Aktywna rasa. Ile czasu trzeba poświęcić psu?

To taka aktywna rasa! Codziennie trzeba poświęcać temu psu minimum cztery godziny! – często spotykam się z podobnymi wypowiedziami. Przez nie chyba każdy kto rozważa kupno pierwszego psa aktywnej rasy zastanawia się, ile czasu właściwie pochłania opieka nad takim zwierzem. Żyjemy wszak w wiecznym pośpiechu, a doba jak na złość wcale nie chce się wydłużyć. Nic więc dziwnego, że przyszli właściciele owczarków wszelakich skrzętnie kalkulują, ile godzin dziennie będą mogli przeznaczyć na aktywność z psem. I dobrze, bo zajmowanie się zwierzęciem z dużą potrzebą pracy i kontaktu z człowiekiem to prawdziwa czarna dziura na ów, przecież tak cenny!, czas. Jednocześnie jednak uważam, że takie rachowanie nie do końca przygotowuje na to, co człowieka spotyka po tym, jak upragniony szczeniak wreszcie pojawi się w domu. Jak to więc jest z tymi aktywnymi rasami? Ile czasu trzeba poświęcić takiemu psu? Czy aby pozwolić sobie na border collie można pracować maksymalnie na pół etatu?

Pies o czekoladowym umaszczeniu biegnie przez pole lawendy.

Gdzie biegnie Gambit? Może poskarżyć się komuś, że poświęcam mu za mało czasu?

*

Najważniejsza sprawa: każdy pies, bez względu na rasę i jej pierwotne przeznaczenie, potrzebuje aktywności, zajęcia i kontaktu z człowiekiem. Skala tych potrzeb jest ogromnie zróżnicowana, waha się w zależności od rasy i konkretnego egzemplarza. Można jednak śmiało założyć, że mało który pies będzie żył szczęśliwie, w pełnym dobrostanie, jeżeli ma zapewnione wyłącznie krótkie, fizjologiczne spacery wokół bloku i miskę z karmą w kuchni. Stąd każdy, kto rozważa zakup lub adopcję czworonoga i wie, że trzy pięciominutowe spacery to maksimum jego możliwości powinien swoją decyzję przemyśleć jeszcze raz.

*

Szczeniak vs dorosły

Każdy pies nim zmieni się w poważnego, dorosłego przedstawiciela swojej rasy – bez względu na to, czy mowa o border collie, owczarku australijskim czy malinois – jest najpierw szczeniakiem. Szczeniak zaś jeżeli chodzi o ilość czasu jaką trzeba mu poświęcić po prostu przekracza wszystkie rozsądne granice. Stąd też ktoś kto ma taką możliwość, decydując się na sprowadzenie do domu szczyla powinien rozważyć zmarnowanie chociaż części urlopu na magiczny moment przyjęcia go pod swój dach. Albo przynajmniej wziąć home office.

Wynika to stąd, że psie dziecko wymaga ogarniania i edukacji w bardzo szerokim zakresie. Trzeba nauczyć go wszystkich tych zwykłych rzeczy, które przy dorosłym psie wydają się zupełnie oczywiste, a więc utrzymywania czystości w domu, spokoju w mieszkaniu, samotności, życia w społeczeństwie. To pochłania naprawdę mnóstwo czasu, choćby z tego względu że nawet najbardziej pojętny szczeniak ma ograniczoną pojemność pęcherza i spacery co 2-3 godziny to obowiązkowy punkt harmonogramu dnia. A przecież gdzieś pomiędzy kolejnymi wyjściami w celu załatwienia podstawowych potrzeb fizjologicznych trzeba jeszcze się z tym psem poznać, pobawić, dać mu zjeść i, oczywiście, posprzątać to wszystko, co zdążył już zniszczyć lub zapaskudzić. Krótko mówiąc, pod względem czasochłonności młody pies to istna czworonożna apokalipsa. Jak nic pół roku wyjęte z życiorysu. Co więcej, to nie jest kwestia rasy, bo aktywna czy nie, każdy szczeniak będzie na początku brudził w domu i w ogóle zachowywał się w sposób mało adekwatny do sytuacji.

Jednocześnie, dobrze mieć świadomość tego, że ten czas na samym początku znajomości ze szczeniakiem naprawdę warto poświęcić i odpowiednio go spożytkować. To zaprocentuje w przyszłości, dając psa właściwie zsocjalizowanego, skupionego na swoim przewodniku, radzącego sobie z otoczeniem, gotowego do akcji kiedy trzeba, a spokojnego kiedy nie.

Bez wątpienia z dorosłym psem jest łatwiej – aktywna rasa czy nie. Chociażby z tego względu, że dysponuje on działającymi zwieraczami, co pozwala na normalne wyjście do pracy bez obaw o zalanie całego parkietu w salonie. Niemniej, skoro już człowiek decyduje się na psa aktywnej rasy można założyć, że zamierza z tym czworonogiem spędzać czas nie tylko leżąc na kanapie. Tu trzeba powiedzieć sobie jasno, że psy to nie są weekendowi wojownicy. One nie rozumieją koncepcji czasu w typowo ludzki sposób. Tłumaczenie czworonożnemu młodzikowi, że w środę to tylko szybkie siku, ale przecież odbijemy sobie w niedzielę zupełnie mija się z celem. Oczywiście, psa można nauczyć spokoju w domu, tak aby w razie jakichś losowych zdarzeń nie męczył się i nie biegał po ścianach, tylko grzecznie czekał aż w końcu minie okres obniżonej aktywności. Trzeba jednak pamiętać, że z jednym egzemplarzem taka nauka zajmie więcej, z innym mniej oraz że zakładanie z góry, że aktywność to domena wyłącznie weekendowa jest w stosunku do tego psa po prostu nie fair.

Ile w takim razie trzeba psu poświęcić w tygodniu? Nie ma jednej słusznej odpowiedzi na to pytanie. Wiele zależy od tego, do jakiego trybu aktywności przyzwyczai się psa oraz od poziomu robotności konkretnego osobnika. Niemniej, zakładanie że cały tydzień będzie można przelecieć na trzech 5-minutowych fizjologicznych spacerach to duży błąd.

Nie można jednak przesadzić też w drugą stronę. Żaden pies nie potrzebuje kilku godzin biegania za frisbee każdego dnia. Wręcz może to być dla niego szkodliwe, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Jak więc znaleźć złoty środek? Obserwować swojego psa, słuchać tego, co komunikuje, a także myśleć za niego o jego bezpieczeństwie i zdrowiu – bo to, że pies chce wcale nie znaczy, że powinien. Na pewno dobrze pamiętać o tym, że dla psa spacer to nie tylko okazja do opróżnienia pęcherza, ale najciekawszy moment dnia, możliwość eksploracji otoczenia, swobodnego ruchu i zrealizowania wszystkich tych podstawowych potrzeb społecznych, które człowiek realizuje wychodząc z domu. Trzeba to szanować. Po prostu.

Do życia vs do sportu

Osobno można potraktować psy kupowane do aktywnego życia, rodzinnych wycieczek i rekreacyjnego biegania przy rowerze oraz te brane z myślą o sporcie. Mogą to być psy dokładnie tej samej rasy, z dokładnie taką samą potrzebą ruchu i pracy, bez wątpienia jednak to ten drugi czworonóg będzie pochłaniał więcej czasu. Sport bowiem nadaje aktywności z psem pewną strukturę, wymusza narzucanie sobie celów oraz regularność treningów. Szczególnie, jeżeli sprawę traktuje się poważnie i dąży się do startu w zawodach.

Mnóstwo tu ogólników, a domyślam się, że wszyscy ciekawi są konkretnych wyliczeń – na szczęście, w tym punkcie mogę już na swoim przykładzie podać jakieś ramy czasowe. Podkreślam jednak, że to, co dobrze sprawdza się w moim przypadku niekoniecznie zadziała u kogoś innego.

Staram się utrzymywać regularność treningową, bez względu na to, co dzieje się w moim życiu. W optymalnej sytuacji – kiedy mam dostatecznie dużo czasu, a warunki są odpowiednie – Gambit trenuje 5 razy w tygodniu. Jeden trening to około 2 godziny, czasem więcej jeżeli odbywa się gdzieś daleko lub zakłada jakieś wyjątkowo skomplikowane elementy. Jest to czas liczony od drzwi do drzwi, razem z dotarciem na miejsce treningowe, składaniem i rozkładaniem sprzętu, spacerem i rozgrzewką przed właściwym treningiem. Realnej pracy z psem jest w tym około 40 minut. Do tego dochodzą sesje detali w domu, które robię w ramach kolacji (około 20 minut) oraz długie spacery, bo staram się, aby poza treningami mój pies miał dość dużo swobodnego, niewymuszonego ruchu. Z kolei, gdy nie mogę poświęcić na sport aż tyle czasu staram się dbać o to, aby Gambit miał 3 treningi tygodniowo. Zawsze pamiętam też o rzeźbieniu detali i spacerach. W okresach roztrenowania naprawdę bardzo dużo spaceruję – czasowo pochłania mi to mniej więcej tyle, co prowadzenie optymalnej rutyny treningowej.

To dużo? Mało? Czy to naprawdę konieczne, skoro to aktywna rasa? A może da się jakoś obniżyć psie wymagania? Wszystko zależy od tego, ile czasu ktoś gotów jest poświęcić swojemu psu, a także ile czasu rzeczywiście ten pies potrzebuje. Są takie egzemplarze, dla których optymalne będą 3 treningi tygodniowo, a ich większa liczba wcale nie przełoży się na jakość pracy psa i wyniki. Są jednak i takie, dla których najlepszym rozwiązaniem jest trenowanie codziennie, a każdy dzień przerwy boleśnie odbija się na jakości wykonywanych ćwiczeń. Co gorsza, zmiennych przy wyborze psa jest tak wiele, że ciężko przewidzieć na jakiego osobnika trafi się pod tym względem.

*

To ile czasu to wszystko w końcu zżera, jak już do domu wjedzie ta aktywna rasa? Tyle, ile jesteś w stanie poświęcić, a mogłoby i dwa razy więcej gdyby dało się rzucić wszystko i żyć dzięki spadkowi po bogatym wujku z Ameryki. Bo ludzie, którzy mają te sportowe psy kochają to co robią, czekają na treningi jak na Boże Narodzenie, na zawody jak na gwiazdkę z nieba, na obozy sportowe jak na najlepsze urodzinowe imprezy. Dlatego, jeżeli liczysz wyszczególnione w tym tekście godziny i minuty, przecierasz w zdumieniu oczy i myślisz, że trzeba być świrem, żeby wziąć sobie na głowę tyle obowiązków, a jednocześnie marzysz o border collie czy owczarku – odpuść. Bowiem w posiadaniu psa aktywnej rasy cały myk polega na tym, że wspólne spacery, wędrówki i treningi sportowe to nie tylko obowiązek, a przede wszystkim obustronna przyjemność i styl życia, który człowiek świadomie decyduje się prowadzić.

 

photo credit: Iza Łysoń

  14 komentarzy do tekstu: „Aktywna rasa. Ile czasu trzeba poświęcić psu?

  1. Avatar
    Jolka
    19 lipca 2019 at 09:23

    Bardzo dobry tekst. Wszystko można pogodzić, pod warunkiem, że decyzja o sprowadzenia do domu psa jest przemyślana, a nasz pies będzie w tym domu odgrywał jakąś rolę. Nie bierzemy psów, tylko po to, żeby były. U mnie w domu cała moja rodzina uczestniczy w treningach i spacerach. Wszyscy bardzo to lubimy. Nasze psy trenują codziennie. Każda okazja może być dobra do przeprowadzenia sesji treningowych. Dodam, że pracuję na etacie, mam dwoje dzieci i dwa psy ras aktywnych. Spokojnie dajemy radę. Powodzenia dla wszystkich obecnych i przyszłych właścicieli psów.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      19 lipca 2019 at 09:44

      Dzięki! Strasznie się cieszę, że tekst Ci się spodobał <3

      Myślę, że cały problem z takim kalkulowaniem polega na tym, że wiele osób bierze psy głównie kierując się ich wyglądam zamiast zastanowić się, jak zwierzak wpasuje się w ich tryb życia. BC są sympatyczne, owczarki opatrzone i wiele ludzi uważa, że są po prostu ładne. To w połączeniu z takim społecznym przekonaniem, że szczęśliwa, prawdziwa rodzina to dwójka dzieci, dom z ogrodem i pies sprawia, że często dochodzi do nieprzemyślanych zakupów. Ogromna tu jest rola odpowiedzialnych hodowców w uświadamianiu przyszłych właścicieli o potrzebach psa. 🙂

  2. Avatar
    anita
    19 lipca 2019 at 10:54

    Mój temat <3 Praktycznie nie ma dnia żeby ktoś mnie o to nie pytał.
    Wprawdzie nie udzielamy się aż tak sportowo, ale z jakiegoś powodu wielu ludzi na sam widok setera z daleka krzyczy "ile to musi biegać!". Wyznaję zasadę, że psa należy pozbawić nadmiaru energii który zakłóca mu cenny psi spokój, ale wymęczanie na codzień "do naleśnika" bardziej szkodzi niż pomaga. Życie jest nieprzewidywalne, nigdy nie wiadomo kiedy wpadnie nam jakieś (miejmy nadzieję chwilowe) ograniczenie czasowe lub pies złapie kontuzję, która wymusi ograniczenie ruchu. Nie chciałabym w takiej sytuacji odkryć, że pies w ogóle nie potrafi funkcjonować w domu niezmęczony.
    Ja robię intensywne wrzutki maksymalnie dwa razy w tygodniu, zazwyczaj raz. Na codzień pies ma "normalnie" długie spacery, jakieś 50 minut dwa razy dziennie. Wyjścia na siku nie uwzględniam 🙂
    Ciekawi mnie jak z perspektywy czasu wypadało porównanie czasu poświęcanemu Gambitowi i Tytanii.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      19 lipca 2019 at 11:21

      Ja to bym powiedziała, że całkiem sporo spacerujecie 😀

      Co do porównania czasu poświęcanego Tytanii i Gambitowi to nie podejmę się czegoś takiego, bo po prostu nie mam z nią już kontaktu na tyle długo, że pewnie byłoby to bardzo mało wiarygodne. Jedno, co moge stwierdzić, że to na pewno potrzeba innego rodzaju aktywności – u setera raczej swobodny ruch, węszenie, samodzielna eksploracja środowiska. Z kolei 1 grupa FCI zdecydowanie bardziej nastawiona jest na aktywność z człowiekiem. Z Gambitem nie mogę wyjść na zewnątrz, usiąść na ławce, zwolnić ze smyczy i powiedzieć „Biegaj!”, bo będzie przy mnie stał i czekał, aż się ruszę i zrobimy coś razem albo się położy i będzie czekał, aż pójdziemy dalej. Z Tytanią mogłam. Z Gambitem swobodny spacer zakłada więc też mój ruch, to że idziemy gdzieś razem – nawet, jeżeli nic od niego nie chcę, a komendy ograniczam do minimum.

      • Avatar
        anita
        19 lipca 2019 at 13:37

        Ja to chyba skrzywiłam moją seterkę, bo niestety po pierwszych 10 minutach oczekuje ona ode mnie czynnego udziału w spacerze. Staram się wtedy zmotywować do trenowania różnych rzeczy, ale – na szczęście dla dnia lenia – zwyczajne przemieszczanie się też często wystarcza.
        Kiedyś schizowałam mocno na punkcie ilości spacerów, uratowało mnie dopiero zainwestowanie w czujnik aktywności dla psa i po przeanalizowaniu statystyk w obrębie rasy i wieku doszłam do wniosku że wcale z nami nienajgorzej 🙂

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        19 lipca 2019 at 14:18

        Wow, nie wiedziałam w ogóle, że jest coś takiego, jak czujnik aktywności dla psa. Rozumiem, że nie chodzi o zwykły lokalizator GPS, na którym można sobie sprawdzić, jakie trasy biegający luzem pies robi na spacerach tylko coś bardziej wyrafinowanego?

      • Avatar
        anita
        19 lipca 2019 at 15:53

        Bardziej lub mniej wyrafinowanego – to zależy od perspektywy 😉 Mój nazywa się Fitbark i nie ma w ogóle GPSa, ale liczy „psie kroki” i ich intensywność. Na koniec dnia mam wykres aktywności z całej doby i mogę go potem porównać z innymi użytkownikami. Są nawet rankingi 😀

      • Pies do kwadratu
        Pies do kwadratu
        19 lipca 2019 at 16:43

        Ale wypas! Stanowczo muszę się bliżej temu przyjrzeć, dzięki! 😀

  3. Avatar
    Elf
    19 lipca 2019 at 14:58

    Ten post jest świetny! Nie czarujesz tylko stawiasz sprawę jasno. Szacun za szczerą wypowiedź.

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      19 lipca 2019 at 16:43

      Dzięki! Cieszę się, że artykuł Ci się spodobał! 🙂

  4. Avatar
    ZK
    20 lipca 2019 at 17:05

    Dzięki mojej petardzie (owczarek australijski) zrezygnowałam z siłowni, której nie cierpiałam ale wiadomo- czego się nie zrobi dla zdrowia. Na początku chciałam żeby mi towarzyszyła przy bieganiu i rowerze, ale po zapoznaniu się ze sportami kyno samą zaczęło mnie to nudzić. Na treningi ze szkoleniowcem frisbee/agilty/obi czekam jak na Boże Narodzenie pomimo, że jestem tylko nędznym amatorem 😀 uwielbiam jak to świetnie angażuje jej myślenie, a wysiłek umysłowy jest jej niezwykle potrzebny. Nawet mi czasem sygnalizuje na spacerze, że coś by jeszcze porobila, np. siedzi koło drzewa jak jest fajna kora i czeka na zabawę węchową 😂 czasem po krotkim, samodzielnym szkoleniu podchodzi i trąci mnie łapą jakby mówiła „więcej, fajne!” jak jedziemy dalej to oczywiście jest taniec szczęścia. Zgadzam się, takie luźne spacery bez narzucania wysiłku sà mega ważne, samo węszenie to już sporo wysiłku dla głowy. Sama zadawałam takie pytania przed znalezieniem odpowiedniej rasy i psiaka dla mnie. Dzisiaj jak ktoś mnie pyta ile czasu trzeba poświecić na aktywność z owczarkiem to jedyne co mogę powiedzieć to „panie, kto by to zliczył” 😂 super artykuł!

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      20 lipca 2019 at 20:29

      Taaak! Sport z psem to rewelacyjna sprawa, chociaż ja to akurat chętnie pochodziłabym sobie na jakieś zajęcia sportowe bez psa – marzą mi się kettle, ale już zupełnie nie mam gdzie tego wcisnąć w swój harmonogram dnia, nie mówiąc już o tym, że kasę na karnet na siłce można przecież wydać na pieski. 😛
      Bardzo się cieszę, że tekst Ci się podobał! <3

  5. Avatar
    20 lipca 2019 at 19:11

    Jako opiekunka mini stadka huskich doskonale rozumiem! 😀 Ciągle ktoś zagaduje „a to husky, trzeba z nim biegać codziennie po 10/20/30 km” 😉 Na szczęście dla mnie, husky to nie samo bieganie 😉

    • Pies do kwadratu
      Pies do kwadratu
      20 lipca 2019 at 20:31

      Dla mnie husky to zupełny kosmos – to musi być zupełnie nny tryb aktywności i oczekiwań spacerowych niż z owczarkiem. Nie mówię o tym, że musi biegać codziennie 30km, ale chyba ma mniejszą potrzebę kontaktu z przewodnikiem i robienia czegoś koniecznie z człowiekiem, co? 🙂 Pochwalisz się, jak wygląda Wasz tygodniowy plan zajęć? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.