istnienie ma finansowy sens. W związku z tym, należy dbać o to, aby psy żyjące w złych warunkach odbierane były właścicielom na drodze interwencji odpowiednich służb i później trafiały do adopcji.

***

Pojęcie „pseudohodowla” jest, oczywiście, znacznie bardziej skomplikowane niż to, co przedstawiłam w niniejszym tekście. Nie dotknęłam chociażby szerokiej problematyki ras nieuznanych przez FCI, czy popularnych w USA hybryd (everything can be doodled). Mimo to mam nadzieję, że ten artykuł będzie stanowił przydatne kompendium wiedzy dla tych wszystkich, którzy chcą kupić swojego pierwszego psa rasowego, ale czują się zagubieni w polskich realiach.

photo credit: Iza Łysoń

  36 komentarzy do tekstu: „Czym jest pseudohodowla?

  1. ellll
    29 czerwca 2018 at 10:29

    Proszę poprawić błędy, brak się, przecinków, zdania bez sensu…Merytorycznie pigułka wiedzy.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      29 czerwca 2018 at 10:52

      Cześć! Cieszę się, że artykuł Ci się spodobał. 🙂 W artykule, który ma ponad 10 tysięcy znaków łatwo jest coś przeoczyć, dlatego merytoryczne uwagi zawsze są mile widziane – wskaż proszę, w którym miejscu Twoim zdaniem tekst wymaga poprawek. 🙂

      • Gość
        30 czerwca 2018 at 02:09

        Merytorycznie ok. Ale z tą selekcją w ZKWP bym nie przesadzał. Też nie jest tak różowo a oceny sędziów bywają dyskusyjne. Jest wiele ras w których model wystawowy jest spatrzony i wygrywają psy monstrualnie duże lub małe i ograniczone ruchowo. Zdrowe żyjąceżyjące i biegające na tzw. podwórku nie mają szans bo są zbyt przeciętne i nie wygłaskane. A stoliki fryzjerskie przy ringach na których psy są do ostatniej chwili czesane i stylizowane to już spatrzenie

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        30 czerwca 2018 at 09:33

        Jak pisałam już niżej, mam wiele do zarzucenia ZKwP. Mimo to wciąż uważam, że lepiej zrobić research i kupić psa z FCI niż wydać kilkaset złotych na burka z OLX. Kryteria selekcji hodowlanej na pewno są problemem, szczególnie w mojej rasie – o wiele bardziej podoba mi się tu to, co zrobili u siebie Czesi, niemniej nie o tym jest ten tekst. Pamiętaj, proszę, że Ty i ja mamy pewną specjalistyczną, wewnętrzną wiedzę, a ten artykuł skierowany jest do osób, które tej wiedzy na posiadają i jego zadaniem jest przekazywanie podstawowych informacji.

  2. 29 czerwca 2018 at 11:16

    Świetny artykuł!
    Gdy zabierałam się za kupno psa najpierw myślałam o kundelku, później o psie rasowym, z kolei później dałam się ponieść emocjom oraz skusić złym doradcom i ogłoszeniom „pseudohodowli”, w których widnieje wzmianka o rodzicach posiadających rodowód ZKwP. Skoro ja, która nie byłam całkiem zielona w temacie dałam się skusić, co dopiero całe grono osób, które nie ma pojęcia o tych kynologicznych kruczkach.
    Teraz mam wyrzuty sumienia, Pixel ma zrobione badania w kierunku chorób genetycznych (m.in.PLL). Szkoda, że Polak mądry dopiero po szkodzie!
    Udostępniam post u siebie na stronie, mam nadzieję, że komuś pomoże podjąć właściwą decyzję.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      29 czerwca 2018 at 13:11

      Dzięki! Bardzo mi miło, że tekst Ci się podoba i super, że zdecydowałaś się go puścić u siebie! <3
      To prawda, bardzo trudno się w tym wszystkim odnaleźć początkującej osobie. Co gorsza, nawet jak ktoś próbuje szukać informacji i pytać często odbija się od ściany milczenia, a o tym, że kupił psa z pseudohodowli dowiaduje się dopiero, kiedy już pochwali się szczeniakiem. W takiej sytuacji naturalnąreakcją jest obrona, więc tym bardziej słabo trafią jakiekolwiek argumenty...

    • aaa
      30 czerwca 2018 at 18:39

      Mam w „d” rasowe. Nie muszę kupować. Jak szukaliśmy psa dla siebie: ogłoszenia, mieszaniec za darmo i jest z nami- zdrowiutka. Bez tych wszystkich ceregieli. Jak czytam o tych „wymogach”- to mi się niedobrze robi. Lepiej sobie psa odpuścić. Ktoś, kto kocha zwierzaki nie będzie patrzył na to, czy rasowy. No, chyba, że chce latać po wystawach. Dla mnie to żadna frajda, więc liczy się dla mnie merdający ogon. Im więcej w nim ras- tym lepiej.

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        1 lipca 2018 at 10:34

        Adopcja oczywiście również jest opcją, zwłaszcza, kiedy ktoś nie szuka psa o konkretnych specyficznych cechach. Psy rasowe to nie tylko wystawy, to również psy sportowe oraz psy do pracy – asystenci osób niepełnosprawnych, przewodnicy osób niewidomych, psy służb mundurowych. To wszystko są psy rasowe, wybierane do takich zadań ze względu na predyspozycje rasy.

  3. Ala
    29 czerwca 2018 at 11:43

    Słuchajcie, ja chciałabym powiedzieć… nieco więcej o pseudohodowli. Tym razem opowiem o hodowcach, którzy teoretycznie odnoszą sukcesy mniejsze lub większe na ringach wystawowych… Ale wszystko robią dla pieniędzy i sławy, kosztem psów oraz ludzi z którymi napotkają na swojej drodze. Narcystyczne zapędy doprowadzają do katastrofalnych skutków. W pogoni za sukcesem i pudłem* (*pudło jako bardzo wysoka lokata na wystawie) są w stanie zrobić WSZYSTKO ! Począwszy od zwierząt… hodowanie wyłącznie pod wygląd kosztem zdrowia i charakteru. Rozmnażanie psów bardzo agresywnych i lękliwych, które przekazują swoje cechy. Rozmnażanie psów chorych, lub przekazujących bardzo poważne choroby jak ślepota czy epilepsja… Ale to nie wszystko. Owi hodowcy starają się zrobić sobie najlepszy PR, organizując przy tym jak najczarniejszy PR dla wszystkich pozostałych hodowców. Jak wygra inny pies, niż ta „ich gwiazda” robią niesamowitą awanturę w środowisku oraz przed sędziami kynologicznymi. Innych hodowców, lub ludzi, którzy starają się zająć hodowlą i stawiają pierwsze kroki i podknięcia… psychicznie przejeżdżają walcem, stosując czarny PR mówiony i ten pisany na grupach czy forach. Kupujący dostają skandaliczne warunki kupna-sprzedaży. Pseudohodowca sprzedaje psa za bardzo wysoką cenę i rości sobie prawa o decydowaniu o nim pod przykrywą „dobra rasy” (w rzeczywistości ochrony swoich finansowych zysków). Czy taki pseuduch, powie prawdę na temat wad swojego psa? Otóż odpowiedź brzmi – nigdy. Będzie kłamać w żywe oczy, a każdego, choćby właściciela swoich szczeniąt gotowy będzie ciągać po sądach za powiedzenie prawdy. Są i takie pseuduchy moi drodzy… Jak wykryjecie obgadywanie innych hodowli, niekorzystne warunki umowy i narcystyczny zachwyt nad swoimi psami – uciekajcie gdzie pieprz rośnie.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      29 czerwca 2018 at 13:16

      Dlatego bardzo ważnym elementem szukania psa jest rozmowa w cztery oczy z właścicielami zwierząt pochodzących z danej hodowli – hodowca, który nie ma nic do ukrycia sam zasypie potencjalnego kupującego kontaktami do takich osób. 🙂

      • aaa
        30 czerwca 2018 at 18:40

        ochrona danych osobowych. Ja bym się wściekła, gdyby ktoś bez mojej wiedzy i zgody rozdawał mój numer telefonu.

  4. Ing
    29 czerwca 2018 at 22:56

    Chyba nie bardzo zaglebiles się w przekręty w FCI może najpierw opisz jakie są te świetne chodowle

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      29 czerwca 2018 at 23:05

      Mam FCI wiele do zarzucenia i niejednokrotnie pisałam o tym blogu, natomiast nie sądzę, aby taki informacyjny tekst, skierowany do totalnie początkujących osób, kóre szukają swojego pierwszego psa był dobrym miejscem do prania brudów – to jeszcze bardziej zamiesza ludziom w głowach. Stąd w tym artykule tylko zwracam uwagę na to, że w każdej organizacji zdarzają się nadużycia i dlatego najlepiej każdą hodowlę sprawdzić osobiście oraz zasięgnąć opinii osób, które już wcześniej wzięły z niej psa.

    • cobrad
      30 czerwca 2018 at 13:16

      Ing – „hodowle’. I stanowczo więcej w Związku jest porządnych niż gdzie indziej. W razie czego jest szansa na dochodzenie swoich praw. Stowarzyszeń to nie obchodzi totalnie, a ludzie rozmnażający psy pod ich szyldem nie mają często bladego pojęcia o chociażby genetyce, o robieniu badań związanych z rasa nawet nie wspominam. Miejmy nadzieję, że zmiany w ustawie wejdą w życie i że będzie szansa na uregulowanie tego i owego.

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        1 lipca 2018 at 10:38

        Dokładnie. W mojej opinii to właśnie w ramach FCI łatwiej jest znaleźć fajnego psa niż gdzieś indziej. Niestety, nie ma czegoś takiego jak instytucja idealna, szczególnie, że stworzy ją przecież szereg mniejszych stowarzyszeń, z których każde ma dodatkowo przepisy krajowe.

  5. Aga
    30 czerwca 2018 at 09:47

    Używasz już na początku określenia „pies bezwartościowy za nie małe pieniądze”, gdyby hodowcy nie traktowali psów ze słabszymi ocenami jak bezwartościowych odpadków, to może bym się do nich przekonała. Natomiast pseudohodowle to już w ogóle powinny być karane dziesiątkami tysięcy grzywny.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      30 czerwca 2018 at 10:24

      Nigdzie nie piszę, że pies jest bezwartościowy – w zasadzie myślę, że już po zakupie pies staje się naprawdę wielka wartością, ze względu na miłość i przywiązanie, jakim darzy go człowiek. Bezwartościowy jest natomiast rodowód z Klubu Burka i Kocurka. 😉
      Hodowcy są różni, tak samo jak różni są ludzie. Także w ramach ZKwP/ FCI. Ta organizacja zrzesza ich tylu, że nie mam możliwości zajrzeć każdemu z nich do domu i sprawdzić, jak traktuje psy. Dlatego jeszcze raz powtórzę: sprawdzenie gdzie jest zerejestrowana hodowla to dopiero pierwszy krok w poszukiwaniu hodowli. Trzeba pytać, rozmawiać, spotykać hodowców osobiście, poznawać ich psy. To bardzo ważne, bo przecież kupując psa, decydujemy się na towarzysza, który będzie z nami kolejnych kilkanaście lat!

      • aaa
        30 czerwca 2018 at 18:42

        nie ma czegoś takiego jak pseudo hodowla. To co napisaliście to stek bajek dla niegrzecznych dzieci i tyle.

  6. Gość
    30 czerwca 2018 at 15:22

    Tak zlikwidujmy wszystkie pseudohodowle a jest ich pewnie miliony i ciekawe co będzie z tymi wszystkimi zwierzakami. Znam psedu w których ludzie traktują swoje zwierzęta jak członków rodziny i znam hodowle FCI że szkoda mówić co tam się dzieje.
    Proszę sobie poszukać hodowla Border Colli w Otwocku. To była hodowla zarejestrowana w ZKwP i co z tego psy żyły w skandalicznych warunkach były zwykłym zarobkiem. …

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      1 lipca 2018 at 10:42

      Jak piszę w artykule – nie ma czegoś takiego, jak instytucja idealna, dlaczego należy z rozwagą podchodzić do zakupu psa. Natomiast wyciąganie sprawy z Otwocka uważam za zwyczajnie niesmaczne. Tam nie chodziło o parcie na kasę, ale o to, że starsza, schorowana, samotna osoba została pozostawiona sama sobie z psami, którymi fizycznie nie była w stanie się zająć. Oczywiście, można powiedzieć, że powinna była wszystkie psy oddać, kiedy tylko dostrzegła, że zdrowie fizyczne i psychiczne nie pozwala jej zapewnić zwierzętom należytej opieki. Również tak uważam, teraz kiedy jestem młoda i radzę sobie ze wszystkim bez problemu. Czy byłabym w stanie podjąć taką racjonalną decyzję, gdyby pies był dla mnie jedyną istotą, z którą mogę dzielić swoje życie i na której twarzystwo mogę liczyć? Nie wiem.

  7. Pseudohodowca
    30 czerwca 2018 at 20:41

    Hej, bardzo ciężko pisać takie komentarze, bo czytam Twojego bloga od dawna. Natomiast ten wpis to najsłabszy tekst, jaki się tu pojawił. Przykro mi, ale to typowy ”powielacz” mitów od właściciela, którego cały związek z hodowlą to fakt, że posiada psa z FCI. Jest to również typowy tekst w stylu ”FCI” to jedyne dobre stowarzyszenie, a wszystkie inne to zło.

    Przykład? Proszę bardzo:
    1. (o FCI) ” Wszystkie psy, których zdjęcia zostały wykorzystane w artykule pochodzą z dobrych, zarejestrowanych w FCI hodowli – z przemyślanych miotów, odchowanych z troską i dbałością o zdrowie. ” – sugeruje, że FCI jest tym, co powinno się promować

    2. (o innych) ” kiedy jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać nowe organizacje kynologiczne. Zakładały je osoby wcześniej bezkarnie rozmnażające i sprzedające psy nierasowe, aby zalegalizować dotychczas uprawiany proceder. ” – co sugeruje, że organizacje powstałe po wejściu ustawy to coś złego. Wybacz, ale cały ten tekst pokazuje, że tak naprawdę nie masz o tym pojęcia, a tym bardziej nie powinnaś edukować o tym innych.

    Prawda jest taka, że osoby, które wcześniej sprzedawały mixy i psy podejrzanego pochodzenia nadal robią to w taki sam sposób. Proceder sprzedaży zwierząt poza hodowlą ma się bardzo dobrze, ale po prostu z giełd i parkingów przeniósł się na serwisy sprzedażowe oraz facebooka.

    Wspominasz o zaletach FCI – o tym, że są to psy przebadane i tak dalej, a większość dobrze wie, że to kłamstwo. ZKwP/FCI wymagają w większości absurdalnego minimum zdrowotnego, bardzo często wymagając tylko dysplazji. Przykładowo Samoyedy to rasa, która często cierpi na choroby oczu, a organizacja nie wymaga takich badań. Osoba zainteresowana sama musi szukać czy hodowca takie badania wykonał.

    Zresztą większość porządnych organizacji ma bardzo podobne wymagania lub nawet wyższe niż FCI/ZKwP.

    Oczywiście z Twojego tekstu można wywnioskować, że wszystkie organizacje powstałe po 2012 roku lub w okolicach ustawy są złe. Prawda jednak jest taka, że wielu dobrych hodowców postanowiło założyć własne stowarzyszenia lub założyć je razem z innymi hodowcami, aby uciec do dziwnych i szkodliwych wymogów FCI. Są to prawdziwi pasjonaci, którzy nie chcą po prostu wspierać biurokracji i prezesów. Jednak o tym nie wspominasz.

    Długo by pisać tak naprawdę, ale fakt zawsze jest jeden – kupuje się psa od hodowcy, a nie od związku. Nie ma znaczenia czy pies jest w FCI, UCI, PFK czy Klubie Burka. Ważne jest jak udokumentowany jest miot, jakie badania zostały wykonane i jakie warunki mają psy.

    Jeżeli ktoś kieruje się tylko związkami to bardzo łatwo trafić na typowego janusza, który zdrowiem psów się nie przejmuje. Z tego powodu najważniejsza jest weryfikacja samego hodowcy.

    Na wszystkie negatywne komentarze odpowiadasz w stylu ”mam wiele do zarzucenia zkwp, ale…” – jeżeli masz coś do zarzucenia do zkwp to do cholery ich nie promuj. Właśnie przez takie powielanie mitów, że ”ZKwP nie jest najlepsze, ale to i tak lepsze od pseudo” powoduje się sytuację, że ludzie na oślep biorą szczeniaki z byle hodowli FCI, bo na blogu pisali.

    Niestety, ale w tekście brak jakichkolwiek walorów edukacyjnych – nie ma wytłumaczenia czym jest pseudo, na co zwrócić uwagę i jak odróżnić dobrą hodowlę od złej.

    Przede wszystkim jednak tekst pokazuje brak szacunku do czegoś takiego jak kluby zewnętrzne. Przed ustawą nie musiały być rejestrowane, bo nie było takiego wymogu – obecnie po prostu się rejestrują, a przez tego typu teksty mogą być uważane za pseudo.

    FCI nie ma wszystkich ras w swoich opasłych zbiorach. Kto opiekuje się rasami, które FCI ma w poważaniu? Oczywiście, że inne kluby. Bez pomocy pasjonatów nie byłoby Długowłosego Owczarka Niemieckiego, nie byłoby Owczarka Szwajcarskiego i wielu innych ras.
    Po kilku latach jak rasa zyskuje na popularności to wtedy dopiero FCI łaskawie sobie o niej przypomina.

    Skąd te wszystkie problemy rasy? Niski tył u owczarków, wszelkie problemy ras małych (wystarczy poczytać o mopsach) – głównie jest to związane z działalnością FCI, która ze względu na wielkość swojej federacji może dyktować pewne warunki.

    Przepraszam za ten hejt, ale jak czytam takie głupoty o pseudohodowlach to aż mi ciśnienie skacze. Jestem bardzo na to uczulony, bo od kiedy społeczność psiarzy wymyśliła sobie termin ”pseudo” to nagle okazuje się, że wszystkie organizacje spoza FCI są pseudo. Właśnie w tym Waszym ”pseudo” ukrywa się najwięcej dobrych hodowli i prawdziwych pasjonatów.

    • 30 czerwca 2018 at 21:07

      ‚Prawda jednak jest taka, że wielu dobrych hodowców postanowiło założyć własne stowarzyszenia lub założyć je razem z innymi hodowcami, aby uciec do dziwnych i szkodliwych wymogów FCI. Są to prawdziwi pasjonaci, którzy nie chcą po prostu wspierać biurokracji i prezesów. ‚
      Chciałabym zapytać, całkiem serio i szczerze – przed jakimi dziwnymi i szkodliwymi wymaganiami uciekli hodowcy (tylko poproszę konkrety, cytaty z regulaminów) i jak rozwiązali ten problem we własnych organizacjach (również poparte cytatami najlepiej 🙂 )
      FCI nie jest ideałem czy utopią (która, jak wiadomo, ta jest niemożliwa) i na pewno niektóre kwestie można by poprawić – może Ci hodowcy znaleźli na to sposób i można by przenieść ich realia?

      • Pseudohodowca
        1 lipca 2018 at 11:47

        Przede wszystkim ucieka się przed podejściem FCI do kwestii oceny pewnych ras – kątowanie tyłów u ON jest jednym z przykładów. Również ucieka się przed haraczem, który ZKwP trzeba płacić. Głównie jednak chodzi o dowolność w rozmnażaniu, która pozwala utrzymać stare linie, które nie są niszczone obecnymi trendami. Jest sporo materiałów, które pokazują jak zmieniły się rasy na przestrzeni lat. Wymogi FCI często są absurdalne i dążą do degeneracji rasy.

        Również ZKwP zakazuje hodowli zwierząt spoza FCI, więc wielu hodowców przeniosło się, aby mogli utrzymać psy, których FCI nie akceptuje. Bez zewnętrznych hodowców nie byłoby wielu ras, a w ramach FCI nie można utrzymywać niektórych psów.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      1 lipca 2018 at 10:51

      Mam psa z hodowli FCI, trenuję sport wg regulaminów ustalonych przez FCI – myślę, że to dość czytelne, że to właśnie instytucja, którą w jakiś sposób sobą promuję. Uważam ponadto, że jednak zdecydowanie łatwiej jest kupić psa zgodnego z wzorcem rasy i zdrowego w FCI, niż gdzieś indziej. Owszem, mam wiele do zarzucenia ZKwP, przy czym proszę zauważ, że ZKwP to tylko jeden z członków FCI – to ogromna insytytucja, która składa się z członkowskich stowarzyszeń, zatem poza przepisami ogólnymi dochodzą jeszcze przepisy krajowe poszczególnych państw. Dużo bardziej podoba mi się to, jak zdobywanie uprawnień hodowlanych rozwiązali u siebie Czesi, wspaniale działa FCI w Finalndii, gdzie zdecydowanie promowane są psy pracujące, obowiązują testy psychiczne, etc. Oczywiście, że podoba mi się to bardziej niż stan w Polsce. Co do obowiązków badań do uprawnień hodowlanych – zauważ, że ten obowiązek jest różny, w zależności od rasy, a także istnienia (bądź nie) klubu rasy i tegoż wewnętrznych przepisów.

      Owszem, nie uważam, aby zewnętrzne stworzyszenia powstałe po 2012 roku były wiarygodne. Zbyt wielu poznałam oszukanych ludzi. Ludzi, którzy byli przekonani, że mają psa rasowego, przychodzili na zajęcia z wystawiania do tego samego handlera co ja, po czym nagle okazywało się, że ich pieska nie można nigdzie wystawić. Ludzi, którzy byli przekonani, że kupują psa do sportu, po czym okazywało się, że droga do najważniejszych zawodów (mistrzostwa Polski, mistrzostwa świata) jednak jest dla nich zamknięta. Myślę, że pasjonat słysząc jakie nabywca szczeniaka ma wobec pieska plany powinien poinformować go, że z pieskiem od niego tych planów nie zrealizuje, zamiast sprzedawać zwierzę.

      • Pseudohodowca
        1 lipca 2018 at 11:58

        Jeżeli próbujesz stworzyć artykuł edukacyjny, który ma pomóc to absolutnie nie powinnaś kierować się własnymi przekonaniami. Jak możesz napisać tekst, w którym promujesz jedną organizację i łudzić się, że będzie on merytoryczny?

        Dodatkowo jeżeli całą swoją wiedzę i opinię na temat stowarzyszeń powstałych po 2012 roku opierasz na ”Zbyt wielu poznałam oszukanych ludzi. ” to przepraszam bardzo, ale trochę to kpina. Tyle samo, jak nie więcej oszukanych jest przez hodowców FCI/ZKwP – historii jest pełno. Jeszcze jedno – jeśli ktoś chce kupić psa z poważną myślą o sporcie i szukają psa do sportu, a nie potrafią doczytać jakie są wymogi organizacji sportowej to jednak znaczy, że są zbyt głupi na sport. Jak ktoś chce serio brać udział w najważniejszych zawodach to raczej szuka konkretnego psa z konkretnymi predyspozycjami i powinien się na tym znać. To zresztą brzmi jak przykład z tyłka – podaj wiarygodne dane osoby, która ma predyspozycje do MP lub MŚ i kupiła psa z hodowli, gdzie okazało się, że pies nie kwalifikuje się, a hodowca świadomie oszukał tego kupującego.

        Podsumowując sama przyznajesz, że wpis napisałaś bezpośrednio promując FCI tylko dlatego, że masz psa z FCI i trenujesz wg. regulaminów FCI. Przyznajesz również, że cała Twoja niechęć do innych organizacji związana jest wyłącznie z poznaniem ”wielu” oszukanych ludzi.

        I na tej podstawie masz nadzieję,”że ten artykuł będzie stanowił przydatne kompendium wiedzy dla tych wszystkich”? Naprawdę mając tak ograniczoną wiedzę i będąc ściśle związaną wyłącznie z FCI chcesz przedstawić kompendium wiedzy dla wszystkich?

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        1 lipca 2018 at 12:19

        Oczywiście, możemy w naszej dyskusji odnieść się wyłącznie do wymogów formalnych. A te jasno wskazują, że to właśnie w ramach FCI hoduje się psy rasowe, bo jest to jedyna organizacja na świecie o tak szerokim, międzynardowym zasięgu, zunifikoanych standardach ras i obowiązujących wszystkie 86 krajów członkowskich wymaganiach. Rozumiem, że psy hodowane przez kluby i stowarzyszenia są rasowe w Polsce ze względu na kłopotliwą sytuację prawną i to stwarza pole do stawania w ich obronie i wytykania nadużyć hodowcom z ZKwP. Niestety, wszystko to traci znaczenie w momencie, w którym opuścimy granice naszego kraju. Rasowość psów ze stowarzyszeń kończy się wraz z granicami Polski. Przypominam, że FCI jest organizacją, której rodowody są honorowane nie tylko w Europie, ale również w Stanach (umowa z AKC), czy w Wielkiej Brytanii (KC). Jak widzisz, moje przekonania opierają się nie tylko na osobistych doświadczeniach, ale po prostu obowiązujących regulacjach. Chyba każdy, kto decyduje się na wydanie kilku tysięcy na psa rasowego chciałby, aby ta rasowość nie ograniczała do się tylko do aktualnego miejsca zamieszkania.

        Co do ras nieuznanych przez FCI – jest ich, oczywiście, cała długa lista. Można je jednak wystawiać na wystawach FCI i dążyć do ich uznania, co przecież się dzieje. I chyba właśnie takie dążenia powinny być prezentowane przez pasjonatów, zamiast ucieczek.

      • Pseudohodowca
        2 lipca 2018 at 14:13

        Bardzo proszę o wskazanie ”wymogów formalnych”, gdzie zdefiniowano psa rasowego jako tylko i wyłącznie psa z FCI. Nie podałaś również danych tej jednej jedynej na świecie osoby, która mając predyspozycje i planując start w MP lub MŚ kupiła psa w pseudo, który nie nadawał się na wspomniane zawody.

        Finalnie w żaden sposób nie potrafisz obronić swojej merytoryki, a chwytasz się bardzo szczegółowych sytuacji. W końcu zwykłego laika (a do takiej osoby kierowany jest ten tekst) nie ma znaczenia jak jego pies jest uznany w przykładowo Kanadzie. ”Pseudohodowla” i kontekst z nią związany powinien być rozpatrywany tylko w ramach naszego kraju, bo w końcu powołujesz się na ustawę, która weszła u nas, a nie w USA.

        Mimo wszystko i tak nie masz racji, nawet w tym kontekście. Poza FCI są również inne organizacje, które uznane są w innych krajach. FCI jak najbardziej jest największe, ale to nie daje tej federacji prawa do monopolu na psy rasowe. Tym bardziej nie daje to prawa Tobie, aby samodzielnie decydować, który pies jest rasowy, a który nie – tym bardziej na podstawie własnej, bardzo cząstkowej interpretacji.

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        2 lipca 2018 at 14:28

        Oczywiście, że nie podałam żadnych danych – trudno, żebym to zrobiła w publicznym miejscu, bo ktoś kto sam nie chce podpisać się swoim imieniem i nazwiskiem sobie tego życzy.

        Uważasz, że nie mam racji – Twoje prawo. Ja z kolei uważam, że ktoś kto wchodzi w świat kynologii ma prawo poznać polskie realia hodowalne, aby nie paść ofiarą oszustów. Twierdzisz, że termin peseudohodowla dotyczy tylko Polski. Tak i nie. Tak, bo termin ów stworzyła specficzna sytuacja legislacyjna. Nie, bo rasa psa i jego zgodność z wzorcem nie zna granic, a ktoś kto kupuje psa w Polsce może chcieć pokazywać się z nim również poza granicami kraju, używać go do hodowli krzyżując go z psami z Europy/ ze świata.

        Oczywiście, są inne organizacje, uznawane w innych krajach. Z tymi największymi FCI ma podpisane umowy o zunawanie rodowodów, co o czymś świadczy. Są też organizacje krajowe, należące do organizacji międzynardowych (wspomniany PKPR, czy ZHPR, który takiej przynależności doczekał się w 2011 roku). Żaden z tych przypadków nie dotyczy klubów Burka i kocurka powstałych w Polsce po 2012.

        Myślę, że żadne z nas nie przekona drugiego i możemy zakończyć tę dyskuję. Pozdrowienia!

      • Pseudohodowca
        11 lipca 2018 at 13:14

        Zabawne, że krytykujesz brak moich danych w sytuacji, gdzie sama nie podajesz własnych jako autor bloga. To nie jest kwestia tego kto ma rację – Ty po prostu podajesz błędne, nieprawdziwe i skrzywione przez własną opinię informacje.

        Jedyne co wprowadzasz to zamęt w głowie potencjalnego, przyszłego przewodnika psa.

    • Kk
      7 lipca 2018 at 10:55

      Bardzo dobrze napisane, nic dodać nic ująć

  8. 1 lipca 2018 at 08:06

    Polecam dokument ” Psy rasowe cała prawda ” nic dodać nic ująć

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      1 lipca 2018 at 10:42

      Jakokolwiek dokument jest bardzo ciekawy, niewiele ma wspólnego ze statutem prawnym psa w Polsce. 🙂

      • Pseudohodowca
        2 lipca 2018 at 14:14

        Tak samo jak cały Twój wpis – w końcu samodzielnie interpretujesz zapisy ustawy i decydujesz, która hodowla jest prawdziwa, a która pseudo 🙂

  9. 5 lipca 2018 at 11:11

    Zawsze wydawało mi się, że pies rasowy to taki, który ma wystawianą metrykę, a potem wyrabiany rodowód. Innymi słowy pochodzi z hodowli zarejestrowanej w ZKwP. Po przeczytaniu tego tekstu oraz komentarzy oświeciło mnie, że to nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Znam wiele psów rasowych z problemami zdrowotnymi lub emocjonalnymi, znam też wiele nierasowych z podobnymi problemami. Jeśli hodowca nie jest miłośnikiem rasy, to djupka blada, niezależnie do jakiego stowarzyszenia należy. Mam przygarniętego kundelka z masą problemów i drugi raz wolałabym uniknąć tak wymagającego psa. Dlatego gdybym kupowała drugiego psa, to przejrzałabym na wylot wszystko: hodowlę, hodowcę, papiery, badania, stowarzyszenie do którego należy, umowę, ale przede wszystkim chciałabym zobaczyć te psy. Jak najwięcej psów z danej hodowli, rodziców, szczeniaki. Przebywać z nimi trochę dłużej niż pięć minut. Nie tylko słuchać hodowcy, ale sama chciałabym móc ocenić ich charaktery, temperament, a potem przemyśleć wszystko na spokojnie. Biorąc pod uwagę istnienie nieuczciwych lub niekompetentnych hodowców należących do różnych stowarzyszeń, po prostu wrażenie, że w tym wszystkim tak naprawdę można liczyć tylko na siebie i własny rozsądek. Dla dobra psów, nas samych i prawdziwych hodowców .

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      5 lipca 2018 at 12:12

      Oczywiście, dlatego też piszę o tym, że rejestracja FCI nie oznacza automatycznie, że wszystko jest w porządku. Trzeba szukać, pytać, sprawdzać. Nie tylko ze względu na hodowców nie dbających o psy, ale po prostu dlatego, że to, co dla kogoś jest zaletą, dla kogoś innego będzie wadą, a przecież bardzo ważne jest dopasowanie psa do siebie, tak, żeby się nam z nim dobrze żyło, a jemu z nami.

    • Pseudohodowca
      11 lipca 2018 at 13:30

      Tego typu poglądy jak Twoje biorą się własnie z takich poradników jak ten, które powielają wiele mitów i schematów myślowych. Dokładnie takie wpisy powodują, że wiele osób uważa, że pies rasowy to pies z ZKwP. Prowadzi to tylko do tego, że niektórzy bez zastanowienia ufają hodowli z tego stowarzyszenia i nie sprawdzają jej dokładnie. W końcu wszyscy w internecie piszą, że jak FCI to rasowy. Nie jest to absolutnie Twoja wina, że zawsze Ci się tak wydawało – to wina mediów, że tworzą własne definicje.

      Moim zdaniem cała gównoburza z pseudo została rozpętana przez hodowców FCI i jest im na rękę. Kampania promująca ZKwP/FCI jako nadrzędną organizację (organizację, która ma bardziej rasowe psy niż inni), która realizowana jest przez pseudoblogerów, pseudoznawców i pseudomiłosników psów jest po prostu darmowa i szybko się rozpowszechnia.

      Prawda jest taka, że cały ból tyłka o ”pseudo” rozbija się o pieniądze. Hodowcy spoza ZKwP są bardziej elastyczni – mogą proponować tańsze psy i bardziej urozmaicone pod względem wyglądu. Nie muszą płacić haraczu dla organizacji, nie muszą brać udziału w parodii jaką są wystawy (kto był ten wie jak to wygląda – udusić się można od chmury lakieru i pudru). Moim zdaniem hodowcy ”niezrzeszeni” są po prostu lepsi.

      Wiecie jak trudno jest znaleźć owczarka niemieckiego lub samoyeda w starym, klasycznym stylu? Samoyedy generalnie występują w 3 różnych odmianach (wilk, lis, niedźwiedź), ale głównie ta ostatnia jest promowana przez FCI i takie psy są chętniej rozmnażane. Jednak to paranoja, bo taki pies odchodzi od swojego tradycyjnego wyglądu – z mobilności i dynamiki przechodzi się na po prostu… więcej futra. Potem widzi się psy, które są tylko śmiesznymi maskotkami, a nie psami zimowymi i użytkowymi.

      Pisać można o tym masę. Jak najbardziej zgodzę się z Tobą, że rodowód tak naprawdę nie jest ważny. Z mojej perspektywy powinien tylko potwierdzać pochodzenie psa, aby była możliwość pilnowania i analizy linii. Rodowód nie powinien natomiast stanowić o wartości psa. Jeżeli komuś nie zależy na konkretnej rasie to spokojnie lepiej wybrać psa nierasowego. Natomiast na pewno nie powinno się polecać w ciemno FCI i gloryfikować ich działalności jako ”jedyne psy rasowe” jak autorka tego bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.