Owczarek australijski vs border collie. Życie i praca

Hex skończył 10 miesięcy, Gambitowi za chwilę wybije 6. rok, a ja zdążyłam już na tyle ogarnąć posiadanie dwóch psów sportowych, że w końcu nadszedł czas na tekst, o który jestem nieustannie pytana, odkąd pokazałam Księcia Ciemności w sieci. Pora na porównanie ras i udzielenie odpowiedzi na pytanie starsze niż wszystkie psie grupy na Facebooku razem wzięte: czy owczarek australijski to taki łatwiejszy border collie? Let the battle begin!

*

Na początek, po tym niezwykle hucznym wstępie, konieczne jest kilka słów wyjaśnienia. Jeżeli właśnie stoicie przed wyborem rasy i wahacie się między border collie a owczarkiem australijskim, potraktujcie poniższy tekst z dystansem i przymrużeniem oka. Po pierwsze, dlatego że mówię w nim o własnych doświadczeniach, opierając się przede wszystkim na tym, co już przeszłam ze swoimi psami. Po wtóre, dlatego że żaden z moich psów nie jest takim przedstawicielem rasy, którego można wyhaczyć na OLX.

To psy do pracy po pracujących rodzicach, wprawdzie różnych ras, ale kupowane w jednym celu – do sportu. Dodatkowo, obie rasy są niezmiernie zróżnicowane tak pod względem wyglądu, jak temperamentu i popędów. Szczególnie ważne jest to w przypadku Gambita, bo populacja użytkowych OA w Polsce jest niewielka, a z psem z linii show po prostu nie sposób go porównywać. Dlatego nie dajcie się nabrać, jeżeli po lekturze niniejszego tekstu dojdziecie do wniosku, że łatwiej niż z Gambitem byłoby Wam żyć z Heksiem lub odwrotnie. Szukając psa dla siebie, bierzcie pod uwagę swoje potrzeby i szczerze odpowiedzcie sobie na pytanie, co jesteście gotowi temu psu zaoferować. Potem przemyślcie sprawę jeszcze raz. I jeszcze. A już na pewno nie wierzcie ślepo w to, co pisze na blogu jakaś laska, której kompletnie nie znacie.

*

Skoro już powiedzieliśmy sobie o różnicach w liniach i rasach pora na kolejne zastrzeżenie. Weźcie, proszę, pod uwagę, że przez ponad 5,5 roku życia i treningów z Gambitem zdążyłam sporo się nauczyć – o psach i o obedience. Uczestniczyłam w wielu spotkaniach z trenerami, których cenię, w seminariach ze światowej klasy zawodnikami, w szkoleniach i wykładach. Myślę, że nie przesadzę, pisząc, że bardzo się przez ten czas rozwinęłam, a co za tym idzie, z Heksem wiele rzeczy mogłam zrobić bardziej świadomie niż z Gambitem. Bardziej świadomie wybrać miot, pracować z większym wyczuciem i tak dalej.

Jednocześnie muszę przyznać, że na początku z Heksem żyło mi się i pracowało bardzo ciężko – podświadomie oczekiwałam, że bezproblemowo wejdzie w treningi i z miejsca będzie co najmniej równie dobry jak Gambit. Oczywiście było to zupełnie bezsensowne, toksyczne i skazujące na całe mnóstwo nieporozumień. Było też w pewnym stopniu normalne, bo przeskoczenie z doświadczonego psa, którego przewodnik zna jak własną kieszeń, na szczeniaka, z którym nie ma jeszcze żadnej nici porozumienia, jest bardzo trudne. Dlatego, jeżeli szykujecie się na drugiego psa, nie dajcie się wpędzić w tę pułapkę, nawet jeśli (a może właśnie szczególnie wtedy!) to ma być border collie po najwspanialszych rodzicach na świecie. Albo owczarek australijski, wiadomo.

*

Na co dzień

Dla mnie idealny pies do życia to taki, który w domu śpi, na spacerach niczego się nie boi, ignoruje obce psy i nieznajomych ludzi. Trochę się trzeba namęczyć, aby taki stan rzeczy osiągnąć, chociaż z niektórymi osobnikami jest łatwiej niż z innymi. Tę część artykułu podzieliłam na kilka mniejszych kategorii dotyczących przede wszystkim pracy ze szczeniakiem i młodym psem w tych aspektach, które ostatecznie dają wspomnianego, idealnego do życia dorosłego psa.

Nauka czystości

Zdaje mi się, że mam pecha, bo jeżeli chodzi o naukę czystości chłopcy dawali ciała mniej więcej po równo. To, jak koszmarnie szło Gambitowi uczenie się szacunku dla suchej podłogi, najlepiej obrazuje jego szczenięcy pseudonim: Sikachu. Pierwszy miesiąc to była naprawdę ciężka walka, a ostatni raz Gambit zeszczał się w domu w wieku 10 miesięcy. Z Heksiem idzie mi pod tym względem równie dobrze, żeby nie powiedzieć – jeszcze lepiej, bo w jego przypadku szacunek dla takich mebli jak klatka czy legowisko w ogóle nie funkcjonuje. Hex, w przeciwieństwie do Gambita, nie patrzy na to, czy jest zamknięty – po prostu sika, gdzie akurat stoi. Dodam, że celowo używam w tym punkcie czasu teraźniejszego. Hex to brudas jakich mało.

Socjalizacja

To trochę śliska sprawa, bo w tym punkcie naprawdę wiele zależy od hodowcy. Hex miał więcej szczęścia niż Gambit, bo hodowczyni wykonała z nim wspaniałą pracę. Przyjechał do mnie, reagując na imię i świetnie odwołując się od psów, uprzejmy w kontaktach z innymi żywymi istotami i obznajomiony z większością zjawisk, które można spotkać, mieszkając w mieście. Gambit z kolei był trochę pozostawiony sam sobie przez ostatnie dwa tygodnie pobytu w hodowli. Odebrałam go w wieku 10 tygodni, był ostatnim szczeniakiem z miotu, który pojechał do nowego domu, a czas pomiędzy wyjazdem rodzeństwa, a podróżą do Polski spędzał głównie z dorosłymi psami. Gdy przywiozłam go do domu, był mocno wkręcony w psy i bardzo nastawiony na kontakt z innymi czworonogami – trochę czasu zajęło mi nauczenie go, co naprawdę liczy się w życiu.

Jednocześnie w kontaktach ze światem wydawał mi się pewniejszy siebie niż Hex, a na pewno bardziej stonowany w reakcjach. Książkowo przechodził przez okresy lękowe, zdarzało mu się burknąć na to czy tamto: pamiętam doskonale chodzenie na miejskie spacery i głaskanie metalowych koszy na śmieci. Z kolei przestraszony Hex potrafił odpalić szczekaczkę na całego. Zdarzyło mu się to wprawdzie tylko kilka razy i to w dość ekstremalnych sytuacjach, jak choćby wtedy, kiedy tuż nad głową przeleciał mu dron, niemniej wykazywał dużo większe predyspozycje do wchodzenia w niepożądane interakcje ze światem. Mocno przyłożyłam się do uczenia go oferowania rezygnacji z każdego bodźca i muszę powiedzieć, że cała ta praca się pięknie zwraca. Ale przecież nie musiałam robić tego z Gambitem.

Zdolność destrukcji

Ojej. Temat, o którym w przypadku Heksa mogłabym opowiadać godzinami, a który mogę jednocześnie podsumować jednym krótkim stwierdzeniem. Otóż z okazji zbliżających się powoli pierwszych urodzin Hex ma umówione nie tylko zdjęcia stawów, lecz również gastroskopię. To pies, który z przyjemnością pożarłby cały świat, a potem poprosił o dokładkę. Zjada (nie gryzie, zjada!) zabawki na jedzenie wraz z upchanymi w nich smakołykami. Połyka szarpaki. Pożera ubrania, ręczniki, koce. Dosłownie wszystko, co tylko wpadnie mu zęby. W porównaniu do niego Gambit zawsze był aniołem: jako szczeniak nadgryzł jednego mojego buta, a potem nie zniszczył już absolutnie nic.

Odpoczywanie w domu

Naturalny off i umiejętność odpoczywania to były jedne z tych cech, których szukałam u psa, kiedy rozglądałam się za Gambitem, a że to pies szyty na miarę moich ówczesnych oczekiwań – oczywiście Gambit miał te cechy w pakiecie. Odkąd pamiętam, kładł się, gdy nie wiedział, co ma robić i naprawdę dobrze radził sobie z okresami mniejszej aktywności już za szczeniaka. W przypadku Heksa ta jakość nie była już dla mnie taka istotna; szukając szczeniaka, koncentrowałam się przede wszystkim na tym, czego będę oczekiwała od niego w kontekście sportu, wychodząc z założenia, że z krzywymi akcjami w życiu jakoś sobie poradzę. Nic więc dziwnego, że Hex jest całkowitym przeciwieństwem Gambita. Albo daje mu się zajęcie, albo natychmiast znajduje je sobie sam. Wymyśla oczywiście tylko same bardzo zabawne aktywności. Wśród jego ulubionych domowych rozrywek znajdują się próby wskakiwania na blaty, zwiedzanie parapetów, rzucanie zabawką z sypialni do przedpokoju i kradzież papieru toaletowego. O odpoczywaniu, mimo moich wysiłków wychowawczych, niespecjalnie chce słyszeć, toteż ogarnianie go tak, żeby głupio nie zrobił sobie krzywdy, wymaga ode mnie naprawdę dużo sił na zarządzanie przestrzenią, organizację i kontrolę.

*

Na treningu

Domyślam się, że bywalców tego bloga to właśnie ta część artykułu będzie interesować bardziej. Border collie kompletnie zdominowały obedience i chociaż przyjemnie jest widzieć na podiach zawodów przedstawicieli innych ras, to nie da się tej dominacji zaprzeczyć. Czy w takim razie żadna rasa nie jest w stanie konkurować w sporcie z BC? A może to tylko taki mit i raczej efekt kuli śnieżnej niż realnych potrzeb? Trudno powiedzieć. Na pewno owczarki australijskie i border collie są w pracy inne, jednak wcale nie oznacza to, że tylko te drugie są faktycznie wartościowe. Obie rasy mają pewne jakości i pewne problemy niejednokrotnie wiążące się z tymi właśnie jakościami. Jak to wygląda u mnie? Już wyjaśniam!

Motywacja

Bez wątpienia jest pierwszym krokiem na drodze do sukcesu. Można nad nią pracować, ale fajnie jest mieć ją w pakiecie, aby od razu móc przeskoczyć ze szczeniakiem do innych, bardziej interesujących rzeczy. Jeżeli chodzi o motywację na jedzenie, to nie mam tu nic do zarzucenia żadnemu mojemu psu. Gambit i Hex za parówkę gotowi są oddać własną duszę. W przypadku Heksa to jednak nie jest taka oczywista sprawa, bo wiele border collie ma z motywacją pokarmową problemy – to zresztą była jedna z tych rzeczy, których się bałam, odkąd ostatecznie zdecydowałam się na tę rasę. Czy mój pies będzie dobrze jadł? Czy będzie dobrze ćwiczył za parówkę? Czy kiedykolwiek uda mi się przejść z nim do pracy za suchą karmę? Jak długo będę musiała z tym walczyć? Wszystkie te pytania krążyły mi w głowie, gdy myślałam o szczeniaku BC. Na szczęście okazało się, że Hex kocha jeść równie mocno co Gambit, a może nawet trochę bardziej. Obaj już od momentu odebrania z hodowli byli gotowi długo i wytrwale pracować za nagrodę spożywczą.

W obu przypadkach nieco gorzej było z motywacją na zabawkę. Po przywiezieniu z hodowli Gambit nie szarpał się w ogóle – o czym pisałam w tym miejscu – bo był tak skoncentrowany na zdobywaniu jedzenia, że zabawki mogły dla niego nie istnieć. Trochę czasu zajęło mi odblokowanie go w tej kwestii, ale kiedy popęd łupu już się w nim obudził, okazało się, że piłka jest życiem. Hex natomiast od początku uwielbiał się szarpać i dosłownie zawisał na zabawce, jest jednak typem posiadacza. Najbardziej lubi zabijać szarpaki w samotności, a aport zabawowy wciąż wymaga dopracowania. Hex podczas szarpania jest nieco delikatniejszy, zwraca uwagę na nieświadomą presję ciała i zabawkę oddaje do ręki podskakując do niej. Gambit wbija się w moje ciało z pełnym impetem, uderzając mnie przednimi łapami w brzuch, a pojęcie presji ciała w zabawie w ogóle dla niego nie istnieje.

Wrażliwość na przewodnika

To skomplikowana sprawa. Gambit jest raczej miękkim psem w pracy, łatwo wyczuwa moje emocje i kiedy jestem zadowolona fruwa na różowej chmurce, a gdy wie, że popełnił błąd potrafi się zgasić, wpaść w depresję i zażądać natychmiastowej możliwości dokonania zadośćuczynienia za błędy w formie tulania. To pies, który żyje dla mojego zadowolenia. Jest przy tym bardzo plastyczny, łatwo mu wytłumaczyć, że zrobił coś źle i jednak wolałabym inne wykonanie ćwiczenia. Nie upiera się przy swoim zdaniu, liczy się dla niego moja opinia.

Wbrew obiegowej opinii o border collie, Hex jest w pracy tym twardszym psem. Co więcej, zdarza mu się forsować swoje zdanie i przekonywać mnie, że to on wie lepiej, o co w tym wszystkim chodzi. Co więcej, swoje poglądy potrafi wyrazić dość dosadnie, na przykład strzelając mnie zębami po ręce. Jednocześnie jednak w treningu jest naprawdę grzeczny – łatwo np. odwołać go od jakiegoś ekscytującego ćwiczenia. Wystarczy po prostu zawołać, tak zwyczajnie. Gambit z kolei, mimo swojej wrażliwości, gdy wkręci się w jakieś ćwiczenie, wymaga z mojej strony dość ostrej reakcji – widać to zwłaszcza, gdy wybierze zły aport.

Tempo nauki

Gdybym miała wypowiadać się wyłącznie na podstawie doświadczenia z Heksem powiedziałabym, że ta najinteligentniejsza rasa świata wcale nie jest taka znowu mądra. Bo wiecie, mój border collie wcale nie uczy się nowych rzeczy szybko niczym strzała. Hex to taki typ, który podczas pierwszej sesji raczej nie łapie poprawnego zachowania. Nauczyłam się już, że muszę pokazać mu mniej więcej o co chodzi, a następnie dać mu się przespać z tematem przez 1 lub 2 dni. Wtedy na kolejnych sesjach zaczyna działać naprawdę dobrze. Gambit w mojej opinii szybciej uczy się różnych abstrakcyjnych rzeczy, a do tego jest dokładny i bardzo powtarzalny. Wydaje mi się, że Heksa również będzie charakteryzować ta powtarzalność, ale jest jeszcze za młody, aby powiedzieć coś w tym temacie z całą pewnością. Zresztą nie od dziś wiadomo, że BC mają tendencję do nudzenia się ćwiczeniami, szukania dziury w całym i poprawiania schematów, więc tym bardziej trudno przewidzieć, jak rozwinie się pod tym kątem Hex.

Oczywiście każdy z nich ma takie elementy, które wychodzą lepiej i takie, nad którymi trzeba pracować. Gambit jest przykładowo wyjątkowym antytalentem, jeśli chodzi o aport węchowy, Hex z kolei radzi sobie z tym ćwiczeniem nad wyraz dobrze, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego młody wiek. Gambit nigdy nie miał problemów ze skakaniem, Hex gdy przedstawiłam mu koncepcję przeszkody, uparcie próbował przechodzić pod tyczką – tak, nawet kiedy znajdowała się ona tuż nad ziemią. Można by tak wymieniać i wymieniać, sęk w tym, że każdy pies ma jakieś mocniejsze i jakieś słabsze elementy. Tradycyjnie uważa się, że border collie jako psy hodowane pierwotnie do zaganiania stad owiec na dużych pastwiskach lepiej radzą sobie z wysyłaniami, ale trudniej im wykonywać ćwiczenia, w których pies znajduje się w bezpośredniej bliskości przewodnika. U mnie na tę chwilę ta prawda sprawdza się raczej mniej niż bardziej, bo Gambit wysyła się wspaniale, a do tego z każdym rokiem nabiera prędkości, Hex zaś chodzi przy nodze z entuzjazmem godnym żołnierza Armii Czerwonej na defiladzie.

Baza doświadczeń

Szczególną zaletą border collie w obedience jest ich ogromna liczba. Naprawdę. Dzięki temu borderowe know how jest relatywnie dobrze znane, a na typowe dla rasy problemy każdy zajmujący się tym sportem trener z miejsca proponuje wachlarz sposobów. Przewidywanie, czajenie się, wchodzenie w statyczną koncentrację, wymuszanie ruchu na przewodniku – wszystko to są problemy, których można się spodziewać w treningu z border collie, ale też kwestie powszechnie znane, którym można zapobiegać już od szczeniaka. Trudniej jest z przedstawicielami innych ras, bo właściwie każda jest w obedience mniej powszechna niż BC i do żadnej nie napisano jeszcze tak obszernej instrukcji obsługi. Bywa, że trenowanie z psem innej rasy daje poczucie nieustannego błądzenia we mgle, szukania po omacku tej jednej jedynej złotej metody, która sprawi, że w końcu w głowie psa przestawi się ten szczególny, magiczny przełącznik.

Jednocześnie to wcale nie oznacza, że trenowanie z border collie jest prostsze. W zasadzie powiedziałabym, że jest dużo bardziej skomplikowane, bo aby pies dobrze działał w obedience, wymaga dość dużo aktywności poza swoim głównym sportem. Klikanie sztuczek na otwieranie głowy i naukę oferowania zachowań innych niż bezruch. Pasienie, aby pies miał w życiu inny typ aktywności, w którym może zrealizować swój naturalny instynkt. Podczas treningów przełamywanie schematów ćwiczeń, fińskie cyrki, overy i wszystkie te karuzele na świadome słuchanie oraz otwieranie głowy. Z Gambitem nie muszę tego wszystkiego robić, a przynajmniej nie w takiej szalonej ilości, w jakiej najpewniej będę musiała bawić się w to z Heksem. OA to pies o jednak nieco prostszej konstrukcji psychicznej, więc mogę po prostu skoncentrować się na obedience i jeżeli to zrobię, mój pies wcale nie zacznie się zawieszać w zmianach pozycji, wyczajać do kwadratu i robić całego mnóstwa innych głupot.

Oczywiście owczarki australijskie również mają swoje wady. W obedience najbardziej boli wokalizacja – wiele OA z frustracją i nadmiarem emocji radzi sobie, wydając jęki. Nie wszystkie, ale tych, które nie odzywają się podczas ćwiczeń, jest mniej niż więcej. Kilka lat temu pewnie powiedziałabym, że ten problem raczej nie dotyczy border collie, jednak obecnie widzę coraz więcej BC, które kwiczą przy pracy. Najprawdopodobniej wynika to z rosnących coraz bardziej z roku na rok wymagań wobec psów, z którymi te nie do końca sobie radzą. Na pewno bez względu na rasę warto pamiętać o tym, że w obedience ważniejszy niż technika jest stan umysłu psa i to, jaki emocjonalny obraz ćwiczenia zbuduje się w jego głowie. Warto przy tym zaznaczyć, że często border collie są bardziej plastyczne, jeżeli chodzi o kształtowanie ich emocji i przełączanie ich z pobudzenia w spokojną koncentrację (wysyłania vs ćwiczenia statyczne) – możliwe, że to właśnie jest w obedience największa zaleta tej rasy.

*

Border collie czy owczarek australijski? Jak zawsze w przypadku tych pytań prawidłowa odpowiedź jest jedna i brzmi niezmiennie: to zależy. Każdy musi zdecydować sam co odpowiada mu bardziej, czego od psa oczekuje, a przede wszystkim, z jakimi problemami jest gotów mierzyć się tak w treningu, jak na co dzień. Z pewnością łatwiej jest kupić dobrego BC do sportu niż dobrego OA – przesądza o tym po prostu wielkość populacji oraz to, że istnieją w BC hodowle prowadzone z myślą o konkretnych sportowych aktywnościach. Wśród OA próżno szukać takiej specjalizacji, bo populacja dobrych psów w Europie jest zbyt mała, aby istniały hodowle specjalizujące się w agility lub obedience. Dlatego szukając owczarka australijskiego do sportu, trzeba nastawić się raczej na hodowle pasterskie, w których sport pojawia się niejako przy okazji. Mimo to, próba kupienia fajnego border collie to wyzwanie, bo ilość problemów psychicznych i zdrowotnych w rasie jest naprawdę imponująca. Może więc warto spojrzeć w innym kierunku? Każdemu według jego potrzeb. Ja na tę chwilę nie jestem w stanie ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że z Heksem trenuje mi się łatwiej niż z Gambitem lub odwrotnie. Z pewnością jednak Gambit jest znacznie bardziej wdzięcznym psem do życia. Na przykład lubi się czasem przytulić, zamiast wiecznie biegać po parapetach.

*

Ja tu gadu-gadu, a Ty dalej zastanawiasz się czy lepszy będzie dla Ciebie owczarek australijski czy border collie? Rozczaruję Cię – nie znajdziesz tu łatwej odpowiedzi na to pytanie. To dwie różne rasy. Nie lepsze, nie gorsze, ale inne. Zarówno OA, jak i BC mają wady i zalety. Predyspozycje i cechy, które ciągną je w dół. Zastanów się co chcesz robić ze swoim psem. Czego od niego oczekujesz. Co możesz mu dać. Spójrz na ludzi, którzy wydają Ci się być ze swoimi w tym miejscu, w którym Ty chciałabyś kiedyś być. Spróbuj z nimi porozmawiać. Przemyśl sprawę raz jeszcze. Dobrze się zastanów, przeanalizuj wszystkie za i przeciw. A potem zdecyduj.

  7 komentarzy do tekstu: „Owczarek australijski vs border collie. Życie i praca

  1. Avatar
    24 maja 2021 at 13:18

    No piękne są! Oba cudowne <3

  2. Avatar
    26 maja 2021 at 14:06

    Nie mogę się napatrzeć na te psiaki. Cudowne. Mi marzyl się zawsze spanielek, może kiedyś to marzenie się spełni 🙂

  3. Avatar
    Agunia
    16 lipca 2021 at 13:46

    Z mężem 7 lat temu wzięliśmy psa, jeszcze szczeniaka który miał być zwykłym kundlem. Po roku okazało się, że jest mieszańcem i tak z czasem odkryłam że w 80% to owczarek australijski – ma sporo cech tej rasy i umaszczenie takie same. Gdybym wiedziała o tym wcześniej więcej bym pracy włożyła w wychowanie jego. Mimo wad kocham go 🙂

  4. Avatar
    21 lipca 2021 at 19:35

    Trzydzieści lat temu biegałem po ringach z rottweilerami i kilka lat pozniej z amstaffem.Widzialem jak polscy hodowcy i sędziowie dołożyliście do degeneracji tych ras. Po trzech rottweilerach i dwóch astagach odechciało mi się wystaw. Po wielu latach padł wybór na od lat obserwowaną rasę BC.Tetaz mam dwa kochane BC którym daje dużo richu(agility, zabawki spacery i prawie codzienny rower). Niestety widzę, że w Polsce BC podziela los Rott. i Amstff.Przymro na to patrzeć, jak z CB chce się na siłę zrobić psa dla dieci, kanapowca.Czasem chce się zapłakać nad losem tych psów.

  5. Avatar
    12 września 2021 at 17:06

    A więc można! Super i życzę powodzenia!

  6. Avatar
    12 września 2021 at 17:09

    I oby tak dalej! Super się czytało, pozdrawiam!

  7. Avatar
    helka
    13 września 2021 at 22:39

    Piękne pieski, chciałabym takiego 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.