Szacunek działa w dwie strony. Pies, człowiek i reszta

Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy (…) to jest zły uczynek (…). Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy. Kojarzycie tę mądrość życiową wygłoszoną przez bohatera powieści Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy”? Powinnyście, bo przygody Stasia i Nel wciąż omawia się na lekcjach języka polskiego. Niemniej, nie nad edukacją polskiej młodzieży chciałam się dzisiaj pochylić – będzie o zjawisku zwanym „mentalnością Kalego”. Wszak jest to systemem zachowań i wartości wyjątkowo charakterystyczny dla właścicieli psów. Zwłaszcza, gdy chodzi o szacunek okazywany wszystkim i wszystkiemu wokoło.

*

Pewnie większość z Was już domyśla się, o co chodzi, ale nim dokładnie wszystko wyjaśnię pozwólcie, że opowiem Wam o zdarzeniu, które skłoniło mnie do poniższych rozważań. A było to tak…

Na miarę swoich możliwości staram się sporo spacerować z Gambitem, a także zabierać go w różne miejsca – nie tylko do parku, ale i “na miasto”. Zależy mi na tym, aby był wtedy w miarę niekłopotliwy dla otoczenia, a jeżeli wiem, że będzie inaczej po prostu odpuszczam mu dane wyjście lub nastawiam się na rezygnację z atrakcji i szybki powrót do domu. Takiej samej postawy oczekuję od innych, bo wydaje mi się ona rozsądna i naturalna, a do tego po prostu… Karmicznie uczciwa, że tak powiem. Wierzę, że jak ja zrobię dobrze rzeczywistości, to rzeczywistość kiedyś odpłaci mi tym samym.

Wyobraźcie sobie, że z całym tym bagażem światopoglądowym idę z Gambitem na spacer. Maszerujemy wzdłuż ruchliwej, czteropasmowej ulicy. Rzeczona ulica po przeciwnej stronie graniczy z rozległym parkiem – jednym z największych w Krakowie, po którym o każdej porze dnia i nocy biega całe mnóstwo psów. W pewnym momencie z tamtej drugiej, parkowej strony dobiega mnie głośne szczekanie, więc zatrzymuję się i obracam, żeby zobaczyć co się dzieje. Widzę sporych rozmiarów psa, siłującego się ze swoim właścicielem. Mężczyzna trzyma smycz, a pies szarpie się i szczeka, usiłując wyrwać do drzewa, na którym najpewniej przed sekundą schroniła się wiewiórka. Od razu pomyślałam, że może sposób na osiągnięcie celu nie jest najlepszy, ale to przecież fajne i odpowiedzialne, że gość nie pozwala psu pogonić za nieszczęsną, z pewnością przestraszoną wiewiórką.

Dokładnie 5 sekund później mój światopogląd legł w gruzach.

Gdy w końcu psa udało się odciągnąć od drzewa, właściciel… Zwolnił go ze smyczy i pozwolił mu biegać od jednego drzewa do drugiego. Pies ewidentnie polował, cały zadowolony z siebie. Rozszczekany i rozmerdany. Mężczyzna stał obok, ze smyczą w ręku, również zadowolony z rozwoju sytuacji. Wiewiórki umierały ze strachu. Ja próbowałam pozbierać szczękę z chodnika i wstawić ją sobie na miejsce. A kiedy już moja twarz na powrót była zaopatrzona we wszystkie niezbędne elementy, pomyślałam sobie, że każdy, kto broni psom wstępu do miejsc publicznych ma absolutną rację.

*

To właśnie takim ludziom wszyscy odpowiedzialni właściciele psów mogą podziękować. Za co? Za problemy z zarezerwowaniem noclegu na wakacje. Za kłopoty z wynajęciem mieszkania. Za tabliczki z zakazem wprowadzania psów pojawiające się na trawnikach i w parkach. Za sceptyczne spojrzenia obsługi w kawiarniach i restauracjach, kiedy pada pytanie o to, czy można z psem. Za doroczny koncert agresji w Internecie, odbywający się w okolicach Sylwestra. I pewnie za wiele, wiele innych. Bo jak w ogóle można oczekiwać od świata, że będzie na poważnie brał pod uwagę potrzeby grupy, której członkowie nigdy nie patrzą dalej niż czubek własnego nosa?

*

Staram się obracać w kręgach rozsądnych, odpowiedzialnych osób, jednak doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wielu właścicieli psów obok odpowiedzialności nawet nie stało. W efekcie miejskie trawniki są pełne kup. W parkach roi się od biegających luzem, kompletnie niewychowanych psów, a w lesie wcale łatwo spotkać czworonogi radośnie zabawiające się w gonienie dzikiej zwierzyny. Zresztą, nie ma co się rozwodzić nad tematem, bo takie przykłady można mnożyć w nieskończoność. Wiem, oczywiście, że ta druga, niezapsiona strona społeczeństwa również ma wiele za uszami, ale prawdę mówiąc, znacznie mniej wkurzam się na Kowalskich bez psów niż Kowalskich z psami, zatem coś jest na rzeczy. Szczególnie, że wydaje mi się, iż od obcych psów oczekuję w sumie niewiele – ot, aby nie naruszały mojej przestrzeni osobistej. Stawiam diamenty przeciw orzechom, że ktoś kto nie ma psa wobec zwierzaka sąsiada ma dokładnie te same oczekiwania. Tak samo, jak wobec obcych ludzi i dzieci.

Byłoby wspaniale, gdyby właściciele niewychowanych Pimpków, kłopotliwych Maksiów i szalonych Azorków wzięli to pod uwagę i nim zaczną wymagać od wszystkich wokoło szacunku dla swoich futrzastych dzieci sami wykazali się przynajmniej odrobiną troski o potrzeby najbliższego otoczenia.

To naprawdę nic trudnego. Wystarczy włożyć do kieszeni kurtki kilka woreczków na psie odchody, używać ich podczas spacerów i regularnie uzupełniać zapasy tychże oraz pamiętać o tym, że ukochany sierściuch nie jest jedyną istotą na Ziemi uprawnioną do bezpiecznego, radosnego korzystania z przestrzeni. Wszyscy inni mają do tego takie samo prawo. Jestem pewna, że w dłuższej perspektywie taka postawa odpowiednio się zwróci.

Bo szacunek zawsze działa w dwie strony.

 

photo credit: Iza Łysoń

  8 komentarzy do tekstu: „Szacunek działa w dwie strony. Pies, człowiek i reszta

  1. Avatar
    29 stycznia 2020 at 16:08

    No niestety szacunek nie działa w dwie strony. Wielu ludzi nie widzi powodu, dla którego mieliby sprzątać kupy po psie lub po… sobie, nie wyrzucać śmieci w lesie, nie tłuc butelek, nie puszczać swoich psów do psów na smyczy. Powiem tak, dopóki nie miałam psa, inne psy i ich właściciele nie wzbudzali we mnie emocji. Dopiero wychodząc z psem na spacer widzę, ile jest arogancji, nonszalancji i nieposzanowania cudzej przestrzeni właśnie w „psiarzach”. Legendarne psy podbiegające ze szczekiem, które „nic nie zrobią”, ale na które mój pies nie może zawarczeć, bo „agresywny”. Biegające po lasach niemal samopas nieodwoływalne „mądre psy”. Ludzie goniący nas na spacerze, żeby się pieski przywitały.

    Pozdrawiam wszystkich psiarzy prowadzących swoje psy chodnikiem na smyczy obok siebie (a nie 5 metrów przed sobą), sprzątających kupy, nie pozwalających obsikiwać elewacji, mijających się z uśmiechem. I wszystkich, których wiedząc, że mają z psem problem, starają się go rozwiązać. Nawet, jeśli to nie wychodzi.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      1 lutego 2020 at 16:53

      Oczywiście, wpis porusza tylko pewien jeden, konkretny aspekt problemu, który sam w sobie jest bardzo złożony i rozległy. Gdybym miała zacząć od rozwiązywaniia go u podstaw zaczęłabym od systemowego zmniejszania dostępu do psów w ogóle poprzez utrudnienia adopcji i kupna, tak, żeby zwierzęta trafiały do odpowiedzialnych, zorientowanych kynologicznie ludzi. Nie mówię tu o podnoszeniu cen, ale np. o ustawowo obowiązkowym szkoleniu. Obawiam się, że to nierealne, dlatego jedyne, co możemy robić to apelować o szacunek do innych – zwierząt, ludzi, mieszkańców miast, etc. I, oczywście, sami musimy starać się dawać dobry przykład. 🙂

  2. Avatar
    Anonim
    31 stycznia 2020 at 23:48

    Ojejku, tak bardzo tak

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      1 lutego 2020 at 16:50

      Dzięki!
      PS. Cieszę się, że Cię tu widzę – wpadaj często! :*

  3. Avatar
    7 lutego 2020 at 12:21

    Ile to się razy w kupkę weszło w parku, a ile to razy o mało zawału nie dostało się na widok lecącego luźno psa w moim kierunku i zdezorientowana mina mojego psa będącego na smyczy. Niestety nie mam kompromisu do luźno biegających psów w parkach, skwerkach itp nawet dobrze ułożonych i respektujących komendy swojego opiekuna. Wiele psich dramatów widziałam i szkoda dopisywać kolejne. I dziwię się, że osoby które nie potrafią okiełznać swojego psa bez problemu puszczają w otwartych przestrzeniach.

  4. Avatar
    Kasia
    14 lutego 2020 at 11:27

    Tak bardzo sie zgadzam! U nas prawie nikt nie chodzi z psem na smyczy – jednocześnie większość z tych ludzi kompletnie nie panuje nad swoimi psami. Nasz młodszy, adoptowany i po przejściach ma problem z większością psów kiedy jest na smyczy (puszczony luzem w parku pięknie się słucha i bawi z psami) – i chociaż staramy sie nad tym pracować, to już płakać mi sie chce, kiedy każdy postęp jest niszczony przez podbiegajace do nas psy i ich właścicieli „ale on nic nie zrobi, prosze sie nie martwić”. I juz prosby o zabranie psa, tłumaczenie ze moj moze cos zrobić i ze nie lubi obcych psów – wszystko na nic, bo i tak cala nasza praca idzie na marne.
    A najgorsze jest to, ze jak bylam w ciąży, z wielkim brzuchem i dwoma psami na spacerze, to mimo iz ludzie widzieli, że młody sie potrafi rzucać do obcych psów – nadal nie odwoływali swoich biegajacych luzem burków. I teraz kiedy czasem wychodzę z dzieckiem w wózku i psem na spacer jednocześnie, jest to samo.

  5. Avatar
    ania
    20 marca 2020 at 18:33

    Dzięki za ten post, to wprost przelane moje własne odczucia (i frustracje). Nieustająco nieposprzątane trawniki (nie tylko kupy ale i np. wyczesana sierść), psy które „tak pięknie się bawią” bo żaden z właścicieli nie zauważa że jeden z nich właśnie walczy o życie, yoreczki sadzane w kawiarni na kanapie albo – o zgrozo – puszczane luzem. Nie dalej jak dziś pomyślałam, że „kocham psy ale nienawidzę właścicieli”. Powód? Doba koronawirusa, wszyscy staramy się izolować. Staram się nie popadać w przesadę, ale uważam że ostrożność należy zachować niezależnie od ilości kończyn dolnych. Tymczasem na skwerku, przez który muszę przejść, impreza w najlepsze: wśród psów naparzanka, klepanie po łepkach nieswoich czworonogów, ludzie bez krępacji stojący w grupach. I co z tego że moja suka na smyczy, skoro od razu mam wianuszek „tylko się chce przywitać” dookoła. Nie reagujących na odganianie ani przywołanie przez właścicieli (wymuszone po mojej prośbie i poprzedzone pretensjami i przewracaniem oczami). Chciałabym wyprowadzić się w miejsce gdzie ludzie myślą.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      21 marca 2020 at 10:30

      Niestety, bardzo przeszkadza w prowadzeniu odpowiedniej izolacji pogoda – jest ładnie, ludzie zamiast myśleć o siedzeniu w domu gromadnie wychodzą na spacery. W parkach i na skwerach jest taki tłok, że naprawdę trudno zauważyć jakąś kwarantannę. :/ Rozumiem wyjście na spacer, samotnie, z trzymaniem dystansu, ale to, co czym pszesz to już bardzo duże ryzyko. 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.